pt, 30(17) paź piątek, 30(17) paź 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 30 października 2026

Cisza pełna obecności Boga

Cisza nie jest brakiem głosu. Jest dostrojeniem się serca do innej niż ziemska częstotliwości, jest aktywną kontemplacją obecności Boga obok i w nas, przejściem duchowym do Jego rzeczywistości, która już tu jest dostępna. Cisza może być modlitwą. Wtedy modli się serce.

7 czytelników poleca

Pierwszym językiem Boga jest cisza. Wszystko inne jest nieudolnym tłumaczeniem. Aby zrozumieć ten język, musimy nauczyć się milczeć i spocząć w Bogu.

o. Thomas Keating, OCSO

1 listopada to wyjątkowy dzień. Wiem, że niekiedy jeszcze wywołuje spory, czy prawosławnemu wypada wtedy iść na cmentarz, by odwiedzić groby bliskich, czy nie. A to przecież dzień, który nam wszystkim przypomina, że ziemska podzielona rzeczywistość w pewnym momencie przestanie już dla nas mieć jakiekolwiek znaczenie.

Im bliżej tego dnia, tym większą odczuwam tęsknotę za ciszą. Czas refleksji, zadumy i wspomnień raniony jest gonitwą za zniczami, kwiatami, porządkiem na mogiłach. Taki zresztą jest prawie każdy przedświąteczny czas – nawet ciszę Wielkiej Soboty sprowadziliśmy do ostatnich porządków, zakupów, gotowania czy pośpiechu ze święconką.

Może dzieje się tak, bowiem cisza jest trudna. Odwykliśmy już od niej. Zalewani potokiem słów, informacji, kolejnymi postami czy rolkami w mediach społecznościowych – czujemy, że żyjemy, gdy coś się dzieje, porusza, mówi. A cisza jest zatrzymaniem. Jest bezruchem. Jakby nie-życiem.

Tymczasem cisza jest niezbędna.

Zbawienie dokonuje się w cichości naszego wnętrza, w naszym sercu. To zdanie z jednego z wielkopostnych kazań abp. Jakuba. Przywoływał w nim dawnych mnichów, udających się na pustynię, by tam, w samotności i ciszy właśnie, spędzać czas Wielkiego Postu, modląc się, poszcząc, w pokorze doskonaląc się wewnętrznie w oczekiwaniu na radość Zmartwychwstania. W ciszy pustyni, kontynuował władyka, asceci uczyli się milczenia. A milczenie jest też swoistą mową. Rozmawiamy wtedy w naszym sercu.

Milczenie jest więc inną mową. Jest trwaniem w gotowości i drogą nawiązania kontaktu z Tym, Który sam na początku – którego dla Niego jednak nie było, gdyż jest odwieczny – trwał w ciszy. Dopóki z Jego woli nie pojawił się świat ze swą różnorodnością stworzeń i z dźwiękiem ich obecności, ich życia, komunikacji. Tak właśnie rozumiem ciszę jako pierwotny język Boga – samego, ale nie samotnego, połączonego wewnętrzną komunią (relacją) Trójcy.

Często żałowałem mowy, ale nigdy milczenia. To św. Arseniusz Wielki, jeden z ojców pustyni, żyjący w monasterze w Sketis w Egipcie. Cisza dla niego i innych ascetów nie była pustką, nie była brakiem słowa. Była przestrzenią w sercu, w której mogło nastąpić bezpośrednie spotkanie z Bogiem – i z drugim człowiekiem. Ona otwierała na samoświadomość tego, kim jako człowiek jestem wobec Boskiej potęgi.

Cichością naszego wnętrza, naszego serca może być nasza pokora przed Bogiem. Cichość może też oznaczać ciszę, przeciwieństwo zgiełku świata, a w konsekwencji i zgiełku wewnętrznego. Wtedy ucieczka świętych na pustynię jest dążeniem do takiej właśnie ciszy. Ale miejsce to jedno, a wyciszenie wnętrza – drugie.

Ciszą i w ciszy mówił Bóg do Eliasza, przechodząc obok niego na górze (1 Krl 19, 12) – tak twierdzą nawet niektóre przekłady, wskazując nie szmer łagodnego powiewu, lecz szmer łagodnej ciszy jako znak przejścia Pana.

Cisza ukazała moc Jezusa – gdy nastała na morzu wielka burza, a uczniowie obudzili Go, błagając o ratunek, On powstawszy, zakazał wiatrom i morzu, i nastała wielka cisza (Mt 8, 26). Natura zatrzymała się, onieśmielona gestem Boga, jakby odwracającego na chwilę cud stworzenia. To, co w pierwotnym akcie zostało jej dane jako znak życia – hałas, ustąpiło głosowi pierwotnego języka Boga – ciszy.

Gdy zniknęli oskarżyciele kobiety cudzołożnej i zanim Jezus do niej przemówił, również musiała nastać cisza. W tej ciszy dla potępianej kobiety było nowe życie, nowa nadzieja.

Cisza jest także znakiem zbawienia, bo jako brak kolejnego oddechu nastaje po ostatnim tchnieniu Jezusa. Cisza Jego ciała potwierdza dokonanie się ofiary za nas.

Gdy po wydarzeniach Wielkiego Tygodnia uczniowie szli do Emaus, to zmartwychwstały Jezus szedł przez chwilę obok nich. Szedł zapewne w ciszy. Oni natomiast tej ciszy w sobie i między sobą nie mieli, rozprawiali o tym, co się stało; ich umysły były zajęte. Nawet gdy potem Go słuchali, to być może nadal w ich głowach panował hałas myśli, albowiem Go nie rozpoznali. Ale może ich serca już powoli wchodziły w ciszę kontaktu z Bogiem, w Jego odbiór, skoro gorzały, gdy przemawiał do nich po drodze i wyjaśniał im Pisma (Łk 24, 32).

Św. Jan Ewangelista z kolei pisze o swoim przyjściu, a właściwie przybiegnięciu do grobu Chrystusa razem z apostołem Piotrem, i o tym, że zobaczył, i uwierzył. Nie ma tu nic o ich rozmowie. Wszystko jakby dzieje się w ciszy – grobu i ich serc. A może serca tylko Jana, skoro to on uwierzył?

Cisza może być modlitwą. Wtedy modli się serce. Czasem zranione, obolałe, a czasem pełne radości i zadziwienia Bogiem, Jego wielkością – i bliskością.

Dla współczesnego człowieka cisza bywa jednak trudna. Boimy się jej, wydaje się nienaturalna, może być nawet odbierana jako utrata kontroli. Ale dopiero w niej słychać głos Boga.

Piękna jest cisza środka nocy. Ona potrafi przytłoczyć potęgą Boga. Onieśmiela, ale tak pozytywnie - że Komuś tak wielkiemu tak bardzo zależy na tak lichym stworzeniu jak człowiek, że aż dochodzi do ciszy Krzyża i potem ciszy pustego grobu. Bo i Zmartwychwstanie nastąpiło w ciszy.

W hałasie świata możemy grać, możemy udawać, wykrzykiwać swą moc. Cisza obnaża naszą mizerność. Jednak daje też pole do działania Bogu, pozwala nam Go dostrzec i usłyszeć.

Cisza nie jest brakiem głosu. Jest dostrojeniem się serca do innej niż ziemska częstotliwości, jest aktywną kontemplacją obecności Boga obok i w nas, przejściem duchowym do Jego rzeczywistości, która już tu jest dostępna (por. Łk 17, 21). Może czasem nie chcemy w nią wchodzić, bo w tym życiu trudno w niej pozostać na stałe, jest tylko chwilowa (tak ją postrzegamy), a powrót do ziemskich realiów powoduje ból i poczucie straty czegoś najcenniejszego?

Tęsknota za ciszą to tęsknota za oddaleniem się od świata, za głęboką, niczym niezakłóconą więzią z Bogiem.

1 listopada lubię jechać na cmentarz wcześnie rano, praktycznie po ciemku. Gdy nie ma tam jeszcze ludzi. Gdy panuje tam cisza. Ona nie oznacza śmierci jako końca wszystkiego, jako przejścia do niemego niebytu. Ona jest znakiem tego innego życia, spokojnego, ukojonego; życia, w którym wreszcie pozostaje jedynie to, co najważniejsze – bliskość z Bogiem. To trochę takie chwilowe udanie się niczym ojcowie na pustynię – i zrozumienie, że żadna walka, żaden spór, żaden głośny krzyk mojej racji, w obliczu Boga i wieczności, nie mają żadnego znaczenia. To krótka, ale jakże cenna lekcja trudnego, pierwszego języka Boga i onieśmielającej radości spotkania z Nim właśnie w ciszy.

Tej lekcji nie da się zapomnieć i nie da się uznać, że już wszystko umiem. Pozostaje po niej tęsknota serca za kolejną, i kolejną. Aż do ostatecznego spotkania z Tym, Który jest w tej ciszy Pełnią.

Gabriel Szymczak

fotografia: jarek11 /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →