śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Świat 30 lipca 2013

Cuda po śmierci rumuńskiego starca Justyna Pârvu

Ojciec Justyn Pârvu to jeden z największych współczesnych rumuńskich starców, założyciel znanego w całej Rumunii, i nie tylko, monasteru Petru Voda.

Ojciec Justyn Pârvu to jeden z największych współczesnych rumuńskich starców, założyciel znanego w całej Rumunii, i nie tylko, monasteru Petru Voda. Nim przejdziemy do opisu kilku cudownych zdarzeń po jego śmierci w połowie czerwca br., poznajmy streszczony życiorys tego jeszcze niezbyt znanego w Polsce starca, albowiem doskonale świadczy on o wierności Chrystusowi.

Przyszły starzec urodził się jako Józef Pârvu w 1919 roku w pobożnej, chłopskiej rodzinie mieszkające w wiosce Poiana Largului w okręgu Neamt (północno-wschodnia Rumunia) słynącego z dużej liczby monasterów, co wywarło na nim duży wpływ. Już w wieku siedemnastu lat, wychowany w duchu prawosławnej wiary i tradycji, wstąpił do monasteru Durau, gdzie w ciągu trzech lat miał okazję osobiście spotykać i dyskutować ze słynnymi wówczas rumuńskimi duchownymi, w tym patriarchą Nikodemem (Munteanu), który później nie poddał się władzom komunistycznym, czy metropolitą Mołdawii Ireneuszem (Mihalcescu). W międzyczasie, w 1937 roku, rozpoczął studia w seminarium duchowym działającym przy monasterze Cernica. W 1940 roku przyjął postrzyżyny mnisze, a już rok później, czyli w wieku zaledwie 22 lat, święcenia kapłańskie.

Kiedy nastał czas reżimu komunistycznego, był nieustannie prześladowany. W 1948 roku zaczął być więziony w różnych miejscach kraju przez następnych dwanaście lat, często doświadczał pobić, maltretowania fizycznego i psychicznego. Pod koniec tego okresu został zesłany na ciężkie roboty w kopalniach Baia Sprie, a następnie do ośrodka „resocjalizacyjnego” w więzieniu Pitesti – takie miejsca były znane ze stosowania szczególnie brutalnych metod. Kiedy „reedukacja” nie przebiegła pomyślnie i o. Justyn nie wyrzekł się wiary w Chrystusa, skazano go na kolejne cztery lata więzienia. Ostatecznie wypuszczono go w 1964 roku, kiedy to nakazano uwolnienie wszystkich więźniów politycznych, lecz władze nie zezwalały mu na realizację mniszego i kapłańskiego powołania, przez co przez kolejne dwa lata był zmuszony pracować w leśnictwie. Dopiero dwa lata później zezwolono mu na wstąpienie do mniszej wspólnoty w monasterze Secu, gdzie do 1974 roku był spowiednikiem. Potem przeniósł się do monasteru Bistrita, gdzie służył do 1989 roku, nieustannie śledzony przez służby specjalne. W roku 1990, po obaleniu komunistycznych rządów, rozpoczął upragnione życie pustelnicze. Lecz plany Boże były inne.

