śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 23 grudnia 2023

Cisza Bożego Narodzenia

Jak mówią, światło świeci tym jaśniej, im ciemniej się robi. Nikt nie może "zabrać Chrystusa z Bożego Narodzenia". Boże Narodzenie, a przez to sam Chrystus, jest w nas, w naszych sercach, w Kościele; w "głębokiej ciszy Boga".

0 czytelników poleca

"Albowiem tak mówi Pan Bóg, Święty Izraela: W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła" (Iz 30, 15)

Jeden z moich profesorów, dr Rossi, opowiadał, że chciał udać się do Nowego Skitu i zachowywać milczenie. Głównym jego przekazem było: w milczeniu jest Ktoś. To zagrało we mnie, ponieważ sam odwiedziłem te święte ziemie kilka sezonów Bożego Narodzenia wstecz, razem z ojcem Krzysztofem. Muszę powiedzieć, że zrobiło to na mnie wrażenie. Mnisi, ich styl życia, to, jak wszystko działało we wspólnocie - wszystko to robiło wrażenie. A cisza była zdecydowanie częścią tego doświadczenia. Można było wyczuć, że ci ludzie mieli jakieś doświadczenia z pierwszej ręki.

Pamiętam zwłaszcza, jak ciszą przerywali czytania Pisma i inne odczyty medytacyjne. To było potężne. Właściwie oczekiwali, że zastanowisz się nad tym, co przeczytałeś! I rzeczywiście, prawie można było poczuć ciszę w powietrzu.

W milczeniu jest Ktoś. Sądzę, że zostaliśmy do niego stworzeni, co może pomóc wyjaśnić, dlaczego tak często reagujemy zdumieniem lub radością, gdy od czasu do czasu przychodzi ono do naszego życia. Bóg najwidoczniej używa ciszy, aby zawołać do nas, poruszyć naszego ducha, a to może tłumaczyć, dlaczego wielu z nas naprawdę czuje się podekscytowanych - tak jakbyśmy otrzymali zaproszenie do czegoś cudownie głębokiego i czarującego - gdy biskup Kallistos Ware lub ktokolwiek inny mówi autentycznie o ciszy.

Ale jest jeszcze ktoś w milczeniu. Ja jestem w milczeniu. I często jestem nieszczęśliwy, zdezorientowany, zakłopotany i niepewny. A jednak czuję się swobodnie w mojej własnej skórze i własnych myślach. Podejrzewam więc, że gdybym został w Nowym Skicie przez, powiedzmy, dwa lub trzy tygodnie dłużej, mogłoby już nie być tak łatwo. Po pierwszych kilku doświadczeniach tych spokojnych wód znudziłbym się i byłbym niespokojny. I to jest prawdopodobnie jeden z powodów, dla których musimy tak ciężko walczyć, aby kultywować ciszę - z pasją, szczerze i konsekwentnie - w naszym życiu! Lubimy o tym słuchać, ale niekoniecznie chcemy zapłacić prawdziwą cenę, aby osiągnąć ją na serio.

Istotą wiary jest świadomość, że nie wiem. Tak. Mówcie, co chcecie, ale na głębokim poziomie większość z nas naprawdę wścieka się na rzeczy, które są absolutnie poza naszym zrozumieniem i kontrolą, przynajmniej jeśli jest to coś, na czym nam zależy. A Bóg - sens naszego życia, nasz najgłębszy cel w życiu - jest czymś, co głęboko pragniemy uchwycić. Jednak po prostu nie wiemy. Cisza pogrąża nas w tych głębokich i zimnych wodach naszej własnej niewiedzy na temat tego, na czym najbardziej nam zależy (Kohelet: "wieczność włożył w ludzkie serca"). I przypuszczalnie ma to na celu budowanie naszej wiary, kiedy uczymy się akceptować, że nie wiemy tylu, tak wielu rzeczy, a jednak ufamy Bogu, że jest Bogiem i że On wie, co czyni.

Cisza to wybór. Możemy oczywiście zdecydować się na stałe na tę wersję doświadczenia, którą od czasu do czasu dostrzegamy. Nasze tradycje kościelne tak nam mówią, podobnie jak 97% wszystkich innych poważnych tradycji religijnych, od buddyjskiego zen po islam (to właśnie znaczy mniej więcej słowo "islam" - pokój poprzez poddanie się woli Bożej), judaizm, animizm.

A jeśli Syn Boży nie może dać nam pokoju, to kto może? Biorąc pod uwagę powszechność "pokoju" i jego odmian w Nowym i Starym Testamencie, można śmiało powiedzieć, że to nie Bóg nie zaoferował i nie zapewnił nam pokoju. Dlatego jesteśmy wezwani, aby dać tu z siebie wszystko! W końcu to nie jest aż tak wielka filozofia.

Tym, co osobiście doceniam w związku z zaproszeniem do pełnej pokoju ciszy i jej kontrastem z moim własnym jej brakiem, jest zmuszenie mnie do zajrzenia do środka, do zmierzenia się z moim wewnętrznym hałasem i chaosem, i do zadania sobie pytania, na ile poważnie podchodzę do bycia osobą pełną pokoju. Im starszy się staję, tym ważniejsze wydaje mi się kultywowanie tego daru. Życie jest zbyt krótkie, jak mówią.

I - Panie, pomóż nam - gdybyśmy jednak zdecydowali, że wewnętrzny spokój i cisza mogą nie być aż tak ważne, to oto nadchodzą amerykańskie święta Bożego Narodzenia, z ciągłą bieganiną, zaśmiecaniem naszych podwórek, ścian i dachów, święta atakujące każdy z naszych zmysłów w mieszaninie tygodniowej ciągłej orgii pobłażania sobie, hałasu, konsumpcjonizmu, życzliwości, pokoju, depresji i różnych inkarnacji pucołowatych i magicznych "Świętych Mikołajów", którzy mają do czynienia z prawie wszystkim - oprócz postu, modlitwy i milczenia.

W tym wszystkim jest też oczywiście wiele piękna. I prawdziwie dobrej woli. I nawet chwały Bogu na wysokościach. Ale nie zawsze łatwo jest docenić i utrzymać te aspekty "sezonu świątecznego". Jedno jest pewne: modlitwa, gdy staramy się kultywować ciszę w naszych sercach, może nam pomóc.

Pisząc w drugim wieku, św. Ignacy z Antiochii powiedział: "Książę tego świata nie znał dziewictwa Maryi i Jej rozwiązania, jak również śmierci Pana; te trzy niezwykłe tajemnice wypełniły się w milczeniu Boga." Jeśli chcemy przeniknąć i rozkoszować się tymi tajemnicami - narodzinami naszego Zbawiciela, Jego dzieciństwem i zbawczą śmiercią - wtedy musimy zacząć wchodzić w to głębokie milczenie Boga. I aby nie dać się złapać w zwykłe pozory i nie zacząć opłakiwać hałasu i chaosu wokół nas, i rozpaczać, że znaleźliśmy spokój i ciszę, powinniśmy pamiętać, że cisza, której szukamy, nie jest tak naprawdę zależna od naszego środowiska – ona jest w nas. W rzeczywistości, w okresie Narodzenia to jest nawet w chaosie i hałasie wokół nas, jeśli tylko otwieramy nasze uszy, aby ją usłyszeć i oczy, aby ją zobaczyć.

Tym, od czego można zacząć, może być czytanie pomiędzy wierszami typowymi dla naszej kultury świąt Bożego Narodzenia, aby zwrócić uwagę na to, czego o nim nie mówimy. Autor ewangelicki Philip Yancey w The Jesus I Never Knew pisze wnikliwie o ciszy, jaką nasza kultura otacza biblijne opowieści o Bożym Narodzeniu. Zauważa, że podczas gdy my skupiamy się na radości i "dobrej nowinie", która tam jest i która powinna być celebrowana, prawie całkowicie milczymy o bardziej niepokojących aspektach tej historii. W związku z tym nie mamy żadnych kart świątecznych upamiętniających zabicie niewinnych dzieci przez Heroda. Wolimy nie zastanawiać się nad implikacjami faktu, że Maria była w ciąży w tak młodym wieku, co w naszych czasach nazwalibyśmy "ciążą kryzysową". Biorąc pod uwagę jej status niezamężnej i "anielskie nawiedzenie", jest statystycznie mało prawdopodobne, aby naszemu Zbawicielowi pozwolono się narodzić. Fakt, że ówczesna Judea była okupowanym terytorium, pod względem politycznym, gospodarczym i społecznym pozostając pod butem Rzymu, też nie jest pozbawiony znaczenia. Wreszcie, proroctwo św. Symeona, że miecz przebije duszę Marii z powodu Dziecka, które powiedział jej zaledwie czterdzieści dni po narodzinach Chrystusa, jest tak samo częścią bożonarodzeniowej historii, jak i historia pasterzy, którzy czuwali nad swymi stadami w nocy. Dlaczego więc nasza kultura często pomija te aspekty historii Narodzenia Pańskiego i patrzy tylko na te "szczęśliwe" i "podnoszące na duchu"?

