czw, 13 sie (31 lip) czwartek, 13 sie (31 lip) 2026 roku juliański
Kalendarz →
Świat 4 października 2009

Prawosławie i bioetyka cz. 2

Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy drugą część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z monasteru Vatopedi

Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy drugą część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z monasteru Vatopedi (św. góra Athos), z wybitnym – lecz praktycznie nieznanym w Polsce – prawosławnym uczonym, specjalistą z zakresu bioetyki – profesorem H.Tristramem Engelhardtem (na zdj.). W części pierwszej, opublikowanej przed tygodniem profesor H. Tristram Engelhardt omawiał podstawy dyscypliny, którą się zajmuje, tj. „filozofii medycznej”, bioetyki w ujęciu prawosławia. Tamtą część podsumowuje myśl profesora, że na Zachodzie etyka uniezależniła się od religii, co doprowadziło do wielu wynaturzeń, w tym udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz błogosławieństwa „małżeństw” homoseksualnych. W poniższej części profesor podejmuje próbę spojrzenia na konkretne problemy moralne.

Przyjmuje się powszechnie, że bioetyka jest nauką starającą się udzielić odpowiedzi na niektóre trudne pytania, szczególnie te dotyczące aborcji, sztucznego zapłodnienia, antykoncepcji, eutanazji i innych podobnych zagadnień. Czy jako naukowiec może Pan odpowiadać na te pytania używając argumentów natury religijnej? Czy możliwe jest istnienie chrześcijańskiej, czy wprost prawosławnej etyki?

Moim zdaniem to wy, mnisi jesteście prawdziwymi filozofami. Święty Jan Złotousty wskazując na mnichów powiedział — oto są prawdziwi filozofowie. Mądrość najwyższa, o której mówię, że ją kocham — to Syn Boży, Któremu poświęcona jest Wielka Cerkiew w Konstantynopolu.

Przeciwstawiam się koncepcji, że jakoby poza życiem w Cerkwi istnieje prawdziwa i pełna filozofia. Jeśli będziemy uważać, że podobna filozofia istnieje, to będziemy podobni do katolików i ich rozmaitych krewniaków na Zachodzie z licznych odłamów protestantyzmu. Kiedy ludzie stykają się w życiu z różnymi problemami, prawosławna bioetyka proponuje im, by zwrócili się do ducha ojców, a następnie zapytali samych siebie, jak należy rozumieć i rozwiązywać trapiące ich problemy w duchu ojców. Innymi słowy, należy zadawać pytania o charakterze bioetycznym i odpowiadać na nie w oparciu o mocny fundament prawosławia.

W moim przekonaniu próba odpowiedzi na pytania o kwestie moralne poza prawosławnym poszukiwaniem Mądrości Bożej, prowadzi do rezultatów gorszych od jakiegokolwiek bezprawnego produktu praktycznej inżynierii genetycznej. Taka genetyka praktyczna będzie prowadziła do tego, co niegdyś zrobili również rzymscy katolicy: do przyznania, że etyka i prawdziwa filozofia mogą istnieć bez życia w pokucie i zwracania się do Boga.

Jak zatem prawosławny chrześcijanin powinien postrzegać filozofię?

Dla prawosławnego chrześcijanina zarówno filozofia, jak i teologia są zawsze jednością: prawdziwa filozofia oraz teologia zawsze prowadzą ku życiu w pokucie i modlitwie. W przypadku bioetyki oznacza to, że gdy słyszę pytanie o klonowanie, to powinienem odpowiedzieć na nie w duchu ojców Kościoła. Zajmuję stanowisko z punktu widzenia ojców.

Powróćmy do Jana Złotoustego: w swojej dwudziestej rozmowie o Liście do Efezjan święty podkreśla, że kobiety zostały stworzone nie po to, by rodziły same, jak to bywa w świecie roślin, czyli bez połączenia się ciał. Jan Złotousty przypomina, że my, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, żyjemy na obraz życia Adama i Ewy w raju. W księdze Rodzaju Bóg daje zasadę określającą stosunki między mężczyznami, a kobietami, którą to zasadę Chrystus przedstawia jako zasadę naturalnego przekazywania potomstwa (patrz Mk 10, 6). Naturalne rozmnażanie się jest skutkiem cielesnego związku Adama i Ewy. Chodzi o sposób zjednoczenia synów i córek Adama i Ewy w celu posiadania potomstwa.

Aby stwierdzić, że klonowanie zniekształca nasze poszukiwanie Boga, nie muszę korzystać z innego, niż prawosławny, punktu widzenia. Chrześcijanie wiedzą, że seksualność i przekazywanie potomstwa powinny być realizowane wyłącznie wewnątrz cielesnego związku obydwu małżonków. Wykorzystywanie klonowania rozerwałoby tę cielesną jedność małżonków ze sobą zarówno podczas poczęcia, jaki i w trakcie rodzenia dzieci.

Kiedy my, prawosławni chrześcijanie, mamy do czynienia z pytaniami natury etycznej w ogóle i konkretnie z pytaniami z zakresu bioetyki, powinniśmy bacznie uważać, by nie powstała etyka, która stałaby się odrębnym bytem pomiędzy nami a Bogiem.

Jak już podkreślałem wcześniej, w stwierdzeniu, że prawosławni chrześcijanie nie mają żadnych zasad etycznych, jest w jakimś sensie prawdziwe. Zamiast etyki mamy przecież więź z Bogiem. Etyka nie jest czymś niezależnym wobec naszych stosunków z Bogiem. W chwili, gdy rozważania etyczne wchodzą w stosunki między nami a Bogiem jako swoisty „byt odrębny”, to stają się tym, co św. Grzegorz Palamas definiował jako zło.

Na V Soborze konstantynopolitańskim (341, 1347 oraz 1351) roku została wyrażona myśl o tym, że gdy filozofia prowadzi do rozdźwięku pomiędzy człowiekiem i Bogiem, to należy uznać, że wiedzie on na manowce. Dlatego powinniśmy być pewni, że kiedy my, prawosławni chrześcijanie, w dwudziestym pierwszym wieku dyskutujemy o problemach bioetycznych, to nie powtarzamy błędu zachodniego chrześcijaństwa dwunastego i trzynastego wieków. Oznacza to, że kiedy zadajemy pytanie, na ile jest etyczne klonowanie, powinniśmy najpierw zadać pytanie, jakie w ogóle miejsce w życiu małżeńskim zgodnie z nauką chrześcijańską zajmuje przekazywanie życia, nabywanie potomstwa. W tym celu należy przyjrzeć się temu, w jaki sposób stosunki między synami a córkami Adama i Ewy rozumieli święci ojcowie Kościoła.

Prawosławie dysponuje dużą ilością źródeł, w których są rozpatrywane współczesne problemy bioetyczne. Tak, na przykład, ojcowie Kościoła byli jednomyślni w kwestii samobójstwa i eutanazji zakazując jedno i drugie. A trzeba powiedzieć, że w świecie starożytnym samobójstwo i eutanazja były szeroko rozpowszechnione.

A zatem my, prawosławni chrześcijanie, już mamy zdanie na temat pojęcia "dobra śmierć" (eutanazja, εὐθανασία, euthanasia - "dobra śmierć" uwaga tłumacza), a więc nie musimy wypracowywać jakiegoś nowego jego rozumienia. Natomiast Zachód własnie powinien wyrobić to nowe rozumienie, ponieważ dążył do jakiejś etyki bez Chrystusa. Na Zachodzie chciano stworzyć logicznie możliwe przewartościowanie etyki chrześcijańskiej, a żeby to doprowadzić do końca trzeba było stworzyć jakąś nową etykę, fundament, ideologię, niezależną filozofię.

W konsekwencji ta teoria mogła dyktować ludziom, że dokonanie aborcji jest słuszne, że samobójstwo za pomocą lekarzy jest słuszne, że popieranie eutanazji jest słuszne. Ale przez pierwsze tysiąc lat chrześcijaństwa uznawano w sposób jasny, że takie działania są godne potępienia.

Ażeby stworzyć nową etykę popierającą aborcje oraz samobójstwa przy pomocy lekarzy, kultura świecka musiała doprowadzić do powstania fałszywego rozumienia poczęcia i śmierci ludzkiej. Dlatego w moim przekonaniu współczesna bioetyka jest bezpośrednim produktem kultury świeckiej. Obecnie ta kultura chciałaby stać się kulturą globalną, podstawą dla polityki społecznej w ramach całego świata.

Taki zwrot ku świeckiemu spojrzeniu na kulturę ze swoją własną bioetyką w widoczny sposób przesuwa środek ciężkości z Boga w stronę jednostki. W wyniku tego procesu oddzielona od Boga jednostka widzi sens swojego istnienia w wolności, równości, przyjemności oraz osobistej satysfakcji. W dodatku cztery filary globalnej etyki oraz bioetyki stworzą mocny grunt dla zeświecczonego wyobrażenia autonomii, równości, przyjemności oraz osobistej satysfakcji osoby ludzkiej, bądź też jej samorealizacji.

Pojawia się coraz częściej przekonanie, że nauka jest wszechmogąca i udzieli odpowiedzi na wszystkie pytania. Czy można kontrolować ten wzlot technologii i dynamicznych zmian w nauce? Przecież człowiek, który nie dąży do doskonałości przebóstwienia, w konsekwencji poszukuje w zamian czegoś innego, dąży w tego powodu do doskonałości za pomocą nauki oraz techniki.