Niecałe dwa lata później, wraz z dwoma innymi mnichami, przybył do wsi Petru Voda w swoim rodzimym regionie Neamt, by założyć tu wspólnotę czczącą w szczególny sposób rumuńskich męczenników i wyznawców z okresu reżimu komunistycznego, z którego rąk sam doznał wiele cierpień. Wybudowaną monasterską cerkiew poświęcili świętym archaniołom Michałowi i Gabrielowi, a w środku niej spoczęły relikwie niektórych męczenników zamordowany przez komunistów za wyznawanie wiary prawosławnej. Pod kierownictwem o. Justyna niewielka wspólnota przyjęła praktyki liturgiczne Świętej Góry Athos, którą dzięki łasce Bożej starzec odwiedził w 1976 roku. Do Petru Voda wkrótce potem zaczęli przybywać pielgrzymi oczekujący porad i wskazówek – starzec zasłynął z krótkich duchowych przypowieści oraz aforyzmów przypominających te wygłaszane przez starożytnych Ojców Kościoła. Ci, co rozmawiali ze starcem mówią, że jego postawa i słowa uderzały prostotą, lecz były zarazem tak mądre, że trafiały do ludzkich serc. Najpierw cierpliwie, w milczeniu wysłuchiwał, by potem udzielić celnej porady. Cierpienia innych z miłości przyjmował na swoje barki, i traktował jak swoje. Mimo tego, oraz bólu doświadczanego przez wiele lat reżimu komunistycznego, z jego oczu wypływa radość dająca pokój. Z wdzięczności za udzieloną pomoc ludzie przynosili mu różne podarki, ale wszystko to oddawał zawsze następnemu pielgrzymowi.

W następnych latach w Petru Voda, oprócz świeckich pielgrzymów, przybywało też mnichów. W 1999 roku w okolicy oddalonej o 2 kilometry od męskiego monasteru, o. Justyn założył żeńską wspólnotę monastyczną, przy której zaczęły działać również sierociniec i szpital. W 2003 roku, chcąc dotrzeć do wielu ludzi z prawosławną myślą i drogą życia, założył miesięcznik Mniszy głos. Dopiero w 2008 roku otrzymał godność archimandryty.

Ojciec Justyn zmarł w wieku 94 lat 16 czerwca br. Na wieść o śmierci starca tysiące pielgrzymów zaczęło przyjeżdżać do monasteru Petru Voda, by oddać mu hołd i uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych 20 czerwca. Stali się oni świadkami różnych cudów, przytoczymy tylko te potwierdzone przez przybyłych na miejsce lekarskich ekspertów potwierdzających brak ich naukowego wyjaśnienia. Przede wszystkim, tak jak w przypadku niektórych świętych, ciało starca w ogóle nie zaczęło się rozkładać: wydzielało ono przyjemny zapach, skóra pozostała miękką, a z czoła i dłoni zaczęły wypływać krople mira; pierwszej nocy po śmierci toczyły je również oczy. Pogrzeb, który celebrowało kilku biskupów i 150 kapłanów, miał, zdaniem przybyłych, bardzo paschalny charakter, ludziom widzącym nietknięte ciało starca udzielała się radość Zmartwychwstania. Jednym z pielgrzymów był profesor Marian Maricaru, który stwierdził, że czegoś takiego jeszcze nigdy nie doświadczył. Z kolei pewna opętana kobieta, kiedy zbliżyła się do trumny z ciałem o. Justyna, przestała panować nad swoim ciałem i zaczęła krzyczeć „To święty!”, po czym doznała uzdrowienia.

Kolejny cud miał miejsce na 40 dzień po śmierci starca, czyli w czasie, kiedy według nauczania Cerkwi dusza zmarłego przestaje błąkać się po tym świecie. Od 25 lipca celę starca udostępniono pielgrzymom, by mogli się w niej modlić. Kiedy pewna grupa przybyła właśnie czterdziestego dnia około godziny 11, czyli dokładnie w momencie, kiedy o. Justyn zmarł, stanęła na kolanach i zaczęła modlić się przy fotelu, na którym starzec słuchał spowiedzi i udzielał porad duchowych, z jego zdjęcia, a konkretnie prawej ręki uwiecznionej, jak błogosławiła, zaczęło wydzielać się miro. Podobna sytuacja miała miejsce następnego poranka. Wszystkie te wydarzenia to znak wiary, a także wsparcia Cerkwi niebiańskiej dla nas – Cerkwi walczącej tu, na ziemi.

Więcej o starcu - w tym wywiady z nim - można przeczytać tutaj (języki rumuński i rosyjski).

Na podstawie: johnsanidopoulos.com oraz pravoslavie.ru

— Dominika Kovačević

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsze ze świata

wszystkie →

Najnowsza publicystyka

wszystkie →