Spójrzmy prawdzie w oczy: Jezus Chrystus urodził się, aby umrzeć. Nasze troski dotyczą dzisiejszego życia - "wypełniania własnego potencjału", powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego i gwarantowanej edukacji dla wszystkich, idealnej równowagi naszych fizycznych, emocjonalnych, intelektualnych i duchowych potrzeb, chrześcijańskiego - a zarazem pluralistycznego społeczeństwa, które jest idealnie tolerancyjne wobec wszystkich (co samo w sobie nie jest złe). Gdy więc patrzymy na historię Jezusa, ona nam w tym wszystkim zbytnio nie pomaga. Król Chwały porzucił dla nas niebo; On "odpuścił wszystko", że tak powiem. Urodził się na głębokiej prowincji, dorastał w zapomnieniu wśród "zmarginalizowanych" ludzi i religijnych fanatyków, i zmarł tragicznie w młodym wieku, jak jakiś polityczno-religijny quasi-rewolucjonista.

A jednak - wszystko to jest dobrą wiadomością. Przynajmniej widzianą oczami wiary. Jezus Chrystus urodził się, aby umrzeć - i zmartwychwstać. Umarł, aby dokonać również naszego zmartwychwstania. Tragedia i strata w Jego życiu były częścią Boskiego planu odkupienia rodzaju ludzkiego. Tak samo jest dzisiaj. Znajdujemy Chrystusa w tragedii i stratach, które są wokół nas i wewnątrz nas; znajdujemy Jego życie w śmierci. Kościół nigdy nie pozwala nam o tym zapomnieć.

Przypomnij sobie naszą ikonę Narodzenia. Chrystus, "słodki, malutki Jezus", jest owinięty w całun, w którym będzie pochowany. W rzeczywistości leży jakby w grobowcu. To słodkie, małe dziecko jest przedstawione jako leżące w jaskini – tak jak w innej będzie złożone Jego ciało. Jego narodziny nie są czymś, co możemy postrzegać lub kontemplować w oderwaniu od Jego śmierci i zmartwychwstania. W rzeczywistości Jego przybycie, aby zamieszkać pośród nas - podczas Jego narodzin, podczas Liturgii, w tajemnicy chrztu czy podczas Jego Powtórnego Przyjścia - nigdy nie jest czymś, co możemy kontemplować zapominając o Jego śmierci i zmartwychwstaniu.

Może więc "zepsucie" Bożego Narodzenia w naszej kulturze nie jest takie złe. Jak mówią, światło świeci tym jaśniej, im ciemniej się robi. Nikt nie może "zabrać Chrystusa z Bożego Narodzenia". Boże Narodzenie, a przez to sam Chrystus, jest w nas, w naszych sercach, w Kościele; w "głębokiej ciszy Boga". Jak przypomina nam dr Rossi: jest Ktoś w ciszy; istotą wiary jest świadomość, że nie wiem; a cisza jest wyborem. Św. Ignacy potwierdza to, podobnie jak Teofan Rekluz, który pisze: "Najważniejszą rzeczą jest stanięcie przed Bogiem z umysłem w sercu i nieprzerwane stanie przed Nim dzień i noc, aż do końca życia". Jak Jezus powiedział: "Pokój zostawiam wam; pokój Mój daję wam ... " (J 14, 27).

W modlitwie i poście teraz jest czas, aby znaleźć i kultywować wewnętrzną ciszę, abyśmy mogli śpiewać z całym Kościołem: "Narodzenie Twoje, Chryste Boże nasz, zajaśniało światu światłością poznania!".

John Hays (tłum. Gabriel Szymczak)

za: pravmir.com

fotografia: jarek /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →