W miesiącu, w którym kiedyś szczególnie głośno było o szacunku dla kobiet publikujemy interesujący, obszerny wywiad z o.
W miesiącu, w którym kiedyś szczególnie głośno było o szacunku dla kobiet publikujemy interesujący, obszerny wywiad z o. Andriejem Kurajewem, znanym rosyjskim teologiem, w którym omawiane były kwestie związane z miejscem kobiety w Kościele prawosławnym. O. Andriej wypowiedział się również o małżeństwie, życiu mnicha oraz żonatego kapłana. Pierwotnie wywiad ukazał się w Prawosławnym Magazynie dla Wątpiących Tomaszów – „Foma”. Warto przeczytać do samego końca.
Dlaczego zdaniem Ojca Kościół prawosławny jest taki niesprawiedliwy dla kobiet? Dlaczego nie zgadza się, by przyjmowały święcenia, w trakcie nabożeństw muszą mieć zakryte głowy, a w życiu być posłuszne swoim mężom? Dlaczego kobieta zajmuje gorszą pozycją?
Takie pytania pojawiają się w dość interesujących okolicznościach. Najpierw mówimy ludziom, że mają określone prawa, których istnienia nigdy wcześniej nie podejrzewali, a my twierdzimy, że są ich pozbawieni. Np. ktoś sobie żyje całkiem szczęśliwie bez odtwarzacza mp3. Nagle uświadamiamy mu, że wszyscy wartościowi ludzie powinni mieć taki odtwarzacz, ale złodziejski komunizm pozbawił go takiego prawa. W taki oto sposób ktoś, kto nigdy nie słyszał o odtwarzaczach mp3 zaczyna myśleć, że jego zasadniczym celem w życiu jest walka o prawo posiadania takiego odtwarzacza. Taki sam mechanizm myślowy możemy zastosować do naszego problemu.
Ważne jest również rozróżnienie właściwych praw i ich naruszania od innych kwestii. Poza tym, nie można sprowadzić ludzkiego życia do walki o określone prawa i korzystania z tych praw. Oprócz praw trzeba mówić również o służbie w codziennym życiu. W ten sposób duchowny jest kapłanem – sługą (cs. swiaszczennosłużytiel). Nie staje się osobą, która ma prawa kapłana, a raczej podejmuje kapłańską służbę (posługę).
Jeśli mowa o “dyskryminacji” wobec kobiet w Kościele, spotkamy się ze swoistym uprzedzeniem wobec kobiet głównie w tekstach pisanych (np. opowieści o kobietach w pouczeniach dla mnichów), czy też w określonych praktykach na poziomie prawosławnej parafii. Nie zapominajmy jednak, że we wszystkich kulturach i krajach na przestrzeni dziejów literatura, kultura i polityka zawsze były męską domeną.
W Kościele mamy niewielką ilość pism teologicznych sporządzonych przez pobożne niewiasty. Do nich należą egipskie matki pustyni (amma w odróżnieniu od abba). Co do zasady autorami pism chrześcijańskich od czasów Ojców Kościoła są przede wszystkim mężczyźni.Dopiero dzisiaj obserwujemy narodziny kobiecej – prawosławnej teologii – a jej przedstawicielki to: Tatiana Goriczewa w Paryżu, panie Olesia Nikołajewa i Irina Siluanowa w Moskwie itp. Można powiedzieć również o kilku znakomitych prawosławnych filozofkach: Piamie Gaidenko i Renacie Galcewej. Mamy kilka wybitnych jednostek, ale to wciąż zjawisko nowe. Co więcej, nasz Kościół nie sprzeciwia się teologicznym dziełom kobiet. Ławra Troicko-Siergiejewska wydaje książki Siluanowej i Nokołajewej, a przecież to bardzo konserwatywny monaster.
Tradycyjnie teksty mnichów kierowane były do członków społeczności monastycznej. Starzec zwracał się do swoich nowicjuszy ze świadomością, że nie są oni pozbawieni popędu seksualnego, nie są również eunuchami. Popęd ten zaś najczęściej skierowany był do kobiet. Z tego powodu starzec zwracał się do nowicjusza: „bądź ostrożny, unikaj kontaktów z młodymi kobietami, a unikniesz powodów do pokus czy nieczystych myśli, itd.” Krótko mówiąc, takie maksymy funkcjonują we wszystkich religiach, w których istnieje tradycja ascetyczna, podobne reguły istnieją np. w buddyzmie.
