Pełnimy mnóstwo ról w swoim życiu – jedne z większym zaangażowaniem, inne raczej z poczucia obowiązku.
Pełnimy mnóstwo ról w swoim życiu – jedne z większym zaangażowaniem, inne raczej z poczucia obowiązku. Jednakże wśród całej masy zadań, jakie musimy bądź chcemy wykonywać, istnieją te, które łączą się ze sferą sacrum. Taką właśnie rolą jest bycie rodzicem chrzestnym.
Dokładnie jutro wybije miesiąc od momentu, w którym zostałam mamą chrzestną i fakt ten wzbudził wiele przemyśleń.
Po pierwsze, jak trudną decyzją jest wybór rodziców chrzestnych dla swojego dzieciątka! Zdaję sobie sprawę, że często bywa to podyktowane koligacjami rodzinnymi, ale coraz częściej obserwuję inną motywację. W czasach, w których coraz więcej mówimy o świadomym rodzicielstwie (już nie tylko macierzyństwie), zmienia się podejście rodziców do faktu chrztu dziecka i dobrze, aby sami rodzice chrzestni mieli tego świadomość.
W prawosławnym sakramencie chrztu jest mnóstwo momentów, w których podkreśla się odpowiedzialność rodziców chrzestnych za dziecko, które zostaje chrztem i bierzmowaniem włączone do wspólnoty ludzi wierzących. Krzyżyk, tak symboliczny, przynoszą także rodzice chrzestni. Czy zawsze my, rodzice chrzestni, mamy w pełni świadomość, jaką rolę pełnimy (powinniśmy pełnić) w życiu tego młodego człowieka?
Kim jest rodzic chrzestny? Czy tylko osobą, która zaświadcza w imieniu dziecka podczas sakramentu chrztu i bierzmowania o wyrzeczeniu się szatana? Czy tylko kimś, kto powinien pamiętać o urodzinach, imieninach, a później innych życiowych momentach? Jaka jest autentyczna rola rodziców chrzestnych?
Powinniśmy mieć świadomość, że to na nas, rodzicach duchowych, ciąży współodpowiedzialność za wychowanie „do wiary”. A to oznacza współobecność w wielu sytuacjach, które nie wiążą się tylko z sukcesem, spotkaniem towarzyskim i prezentami. Przyszło nam żyć w czasach, w których być może jedną z ważniejszych ról rodziców chrzestnych jest pomoc rodzinie dziecka w zorganizowaniu właściwego procesu wychowania, przypominanie o wartościach, stwarzanie dodatkowych okazji do bycia razem, w cerkwi i przy cerkwi. Wykorzystywanie różnych momentów do tego, aby nauczyć i pokazać – zaczynając już od pierwszych tygodni życia dziecka. Maluch nie uczestniczy – świadomie – w ważnych momentach cerkiewnych, liturgicznych, w pierwszym roku swego życia, a jednocześnie wszyscy podkreślamy, że jest to najważniejszy czas dla dalszego rozwoju. Czemu więc do albumu z tych pierwszych miesięcy nie dołączyć kartek kalendarza liturgicznego? A z pierwszego wejścia do cerkwi, pierwszej Komunii Świętej – nie uczynić tego, czym to być powinno – wydarzenia rodzinnego, pamiętnego?
Mam ogromną nadzieję, że moja Córka będzie wiedziała o tych głębokich analizach swojej duchowej Matki, a jej rodzice poczują, że mają wsparcie – pełne, zaangażowane. Bo wychować dziecko w tych czasach na godnego chrześcijanina i szczęśliwą osobę – to sztuka, o którą musimy się modlić i być w tej modlitwie uważni. Grozi nam bowiem, że za czas jakiś wszyscy pójdziemy do programu „Surowi rodzice”. Tylko po której stronie tej gry będziemy?
Justyna Fiedorczuk - doktor nauk o zdrowiu, pedagog i polonista. Pracuje jako nauczyciel języka polskiego w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących z Oddziałami Integracyjnymi im. St. Staszica w Białymstoku oraz Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku (Studium Psychologii i Filozofii Człowieka)
— Justyna Fiedorczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.