Może się wydać trudnym do uwierzenia, że w kraju, w którym 20% obywateli stanowią chrześcijanie (głównie wierni Cerkwi koptyjskiej), są oni poniżani na każdym kroku.
Może się wydać trudnym do uwierzenia, że w kraju, w którym 20% obywateli stanowią chrześcijanie (głównie wierni Cerkwi koptyjskiej), są oni poniżani na każdym kroku. Jedną z metod powstrzymujących rozwój chrześcijaństwa na tych terenach – które przecież jako jedne z pierwszych przyjęły Ewangelię i dały wielu świętych – są duże ograniczenia w budowie nowych cerkwi, podczas gdy już istniejące – często od wieków – są co kilka miesięcy burzone w antychrześcijańskich rozruchach, tak jak miało to miejsce miesiąc temu, kiedy w Aleksandrii spalono dwie cerkwie. Obecne prawo w Egipcie dotyczące budowy świątyń chrześcijańskich nadali jeszcze Ottomanowie w 1856 roku. Mimo że Egipt zdążył od tego czasu odzyskać niepodległość, kilkakrotnie zmienić granice, a wielokrotnie władze, prawo to zostało zachowane. Według niego, nowe świątynie chrześcijańskie – niezależnie, jakiego wyznania – mogą być wznoszone tylko wtedy, gdy najwyższe władze kraju wydadzą odpowiednie pozwolenie, tzw. „licencję”. W praktyce uzyskanie takiego dokumentu jest procesem bardzo żmudnym i czasochłonnym, gdyż ubieganie się o niego należy zacząć od najniższego szczebla drabiny biurokratycznej, z której Egipt słynie od wieków. A kiedy prośba ostatecznie dochodzi do prezydenta państwa, często decyzja o wydaniu pozwolenia jest odwlekana. Oczywiście, te obostrzenia nie dotykają w żaden sposób meczetów, na budowę których wystarczy tylko przedstawić plan zagospodarowania przestrzeni lokalnemu urzędnikowi.
Poprzedni prezydent Egiptu, obalony w styczniu 2011 roku, Hosni Mubarak nieco zmienił to stare tureckie prawo, dzięki któremu parafie nie musiały się już ubiegać o pozwolenie na remont cerkwi do najwyższej instancji. Od czasu przejęcia władzy przez Mohameda Morsiego z radykalnego Bractwa Muzułmańskiego, nie wydano ani jednego pozwolenia na budowę cerkwi, choć dotarło do niego aż 149 takich wniosków.
Sytuacja zmieniła się 7 czerwca, kiedy to Morsi wydał pozwolenie na budowę cerkwi pw. świętych Piotra i Pawła w miasteczku Nubaria w północnym Egipcie. Lokalna wspólnota czekała na tę decyzję aż siedemnaście lat, lecz chrześcijańscy mieszkańcy Egiptu, oprócz wiernych tej parafii, wcale nie wyrażają zadowolenia z tego faktu. Co prawda, sekretarz koptyjskiego papieża Alexandrii Teodora II, o. Makary Habib, oficjalnie podziękował prezydentowi, jednak nikt nie ma wątpliwości, że decyzja ta była ściśle uwarunkowana politycznie, a władze Egiptu wyczekiwały dobrego momentu, by udowodnić światu, iż są one tolerancyjne pod względem religii – na 30 czerwca planowana jest wielka demonstracja przeciwko Morsiemu.
Jak zaznacza redaktor naczelna ogólnoegipskiego, koptyjskiego tygodnika Watani (pol. „Moja Ojczyzna”), Samia Sidhom, w skali kraju nie jest tak ważnym wydanie pozwolenia na budowę jednej cerkwi, skoro oczekują tego dosłownie setki innych parafii. Na szczęście, jak dodaje Sidhom, takie restrykcje nie oznaczają, że cerkwie w Egipcie nie są budowane; po prostu, tak jak w wielu innych dziedzinach życia, Egipcjanie nauczyli się obchodzić prawo.
Na podstawie: theorthodoxchurch.info
— Dominika Kovačević
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.