śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Polska 11 lutego 2018

Kłaniam się im do nóg

11 lutego mija 20 rocznica śmierci Jego Eminencji metropolity Bazylego (Doroszkiewicza).

11 lutego mija 20 rocznica śmierci Jego Eminencji metropolity Bazylego (Doroszkiewicza). Zachęcamy do lektury tekstu: "Kłaniam się im do nóg" zamieszczonego w "Przeglądzie Prawoslawnym".

Michałowo. Las krzyży. Wśród nich, pośrodku cmentarza, nieco górujący nad sąsiednimi, krzyż na mogile matki metropolity, Marii Doroszkiewicz. Zmarła w grudniu 1941 roku, kiedy jej syn, Włodzimierz, był tutejszym proboszczem. Ukochany syn odszedł 47 lat później, nocą, 11 lutego, w rządowej klinice. A pochowano go 13 lutego, najbliżej Bożego prestoła, tuż obok cerkwi św. Jana Klimaka w Warszawie na Woli. Nad grobem powieszono tabliczkę „Metropolita Warszawski i całej Polski Bazyli”.

Czy spodziewała się, że przyjadą go żegnać ludzie z całej Polski. Że do Warszawy pojadą na pogrzeb ludzie i z Michałowa, i Nowej Woli, i Kobylanki, i Gródka.

Czy spodziewała się tego w dwudziestym siódmym roku, kiedy stała na progu swojego domu w Cisach, a syn, co to jeszcze i dobrze z dziecka nie wyrósł, trzynaście lat miał, siedział na wozie. Ojciec miał go wieźć do dalekiego i dziwnego Wilna, do seminarium. A on siedział, nawet nie podszedł, nie pożegnał się z matką, w rękę nie pocałował. Co myślała tego ranka? Nie wiedziała, że wtedy jakby kamień legł na duszy syna. Że bał się, że kiedy podejdzie do matki, uściska ją, to mu serce z żalu pęknie.

Zostawił wtedy matkę na progu bogatego domu. Przyjechała tu, do Cis, z ojcem piętnaście lat wcześniej, ona z Gródka, on z Mieleszek, co z Gródkiem jedną miedzę dzielą. Rozeszła się pogłoska, że pan majątku Cisy, co koło Narwi leży, sprzedaje swoją ziemię. Więc, podobnie jak piętnaście innych rodzin, wzięli pożyczkę w banku i kupili ziemię, dwadzieścia hektarów. Ale tylko dwa można było wtedy orać. Reszta krzakami porośnięta. Ojciec karczował ją bezustannie – wspomni później metropolita Bazyli.

Ciężko pracowali. Ale w dwudziestym ósmym roku mieli już pięć koni, piętnaście krów, dużo owiec, świń, pięćdziesiąt osiem uli z pszczołami, ładny sad.

Ale rok nauki syna w seminarium kosztował nie mniej niż dziesięć krów. Chlewy pustoszały, nieugnojone pola przestawały przynosić dobre plony. Kiedy seminarzysta doszedł do dziewiątej klasy, w chlewie został konik, co to wiatr mógł go przewrócić, i jedna krówka. A matka, by ugościć syna, który na wakacje z Wilna przyjechał, pobiegła ukradkiem do sąsiadki kawałeczek słoniny pożyczyć i jajka na niej usmażyć.

Był rok trzydziesty siódmy, kiedy syn Doroszkiewiczów ukończył wileńskie seminarium duchowne. Złożył papiery do Studium Teologii Prawosławnej przy Uniwersytecie Warszawskim. W rubryce narodowość napisał „Białorusin”. „Brak miejsc” – otrzymał odpowiedź.

Biskup grodzieński skierował go jako psalmistę i dyrygenta do Świsłoczy. To wtedy, jak powie w swoim długim wywiadzie, jakiego w 1995 roku udzielił Mikołajowi Hajdukowi do naszego „Przeglądu”, kiedy obserwował bieg nabożeństwa, całym swoim jestestwem marzył, by być duchownym. Wydawało mu się, że batiuszka jest w niebie, a wokół niego aniołowie służą.

W trzydziestym siódmym roku władyka grodzieński Sawa wyświęcił go w Orli na diakona. Służył w Dubiczach Cerkiewnych. Potem rekomendował go na uniwersytecie jako swego podopiecznego. „Biorę go na swoją odpowiedzialność” – zaznaczył.

Ciąg dalszy

za: przegladprawoslawny.pl

— Anna Radziukiewicz i Eugeniusz Czykwin

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsze z Polski

wszystkie →

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →