Ojcze,
Będę kontynuować wątek monasteru: czy powinnismy rozumieć życie w monasterze raczej jako cierpienie, oczyszczanie z grzechów, nieustanna walke z namietnosciami, również znoszenie np. przykrosci od innych ludzi, być może ostrej dyscypliny ze strony przełożonych, w celu ćwiczenia się w pokorze; czy tez powinnismy szukać miejsca, w którym dąży się do osiągnięcia tych samych celów ale poprzez absolutną miłość, dużą wolność (jak wiadomo - największą sztuką jest wiedzieć co zrobić ze swoją wolnością). Chodzi mi tu przede wszystkim o relacje przełożony - brat. Czy to jest uzależnione od indywidualnych cech tego, kto szuka dla siebie monasteru? Czy nie jest tak, że paradoksalnie łatwiej jest znależć w sobie pokorę wobec bardzo "ostrego" przełozonego niż tego, który nigdy nie podniesie glosu, nie bedzie próbowal wymuszać dyscypliny represjami itp.?
Osyłam koniecznie do lektury "Abba Doroteusz, Żywot i Pouczenia", Hajnówka 2001 str. 7-20 - chodzi o opowieść o św. Dosyteuszu. Nic mądrzejszego w tej kwestii nie da się napisać.
Pozdrawiam
— o. Jerzy Pańkowski
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.