Jak zachować wiarę w warunkach współczesnego świata?
Jak zachować wiarę w warunkach współczesnego świata? Na czym polega bycie świętym? Na te i inne pytania portalowi Pravoslavie.ru odpowiedział rosyjski reżyser pochodzenia greckiego Konstantin Charalampidis. Rozmowa odbyła się w lutym br. w czasie trwania akcji „Od Narodzenia do Zmartwychwstania”, poświęconej nowym męczennikom i wyznawcom Grecji, Cypru, Azji Mniejszej i Pontu XV-XX wieków.
Losy Imperium Bizantyjskiego stały się jednym z najważniejszych tematów pana twórczości. Jaką, natomiast, rolę odegrały w pana osobistym losie?
Gdziekolwiek mieszkają dzisiaj potomkowie Greków z Azji Mniejszej i Pontu – czy to w Gruzji, na Ukrainie czy w Kazachstanie (gdzie się urodziłem) – do tej pory my, Grecy byłego Związku Radzieckiego, chcąc się dowiedzieć od człowieka, czy jest narodowości greckiej, pytamy: Esi pa romeos ise?, co tłumaczy się dosłownie: Czy jesteś poddanym Imperium Rzymskiego? Jeśli zapytany jest Grekiem, to usłyszymy od niego: Ego aromejes ime – Jestem poddanym Imperium Rzymskiego. Powszechnie wiadomo, że Bizancjum mianowało się Drugim Rzymem i właśnie tam tkwią korzenie tego pytania i odpowiedzi na nie. Natomiast bycie poddanym Imperium Rzymskiego świadczyło automatycznie o przynależności do wyznania prawosławnego. Z kolei, wiarę prawosławną nawet na Rusi zawsze nazywano wiarą grecką. Innymi słowy, bycie Grekiem oznacza bycie prawosławnym. Dorastałem w Kazachstanie w mieście Ałma-Ata. Może to brzmi paradoksalnie, ale uważałem się za Romeja, nie zaś Greka. To samo dotyczy wszystkich moich rodaków. Oczywiście, jest to dosyć dziwne: obecnie, w dwudziestym pierwszym wieku, gdzieś w Kyzył-Ordzie, Tbilisi czy Moskwie Grecy dotychczas uważają się za poddanych Imperium Rzymskiego, które upadło w 1453 roku. Ale więzy z Bizancjum oraz jego wpływ są żywe do tej pory. Jedna linia moich przodków wywodzi się z Konstantynopola, czyli z Azji Mniejszej, druga zaś z Pontu. Wszyscy członkowie mojej rodziny, ratując się, uciekli do Rosji, która stała się dla nich ojczyzną. Mój pradziadek po ojcu uciekał do Gelendżiku z Trapezundu w końcu dziewiętnastego wieku. Nazywał się Kot-Ogły. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Charalampidis. Ale Turcja jest krajem wyłącznie dla Turków, dlatego prawie wszyscy Grecy, którzy żyli pod władzą Turków, mieli tureckie imiona i nazwiska oraz wyznawali prawosławie tajnie. Prawdziwe nazwiska ludzie przywrócili sobie znacznie później. Odbyło się to głównie w Rosji jeszcze przed rewolucją, ja, natomiast, 45 lat temu urodziłem się z nazwiskiem Kot-Ogły. Wiedząc o tym, że moi przodkowie mieli inne nazwisko, spróbowałem w 2001 roku przywrócić sobie nazwisko przodków, co mi się udało. Natomiast mój ojciec do tej pory nie zmienił nazwiska z powodów biurokratycznych: mieszka w Kazachstanie, musi przedstawić dokumenty potwierdzające, że jego przodkowie rzeczywiście mieli kiedyś nazwisko Charalampidis. Naturalnie, takie dokumenty się nie zachowały. Natomiast ja, jako obywatel Rosji, przyszedłem do Urzędu Gminy w Moskwie i opowiedziałem pracownicy urzędu historię mojej rodziny. Opowiedziałem, między innymi, że mój prapradziadek był kapłanem Kościoła kryptochrześcijańskiego w Turcji, tajnie wyznawał Chrystusa, ale miał tureckie imię i nazwisko. Powiedziałem jej, że od zawsze wiedzieliśmy, że nasze prawdziwe nazwisko brzmi Charalampidis. Ale jak mam przywrócić je, skoro nie mam żadnych papierów, które by to potwierdzały? Pracownica urzędu okazała się człowiekiem wierzącym. Zobaczyłem łzy w jej oczach. Słuchała historii mojej rodziny i płakała. Powiedziała mi: „Mój drogi, istnieje tylko jedno rozwiązanie w tej trudnej sytuacji. Napiszemy takie sformułowanie: Nazwisko Kot-Ogły tłumaczy się z języka tureckiego na grecki jako Charalampidis. I będzie po wszystkim”. Teraz w paszporcie w rubryce „Nazwisko” mam napisane „Charalampidis”. Niemniej jednak, w napisach do moich filmów oraz na afiszach dopisuję do mojego, powiedzmy, historycznego nazwiska również nazwisko Kot-Ogły, ażeby nie urywały się więzy również z tymi z moich przodków, którzy żyli pod jarzmem tureckim.
Czym żyje diaspora grecka na terenie byłego ZSSR dziś? Jak mocno różnią się Grecy „rosyjscy” od „greckich”?
Obecnie Grecy zamieszkują wszystkie republiki byłego Związku Radzieckiego. Robiąc filmy o swoich rodakach zwiedziłem wraz z moją ekipą filmową praktycznie całe czarnomorskie wybrzeże Kaukazu. Dosyć duża diaspora mieszka na terytorium Krasnodarskiego oraz Stawropolskiego Krajów. Ich życie niczym nie różni się od życia innych Rosjan: stoją oni przed obliczem tych samych problemów. Przy tym Grecy zachowali swoją tożsamość narodową. Używają dialektu pontyjskiego języka greckiego, który jest uznany przez badaczy za najstarszy z dialektów tego języka. Prawie we wszystkich miastach rosyjskich, jak również w innych republikach byłego ZSSR, istnieją greckie społeczne stowarzyszenia, które utrzymują ścisły kontakt z Grecją. Istnieje program nauki języka nowogreckiego. Z reguły dzieci uczy się tańców oraz pieśni pontyjskich i greckich. Często wspólnoty obchodzą wspólnie prawosławne oraz świeckie święta, co jakiś czas odbywają się zjazdy Greków z byłych republik Związku Radzieckiego, międzynarodowe zjazdy pontyjskie. Jest rzeczą niezwykle ważną, kto stoi na czele wspólnoty greckiej. Czy zdolny jest człowiek wybrany przez diasporę postawić własne interesy niżej od interesów wspólnoty? Jeśli tak, to w tym przypadku życie wspólnoty obfituje w przeróżne jaskrawe wydarzenia. Na szczęście, tacy ludzie są. Prezydent Asocjacji Greckich Stowarzyszeń Społecznych Rosji Iwan Ignatiewicz Sawwidi w ciągu kilku lat organizuje wyjazdy o charakterze pielgrzymek z różnych miast Rosji i nawet byłych republik ZSRR do ojczyzny historycznej – do Trapezundu, gdzie zwiedza się monaster Panagia Sumela. Dzięki wysiłkom pana Sawwidi władze tureckie wyraziły zgodę nawet na celebrowanie liturgii. Wiem, że Iwan Ignatiewicz pomaga zupełnie nieznanym mu ludziom w rozwiązywaniu różnych kwestii, nawet bytowych. Jest rzeczą niezwykle ważną, że można bezpośrednio zwrócić się do uznanego lidera i otrzymać wsparcie. Zupełnie niedawno Iwan Ignatiewicz pomógł mi w przeprowadzeniu koncertu-requiem „Wyznawcy prawosławia po śmierci imperium” w świątyni Chrystusa Zbawiciela w Moskwie. Przedsięwzięcie związane było z określonymi wydatkami. Jako przykład podam, że przywieźliśmy z Grecji chór Ergastiri Psaltikis składający się z 30 osób. Odbyło się to głównie dzięki Iwanowi Ignatiewiczowi Sawwidi, za co należy mu się niski pokłon. Co dotyczy różnic między Grekami, mieszkającymi w krajach poradzieckich, a tymi, którzy mieszkają w Grecji, to, niezaprzeczalnie, one istnieją. Ale istnieją w tym sensie, że nie jesteśmy zapoznani z częścią ich życia. Ale ta część, według mnie, nie jest najważniejsza. Urodziliśmy się w odmiennych warunkach ekonomicznych i politycznych. Wydaje się, że zostawiło to pewne odbicie. Ale istnieją też istotne trwałe relacje, które nas łączą, i to nie tylko nas – Greków