Wspomnienie liturgiczne przypada na dzień 24 kwietnia/7 maja.
Św. Elżbieta urodziła się w V w. w rodzinie pobożnych chrześcijan ze znanego rodu w Heraklei w Tracji (starożytny Perinthos). Została dana przez Boga swoim rodzicom na skutek cudownej pomocy św. Męczennicy Glikerii (13 maja). Już we wczesnym dzieciństwie Elżbieta nauczyła się na pamięć żywotów wielu świętych i w każdych okolicznościach mogła ich naśladować jako wzory ewangelicznego życia. Zostawszy sierotą w wieku dwunastu lat, rozdała swój majątek ubogim, wyzwoliła niewolników i wstąpiła do monasteru św. Jerzego, zwanego Ksirofolskim, obok cysterny św. Mokasa w Konstantynopolu. Ihumenią tego monasteru była jej krewna ze strony ojca.
Z gorliwością oddawała się wszystkim trudom ascetycznego życia i wkrótce stała się wybranym naczyniem łaski. Jej wewnętrzny wzrok przykuty był do Bożego piękna i dlatego przez całe trzy lata miała oczy spuszczone ku ziemi i nie pozwalała sobie na żadne rozproszenia. Ascetka nosiła tylko chiton i nawet w zimie chodziła boso, z miłości dla Boga, która płonęła w jej sercu i zastępowała jej szaty i peleryny. Łzy wylewane przez nią podczas czytania psalmów były dla niej przyjemniejsze niż kąpiele i wonności, a zamiast wszelkich pokarmów najczęściej zadowalała się przyjęciem Chleba Niebieskiego.
Ihumenia, stojąc w obliczu śmierci, wyznaczyła na swoją następczynię Elżbietę i patriarcha św. Genadiusz (458-471) (17 listopada) zatwierdził jej wybór. Po tym Bóg jeszcze bardziej pomnożył dary swojej łaski i święta dokonała wielu cudów: uleczyła nieuleczalnie chorych, wypędzała biesy i przepowiadała przyszłość. To ona uprzedziła cesarza Leona I o strasznym pożarze, który spustoszył stolicę w 565 r.[1] Pożar ten przepowiedział także św. Daniel Słupnik (11 grudnia), i tylko dzięki wstawiennictwu tych dwóch świętych miasto zostało uratowane przed całkowitym zniszczeniem. Na znak wdzięczności cesarz podarował monasterowi, w którym Elżbieta prowadziła ascetyczne życie, majątek św. Babylasa w podmiejskim rejonie Eudomon.
W tych okolicach żył potworny wąż, przerażający wszystkich mieszkańców. Święta udała się tam z czcigodnym krzyżem w rękach, zabiła potwora i podeptała go nogami. Jej sława cudotwórczyni rozprzestrzeniła się po całym stołecznym mieście. Podobnie jak święci darmo leczący, uleczała wszystkich chorych, którzy zwracali się do niej z prośbą o pomoc. Pewnego razu podczas Boskiej Liturgii doznała duchowego zachwytu i zobaczyła, jak zstąpił Duch Święty, podobny do białego jaśniejącego całunu położonego na ołtarzu.
Zbliżając się do kresu życia, św. Elżbieta powróciła do swojej ojczyzny, do Heraklei, żeby pokłonić się tamtejszym świętościom. Tam ukazała się jej św. Glikeria i objawiła Elżbiecie, że od dzieciństwa otaczała ją opieką. Wezwała Elżbietę, żeby przeniosła się do niebieskiej ojczyzny drugiego dnia po dniu św. Jerzego. Po powrocie do swego monasteru Elżbieta przekazała mniszkom ostatnie pouczenia. Gdy nadszedł zapowiedziany czas, po przyjęciu Świętych Tajemnic, z obliczem jaśniejącym jak słońce radośnie podniosła ręce w górę i oddała dusze Bogu ze słowami sprawiedliwego Symeona: Teraz pozwalasz odejść słudze twemu w pokoju, według słowa Twego, albowiem widziały moje oczy Twoje zbawienie (Łk 2,29-30). Relikwie św. Elżbiety pozostały nietknięte i na długie wieki stały się źródłem uleczeń.
Za: Synaksarion. Kwiecień, Wydawnictwo „Bratczyk”, Hajnówka 2014, s. 275-276.
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.