Zdecydowanie nie chcemy być prześladowani; bardzo pragniemy żyć spokojnie i wygodnie na tym świecie. A przedostatnie przykazanie błogosławieństw w istocie mówi, że jeśli jesteś chrześcijaninem, zawsze będziesz niewygodny dla świata, zawsze będziesz prześladowany przez jego sługi.
przeczytaj poprzednie rozważania
Spośród wszystkich przykazań błogosławieństw z Kazania na Górze zazwyczaj w pamięć zapadają te dotyczące cichych, płaczących, miłosiernych i czyniących pokój. Natomiast ósme błogosławieństwo – „Błogosławieni prześladowani za sprawiedliwość, albowiem ich jest Królestwo Niebios./ cs. Błażeni izhnani prawdy radi, jako tiech jest Carstwo Niebiesnoje” (Mt 5, 10) – często umyka naszej uwadze.
Dlaczego? Ponieważ brzmi ono zbyt niewygodnie; zdecydowanie nie chcemy być prześladowani; bardzo pragniemy żyć spokojnie i wygodnie na tym świecie. Przecież przedostatnie przykazanie błogosławieństw w istocie mówi, że jeśli jesteś chrześcijaninem, zawsze będziesz niewygodny dla świata, zawsze będziesz prześladowany przez jego sługi.
Apostoł Paweł mówi wprost: „I wszyscy ci, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowani będą” (2 Tm 3, 12). Nie „mogą być”, ale „będą” – takie jest prawo życia duchowego. Prawda ewangeliczna jest nieodłącznie związana z prześladowaniami. Prześladowania to naturalny stan wierzących, którzy prowadzą prawe życie na ziemi.
O jakiej sprawiedliwości mowa i dlaczego za nią prześladują?
W tekście greckim pojawia się słowo δικαιοσύνη (czyt. „dikaiosyne”) – to nie tylko sprawiedliwość prawna czy pozorna uczciwość, ale prawość, wierność Bożemu zamysłowi, życie podążające za Chrystusem. Nie chodzi tu o stwierdzenie „ja mam rację, a ty nie” w codziennej kłótni. Nie chodzi tu o osobistą, subiektywną prawość, którą każdy, kto jest zarozumiały, ma swoją własną, ale o jedyną prawdę dla wszystkich i dla każdego – prawdę Bożego prawa. To sytuacja, w której swoim oświeconym łaską sercem rozumiesz: właśnie tak – zgodnie z Ewangelią – należy postąpić, ponieważ jest to słuszne i prawdziwe w oczach Boga. Tymczasem świat, poprzez otaczających cię ludzi, media, modę i normy społeczne, krzyczy do ciebie: „Nie, tak nie można, wszyscy żyją inaczej”.
Dzisiejszy świat żyje namiętnościami i pożądliwościami, wynikającymi z ludzkiego egoizmu. Uczniowie Chrystusa odrzucają pychę wraz ze wszystkimi grzesznymi namiętnościami: starają się żyć nie dla siebie, ale dla Boga i bliźnich. W ten sposób wchodzą w nieprzejednaną duchową walkę przeciwko światu, przeciwko duchom zła pod niebiosami, władcom tego świata ciemności (por. Ef 6, 12).
Świat prześladuje prawdę, ponieważ cały „w złym leży” (1 J 5, 19), trwa w nieprawości, i nie akceptuje jej. Ludzie świata po prostu nie znoszą obecności sprawiedliwych w swoim otoczeniu. Są dla nich źródłem irytacji i cierpień. Sprawiedliwi doprowadzają ich do szału, w dosłownym tego słowa znaczeniu; ludzie tego świata nienawidzą sprawiedliwych i nie mogą ich znieść w swoim otoczeniu. Dzieje się tak, ponieważ mają oni swoją własną, ziemską prawdę, która jest nie do pogodzenia z prawdą Bożą.
Tak jak było z Panem, tak samo dzieje się z Jego uczniami. On sam o tym ostrzegał:
„Gdy świat was nienawidzi, wiedzcie, że przed wami Mnie znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat kochałby swą własność; ponieważ jednak nie jesteście ze świata, lecz Ja was z niego wybrałem, dlatego świat was nienawidzi. Pamiętajcie o słowie, które wam powiedziałem: – Nie jest sługa większy od pana swego. Jeśli Mnie prześladowali, i was prześladować będą. Jeśli Moje słowo zachowali, i wasze zachowywać będą” (J 15, 18-20).
Co znaczy prześladować?
Prześladować – to nie tylko gniewać się na kogoś, ale zrobić wszystko, by tej osoby nie było w pobliżu, by nie pozostał po niej nawet ślad, by nic o niej nie przypominało. Jak to się mówi: co z oczu, to z serca.
Dzisiaj, kiedy kogoś prześladują, to tak naprawdę wyrzucają go ze środowiska, w którym żyje: z pracy, z kręgu przyjaciół i znajomych, z rodziny – narażając ofiarę na tak zwaną „kulturę odrzucenia”.
Przykłady? Proszę bardzo. Młody specjalista słyszy w pracy: „Wszyscy tutaj oszukujemy klientów, pogódź się z tym i nie wyróżniaj się”. Odmawia. W rezultacie zostaje zwolniony, ale nie „za prawdę”, lecz z uzasadnieniem „za niewykonanie obowiązków służbowych”. W rzeczywistości jednak – za to, że nie chciał popełnić grzechu oszustwa.
Pewien człowiek zatrudnił się w dużej firmie. Podczas firmowej imprezy sylwestrowej koledzy zamówili striptizerki i zaczęli namawiać go, by został: „Wszyscy się relaksują, dlaczego ty jesteś jakby nie z tego świata?”. Nie został. Wyszedł. Od poniedziałku zaczęli go nękać: „znalazł się świętoszek”, „maminsynek”, „nie pasujesz do zespołu”. Po miesiącu szef powiedział mu podczas osobistej rozmowy: „Jesteś dobrym specjalistą, ale nie wpisujesz się w kulturę korporacyjną. Lepiej poszukaj sobie innego miejsca”.
W szkole. Nauczycielka historii, kobieta wierząca, mówi uczniom: „Dzieci, w podręczniku jest tak napisane, ale istnieje też inny punkt widzenia na pochodzenie człowieka”. Dyrektor wzywa ją na dywanik: „Siejesz wątpliwości, komplikujesz dzieciom życie, a my pracujemy zgodnie z podstawą programową” . Koledzy szepczą: „Sektantka”. Tylko że ona nie należy do żadnej sekty – po prostu chciała, żeby dzieci poznały nie tylko nauczanie materialistyczne, ale także biblijne.
Uczeń dowiedział się, że koledzy z klasy potajemnie ściągali odpowiedzi na egzaminie końcowym. Nauczyciel zapytał: „Kto wie, w jaki sposób wyciekły odpowiedzi?”. Cała klasa milczała. Denis powiedział prawdę – nie wymienił nazwisk, po prostu opisał schemat. Natychmiast ogłoszono go zdrajcą. Byli przyjaciele odwrócili się od niego, w mediach społecznościowych napisali: „donosiciel”, „szczur”. Nawet rodzice kolegów z klasy zadzwonili do jego mamy: „Zabierajcie swego zdrajcę ze szkoły”.
W życiu codziennym. Emerytka mieszkająca w bloku. Mieszkańcy postanowili poprowadzić prąd obok liczników – zebrać pieniądze i zatrudnić „fachowca”. Przyszli do niej po podpis pod protokołem: „Wszyscy się zgadzają. Tylko pani została”. Odmówiła: „To kradzież, grzech”. Sąsiedzi przestali się z nią witać, na jej drzwiach na klatce napisali „donosicielka”, a przewodniczący zarządu wspólnoty mieszkaniowej zagroził: „Złożymy skargę, bo przeszkadza pani w modernizacji budynku”.
A takich przykładów z życia codziennego jest „niezliczona ilość”. Wszystko to to prześladowania za sprawiedliwość. Bez jawnego i głośnego męczeństwa, jak w żywotach świętych, ale z głęboką, krwawiącą raną w sercu spowodowaną niezrozumieniem, potępieniem i samotnością.
Co pozostaje takim ludziom? Pocieszać się słowami apostoła Piotra: „Ale nawet jeśli cierpicie dla sprawiedliwości, to błogosławieni jesteście; a gróźb ich się nie lękajcie ani się nie trwóżcie” (1 P 3, 14).
Jak właściwie podchodzić do prześladowań?
Istnieją trzy proste, ale zbawienne zasady, na których opiera się trzeźwe podejście do prześladowań za sprawiedliwość.
Zasada pierwsza: nie należy szukać prześladowań. One same cię znajdą, jeśli starasz się żyć po chrześcijańsku.
Niektórzy gorliwcy, nasłuchawszy się opowieści o męczennikach, sami zaczynają narażać się na niebezpieczeństwo: celowo rzucają obraźliwe słowa w stronę niewierzących, wtrącają się w cudze spory, afiszują się swą wiarą w sposób prowokacyjny. To nie jest męstwo, lecz duchowe chuligaństwo. Bóg powiedział: „Gdy zaś prześladują was w tym mieście, uciekajcie do innego” (Mt 10, 23) – nie zagrywajcie bohaterów bez potrzeby. On sam nakazał: „Bądźcie więc roztropni jak węże i niewinni jak gołębie.” (Mt 10, 16). Mądrość węża polega na tym, by umieć odejść w odpowiednim momencie, zachowując prawdę i nie tracąc życia z powodu nierozwagi.
Apostoł Piotr ostrzega: „Cóż to za chluba, jeśli za przewinienia nawet policzkowanie znosicie? Ale jeśli jako czyniący dobro, cierpienie znosicie, to jest rzecz miła u Boga. Do tego bowiem zostaliście powołani, bo i Chrystus cierpiał za nas, nam zostawiając wzór” (1 P 2, 20-21). Cierpienie jest zbawcze, gdy cierpimy za nasze dobre uczynki, a nie za popełnione błędy. Kiedy chcieli ukamienować Chrystusa, „wyszedł ze świątyni, i przechodząc między nimi, i tak odszedł” (J 8, 59).
Zasada druga: nie należy unikać prześladowań, idąc na kompromis z sumieniem i ulegając grzesznym pokusom.
To kolejna skrajność. „Byleby tylko nie kłócili się, byleby tylko nie zwolnili, byleby tylko zostawili w spokoju. Dla tego można trochę skłamać, odrobinę ukraść, poprzeć grzeszną zabawę, przemilczeć bluźnierstwo”.
Bóg natomiast mówi wprost: „Każdego zaś, kto wyprze się Mnie przed ludźmi, wyprę się i Ja przed Ojcem Moim, Który jest w niebiosach” (Mt 10, 33). Kompromis z sumieniem to zawsze wyrzeczenie się Boga.
Pamiętajcie o odpowiedzi apostołów na groźbę Sanhedrynu: „Bogu należy bardziej okazywać posłuszeństwo niż ludziom” (Dz 5, 29). „I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, duszy zaś zabić nie mogą” (Mt 10, 28). Jeśli z obawy przed prześladowaniami zdradzamy prawdę Bożą – sprzedajemy duszę za soczewicową zupę iluzorycznego doczesnego dobrobytu. Świat i tak nas za to nie pokocha:
„Gdybyście byli ze świata, świat kochałby swą własność; ponieważ jednak nie jesteście ze świata, lecz Ja was z niego wybrałem, dlatego świat was nienawidzi” (J 15, 19).
Zasada trzecia: prześladowania należy przyjmować – z wdzięcznością i radością, ponieważ świadczą one o słuszności chrześcijańskiej drogi.
Apostołowie dali nam przykład takiego stosunku: „odchodzili sprzed oblicza Sanhedrynu, radując się, że zostali uznani za godnych zniewagi dla Imienia Pana Jezusa” (Dz 5, 41). Cieszyli się nie z powodu chłosty, ale z tego, że zasłużyli na cierpienie za Chrystusa.
Apostoł Piotr naucza:
„tak jak uczestniczycie w cierpieniach Chrystusa, radujcie się, abyście też przy objawieniu Jego chwały rozradowali się, weseląc. Gdy was lżą dla imienia Chrystusa, błogosławieni jesteście, bo Duch chwały i Boga spoczywa na was” (1 P 4, 13-14).
Sam Chrystus mówi: „Radujcie się i weselcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebiosach” (Mt 5, 12). Apostoł Paweł dodaje: „chlubimy się w uciskach, wiedząc, że ucisk wyrabia cierpliwość, cierpliwość zaś doświadczenie, a doświadczenie nadzieję” (Rz 5, 3-4).
Ale uwaga: chrześcijańska radość to nie przyjemność płynąca z bólu czy samych cierpień. To radość wynikająca z tego, że wraz z Chrystusem dzielimy smutki i choroby. Apostoł Piotr wyjaśnia: „Jeśli [cierpi] jako chrześcijanin, to niech się nie wstydzi, ale niech wysławia Boga za ten udział” (1 P 4, 16). I zaraz potem ostrzega: „Niech nikt z was nie cierpi jako zabójca albo jako złodziej, jako złoczyńca lub jako obcy nadzorca” (1 P 4, 15). Jeśli jesteśmy prześladowani za nasze grzechy – nie powinniśmy się cieszyć, lecz smucić się i pokutować. Jeśli zaś za sprawiedliwość – powinniśmy dziękować.
Jak modlić się w czasie prześladowań?
Kiedy nadchodzi smutek związany z prześladowaniami, dusza sama skłania się ku modlitwie. Bardzo ważne jest jednak to, o co i w jaki sposób prosimy Boga.
Nie należy prosić tylko: „Boże, powstrzymaj prześladowania! Usuń tych złych ludzi”. To naturalne – sam Chrystus w Getsemani powiedział: „Ojcze Mój, jeśli można, niech ominie Mnie kielich ten” (Mt 26, 39). Jednak zatrzymywanie się na tej prośbie oznacza pozostawanie w strachu i braku zaufania do Opatrzności, jakby Bóg popełnił błąd, zsyłając na nas to cierpienie. A przecież „przez wiele utrapień należy przejść, aby wejść do Królestwa Bożego” (Dz 14, 22).
Nie należy też prosić o coś innego: „Panie, pozwól mi cierpieć, jestem godny męczeństwa, ześlij mi więcej prześladowań”. Jest to duchowe złudzenie, zarozumiałość pod pozorem pragnienia męczeństwa, poszukiwanie nie Boga, lecz ostrych wrażeń. „Aby (nikt) nie wybiegał myślą ponad to, o czym myśleć należy” (Rz 12, 3). Chrystus nie pragnął cierpień, lecz posłuszeństwa Ojcu. Poszukiwanie prześladowań jest sprzeczne z naturą – „Nie zwleka Pan z obietnicą (...) nie chcąc, by ktokolwiek zginął, ale by wszyscy do opamiętania przyszli” (2 P 3, 9). Nie należy też prosić: „Panie, ukarz moich prześladowców, zemścij się na nich”. Jest to bezpośrednie naruszenie przykazania: „Do mnie należy pomsta, ja odpłacę” (Rz 12,19). „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).
Jak więc właściwie prosić? Należy wziąć za wzór modlitwę Chrystusa w Ogrodzie Getsemani. Najpierw szczerze wyznać Bogu swój strach i ból: „Panie, boję się. Cierpię. Nie chcę tych prześladowań. Jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich” – tak właśnie modlił się Chrystus aż do krwawego potu (por. Łk 22, 44). Następnie oddaj swoją wolę Bogu, powtarzając kluczowe zdanie z modlitwy w Getsemani: „nie jak Ja chcę, lecz Ty” (Mt 26, 39). Powiedz: „Panie, nie wiem, dlaczego dopuściłeś te prześladowania. Ale wierzę, że mnie kochasz. Jeśli zechcesz, abym przez to przeszedł – niech się stanie Twoja wola”. I wreszcie prośmy o wierność Panu w prześladowaniach, o męstwo, by nie zdradzić prawdy ze strachu, o miłość do prześladowców, o Bożą pomoc.
„Ich jest Królestwo Niebios”
Zwróćcie uwagę: Chrystus, kończąc ósme błogosławieństwo, mówi w czasie teraźniejszym: „…bo ich JEST Królestwo Niebios”. Nie „będzie”, nie „zostanie dane później”, ale „jest” – już tu i teraz.
Co to oznacza dla prześladowanego? Bóg dodaje nam otuchy, umacnia naszą wiarę. Wydaje się, że świat wyrzucił prześladowanego za burtę. Ale właśnie tam, poza nim, nagle znajduje się w szczególnej bliskości Boga, w Jego Królestwie. Nie targają nim już ziemskie namiętności, nie dławią go pochlebstwo, obłuda ani przebiegłość. Ma tylko Boga – i to mu wystarcza. Nie jest to nagroda pocieszenia, ale zupełnie inna jakość życia, nieporównywalna z poprzednią. Apostoł Paweł woła: „Któż nas oddzieli od miłości Bożej? Utrapienie lub ucisk, lub prześladowanie...”, a następnie odpowiada: „Nic nie może nas oddzielić” (Rz 8, 35–39).
Jeden z moich znajomych księży pełnił posługę w małej wiejskiej parafii. Lokalne władze nie darzyły go sympatią: nie zgodził się, by świątynię wykorzystano jako magazyn, i złożył skargę do prokuratury. Był prześladowany i nękany. I mówił: „Wiecie, nigdy nie czułem Chrystusa tak blisko, jak w latach tych prześladowań. Teraz przeniesiono mnie do katedry, wszyscy mnie kochają – ale tej modlitwy, tych łez, tej łaski już nie ma”. Królestwo Niebios zostało mu dane właśnie w czasie prześladowań.
Dla nas
Ósme błogosławieństwo nie jest przeznaczone dla wybranych męczenników przeszłości lub nadchodzących czasów apokaliptycznych. Jest ono przeznaczone dla każdego z nas, kto dziś w pracy, w rodzinie, w domu, w szkole lub na uczelni stoi przed wyborem: milczeć czy mówić prawdę, ulec czy się oprzeć, ukryć się czy dać świadectwo.
Nie bójcie się znaleźć się w mniejszości. Nie bójcie się utraty reputacji „swojego człowieka”. Bójcie się utraty Chrystusa. A jeśli jednak za prawdę zostaniecie wygnani – nie narzekajcie, nie szukajcie zemsty, nie życzcie zła, nie popadajcie w faryzejskie potępianie. Wejdźcie w ten smutek z modlitwą z Getsemani: „Ojcze, nie jak ja chcę, ale jak Ty”. Wtedy doświadczycie tego, czego świat nie może wam dać: Królestwa Niebios w was samych – pośród wygnania.
Pamiętajcie: wyrzucono was z ludzkiego kręgu – ale przyjęto was w objęcia Boże. Pozbawiono was spokoju – ale obdarzono was błogosławieństwem. Obrzucono was oszczerstwami – ale zapisano wasze imię w niebie.
o. Tarasij Borozieniec (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: jarek /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.