mieszkających w Rosji z Grekami kontynentalnymi – ale również ludzi ruskich z Grekami. Jest to nasza prawosławna wiara. Owszem, występuje różnica w charakterze narodowym – Grecy mają bardziej ekspresyjny temperament, Rosjanie z kolei są bardziej opanowani i cierpliwi. Ale są to tylko przejawy zewnętrzne. Mam wielu przyjaciół w Grecji i mogę powiedzieć, że patrzymy z nimi „w jednym kierunku”, łatwo nam znaleźć wspólny język. Uważam za swego przyjaciela pewnego Greka, dziennikarza telewizji greckiej w Moskwie, redaktora naczelnego czasopisma Hellada Atanazjosa Awgerinosa. Łączą nas również interesy zawodowe. Myślę, że zrobimy kiedyś jakiś wspólny projekt.
Jedną z najbardziej znanych pana prac jest trylogia „Od Narodzenia do Zmartwychwstania”, której dwie części zostały już przedstawione publiczności. O czym będzie opowiadał ostatni film trylogii i jaka idea przyświeca tej obszernej pracy dokumentalnej?
Właściwie kwintesencja życia świętych męczenników i wyznawców jest dla nas wszystkich poważną lekturą i jest to jak gdyby dla wszystkich oczywiste. Jednak nierzadko ludzie współcześni, nawet ci, którzy uważają się za prawosławnych, sądzą, że świętość jest jakimś powołaniem danym z nieba. Panuje przekonanie, że ludzie święci są wybrani przez Boga od urodzenia, a ich głównym zadaniem jest trzymanie się już napisanego scenariusza, w finale którego na wybranego bohatera czeka śmierć i aureola. Jest też inny schemat, według którego myśli często człowiek współczesny: święci ludzie żyli tak dawno temu, że, po pierwsze, nie wiemy, jak tam wszystko dokładnie wyglądało i czy istnieli w ogóle, a po drugie, w tych odległych czasach panowały zupełnie odmienne warunki. Wtedy było miejsce na wyczyn, a co jest teraz? Teraz tylko staramy się przetrwać. Nie chodzi już nam o wysiłki duchowe – nie ma ku temu żadnych warunków. W konsekwencji człowiek przyzwala samemu sobie na wszystkie te pomysły, ażeby nawet nie próbować się zmienić. Myśli się następująco: „No, jaki jest sens chodzenia do świątyni i przestrzegania jakichś tam przekazań, postu? Po co się wysilać, skoro świętym, tak czy inaczej, się nie zostanie? Boga, generalnie, nie neguję, ale nie mam powołania do świętości. Gdybym je miał, to na pewno bym to odczuł, odebrałbym to w postaci jakichś fluidów. Wychodziłaby ze mnie jakaś energia, a może nawet nimb byłby widoczny jeszcze przed bohaterską śmiercią, ale byłby widoczny wyłącznie dla mnie, w lustrze. Inni mogliby go nie widzieć, ale ja na pewno dostałbym objawienia! Uświadamiałbym własną wartość. Gdybym był wybrany, to latałbym, przemieszczałbym się w czasie i przestrzeni, a tak, muszę chodzić po ziemi”. Tak właśnie pojmuje świętość współczesny człowiek. Oczywiście, mówię nie o wszystkich. Podobne rozważania negują obecność woli człowieka, gdyż zakładają, że ktoś z zewnątrz powinien o wszystkim za niego zadecydować i uszykować dla niego świętość.
| | |---|Celem mojej pracy było wskazanie, że święci byli takimi samymi ludźmi jak my. Było to zupełnie niedawno: w dziewiętnastym i nawet w dwudziestym wiekach. Powiem więcej: część z tych ludzi nawet złamała przykazania, ale oni nie powiedzieli samym sobie, że to wcale nie jest grzechem i że Pan jest miłościwy i wszystko wybaczy. Świadomość popełnionego grzechu żarzyła ich serca, nie mogli z tego powodu spokojnie oddychać, jeść i korzystać z przyjemności życia. Nie sądzili, że są dużo gorsi od nich grzesznicy, a nad nimi Pan na pewno się zmiłuje. Pragnienie odkupienia grzechu nie dawało im spokoju. Szli na męki dla zbawienia swej duszy. Dzisiaj człowiek jest skłonny do usprawiedliwienia siebie na wszelkie możliwe sposoby. Bardzo ważne dla niego jest usłyszeć słowo, które nie będzie pobłażało jego słabościom. Wydaje mi się, że chwalenie człowieka za to, że gdzieś w swoim wnętrzu nie neguje Boga i czasem na Wielkanoc przychodzi do świątyni zapalić świeczkę, jest przesadą. Żywoty świętych męczenników i życie nieznanych bohaterów wiary wskazują nam uczciwą i prostą drogę do Boga. O tym właśnie mówią moje filmy. Następny film będzie poświęcony wyznawcom i męczennikom rosyjskim, którzy ucierpieli po rewolucji 1917 roku. Mieszkając w Imperium Rosyjskim, nie zaś Bizantyjskim, również zostawali kryptochrześcijanami, męczennikami za wiarę Chrystusową. Uświadomili sobie bizantyjską lekturę i przytoczyli nam, ludziom współczesnym, lekturę rosyjską. Przyjąwszy sztafetę od Bizancjum, w swoich sercach zachowali ogień grecki. Świadectwo dla współczesnego świata niosło tysiące nowych męczenników i wyznawców Chrystusa. To świadczy, że duchowe fundamenty założone w Imperium Bizantyjskim nadal żyją i będą żyły, dopóki pali się ten grecki ogień wiary prawosławnej.
Projekt informacyjny „Wyznawcy prawosławia po upadku imperium”, który składa się z wydania serii audioksiążek oraz przeprowadzenia koncertu-requiem, zapoznaje nas z nieznanymi szeroko greckimi nowymi męczennikami. Zrobione na wysokim poziomie artystycznym dzieło o charakterze sztuki teatralnej wzruszyło wszystkich widzów. Przed nami przechodzą różne obrazy świętych żyjących w różnych wiekach, mających różny wiek, status społeczny, wykształcenie. Jakie archetypy świętości były ważne do pokazania?
