Prawdziwa radość Bożego Narodzenia to nic innego, jak radość głoszona przez zastępy anielskie i rozbrzmiewająca we wszystkich cerkwiach na świecie w tym dniu: Chrystus się rodzi!
Dzisiaj jest Święto Narodzenia Pańskiego, podczas którego upamiętniamy Wcielenie naszego Pana i Boga, i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. To święto jest tak wielkie, że nawet stulecia bezprecedensowej bezbożności i apostazji nie były w stanie wymazać go z pamięci naszej kultury, nawet gdy niemal wszystkie inne oznaki naszej wiary chrześcijańskiej i dziedzictwa zniknęły z naszego krajobrazu społecznego. I chociaż niektórzy próbują teraz ukryć je za pomocą zmienionych skrótów, to nawet nasze kalendarze nadal głoszą wielką prawdę, że historia ludzkości została nieodwołalnie zmieniona, a nawet stworzona na nowo w tym zdumiewającym dniu dwa tysiące lat temu.
Oczywiście jedno to po prostu celebrować święto – a zupełnie inne to pamiętać, co to święto naprawdę oznacza. W najgorszym przypadku to, co zostało nazwane naszą „kulturą inwersji”, wzięło ten wielki i święty dzień, w którym sam Król Niebios dobrowolnie narodził się w najniższym ubóstwie, aby nas - grzeszników - uwolnić, i zamieniło go w święto konsumpcjonizmu i chciwości, celebrując nasze niewolnicze oddanie pożerającej wszystko machinie przemysłu.
Ale to jest najgorszy przypadek. W naszych lepszych chwilach, Boże Narodzenie - nawet dzisiaj - nadal ma coś z dickensowskiego ducha rodziny i braterstwa, niewinności i prostoty, miłości, współczucia i troski o tych wokół nas, których Bóg umieścił w naszym życiu. W najlepszym przypadku to święto dotyczy domu.
Bez wątpienia jest w tym wiele godnego pochwały. Ale trzeba też przyznać, że nie ma w tym zbyt wiele Chrystusa. Nawet przy okazji Jego narodzin wydaje się, że nadal musimy się bardzo starać, aby naprawdę znaleźć Jego obecność pośród wszystkich wieńców i papieru do pakowania, świecidełek i choinek.
Jednak w rzeczywistości ta ukryta obecność Chrystusa w czasie Bożego Narodzenia nie jest czymś zarezerwowanym wyłącznie dla naszych czasów współczesnych. W końcu nie było tak bardzo inaczej w tę pierwszą noc Bożego Narodzenia dwa tysiące lat temu. W tę pierwszą świętą noc Dzieciątko Jezus nie pojawiło się nagle w mocy i chwale, przychodząc na obłokach nieba, aby cały świat mógł Je zobaczyć (jak uczyni podczas swojego Drugiego Przyjścia). Nie, przyszedł wtedy w pokorze i uniżeniu, cicho i w ukryciu. Nawet ci z Jego własnego wybranego ludu, którzy spędzili swoje życie studiując proroctwa o Jego przyjściu, nie byli świadkami tego przyjścia ani nie widzieli Jego twarzy. Podczas tego pierwszego Bożego Narodzenia Syn Boży przyszedł na tę ziemię właśnie jako pielgrzym… i tylko ci, którzy również stali się pielgrzymami, otrzymali dar bycia z Nim w pokorze tej jaskini, w noc, kiedy ludzka natura została stworzona na nowo.
Matka Boża i św. Józef spotkali się z narodzeniem Chrystusa jako pielgrzymi, wypędzeni ze swoich domów na rzymski rozkaz dokonania spisu ludności i (jak dobrze wiemy) nie mogli znaleźć nawet najnędzniejszego ludzkiego schronienia tej nocy. Ewangelia, którą słyszymy, opowiada nam o mędrcach ze Wschodu, którzy opuścili swoje domy i rodziny na rzecz trudnej i męczącej drogi pielgrzymki, wszystko w nadziei na spotkanie pewnego dnia z Chrystusem - chociaż nikt i nic nigdy im o Nim nie powiedziało, poza tajemniczą Gwiazdą i „prawem napisanym w ich sercach” (por. Rz 2, 15). Nawet pasterze, chociaż mieszkali w pobliżu, musieli wybrać pozostawienie za sobą swoich ziemskich trosk i zajęć, aby przyjść do groty i zobaczyć nowonarodzonego Syna Bożego.
Tak więc, moi bracia i siostry, jeśli my również chcemy ujrzeć i uczestniczyć w wielkiej tajemnicy tego święta, to nie mamy innego wyboru, jak tylko stać się pielgrzymami. My również musimy uczynić naszymi słowa pasterzy: „Chodźmy zatem do Betlejem i zobaczmy to słowo, które się stało, a które Pan nam obwieścił” (Łk 2, 15). Ponieważ okazuje się, że Boże Narodzenie nie jest właściwie obchodzone poprzez siedzenie w domu, picie ciepłych napojów i cieszenie się swoim towarzystwem przy ogniu. Boże Narodzenie może być właściwie obchodzone tylko przez tych, którzy wybrali stanie się „obcymi i przybyszami na ziemi” (Hbr 11, 13).
To jest właśnie dar, który Kościół starał się nam dać w długim, czterdziestodniowym poście poprzedzającym dzisiejsze święto. Poprzez post Pan wzywał nas tak, jak kiedyś uczynił to wobec patriarchy Abrahama: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę” (Rdz 12, 1). Czas postu został nam dany jako wielka okazja do użycia trzech potężnych broni, które mają moc zerwania naszych więzów z tym ziemskim życiem: modlitwy, postu i jałmużny. A jeśli być może nie udało nam się użyć tych broni tak, jak powinniśmy, cóż, to tylko oznacza, że post okazał się okazją do podjęcia innej drogi ucieczki od tego fałszywego i przemijającego życia: drogi prawdziwej pokory i nadziei na nieskończone miłosierdzie naszego Boga.
Ale teraz czas postu dobiegł końca, a wielki dzień Święta w końcu nadszedł. Czy to jednak oznacza, że dotarliśmy do końca naszej podróży, że droga naszej pielgrzymki dobiegła końca, że czas naszego wygnania już minął? Czy to oznacza, że po zakończeniu naszej długiej i ciężkiej pracy możemy teraz powrócić (być może z westchnieniem ulgi) do tego samego codziennego życia, które zostawiliśmy za sobą czterdzieści dni temu? Czy też nadal obchodzimy to święto jako „obcy i przybysze na ziemi”?
Mam nadzieję, że odpowiedź jest oczywista. Ale mam też nadzieję, że nie myślicie, że mówię to, aby stłumić waszą radość w tym wielkim i świętym dniu, bo naprawdę wszyscy powinniśmy radować się bez ograniczeń, całym sercem! Ale prawdziwej radości Bożego Narodzenia nie można znaleźć w dobrym jedzeniu i pysznych napojach, w przyjemnych rozrywkach i przemyślanych prezentach, ani nawet w bliskości rodziny i przyjaciół. Nie, prawdziwa radość Bożego Narodzenia to nic innego, jak radość głoszona przez zastępy anielskie i rozbrzmiewająca we wszystkich cerkwiach na świecie w tym dniu: Chrystus się rodzi!
Chrystus się rodzi, Bóg jest z nami i nic na tym świecie nie może już być takie samo. Dawno temu pierwszy Adam uciekł przed śladami Boga w Ogrodzie, ale dziś kroki Pana - odzianego teraz w nasze ludzkie ciało - zostały usłyszane nawet tutaj, na tej złamanej i grzesznej ziemi, wzywając nas do powrotu do Raju, do naszego prawdziwego i jedynego domu.
Gdywięc obchodzimy dziś święto z radością i wdzięcznością, gdy przyjmujemy do naszych własnych ciał Ciało i Krew Chrystusa, a następnie uczestniczymy w ziemskich uciechach, które Bóg pobłogosławił, nie róbmy tego jako ci, którzy już dotarli do celu i nie mają nic więcej do roboty jak tylko odpocząć i cieszyć się przyjemnościami, które są w zasięgu ręki. Raczej przyjmijmy te dobrodziejstwa Boga - zarówno niebiańskie, jak i ziemskie - jako zaopatrzenie, które Pan dał nam w naszej podróży, aby nas wzmocnić, gdy kontynuujemy ścieżkę naszej pielgrzymki; aby nas podtrzymać, gdy idziemy długą drogą do domu.
I chociaż nasza podróż nadal trwa, to jednak nawet tego dnia coś w tej podróży uległo głębokiej zmianie. Przed dzisiejszym dniem chodziliśmy po tej ziemi jako wygnańcy; dzisiaj sam Bóg przyszedł, aby kroczyć tą ścieżką wygnania obok nas. I chociaż nadal jesteśmy pielgrzymami, nie jesteśmy już dla Niego obcymi. Bo zaprawdę:
Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką, nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Dziecię nam się urodziło, Syn, i zostało nam dane, którego władza spoczęła na Jego ramionach, a Jego pokojowi nie ma końca. I nazwano imię Jego Anioł Wielkiej Rady, Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Władca, Książę Pokoju, Ojciec przyszłego wieku… bo Bóg jest z nami.
Zaprawdę, Bóg jest z nami! Bóg jest z nami i będzie z nami przebywał na zawsze… tak długo, jak my sami będziemy chcieli z Nim przebywać. Spędźmy więc te wielkie i święte dni, przebywając w Jego obecności w jaskini naszych serc, delektując się każdą chwilą i nie pozwalając, aby żadne ziemskie troski lub przywiązania nas od Niego odwiodły. I niech Chrystus, nasz Prawdziwy Bóg, przez swoją łaskę, miłosierdzie i miłość do ludzkości, w stosownym czasie doprowadzi nas wszystkich do wiecznego przebywania z Nim w tym wielkim i chwalebnym wieku, który ma nadejść. Amen!
Chrystus się rodzi!
igumen Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Remembering Sion
fotografia: Andreas.Ch /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.