Czy chce Ojciec przez to powiedzieć, że Kościół prawosławny nie dyskryminuje kobiet?
Tak, co więcej, jeśli przeczytamy listy kierowane do mniszek znajdziemy podobne pouczenia odnośnie młodych mężczyzn „unikaj kontaktów z młodymi mężczyznami, aby nie zatrzymywać w swoim umyśle ich obrazów; nie spotykaj się z nimi ani z nimi nie rozmawiaj”. Rzecz polega na tym, że kobieta nie jest gorsza od mężczyzny, czy na odwrót, ale że osoba ludzka odczuwa bodźce erotyczne wobec osoby przeciwnej płci.
Jeżeli celem życia mniszego jest kontrola, nie eliminacja takich bodźców i przekształcanie ich w miłość do Chrystusa, w monasterach żeńskich ta reguła będzie sprowadzała się do ostrożności w przypadku kontaktów z młodymi mężczyznami, a w przypadku monasterów męskich być ostrożnym, gdy styka się z młodymi kobietami. Raz jeszcze chciałbym na to zwrócić uwagę, że ponieważ literatura ascetyczna skierowana była do mężczyzn, można ulec wrażeniu, że Kościół ma coś przeciwko kobiecie jako takiej. W rzeczywistości jednak jest tylko kilka ascetycznych zasad. Jeżeli istnieją jakieś zwyczaje, które dyskryminują kobiety w Kościele prawosławnym, to mają one charakter lokalny, i zazwyczaj są one pogańskimi zapożyczeniami.
Czy chrześcijaństwo obniżyło status kobiety, a religie pogańskie przeciwnie – wpłynęły na jego podwyższenie? By się o tym przekonać przeprowadźmy niewielki eksperyment. Podzielmy czystą kartkę papieru na połowę. Z jednej strony napiszmy słowa: „dobro” i „światło”, na drugiej: „zło” i „ciemność”.
Po której stronie napiszemy słowo „kobieta”, po której „mężczyzna” zgodnie z pogańską filozofią, mitami i folklorem? Przypomnijmy sobie taoistyczny symbol Yin Yang, który wszystko nam wyjaśni. W wielu niechrześcijańskich kulturach istota kobiety związana jest z ciemnością, destrukcją i chaosem. Biblijna opowieść o stworzeniu pierwszych: mężczyzny i kobiety przeciwstawia się takiemu, pogańskiemu obrazowi.
Mówiąc, że kobieta powstała z żebra mężczyzny? Mężczyźni dowcipkują sobie, że żebro to jedyna kość bez szpiku…”
To zabawny dowcip, ale nie ma nic wspólnego ze słowami z Biblii. Jeżeli uważnie przeczytacie pierwszy rozdział z księgi Rodzaju, nie przeoczycie tego, że mężczyzna został stworzony z prochu, z czegoś zewnętrznego. Tymczasem kobietę stworzono z materii wewnętrznej, świętej, zaczerpniętej z okolic serca (tam przecież było owo adamowe żebro). Adam otrzymał żonę w Ogrodzie Eden, nie wcześniej. Ona była dzieckiem Ogrodu. Mężczyznę stworzono poza Edenem, a kobieta była istotą z Raju. Po wszystkim, kiedy Adam zobaczył kobietę po raz pierwszy, wypowiedział bardzo dziwne słowa: „dlatego opuści mężczyzna ojca swego i matkę, i będą obydwoje jednym ciałem”.
Tak bardzo przyzwyczailiśmy sie do tych słów, że nie zauważamy ich oryginalności. A to podstawa dla klasycznego matriarchatu. Mężczyzna opuszcza ojca i matkę, przenosi się do domu żony. We wszystkich późniejszych kulturach miało miejsce coś wprost przeciwnego. To kobieta opuszczała swoich rodziców i zamieszkiwała u męża. Nawet dzisiaj, przeniesienie się mężczyzny do domu nowozaślubionej niewiasty wydaje się co najmniej dziwne. Tymczasem Biblia na samym początku sugeruje coś dokładnie odwrotnego. Następnie, z powodu upadku wszystko się oczywiście zmieniło.
