Slyszalam kiedys od przelozonej klasztoru katolickiego nastepujace zdanie: "sa rzeczy, o ktorych nie mowi sie nawet swojemu przelozonemu, takie, ktore pozostaja miedzy Bogiem a nami". Oczywiscie chodzilo o sprawy, o ktorych moznaby bylo powiedziec, ale z jakichs powodow (wstyd, drobnostkowosc, inne) nie mowi sie.
Jak to sie ma do relacji duchownik-mnich w Prawoslawiu ? Czy nie jest tak, ze nie powinno byc podobnych sytuacji ?
Dziekuje
Nie ma takiej możliwości.Duchownik powinien wiedzieć o wszyskim bez względu nawet na wstydliwość występku. Jest on zawsze jedynie świadkiem spowiedzi pomiędzy mnichem i Bogiem i jeśli ma pomóc spowiadającemu się, to musi wiedzieć o tym, co się stało. Wstyd jest tutaj podstawową barierą. Jeżeli jednak chodzi o wyznanie tych nawet najbardziej wstydliwych grzechów, to podczas spowiedzi nigdy nie wdajemy się w szczególną drobnostkowość. Nazywamy po prostu grzech jego własnym imieniem, aby nie wracać do niego myślami.
Pozdrawiam.
— o. Jerzy Pańkowski
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.