Mimo że oburzenie jest czymś normalnym, ono nas oślepia. Oburzenie nas oślepia i nie widzimy już z Bożej perspektywy. A jeśli nadal trzymamy się gniewu zrodzonego z początkowego oburzenia, to św. Jan z Drabiny mówi nam, że jesteśmy jak dobrowolny epileptyk. Tracimy kontrolę nad sobą i upadamy.
Kiedyś napisałem na swoim blogu o paleniu kościołów w Kanadzie i otrzymałem komentarz, iż woła to o „chrześcijańskie oburzenie”, że miłość i przebaczenie mogą poczekać, aż przestępstwa zostaną zbadane i wyjaśnione. Mogę szczerze powiedzieć, że wiem, co czuł autor komentarza. W rzeczywistości posunę się jednak do stwierdzenia, że dopóki ktoś czuje oburzenie, nie może szczerze kochać i przebaczać.
Oburzenie jest naturalną ludzką odpowiedzią na skandaliczne czyny — jak spalenie kościoła. Jeśli ktoś nie zacznie od odczucia pewnej dozy oburzenia, to zastanawiałbym się, czy ta osoba w ogóle ma kontakt z rzeczywistością. Oburzenie to naturalna, wyłącznie ludzka emocja.
Kiedy czytamy Psalmy, często spotykamy się z oburzeniem: „Dlaczego poganie się buntują, a narody knują próżne zamysły?” (Ps 2, 1). Wiele psalmów zawiera bardzo mściwe elementy, a gdybyś wyciągnął tylko jeden lub kilka wersetów z niektórych z nich, mógłbyś pomyśleć, że zemsta była sposobem myślenia, do którego Bóg zachęcał. Jednak jeden lub kilka wersetów to nie cały Psalm. A jeden lub kilka psalmów to nie cały Psałterz.
Kiedy czytamy cały Psałterz, spotykamy się z każdą ludzką emocją, w tym z oburzeniem. W Psalmach Bóg spotyka nas tam, gdzie jesteśmy, nawet w najniższych miejscach naszego gniewu i oburzenia. Bóg spotyka nas nawet tam, dając nam słowa, które wyrażają nasz gniew i oburzenie. Chcemy zemsty, a Bóg potwierdza to w Psalmach.
Jednak gdy czytamy Psalmy, uwaga zaczyna się przesuwać z naszego bólu, gniewu i oburzenia na Bożą opiekę nad złamanymi sercami, Bożą zdolność troszczenia się o nas pomimo naszej słabości i Bożą zdolność do wymierzenia sprawiedliwości w czasie i w sposób przez Niego uznane za właściwe. W Psalmach Bóg spotyka nas w naszym czysto ludzkim oburzeniu, zaślepieniu własnym gniewem i bólem, i wznosi nas na wyższy poziom, do miejsca, w którym możemy zobaczyć Jego moc, Jego troskę o nas, Jego perspektywę.
Słucham niekiedy Big In Heaven Stephena Siniari, chodząc na długie spacery. Każda historia doprowadza mnie do płaczu. Muszę nosić ze sobą chusteczkę, żeby łzy nie spływały mi po twarzy. To nie są łzy sentymentalizmu, ale łzy objawienia, czynionego przez opowiadane historie, odsłaniające to, co piękne i prawdziwe, ukryte w bólu innych, w bólu własnego serca i doświadczenia.
Dzisiaj podczas spaceru słyszałem, jak ks. Naum, główna postać w opowiadaniach Stephena Siniari, cytuje Drabinę św. Jana Klimaka (8:11): „Gniewna osoba to dobrowolny epileptyk, który z powodu mimowolnej skłonności [działania w gniewie] ciągle wpada w konwulsje i upada". Ks. Naum jest bardzo łagodnym, mądrym, starym księdzem prawosławnym. Jednak nie rozpoczął swojej służby ani jako łagodny, ani jako mądry. Historie opowiadają o wielu trwałych ranach, które zadał sobie i innym w młodości, kiedy czasami jego działania były motywowane gniewem, oburzeniem.
I to jest problem z oburzeniem. Mimo że oburzenie jest czymś normalnym, oburzenie nas oślepia. Oburzenie nas oślepia i nie widzimy już z Bożej perspektywy. A jeśli nadal trzymamy się gniewu zrodzonego z początkowego oburzenia, to św. Jan z Drabiny mówi nam, że jesteśmy jak dobrowolny epileptyk. Tracimy kontrolę nad sobą i upadamy: upadamy moralnie, upadamy duchowo.
Czasami myślę, że prawdziwą nagrodą, której szuka zły, ilekroć Bóg pozwala, by zły nas trapił w jakikolwiek sposób, jest nasza ślepota, a następnie nasz upadek moralny, który – jeśli trwamy w tym – doprowadzi do naszego duchowego upadku. Tego właśnie chce diabeł.
Początkowa pokusa lub próba – spalone kościoły, utracone prawa – to tylko potknięcia. To wszystko są przynęty z haczykami. Jesteśmy złapani przez złego ducha, jeśli trzymamy się naszej początkowej, bardzo rzeczywistej i naturalnej, (ale) tylko ludzkiej odpowiedzi na oburzenie i nie krzyczymy razem z psalmistą: „Powstań, Boże, broń swojej sprawy; pamiętaj o zniewadze, którą co dzień wyrządza Ci głupiec. Nie zapomnij krzyku Twoich wrogów, wciąż rosnącej wrzawy tych, którzy powstają przeciwko Tobie” (Ps 74, 22-23). A tak przy okazji, cały ten Psalm jest odpowiedzią na spalenie świątyni.
Musimy w modlitwie zanieść nasze oburzenie Bogu, a nie kierować je ku jakiemukolwiek człowiekowi, który naszym zdaniem może być za coś odpowiedzialny. Jeśli skierujemy nasze oburzenie na zewnątrz, zostaniemy przez nie zaślepieni i, jak przypomina nam św. Jan od Drabiny, wpadniemy w konwulsje, i upadniemy na wiele moralnych i duchowych sposobów. Ale jeśli zanosimy nasze oburzenie do Boga w modlitwie, to tak jak mówi Psalmista, pomoc dla nas przyjdzie od Boga.
Myślę, że właśnie dlatego Psalmy są tak surowe, tak pełne oburzenia, które stanowi naszą czysto ludzką odpowiedź na oburzające doświadczenia, jakich doznajemy w tym upadłym świecie, na tym padole łez. Poprzez Psalmy możemy zacząć się modlić. Możemy przekazać nasze oburzenie Bogu, Który jako jedyny może je znieść. Zanosimy nasze oburzenie do Boga, a Bóg je niesie i delikatnie przemienia w zaufanie, nadzieję i wiarę; wiarę, że Bóg nie jest ślepy, ani Bóg nie porzucił nas. Poprzez Psalmy nasze oczy powoli wznoszą się wraz z naszą modlitwą, a oburzenie, które jest czysto ludzkie, przeradza się w pokój, który przekracza zrozumienie. Rodzi się też mocna wiedza, że Bóg jest naszym obrońcą i że żadna istota ludzka nie może nas oddzielić od Jego miłości.
o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)
za: Praying in the Rain
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.