W jaki sposób?
Upadek nie ma znaczenia dla płci w najbardziej powszechnym tego słowa znaczeniu. W przeciwieństwie do tych wszystkich popularnych koncepcji upadek nie stał się nowym typem relacji pomiędzy Adamem i Ewą. Kościół prawosławny nigdy nie postrzegał tak dramatu upadku; Biblia w żadnym miejscu nie przedstawia tego w taki sposób. Istotą upadku pierwszych ludzi było wyłącznie to, że ludzkość utraciła wiarę w Boga, naruszyła jego nakaz oraz przymierze, które z Nim zawarła.
Mimo to upadek zaważył na relacjach ludzi obojga płci. Z powodu upadku Bóg zmienił swój pierwotny plan dotyczący ludzkości. Bóg powiedział do kobiety: „ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą” (Rodz.3, 16 Biblia Tysiąclecia). A zatem, na początku mężczyzna miał zamieszkać ze swoją żoną, ostatecznie jednak to ona odchodzi do męża. Oznacza to, że coś wydarzyło się w między czasie. Sama stanęła przed drzewem poznania dobra i zła. To, co się wydarzyło wtedy, to długa historia. Kiedy jednak kobieta skosztowała owocu z tego drzewa, wróciła i nakłoniła Adama, by i on miał udział w tej uczcie. Ta scena każe postawić sobie pytanie, dlaczego kobieta chciała nakłonić męża do takiego zachowania?
Istnieją dwie możliwe odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza, to żydowska, rabinistyczna odpowiedź, która wskazuje na głęboką znajomość kobiecej psychiki. Zgodnie z nią Ewa poczuła się, jakby umierała. Pomyślała wtedy: „Ja umrę, ale Adam pozostanie przy życiu. Bóg da mu nową żonę i on będzie beze mnie szczęśliwy. To nie może się wydarzyć. Z tego powodu Ewa postanowiła otruć Adama. Aby zrozumieć tę rabinistyczną koncepcję należy wiedzieć, że w tradycji żydowskiej Ewa to druga, po Lilith żona Adama. Ewa wiedziała zatem, że Adam może dostać kolejną żonę. Stąd jej zachowanie.
Z drugiej strony w teologii Kościoła prawosławnego – Efrem Syryjczyk, święty, który żył w czwartym wieku pozostawił szczegółową interpretację tego fragmentu. Wskazał on, że po popełnieniu poważnego grzechu człowiek odczuwa przypływ szczęścia myśląc „Zrobiłem to, osiągnąłem, jestem inny itd.”. Upadając człowiek odczuwa ten osobliwy dreszczyk emocji. Przez pierwsze sekundy wypełnia go radość, dopiero później nadchodzi przerażenie. Tak było i z Ewą. Święty Efrem Syryjczyk sugeruje, że kiedy Ewa złamała zakaz poczuła taki dreszczyk emocji. Poczuła, że coś się z nią stało, poczuła że jest boginią. Wtedy zbliżyła się do Adama by pokazać mu swoją nową jakość. Spójrz Adamie, kiedyś powstałam z Twojego żebra, a teraz jestem boginią. Teraz to ja będę uczyła ciebie jak żyć. W tej kobiecie najwyraźniej obudził się instynkt władzy i dominacji.
Bóg musi uzdrowić ten grzech ludzkich relacji. Ważne jest by pamiętać, że Bóg nie karze nas za zbrodnię, ale raczej leczy tę nową przypadłość. Wszystko jest bowiem odwrócone do góry nogami. Pierwsze zostało ostatnim, a ostatnie pierwszym. Jeżeli przyjmiemy takie tłumaczenie św. Efrema Syryjczyka, tekst biblijny stanie się jasny. Bóg nie nakłada bezsensownych kar. Słowo kara ma zresztą dwa skojarzenia. Pierwsze z nich to działanie dyscyplinujące, a drugie to sposób na oświecenie człowieka. Boże oświecenie jest lekarstwem, nie zemstą. Jeżeli przyjrzymy się treści recept kupujących lekarstwa w aptece, możemy się domyślać co im dolega. Tak jest i tutaj. Bóg przepisuje lekarstwo, które leczy relację pomiędzy mężczyzną i kobietą. Relacja potrzebuje uzdrowienia, ponieważ doszło w niej do jakiegoś pęknięcia, walki o władzę w samym środku tej relacji. Oczywiście w kobiecie rozbudziła się prawdziwa żądza władzy.