Należy zwrócić uwagę na trzy aspekty. Pierwszy, najbardziej ogólny: jeśli nic nie wiem o tym, że świat jest czyimś tworem, że istnieje Stwórca, że Bóg przyjął ciało i nastąpi Ostatni Sąd, to w wyniku tego będę się tułał w tym świecie bez kompasu. Nie wiem, po co i skąd powstał ten świat, nie wiem, w jakim kierunku dąży światowa historia czy też ludzkość, w reszcie nie jestem w stanie poznać czegokolwiek z całkowitą pewnością.

Taki zamęt szczególnie się nasila w epoce postmodernizmu, kiedy to wszystkie wydarzenia stają się własną interpretacją konkretnego człowieka. Właśnie z rozmaitych rodzajów interpretacji powstaje postmodernistyczny pluralizm. Takie rozbicie można rozpatrywać jako próbę odejścia od rzeczywistości oraz takiego trudnego wyzwania, jakim jest posłuszeństwo Bogu.

Żeby być dobrym małżonkiem, muszę żyć zainteresowaniami mojej małżonki. Jednocześnie mogę się udać na Atos, i ona nie będzie się sprzeciwiała mi, dopóki będę tu przebywał. Bóg z kolei wymaga od człowieka posłuszeństwa przez dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. Z tego punktu widzenia Bóg jest bardziej wymagający niż jakikolwiek z naszych znajomych. Dlatego ludzie chcieliby zapomnieć o Bogu, przecież wymaga On od nas wszystkiego. W konsekwencji wielu z tych, którzy błąkają się po tym świecie nie mając jasnego drogowskazu, odczuwają szczęśliwość, przynajmniej w tym czasie.

Drugi aspekt: jeżeli na początku dwudziestego wieku myślano, że nauka może zadawać kierunek sama sobie, to obecnie coraz więcej ludzi stwierdza, że chociaż dzięki nauce posiadają ogromną siłę, to jednak brakuje jasnej wizji, jak tę siłę wykorzystać. Istnieje pojęcie naukowego fundamentalizmu — w tym znaczeniu, iż wielu uznaje jako jedyne źródło wiedzy doświadczenie nabyte poprzez zmysły. Nie uznają oni doświadczenia duchowego, doświadczenie Boga, które jest podstawą prawosławia. Chcą oni zapomnieć, że jesteśmy powołani do chodzenia z Bogiem, jak z przyjacielem, podobnie do Henocha (patrz Rdz. 5, 22-24) oraz Noego (patrz Rdz. 6, 9). Zamiast tego chcą oni być niewolnikami żywiołów tego świata, według słów apostoła Pawła (patrz Ga. 4, 3).

Wielu dziś uświadamia, że nauka nie jest w stanie odkryć sensu życia, dlatego zamiast sięgania do naukowego fundamentalizmu coraz bardziej przywołują w charakterze autorytetu własny światopogląd. My zaś, prawosławni chrześcijanie, jesteśmy na tyle radykalni, iż mówimy ludziom, że wszystko, czego nie jesteśmy w stanie ogarnąć, należy do sfery wiary, do której należy również to, w jaki sposób człowiek buduje swoje życie. Dla przykładu: to, że człowiek jest prawosławnym chrześcijaninem, jest dużo ważniejsze od tego, że jest on dobrym lekarzem.

I trzeci aspekt: kiedy ktoś próbuje kontrolować nowe technologie, to natychmiast stawia mu się mnóstwo wymagań o przestrzeganie praw, które, rzecz oczywista, nie bazują na głębokim rozumieniu wszechświata. Zamiast tego są one uzależnione od rozmaitych poszczególnych wizji dobroci i postępu. W wyniku tego ludzie, żyjący we współczesnej kulturze świeckiej, po ludzku odchodzą od swojego prawdziwego przeznaczenia, gubią się w tym świecie. Dlatego nie mogę sobie wyobrazić, że nowe technologie dadzą się utrzymać pod skuteczną świecką kontrolą etyczną.

Obecnie podkreśla się czasem, że dochodzi do zlania się kultur, inni natomiast mówią o ich zderzeniu, w każdym razie wszytko idzie ku powstaniu wspólnej kultury globalnej. Jaka jest rola w tym procesie etyki oraz bioetyki, o których teraz mówimy? Mówi się, że etyka, rodząca się w trakcie tego procesu jest czymś oderwanym od chrześcijaństwa — czy tak jest w rzeczywistości?

Sądzę, że bardzo ważne jest zwrócenie uwagi na świecki charakter etyki wypracowanej na Zachodzie. To, co nastąpiło na skutek Oświecenia, Rewolucji Francuskiej oraz zjednoczenia przez Napoleona Europy w jedno państwo, doprowadziło do powstania kultury europejskiej, którą Europa i Ameryka Północna próbują narzucić światu.

Oczywiście, w tej osobliwej konkurencji są poważni rywale, na przykład w postaci islamu. Wielu przypuszczało, że do lat 60. ubiegłego wieku muzułmanie zeświecczeją. W rzeczywistości zaś wielu z nich ani trochę się nie zeświecczyło. Okazało się, że przewidywanie losów kultur jest całkiem niełatwym zadaniem.

Istnieje zjawisko sekularyzmu zachodniego, sięgające swymi korzeniami, po pierwsze, ku Rewolucji Francuskiej i panowaniu Napoleona, a po drugie, mające pewne źródła w Rewolucji Amerykańskiej, przynajmniej tam, gdzie to ma związek z ideami Thomasa Jeffersona. Dzięki temu powstała złożona plątanina idei, o której można byłoby mówić jako o północnoamerykańskim/europejskim etosie świeckim. I ten właśnie etos ma prawdziwych konkurentów. Jednym z poważnych konkurentów jest muzułmańskie odrodzenie religijne, dzięki czemu przepaść w 2005 roku zwiększyła się o wiele bardziej, niż to przepuszczano w 1965 roku.

Istnieje bardzo ciekawa książka Samuela Huntingtona Zderzenie cywilizacji, w której autor opisuje różne cywilizacje i m.in. wspomina cywilizację prawosławną. W tym utworze Huntington mówi o zachodniej, południowoamerykańskiej, afrykańskiej, islamskiej, chińskiej, hinduistycznej, buddyjskiej, japońskiej oraz prawosławnej cywilizacjach. Przyznaje on różnorodność istniejących poglądów nawet po ich zgrupowaniu. Nie jest tylko jasne, czy te cywilizacje się zbliżą, czy też będą nadal rozwijać się osobno.

Ciekawym faktem jest to, że w Chinach obecnie pojawiają się entuzjaści zachowania myśli konfucjańskiej chcący uniknąć sekularyzmu amerykańskiego. Podobne tendencje są obserwowane również w Japonii. Nie mogę przewidzieć przyszłości dokładnie, chociaż wyobrażam sobie, że zderzeń będzie duzo więcej, niż ludzie się spodziewają. Trzeba też zaznaczyć, że cywilizacje nie są już rozgraniczane według kryteriów geograficznych, często krzyżują się one między sobą w jednej miejscowości. Te cywilizacje należą do ludzi, którzy już nie czują się związani z jednym miejscem.

Jestem prawosławnym chrześcijaninem, Brian (zięć profesora Engelhardta obecny podczas rozmowy — przyp. tłum.) jest również prawosławnym chrześcijaninem, są prawosławni Chińczycy, ale są też prawosławni Japończycy, są również prawosławni chrześcijanie w Brazylii. Mamy do czynienia z cywilizacją, która przekracza granice polityczne. Tak, na przykład jest zasadnicza różnica między byciem Grekiem, a byciem prawosławnym chrześcijaninem. Coraz bardziej bycie Grekiem i Europejczykiem oznacza coś zupełnie odmiennego od bycia prawosławnym chrześcijaninem.

W trakcie tych wszystkich zmian powinniśmy wychowywać prawdziwe społeczeństwo, którym jest zbiór ludzi podporządkowujących umysły duchowi ojców. Powinniśmy zaprosić ludzi do udziału w cywilizacji, nie należącej do jakiegoś konkretnego kraju.

Możemy wiele się nauczyć od ortodoksyjnych żydów. Zachowują oni swoją czystość w diasporze, z całym szacunkiem odnosząc się do tego, że są oni ortodoksyjnymi żydami. Będziemy mogli przetrwać tylko w tym przypadku, gdy będziemy uczyć swoje dzieci w sposób, w jaki uczą swoich dzieci ortodoksyjni żydzi.

Nauczają zaś oni, że dzieci powinny być ortodoksyjnymi żydami przez dwadzieścia cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu. My natomiast powinniśmy uczyć swoje dzieci, by żyły w świecie jak wędrowcy. Jeśli nasze dzieci poszczą i modlą się prawdziwie, to wtedy będą inni — będą wędrowcami w obcej ziemi. Istnieje takie powiedzenie: krew jest gęstsza od wody. My natomiat powinniśmy osiągnąc zupełnie przeciwny cel, by to woda była gęstsza od krwi. Woda chrztu powinna rodzić społeczeństwo bardziej zbite, bardziej wytrzymałe, niż społeczeństwo bazujące na krwi, rodzinie, narodowości.

C.D.N.

— Andrzej Nieścierowicz, Szymon Krzyszczuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsze z Polski

wszystkie →

Najnowsza publicystyka

wszystkie →