Niedziela. O 8.00 zbieramy się w cerkwi na Świętej Liturgii.
Niedziela. O 8.00 zbieramy się w cerkwi na Świętej Liturgii. Przystępuję do spowiedzi i Eucharystii, tak jak większość z nas. Chcę z czystym sercem wejść na Świętą Górę. Po nabożeństwie jemy ostatnie wspólne śniadanie i życzymy sobie powodzenia na tym ostatnim etapie tegorocznej pielgrzymki.
Wychodzimy o 10.30. W Gołubowszczyźnie czeka na nas stół z białym obrusem, chlebem i solą. Po modlitwie jedna z miejscowych kobiet zawiązuje na naszym krzyżu białą wstążkę. – Za zdrowie – mówi. – Zanieście to na Grabarkę i pomódlcie się za nas. Mój mąż jest bardzo chory. A Ty weź krzyż, ponieś trochę! – mówi do staruszka stojącego obok niej. – Batiuszka można? – Można można – odpowiada ks. Marek. Mężczyzna bierze krzyż i rusza przodem. Nie sposób opisać uczuć, które przez te kilkadziesiąt metrów były widoczne na jego twarzy.
Za kwadrans 14.00 docieramy do Nurzec Stacji i rozpoczynamy ostatni wspólny posiłek. Chyba wszyscy mamy tego świadomość, bo atmosfera jest niesamowita. Dziś nawet droga sprzyjała modlitwie i wyciszeniu. Ostatnie kilometry pokonujemy wąskimi leśnymi ścieżkami, gdzie często musimy iść jeden za drugim.
Na zegarku dochodzi 18.00. Zatrzymujemy się na ostatni postój. 800 metrów dalej jest upragniony cel naszej modlitewnej wędrówki. Ostatnie przygotowania, ostatnie wspólne zdjęcia. – Dziękuję za dzisiejszy bardzo trudny etap – powiedział wczoraj ks. Justyn tuż przed noclegiem. – Zobaczycie, że jutro będziecie szli tak, jakby was jakieś niewidzialne skrzydła niosły – dodał. Miał rację, tak w istocie było.
Ruszamy. Po kilku minutach widać w oddali wzniesienie. Idziemy wzdłuż okalającego je muru i wchodzimy po pięknych kamiennych schodach na szczyt. Nareszcie jest, wyczekana i upragniona, Góra Krzyży, Św. Góra Grabarka. Doszliśmy – 90 pielgrzymów, 3 duchownych oraz liczni mieszkańcy Sokółki, którzy przyjechali nam na spotkanie. Klękamy i idziemy wokół cerkwi na kolanach. Kto ile może, komu ile Bóg da sił. – Nie chodzi bowiem o ilość a o szczerość tej intencji – przestrzegał w przeddzień ks. Justyn. Dostaję od Igora nasz krzyż, idę z nim kilka metrów na kolanach i przekazuję Stefanowi. Chyba każdy z nas, choć na chwilę dostąpił tego zaszczytu.
Na zakończenie zbieramy się w uprzednio przygotowanym miejscu, by uczestniczyć w dziękczynnym molebnie. Ustawiamy nasze krzyże, te duże i te mniejsze. Wszystkie razem, tak jak razem tu doszliśmy. – Dziękuję wam moi drodzy, za to że doszliście tu na Grabarkę – powiedział ks. Justyn. Cóż więcej można dodać, zapraszam za rok.
Fot. autor
— Adam Matyszczyk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.