Niewątpliwie, bardzo ważne jest pokazanie tych cech duszy ludzkiej, które są prawie nieobecne w człowieku współczesnym. Jako przykład podam żywot świętego Achmeta Kalfasa – muzułmanina, który przyjął prawosławie i został kryptochrześcijaninem. Podczas próżnej rozmowy w środowisku muzułmanów został zapytany, co jest najbardziej cenne na świecie, na co nie zastanawiając się odpowiedział: Najcenniejsza jest wiara prawosławna. Ów człowiek umiał usłyszeć wołanie Boga nawet w tej, na pierwszy rzut oka, codziennej sytuacji. W żywocie tego świętego mówi się, że mógł jakoś zażartować i w jakiś sposób uniknąć odpowiedzi, albowiem nie zadano mu pytania wprost, które wymagało wyznania, że jest chrześcijaninem. On natomiast w sposób twardy i niezłomny wyznawał Chrystusa i przyjął śmierć męczeńską, odbierając pytanie „co jest najcenniejsze na świecie?” bardzo poważnie. Moim zdaniem, bardzo ważne jest dziś wiedzieć, że ludzie byli gotowi iść na śmierć nawet wiedząc, że będzie ona nieunikniona. W czasach pokojowych człowiek, paradoksalnie, bardziej boi się śmierci niż, na przykład, w czasie wojny. Rozmawiając, ludzie przesądnie boją się wypowiadać nazwy straszliwych chorób, żeby czasem te choroby nie przylepiły się poprzez słowo do nich. Dzisiejsze hasło „Bierz od życia wszystko i żyj pięknie” jest przejawem ateizmu. Przebywamy na tej ziemi tymczasowo i całe nasze życie jest delegacją, jak mawia pewien mój znajomy ksiądz. I w czasie tej delegacji, jak twierdzi, powinniśmy się przygotować do życia wiecznego. Natomiast śmierci fizycznej nie unikniemy. Z kolei, jaka to będzie śmierć – haniebna czy bohaterska – oto jest pytanie.
Jaką lekturę, pana zdaniem, powinni wynieść Rosjanie i Grecy po zapoznaniu się z życiem tych świętych? I co wyniósł dla siebie pan po latach zgłębiania tego tematu?
Najważniejsze rzeczy, które mogą przyswoić zarówno Rosjanie, jak i Grecy, są, według mnie, bardzo proste: jeżeli każdy z nas będzie uświadamiał odpowiedzialność za wszystko, co się dzieje w świecie, we własnym kraju, własnej rodzinie – to w konsekwencji wpłynie to również na życie „imperium”, w którym człowiek żyje. Przecież „imperium” składa się z ludzi. Jak pisze starzec Paisjusz Hagioryta, Pan zapyta każdego: Co zrobiłeś w te ciężkie lata swoją modlitwą, dobrocią? Nie można oczekiwać jakichś szczególnych warunków dla przejawiania swych najlepszych cech: miłości do Ojczyzny, gotowości poświęcić za nią swe życie, unikania odpowiadania złem za zło i wreszcie miłowania również swych wrogów. Zgłębiałem tę lekturę w trakcie pracy i nadal zgłębiam.
Prześladowania chrześcijan w naszych czasach obserwuje się w wielu częściach świata. Chrześcijanie są poddawani uciskom również w Europie, gdzie elementy światopoglądu chrześcijańskiego są coraz bardziej spychane na margines. Czy można, pana zdaniem, porównać pod tym względem epokę, o której pan opowiada w swojej twórczości, z naszą epoką? Czy współcześni Grecy są godni wyczynu ich przodków?
Obecnie trwa niewidzialna wojna, która jest dużo gorsza niż otwarte prześladowania chrześcijan. Dziś ludzkość jest dzielona poprzez środki masowego przekazu, poprzez propagowanie obcej dla nas popkultury. Podmieniane są wartości, natomiast kwestii Ojczyzny prawie się nie porusza. Buduje się pewną świadomość pseudoogólnoplanetarną, która, mówiąc prościej, nawiązuje do tego, że ojczyzna jest tam, gdzie się człowiek położył spać. Ludzkość ma taką plątaninę w mózgu, że większość ludzi już, niestety, nie umie określić, co jest dobrem, a co złem. Ale są ludzie, którzy nawet w tych skomplikowanych czasach potrafią zachować czystość serca, mają gotowość znosić cierpienia, być odszczepieńcem, ale jednak zachować swoją duszę. Możemy jedynie się starać być godnymi naszych przodków. Tak samo jak innym ludziom na planecie niektórym Grekom to się udaje, niektórym nie. Kiedy widzę nieskalanych młodych ludzi, niezepsutych przez życie współczesne, to zawsze chce mi się płakać. „W jaki sposób udało się temu człowiekowi ocalić swoje serce? – myślę. – Niech Bóg obdarzy zdrowiem i zbawi jego rodziców, którzy go wychowują”.
http://pravoslavie.ru/guest/51680.htm
— tłum. Andrzej Nieścierowicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.