Skąd wiemy o tym, że mężczyzna ma władzę nad kobietą?
Po pierwsze proszę nie zapominać biblijnych słów, które cytowaliśmy poprzednio, o pragnieniu żony nakierowanym na jej męża, i o tym, że to on ma panować nad nią. Po drugie zwróćmy uwagę na mało znany fakt, że to Adam, po upadku nadaje żonie imię „Ewa”. Pomyślmy, dlaczego Adam nie nazwał żony wcześniej? Biblia mówi, że Adam nazwał wszystkie zwierzęta. Dlaczego nie nazwał Ewy zaraz po zwierzętach? Stało się tak, ponieważ nadanie komuś imienia oznacza, że ma się nad nim władzę. Adam uzyskuje tę władzę nad Ewą dopiero po upadku, kiedy Bóg na nowo kształtuje ich związek. Nie jest tak, że mąż zapomniał nazwać wcześniej swoją żonę. On po prostu nie mógł, nie miał takiego prawa. Nazwanie małżonki jest ostatnim wydarzeniem w ogrodzie Eden. Jest jednocześnie pierwszym, które wydarzyło się po ukaraniu ludzkości.
Jak Kościół prawosławny ocenia różnice pomiędzy mężczyznami i kobietami? Dlaczego Bóg stworzył dwa odrębne byty? Dlaczego nie stworzył ich w tym samym czasie?
Oczywiście i tutaj można dostrzec różne interpretacje. Słyszałem oryginalne zdanie feministycznych teolożek z Berlina Zachodniego, że ponieważ Bóg stworzył Adama pierwszego, a kobietę później, ostatecznym celem Boga była kobieta, a mężczyzna niczym innym, jak tylko prototypem pana stworzenie wykorzystanym przez Boga. Jeżeli jednak czytamy poważnie tekst biblijny odczytujemy nie tylko opowieść o pierwszej rodzinie, ale dużo więcej. Biblia rysuje obraz ludzkiej historii. Nie jest to jednak kronika pisana ręką współczesnego pisarza, ale raczej przypowieść, którą każdy człowiek powinien poznać.
W każdym z nas jest cząstka męskości i kobiecości. Rozdział Biblii, który opisuje upadek człowieka nie zawiera słów “Adam” czy “Ewa”. Używa się tam słowa “Ga-Adam”, rzeczownika „człowiek”, z rodzajnikiem określonym, który nie jest imieniem, a także jego żonę, która nie nosi jeszcze imienia „Ewa”. W ten sposób elementy kobiece i męskie mogą być połączone w tej samej, żeńskiej istocie ludzkiej. Nie mylmy tego jednak z mitami o hermafrodytach (osobnikach płci obydwojga przyp. tłumacza).
Każda osoba nosi w sobie pierwiastek męskości i kobiecości, zarówno w sferze myślenia, jak i uczuć. Adam jest racjonalną cząstką duszy, a kobiecość tą emocjonalną. Dlatego właśnie podstawową naturą istoty ludzkiej jest „homo sapiens” – człowiek rozumny. Część emocjonalna jest drugą częścią naszej natury.
Najwspanialszym ucieleśnieniem idei rodziny jest Święta Trójca. Wszyscy troje mają jednolitą naturę. Miłość Świętej Trójcy jest całkowitym wypełnieniem miłości, powinna być również obecna w każdej, ziemskiej rodzinie. Chrześcijaństwo jest religią pluralistyczną, nie hegemoniczną. Wielu filozofów hinduistycznych twierdzi, że istnieje tylko jedna Jedność, przez duże „J” niepojęta, niepoznawalna i niewypowiedziana, a wszystko inne to iluzja. Jeżeli rzeczywistość jest czymś innym niż Jedność, to jest tylko odchyleniem, zakłóceniem i zanieczyszczeniem.
Biblia od samego początku mówi, że świat może być różnorodny, nie być jak Bóg nie jest grzechem, a być nie-jak-Bóg nie jest przekleństwem. Bóg w swojej miłości stworzył różnorodny świat i cieszy się z różnorodności swojego stworzenia. Ludzie od samego początku bardzo się od siebie różnią.
Dlaczego Kościół prawosławny uznaje małżeństwo za sakrament? Jakie jest znaczenie małżeństwa? Dlaczego Kościół prawosławny za grzech uznaje czystą, szczerą, głęboką miłość dwojga ludzi, której nie pobłogosławiono w cerkwi w trakcie stosownej ceremonii?
W każdej rodzinie istnieje sakramentalna obecność ponieważ dwie osobne istoty stają się jednym ciałem. Przekraczamy naszą indywidualność, a wtedy następuje cud poczęcia, potem rodzi się nowe życie. Sakrament w swej naturze jest niepojęty. Słowo „sakrament” nabiera dodatkowego duchowego znaczenia, które jest działaniem Boga. Bóg sprawia, że coś dzieje się w Kościele i przez Kościół w świecie. Tym samym sakrament ogranicza się nie tylko do ceremonii ślubnej, ale rozciąga się na całe życie małżeńskie. Nie dziwi zatem, że przez dłuższy czas nie było osobnego obrzędu małżeństwa, a pojawił się on dopiero później. Pierwotnie para dwojga ludzi, która miała zamiar się pobrać przychodziła do cerkwi, wyznawała wspólnie swoje grzechy, przyjmowała świętą Komunię i odtąd żyła razem przez resztę swojego życia, w domu i cerkwi, tworząc domową cerkiew w ich życiu rodzinnym.
Pogłoski o złym stosunku Kościoła wobec takich rodzin są bardzo przesadzone. Jeżeli rodzina mieszka razem, określiła, że jest jednością wobec prawa i społeczeństwa, Kościół nigdy nie będzie ich wykluczał. Kościół prawosławny uznaje ważność wszystkich małżeństw, tych które zawarto w cerkwi i w innych miejscach, a więc małżeństw zawartych w urzędach stanu cywilnego, małżeństw zawartych w świątyniach innych wyznań, chrześcijańskich i nie.
W osiemnastym wieku, kiedy prawosławni misjonarze docierali do Buriatów i Kałmuków, którzy byli buddystami, chrzcili w jednej chwili całe wsie. Wtedy stawali przed problemem. Zastanawiali się mianowicie czy powinni sprawować sakrament małżeństwa wobec osób, które wcześniej zostały sobie poślubione. Zwracali się zatem do Świętego Synodu z zapytaniem, czy powinni sprawować sakrament małżeństwa wobec tych osób, które wprawdzie niedawno ochrzczone od dawna żyją w małżeństwie i mają dzieci. Synod pouczył misjonarzy, by nie sprawowali wobec takich par sakramentu małżeństwa, bo były one już zaślubione przed Bogiem i człowiekiem. Oznacza to, że Kościół prawosławny uznaje takie małżeństwa.
Niestety, musimy pogodzić się z tym, że dzisiaj wielu nazbyt gorliwych i niezbyt wykształconych księży mówi: „jeśli mieszkasz ze swoim mężem, ale wasz związek nie został pobłogosławiony w cerkwi popełniasz grzech cudzołóstwa”. Częściej niż księża powiedzą tak te wszystkie „wszystkowiedzące cerkiewne babuszki”. Również patriarcha Aleksy spotykając się z duchowieństwem mówi, że takie postawienie sprawy jest błędne. Poza tym, pomyślcie że przecież zdarza się, że małżonek nie jest chrześcijaninem. Jeżeli kapłan nalegał będzie na kobietę, by mimo to zawarli związek w cerkwi, ona będzie naciskała na męża by poszedł do cerkwi i przystąpił do sakramentu, chociaż nie wierzy. I tak Kościół nakłania jej męża by złożył fałszywą przysięgę. Czy to właściwa droga by poznać Chrystusa? Czy mamy kłamać i doprowadzić do ślubu w ten sposób? Czy to sposób na przyprowadzenie ludzi do Chrystusa? Nie! W żadnym razie! Trzeba poważnie myśleć o takich przypadkach, nie wolno działać pod wpływem emocji czy chwilowych impulsów. Jeżeli zaś mówimy o chrześcijańskiej parze, to źle że mieszkają razem bez błogosławieństwa i modlitewnego połączenia. Byłoby niewłaściwe, a wręcz grzeszne, by chrześcijanin rozpoczynał życie bez uprzedniej prośby o błogosławieństwo i Bożą pomoc szczególnie, gdy dochodzi do tak ważnych zdarzeń jak miłość i poczęcie nowego życia.
A co z wezwaniem apostoła Pawła, który wzywał nas by nie szukać żony, czy nie należy się żenić?
Jego stanowisko odzwierciedla fundamentalny, moralny punkt widzenia. Dobry chrześcijanin stara się żyć zgodnie z pewnym systemem wartości. Nie ma tutaj konfliktu czy rozróżnienia między dobrem czy złem. Porównujemy dobre z lepszym, wysokie z wyższym.
Pozostawmy na chwilę nasz temat I przypomnijmy słowa Chrystusa, “Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 37 – Biblia Tysiąclecia, przyp. tłumacza). Dzisiaj te słowa są częstokroć przyczyną goryczy. Słyszy się mianowicie: „Wasz Chrystus, wasza Biblia prowadzi do destrukcji rodziny, do nienawiści itp.” Pozwólcie, że przypomnę film „Siedemnaście mgnień wiosny” (Siemnadcat’ mgnowieniej wiesny. Film prod. radzieckiej reż. Tatiana Lioznowa r. prod. 1973 przyp. tłumacza). Rosyjska pianistka Katia stoi przed strasznym wyborem, może poświęcić swoje nowourodzone dziecko, które zamarznie na śmierć przez nazistów, czy też wydać rosyjskiego szpiega Schtirlitza. Ma przed sobą dwa obowiązki: pierwszy, oczywisty – obowiązek matki, drugi – oficera Armii Czerwonej. Stoi przed nią również obowiązek obywatelski, a życie wielu ludzi jest zagrożone. Do końca filmu nie znamy odpowiedzi na pytanie, co wybrała. Możemy tylko przypuszczać, że skłoniła się raczej ku wypełnieniu swojego obywatelskiego obowiązku poświęcając naturalne, ludzkie więzi. Pamiętajmy, że film powstał w czasach sowieckich, ale nadal powszechnie się podoba, współczujemy jego bohaterom, choć sytuacja w naszym kraju tak bardzo się zmieniła. Ani wtedy, ani teraz nie słyszałem, by mówiono, że ten film propaguje poświęcanie dzieci na chwałę stalinizmu, bądź że jest przeżytkiem odczłowieczonej, totalitarnej mentalności. Nigdy nie pojawiały, ani nadal nie pojawiają się takie oskarżenia. Film jest tak poprawny i tak delikatny, tak przekonujący, że kiedy go oglądamy, wszyscy zgadzamy się, że Katia dokonała właściwego wyboru.
A teraz mam do was pytanie. Jeżeli ktoś może poświęcić swoje dziecko dla innej osoby, szpiega Schtirlitza, co jest społecznie akceptowane, dlaczego nie może zrobić tego dla Chrystusa, jeżeli ma taki wybór? Oczywiście nie możemy interpretować niczego poza kontekstem. Ale Biblia to księga nakierowana na rodzinę. Nawet w Nowym Testamencie rodziny bezdzietne uznawano za przeklęte. Taka rodzina musiała doświadczać religijnych nieszczęść. Jeżeli zatem czytamy: jeżeli ktoś nie porzuci jego ojca lub matki…. Nie wolno nam odczytywać nazbyt dosłownie tych słów, jako wezwanie do zniszczenia rodzin. Oczywiście o coś innego tutaj chodzi.
Zdanie to oznacza, że każda osoba powinna po pierwsze zdecydować, czy jest synem swoich rodziców, ich odbiciem, czy raczej odrębnym ludzkim istnieniem. Jeżeli więzy rodzinne i tożsamość naturalna sprzeciwiają się samorealizacji i próbom osiągnięcia duchowej tożsamości, jeżeli rodzice łkając wykrzykują: „Jak śmiesz iść do seminarium? Twój dziadek walczył w Armii Budionnego, a ja jestem w partii od 1950”! Wtedy nadchodzi czas by odpowiedzieć „Drogi ojcze, bardzo ciebie kocham. Dla naszego wspólnego dobra błagam, byś nie zabijał tej miłości, która sama zrodziła się w moim sercu. Miłości do Chrystusa. Na pewno znajdziemy wspólny język, jeżeli tylko pozwolisz mi iść drogą, którą sam wybrałem”. Istnieje pewna hierarchia wartości w Nowym Testamencie dotycząca wielu kwestii: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest dla mnie pożyteczne”, albo „To jest dobre, ale tamto lepsze”. W ten sposób należy rozumieć słowa św. Apostoła Pawła. Błogosławi małżeństwo, ale twierdzi, że tym, których religijność nakazuje poszukiwać czegoś większego, dla ich duchowego wzrostu i pełnej służby innym w Chrystusie błogosławi życie w samotności. Którzy mogą to znieść, niech to zniosą. Powtarzam, to nie jest wybór pomiędzy „złym” małżeństwem i „dobrą” samotnością, ale wskazanie na różnorodność dróg i osobisty punkt widzenia, na który kładzie nacisk.
Czy wobec tego życie mnisze ma większą wartość niż rodzinne? Czy ma sens mówienie o sanktuarium rodzinnym i sakramentach?
Istota słów rozpoczynających rozdział o życiu mniszym w jednym z podręczników dla duchownych sprowadza się do słów: „Tym, którzy nie są wstanie podołać trudnościom życia małżeńskiego, Kościół prawosławny oferuje drogę życia monastycznego”. Widzicie więc, która z tych dróg jest dla Kościoła prawosławnego większym osiągnięciem.
Znam mnichów, którzy wybrali życie w monasterze, ponieważ byli wypełnieni ogromnym duchowym żarem, że zdecydowali się na taki właśnie życiowy wybór. Z drugiej strony znam mnichów, którzy dokonali takiego wyboru z zupełnie innego powodu. Proszę mi pozwolić powiedzieć o jednym z moich kolegów z seminarium. Kiedy zapytałem go dlaczego zdecydował się na życie mnisze odpowiedział: „Wiem, że jestem słabym człowiekiem. Nie będę w stanie służyć mojej rodzinie i Kościołowi. Tak bardzo chcę służyć Kościołowi. Życie mnisze jest dla mnie łatwiejsze. Wybieram je, ponieważ chcę robić to, co jest najważniejsze w moim życiu”.
Musimy również pamiętać, że życie małżeńskie nie kończy się na miesiącu miodowym. Wielkim błędem byłoby myślenie, że ludzie są w stanie zachować swoją pierwszą miłość. Zazwyczaj nie zdarza się to. Z tego powodu powinni budować głębsze relacje, niż tylko romantyczne uczucia, jakie żywili wobec siebie w czasie pierwszych randek. Ostatecznie, życie rodzinne, to całkiem spory ciężar. Trzeba bowiem wpuścić obcą osobę do własnego świata, nie żyje się już tylko i wyłącznie dla siebie.
W ten sposób poważna miłość, a co za tym idzie małżeństwo są podobne do samobójstwa. Przestaje się bowiem żyć dla siebie, a zaczyna żyć dla innej osoby. To bardzo trudne, a niekiedy bolesne. Kościół prawosławny nie pozostawia żadnych złudzeń. Wieńczy zaślubiające się w cerkwi osoby koronami męczenników. Na dodatek pochwalając drogę, na którą wstąpili śpiewa im: “Święci męczennicy…”
Andriej Kurajew, popularny rosyjski teolog i kaznodzieja. Profesor Prawosławnego Uniwersytetu Św. Tichona
— Szymon Krzyszczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.