Przez pewien czas człowiek nie jest zadowolony z teraźniejszości i żyje nadzieją na przyszłość, na odwrócenie kolejnej strony księgi życia. Ale pewnego dnia zdaje sobie sprawę, że to już ostatnia strona: możliwości zewnętrznych zmian na lepsze się skończyły. Ciesz się z tego, co masz, co osiągnąłeś,
Obudziłam się i zdałam sobie sprawę, że jest już czerwiec. Zaczęło się lato.
Zaczęło się, by przeminąć. Ile ich już minęło - gorących i chłodnych, suchych i deszczowych, urodzajnych i nieurodzajnych, bardziej i mniej szczęśliwych...
A ile mi ich jeszcze zostało? Bóg jeden wie. Jedno jest pewne: zostało mi mniej lat na ziemi, niż przeżyłam. Znacznie mniej.
Czas to droga, której nie da się zawrócić, nie da się jej zatrzymać i to nie my nadajemy jej tempo. Odzwierciedlamy jedynie własne uczucia, wzdychając "Jak szybko mija czas...". W rzeczywistości czas po prostu mija.
Przez pewien czas człowiek nie jest zadowolony z teraźniejszości i żyje nadzieją na przyszłość, na odwrócenie kolejnej strony księgi życia. Ale pewnego dnia zdaje sobie sprawę, że to już ostatnia strona: możliwości zewnętrznych zmian na lepsze się skończyły. Ciesz się z tego, co masz, co osiągnąłeś, co udało ci się zrobić w twoim czasie. Nie, jakieś miejscowe ulepszenia i małe zmiany są nadal możliwe. Ale nie będzie żadnych wzlotów, nie staniesz się kimś innym, do końca swych dni pozostaniesz tym, kim jesteś teraz.
Ale twoje życie może się zmienić na gorsze. W rzeczywistości: zmieni się na pewno. Znasz ten smutny żart: "Masz pięćdziesiąt (sześćdziesiąt, siedemdziesiąt itd.) lat? Nie martw się - to nie potrwa długo, to tylko na rok!".
Ale po co został nam dany ten ostatni etap naszego ziemskiego dystansu? Nie tylko po to, byśmy mogli uświadomić sobie naszą bezradność i słabość, chociaż słabość musi być świadoma. Na tym etapie jesteśmy powołani do zrozumienia czegoś innego, bardzo ważnego i do nauczenia się bardzo dobrych rzeczy, jeśli nie nauczyliśmy się ich wcześniej, a teraz już nic innego nie pozostaje! Kiedy człowiek nie ma przyszłości, nie pozostaje mu nic innego, jak żyć teraźniejszością.
Dniem dzisiejszym, daną godziną, minutą. Świtem, śpiewem ptaków, liśćmi szarymi od kropel rosy. Gorącym czajnikiem, suchą brązową kawą, którą wytrząsasz ze słoika do białej filiżanki, kostką cukru wpadającą do tej kawy. To wszystko to przecież prawdziwe szczęście. Nie wspominając o modlitwie. Ona jest ponad czasem ("...teraz i zawsze, i na wieki wieków..."). Przenosi nas poza tę granicę: dlatego podczas modlitwy, w domu lub w świątyni, czasami wdychamy ozon odległej młodości: "odnawia twoją młodość jak u orła" (Ps 102:5).
Co to jednak znaczy: "Nie mamy przyszłości"? Przyszłość istnieje, po prostu zmieniła się z odległej w bliską. Zmieniła się tak, że w końcu zrozumieliśmy, czym jest: przyszłość - to, co przed nami, co na nas czeka, co jeszcze się z nami nie wydarzyło, ale musi się wydarzyć. Moja znajoma, która skoczyła ze spadochronem, powiedziała mi, że wysokość przelotowa samolotu nie jest przerażająca, ponieważ nie jest postrzegana jako wysokość. Co innego, jeśli patrzysz w dół z balkonu na dziesiątym piętrze. Tak samo jest tutaj. Wielka, odległa przyszłość, na którą liczy młody człowiek, nie jest przez niego postrzegana jako coś, co znajduje się bezpośrednio przed nim i nie zawiera w sobie żadnego z dzisiejszych procesów. Inaczej jest, gdy przyszłością jest dzień, który nadszedł.
Idziesz do świątyni na niedzielne nabożeństwo - czego tam doświadczysz podczas św. Liturgii, co się w tobie zmieni, jaki powrócisz do domu? To tajemnica, która rozgrywa się przed twoimi oczami, to film, od którego nie sposób się oderwać. Na twoim biurku leży nowa książka - co odkryjesz, co zrozumiesz, co zyskasz, czytając ją? To twoja przyszłość, ona zbliża się wyraźnie i niezaprzeczalnie, a im jesteś starszy, tym bardziej ją doceniasz, kochasz, i nie możesz się jej doczekać. W rzeczywistości jest to smak życia, można nawet powiedzieć, apetyt na życie - pragnienie życia. Żyć tym dniem, i następnym, i jeszcze jednym, i jeszcze kolejnym - ponieważ każdy dzień przynosi coś nowego, coś, czego jeszcze nie masz, a czego zdecydowanie potrzebujesz.
Tak, przez chwilę bywamy niecierpliwi: jak dzieci skradamy się na palcach, próbując spojrzeć w jutro, ponieważ nasze dzisiaj nam nie odpowiada, nie akceptujemy go, tak naprawdę nie żyjemy w nim. Podświadomie wierzymy, że to jutro będziemy żyć, podczas gdy dziś nie jest życiem, jest czymś, co po prostu musimy znieść, co musimy przeczekać. A kiedy w końcu nadchodzi jutro, nawet z wyraźnymi zmianami na lepsze, rozczarowuje nas; nie daje nam pełni życia, którego pragniemy. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ "każdemu, kto ma, będzie dane i będzie miał w nadmiarze, a temu zaś, co nie ma, i to, co ma, zostanie od niego zabrane" (Mt 25:29). Jeśli do tej pory nie przyjęliśmy naszego życia, jeśli nie wprowadziliśmy w obrót talentów, które zostały nam dane, jeśli nie żyliśmy, a jedynie czekaliśmy, nie zaczniemy żyć pomimo zmiany i wyraźnej poprawy okoliczności naszego życia.
Jednak tracąc możliwość odwoływania się do przyszłości, człowiek ma dwie możliwości, w końcu jest też wolny wybór! - albo zastyga w rozpaczy i apatii ("Życie się skończyło!"), albo w końcu uczy się żyć dniem dzisiejszym; żyć, a nie czekać; postrzegać i akceptować swoje życie jako całość, nie dzieląc go na teraźniejszość i przyszłość (przeszłość to zupełnie odrębny temat). Akceptować wieczór, aby zaakceptować poranek. Akceptować lato, aby zaakceptować jesień. Wreszcie, akceptować życie, aby zaakceptować śmierć. Śmierć nie jest podobna do niczego, co przynosi i daje życie, zawsze jest inna, a nie bać się śmierci jest ponad ludzkie siły. Ale przekroczenie tego strachu i zaakceptowanie ziemskiej śmierci będzie możliwe tylko dla tych, którzy zaakceptowali swoje życie jako odpowiednie wyłącznie dla siebie, jako dane przez Boga, jako Jego łaskawy podręcznik.
Lecz w życiu kierują nami różne bodźce, a wraz z nimi - co tu ukrywać - samolubstwo, ambicje, zarozumiałość i nie tylko. Jednak wartość zarozumiałości jest fałszywą wartością. Kiedy możliwości zarozumiałości zostaną wyczerpane, człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak zastanowić się nad prawdziwymi wartościami - z jednej strony, a z drugiej - człowiek nie zastanowi się nad nimi, jeśli wcześniej dla niego nie istniały. Powtórzę raz jeszcze: będzie to dane tylko tym, którzy je mają.
"Zobacz, mam już 62 lata i w ogóle nie czuję swojego wieku" - usłyszałam niedawno od mojej znajomej, a nawiasem mówiąc, nie byłam pierwszą osobą, która to usłyszała. Ludzie często mówią, że nie czują się staro mimo PESELu. Mówią to ze zdziwieniem, zakłopotaniem, a nawet poczuciem winy, jakby mieli obowiązek "znać swoje miejsce", czuć się staro; jakby nie znajdując w sobie tego uczucia, bezprawnie zajmowali miejsce młodych. Ale w rzeczywistości to "poczucie własnego wieku" jest tylko bolesnym kompleksem, podobnym do kompleksu osoby niepełnosprawnej fizycznie lub przejawem przygnębienia. Jak napisał św. Jan (Aleksiejew) z Valaamu w jednym ze swoich listów, dusza ludzka jest nie tylko nieśmiertelna, ale i ponadczasowa: "Oto, mam już 77 lat, a czuję się młodo". Związane z wiekiem zmiany wyglądu i wszystkie późniejsze obciążenia są obciążeniami ciała, których nie tak łatwo się pozbyć, ale istnieje również ponadczasowa, nieśmiertelna część naszej istoty i nie tylko jesteśmy w stanie ją odczuwać, ale jesteśmy powołani do życia według niej.
Najlepsze lata to nie młodość, choć młodość jest na swój sposób piękna. Najlepsze lata to lata wyższe, to czas maksymalnego zbliżenia się do Źródła radości. Idealnie, cały ziemski czas życia człowieka jest czasem jego rozwoju i wzrastania. Jeśli rzeczywiście tak jest, starość nie jest straszna, choć z pewnością jest trudna - zawsze jest trudna i uciążliwa. Ale spójrzmy na ikonę Matki Bożej: Ona przecież też przeszła "drogę całej ziemi", nieodwracalną rzekę czasu - do miejsca jej ujścia do Wieczności. I nie tylko Ona, ale także wielu, wielu świętych. Nie jesteśmy więc sami i musimy tylko modlić się słowami Psalmisty: "Nie odrzucaj mnie w czasie starości; gdy ustanie moja siła, nie opuszczaj mnie" (Ps 70:9).
Marina Biryukova (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.