ndz, 6 wrz (24 sie) niedziela, 6 wrz (24 sie) 2026 roku juliański
Kalendarz →
Publicystyka 6 września 2026

Niepohamowana cnota

Nadzieja nie jest obietnicą, że za naszego życia wszystko będzie dobrze. Naszą nadzieją jest raczej Krzyż Chrystusa, ukrzyżowanego Zbawiciela. Naszą nadzieją jest wiara, że ukrzyżowany Zbawiciel zjednoczył się z ludzkością, a w szczególności z naszymi dziećmi. Nie opuści ich ani nie porzuci.

1 czytelników poleca

W zeszłym roku z żoną wyrobiliśmy sobie uroczy zwyczaj „poniedziałków z Elim”. To mój wkrótce pięcioletni wnuk. Ma prawie czteromiesięcznego braciszka, którego czas spędzony w łonie matki był okazją do naszych cotygodniowych obowiązków związanych z opieką nad Elim. Wraz z moim przejściem na emeryturę jego obecność stała się nowym wyzwaniem, polegającym na „znalezieniu sobie zajęć”. Jest energicznym, bystrym chłopcem, żywo zainteresowanym niemal wszystkim, co go otacza. Nasze obowiązki obejmowały długie spacery po lokalnym arboretum, wizyty na tamie, zajezdni kolejowej. i niezliczone wypady do lasu po drugiej stronie ulicy. Spędziliśmy wiele godzin z moimi zestawami kolejowymi.

Aby dać dokładny obraz tej cotygodniowej dyscypliny, trzeba wziąć pod uwagę moje zdrowie. Zwalniam tempo (znacznie). Potrafię zatracić się w myślach, lekturach i pisaniu. Pozostawiony sam sobie i hałasowi mózgu z ADHD, łatwo stałbym się zrzędliwym staruszkiem. Ale jak można być zrzędliwym, gdy ktoś z entuzjazmem intonuje: „Dziadku!” i dodaje słowa zachwytu? On mnie ratuje.

Pewnego dnia, po rozmowie, w której Eli zaczął zadawać pytania o to, co to znaczy być starym, w tym o to, że starość oznacza śmierć, nastąpiło kilka bardzo poważnych momentów. „Czy umrzesz, Dziadku?” „Tak, umrę, Eli”. Zapłakał i zamyślił się. Z czasem informacja została przyswojona i przeszliśmy do kolejnego radosnego projektu.

Rozmyślałem nad jego przyszłością tak jak on nad moją. Moi czytelnicy wiedzą, jak krytyczny jestem wobec współczesnej kultury. Nie wyobrażam sobie, że mój wnuk będzie magicznie chroniony przed jej szaleństwem. Nie tracę jednak czasu na wyobrażanie sobie tragicznych scenariuszy jego życia. Jeśli chodzi o przyszłość, mamy dwie rzeczy: świadomość dobroci Boga w czasie teraźniejszym, Który opatrznościowo działa poprzez wszystko i we wszystkim dla naszego dobra; i nadzieję w Bogu, Który obiecał nas zachować w swojej dobroci. Wewnątrz i poprzez to wszystko przebiega Krzyż.

Straszne jest być świadkiem Krzyża w życiu swojego dziecka, niezależnie od jego wieku. Dobrze prorokował św. Symeon Matce Bożej: „Twą zaś własną duszę miecz przebije” (Łk 2,35). Jesteśmy „współcierpiący” z naszymi dziećmi (i wnukami). Co ważne, Chrystus (i Jego Matka) również współcierpią z nimi. To jest definicja naszego życia na tym świecie.

Z tego samego powodu Krzyż jest również naszą nadzieją. Tylko w Krzyżu objawia się nam w tym świecie zmartwychwstanie Chrystusa. Pomimo prześladowań i wszelkiego rodzaju problemów Kościół trwa, a zmartwychwstanie objawia się w triumfie piękna, prawdy i dobra.

Tradycyjnie częścią amerykańskiego snu było pragnienie, aby dzieci miały lepsze życie niż ich rodzice. Stworzyło to fałszywe oczekiwanie, że „lepsze” życie polega na pieniądzach i zdrowiu. W rzeczywistości takie rzeczy nie są okolicznościami, które poprawiają nasze życie. To fałszywe oczekiwanie należy do religii nowoczesności (a nie chrześcijaństwa). Tam obietnica głosi, że bogactwo jest rozwiązaniem problemów świata. Mówi się, że Amerykanie „głosują swoim portfelem”. To niesłychane, żeby ktoś mógł nam sprzedać cierpienie i niedostatek.

W przeważającej mierze nasza kultura demonizuje cierpienie i postrzega ubóstwo jako wroga (którego jeszcze nie pokonaliśmy). Powtarzające się i złowieszcze ostrzeżenia Chrystusa dotyczące bogactwa są najczęściej wykorzystywane jedynie jako okazje do zasugerowania zwiększenia jałmużny. Rzadko zdarza się, że słyszymy jasne wyjaśnienia, iż miłość do pieniędzy jest „korzeniem wszelkiego zła”. Prawosławne chrześcijaństwo jest niezwykłe w naszych czasach ze względu na nacisk na usilne posty i modlitwę. Nabożeństwa i modlitwy Kościoła (z nieustannym czczeniem męczenników, którzy cierpieli) nieustannie przypominają nam, co to znaczy wziąć krzyż i naśladować Chrystusa.

W związku z tym pytanie, które krąży mi w sercu i powinno krążyć wokół nas wszystkich, brzmi: „Jak pomóc młodym ludziom, których Bóg nam dał, przetrwać świat, który przed nimi stoi?”.

Pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi do głowy, jest to, że nie wychowujemy ich z oczekiwaniem, że świat będzie wolny od cierpienia i smutku. Pytanie brzmi, jak wychować kogoś w taki sposób, aby nabył cnoty niezbędne do radzenia sobie z cierpieniem własnym i otaczających go osób. Niestety, nasza kultura promuje komfort, wygodę i wszystko, co usuwa cierpienie. W zdrowej, zintegrowanej kulturze istnieje wiele rzeczy, które pomagają rodzicom w kształtowaniu cnót. Nasza kultura jest skupiona wokół zasady przyjemności. Bez innego przewodnictwa nasze dzieci prawdopodobnie nabędą jedynie cnoty, które najlepiej nadają się do bycia konsumentem.

Epitafium dla nowoczesności: Przyszedłem, zrobiłem zakupy, umarłem.

Drugą rzeczą, która przychodzi mi do głowy, jest to, że nikt z nas nie jest w stanie wychować swoich dzieci bez pomocy. Społeczności, w których żyjemy – rodzina, szkoła, parafia – są istotnymi elementami wychowania dziecka. W istocie, badania pokazują, że dzieci czerpią większość poczucia społecznego i wiedzy od innych dzieci – fakt, który wielu rodziców odkrywa z szokiem i przerażeniem. Pytanie, czy te podstawowe społeczności są miejscami, które wspierają ludzi w ich cierpieniu i smutku. Czy pielęgnują cnoty niezbędne w życiu chrześcijańskim, czy też wychowują egocentrycznych nabywców?

G.K. Chesterton napisał: Współczesny świat nie jest zły. Pod pewnymi względami współczesny świat jest zbyt dobry. Jest pełen dzikich i zmarnowanych cnót. Kiedy religijny system zostaje zburzony (tak jak chrześcijaństwo zostało zburzone w czasie Reformacji), nie tylko wady zostają uwolnione. Wady rzeczywiście zostają uwolnione i błąkają się, wyrządzając szkody. Ale cnoty również zostają uwolnione. I cnoty błąkają się jeszcze bardziej dziko, i wyrządzają jeszcze straszliwsze szkody. Współczesny świat jest pełen starych, chrześcijańskich cnót, które oszalały. Cnoty oszalały, ponieważ zostały odizolowane od siebie i błąkają się samotnie. Dlatego niektórzy naukowcy troszczą się o prawdę, a ich prawda jest bezlitosna. A niektórzy humaniści dbają jedynie o litość, lecz ich litość (przykro mi to mówić) często jest nieprawdziwa.

Problemem naszego współczesnego świata jest to, że konfrontujemy się z wypaczonymi wersjami naszego chrześcijańskiego „ja”. Różne paradygmaty teorii krytycznej, na przykład, opierają się na wybranych i izolowanych cnotach, tylko po to, by skierować je przeciwko starszemu światu i go zniszczyć. Współczucie może być zgubne, jeśli nie jest oparte na światopoglądzie uwzględniającym cierpienie.

Nie kontrolujemy świata i nie możemy go kontrolować. Możemy wychowywać dzieci i otaczać je zdrowymi społecznościami, ale przeciwnik jest zawsze obecny. Wiele cierpienia rodzica tkwi w naszej bezradności. Ta bezradność jest lekcją łaski. Albo Bóg nas chroni, albo nie ma ochrony. Albo Jego opatrzność jest godna zaufania, albo nie mamy nadziei.

Ale my mamy nadzieję. Nadzieja nie jest obietnicą, że za naszego życia wszystko będzie dobrze. Naszą nadzieją jest raczej Krzyż Chrystusa, ukrzyżowanego Zbawiciela. Naszą nadzieją jest wiara, że ukrzyżowany Zbawiciel zjednoczył się z ludzkością, a w szczególności z naszymi dziećmi. Nie opuści ich ani nie porzuci. Nawet jeśli pójdą do piekła, On idzie tam z nimi (Ps 139,8). To jest nadzieja, o której List do Hebrajczyków mówi, że jest „kotwicą duszy”.

„Tę nadzieję mamy jako kotwicę duszy bezpieczną i pewną, i wchodzącą bardziej do wnętrza za zasłonę” (Hbr 6,19).

Ta nadzieja opiera się na dziele, którego dokonał sam Chrystus i które trwa w świecie nawet teraz. To nadzieja, która „nie przynosi nam wstydu”.

Słowo końcowe: stań z Marią pod Krzyżem. Proś Ją, aby nauczyła cię, jak znosić tajemnicę miecza, który przeszył Jej duszę. Ona jest każdą matką, tak jak On jest każdym dzieckiem.

o. Stephen Freeman (tłum/ Gabriel Szymczak)

za: Glory to God for All Things

fotografia: jarek /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →