W starożytnych Atenach agora była kluczowym miejscem polis.
W starożytnych Atenach agora była kluczowym miejscem polis. Agora była miejscem handlu, zgromadzeń i debat. Obecnie agorę przecina linia ateńskiego metra, a jej funkcję przejęły prasa i telewizja, a w ostatnim czasie także Facebook. I oto przegląd, o czym się dyskutuje na facebookowej prawosławnej agorze.
Niemałym echem odbiło się spotkanie prawosławnych z prezydentem RP i jego zacną małżonką. Po raz kolejny głowa państwa zaprosiła do swego pałacu przedstawicieli drugiej pod względem liczebności siły kościelnej w Polsce. I wszystko byłoby pięknie, bo to przecież duże wyróżnienie i ogromny zaszczyt być gościem prezydenta, gdyby nie to, jak zauważają internauci, kim ci goście byli. W opinii dyskutantów, posługując się piłkarskimi metaforami, trener wystawił stary skład, pomijając młodzików i sekcję kobiecą. Czy to było dobre taktyczne rozegranie, tego nie wiem, za to internauci podpowiadają, że oglądający taką transmisję katolik może dojść do wniosku, że w naszym Kościele przeważają księża w wieku +50, brak w nim młodzieży, że o kobietach się nie wspomni. Pewna blogerka pisze: "To dobra okazja, żeby zerwać ze stereotypami - że Cerkiew w Polce to "Ruscy", "skansen", "muzeum" itd." oraz "Mieliśmy szansę - szansę, by wykorzystać to zdarzenie wewnątrz i w ten sposób docenić pracę tych, których na co dzień mniej widać, którym się taka "nagroda" należy. Mieliśmy szansę, by pokazać prawdziwą twarz tego Kościoła - twarz młodzieży, generacji trzydziestolatków, młodych biznesmenów, działaczy i działaczek, naukowców, młodych teologów... A co pokazaliśmy? Skansen. Dobre tło do dyskusji o prezydenckich wąsach". A mnie zastanawia, czy gdyby prezydentem była Anna Grodzka, to takie spotkanie by się odbyło i czy też otrzymywałaby zaproszenia np. na uroczystości na Grabarce.
Jeśli już o kontrowersjach mowa - związki partnerskie. Sejmowy, medialny i kościelny temat-wojna. A u nas? Cisza. Cisza, tym bardziej niepokojąca, bo w przypadku ogólnokrajowych dyskusji, dotykających w tym wypadku strefy moralnej, wypadałoby się dowiedzieć, co na ten temat ma do powiedzenia Kościół. No i co mówi? Jeśli chodzi o nasz lokalny, to milczy, jakbyśmy nie mieli nic do powiedzenia na temat małżeństwa i problemu homoseksualizmu. No przecież, półmilionowej wspólnoty to zupełnie nie dotyczy. Internauci nie pozostawili suchej nitki na pośle Eugeniuszu Czykwinie, oficjalnie reprezentującym interesy naszego Kościoła w Sejmie. Poseł w wywiadzie dla katolickiego Gość.pl opowiedział, dlaczego nie wziął udziału w głosowaniu na temat związków partnerskich: "Z jednej strony, widzę problem dzieci rodzących się poza małżeństwem. To dziś ponad 20 proc. dzieci. Tym problemem nie można się nie zająć. Z drugiej strony, nie popieram łączenia tej kwestii z wprowadzaniem związków partnerskich dla osób homoseksualnych i dlatego nie mogłem zagłosować za tymi projektami". Poseł za idealne wyjście z sytuacji uznał niegłosowanie. Nie spotkało się to jednak z aprobatą, na Facebooku czytamy głos w dyskusji: "A ja absolutnie nie popieram. Jeżeli jest się przeciw, to głosuje się przeciw. Jeżeli się uważa, "że obecne uregulowania prawne są dobre i nie należy ich zmieniać", to się głosuje przeciw nowym projektom mającym te "dobre uregulowania prawne" zmieniać...". Co zaś się tyczy w ogóle tematu związków partnerskich, po naciskach Gowina okazało się, że zwolennicy ustawy o związkach partnerskich, pomimo początkowych zapewnień o nieotwieraniu drogi do legalizacji małżeństw homoseksualnych, dzisiaj już mówią, że to ciąg przyczynowo-skutkowy i państwo będzie musiało zaakceptować nowe realia, bo przecież nie może ingerować, w jaki sposób ludzie chcą żyć. Zwolennicy, dzisiaj wielcy przegrani głosowania, sami przyznają, że gdyby zalegalizowano związki partnerskie, to z całą pewnością podjęliby kroki ku legalizacji małżeństw homoseksualnych. Historia Kościoła pokazuje, że niejednokrotnie państwo "wtryniało się" w kwestie małżeństwa (polecam wykład o małżeństwie ks. Henryka Paprockiego na liturgia.cerkiew.pl), w tej jednak sytuacji zdanie Kościoła powinno być głośne i wyraźne. No i na poziomie. Nieco wyższym niż wypowiedzi np. pani poseł Pawłowicz.
Różny poziom dyskusji towarzyszy facebookowej grupie "kpt. Romuald Rajs "Bury" - nie mój bohater". Chodzi o trudny temat pacyfikacji podlaskich wsi przez Oddział Zbrojnego Podziemia dowodzony przez kpt. Romualda Rajsa, ps. "Bury". Dowódców spotkała kara śmierci, ale pół wieku później dowódca oddziału "Bury" doczekał się rehabilitacji, jego rodzinie wypłacono stosowne odszkodowania, a on sam znalazł się w panteonie "Żołnierzy Wyklętych", co jest nie do przyjęcia dla białoruskiej podlaskiej mniejszości. Podlaskiej tragedii przeciwstawia się rzeź na Wołyniu. Wspomina się o akcji "Wisła" itd. Według najnowszych doniesień, w planach jest złożenie pozwu o odszkodowania dla rodzin ofiar 3. Wileńskiej Brygady NZW. Zainteresowanym historią z domieszką współczesnej polityki nie wystarczy dnia, by przeczytać wszystkie dyskusje.
Za to szybciej przeczyta się dyskusję, którą wywołało ogłoszenie o liturgii w dniu św. Sawy w języku serbskim w Białymstoku. Każdy chyba pamięta scenę z "Misia" Barei - "nazwę córkę Tradycja - o tak jak tu: narodziła się nowa świecka tradycja...". Pewna białostocka parafia uparcie pielęgnuje tradycję celebrowania liturgii w języku zupełnie nieznanym w stolicy Podlasia, tylko dlatego że... no właśnie, w sumie nie wiadomo dlaczego. Argumenty za: "Święta Liturgia to jest Święta Liturgia. Choćby była po chińsku", "Dla mnie to będzie ciekawe doświadczenie", "Język to nie ideologia, a dusza każdego narodu. Dla znających treść i sens Liturgii jest nośnikiem piękna tradycji serbskiej (...) warto być otwartą na innych", "wikariusz parafii ukończył w Belgradzie teologię. Ma dobre relacje z Serbami i promuje kulturę i serbskie prawosławie. Więc ja nie widzę w tej materii nic gorszącego. A wierni mogą nie rozumieć języka, ale sam obrzęd jest zapewne wszystkim zrozumiały", "jest to nabożeństwo okolicznościowe. Dzień pamięci św. Sawy. Odprawianie w języku polskim czy białoruskim ma się tu nijak!". Każdy niech oceni sam. Ja z tych dyskusji wywnioskowałem, że taka liturgia w obcym języku to bardzo fajne wydarzenie. Posłuchamy sobie nabożeństwa w języku, który ktoś rozumie, ale i tak zdecydowana większość go nie zna. Nie wiem, ilu Serbów jest w Białymstoku, ale obstawiam, że nie jest to jakaś liczna grupa. Poza tym, w takim razie, skoro św. Sawa jest serbskim świętym i nabożeństwo będzie po serbsku, to analogicznie w dzień św. archimandryty Grzegorza powinniśmy służyć po gruzińsku (bo był Gruzinem) lub w jednym z języków, którym doskonale władał, w dzień św. męczenników chełmskich i podlaskich najlepiej w gwarze, ale w związku z tym, że nie mamy tłumaczenia, to po białorusku/ukraińsku itd. A czy celem nabożeństw jest poznawanie języków obcych? Czy rolą Kościoła jest zabawa w promowanie ruchów narodowościowych? Nauczmy się najpierw cenić swoje. Skoro mamy procerkiewnosłowiańską politykę, to skąd takie zainteresowanie językiem serbskim? Dlaczego nie ma przyzwoitej nauki cerkiewnosłowiańskiego przede wszystkim dzieci i młodzieży? No i sami sobie odpowiedzmy na pytanie - kto ma w ogóle czas na naukę wegetującego języka przy takim tempie życia i ilości obowiązków. Wszak nie każdemu jest pisany monaster. Lingwistyczne skutki Pięćdziesiątnicy najwidoczniej w opinii wielu skończyły się wraz z misją św. Cyryla i Metodego. Wracając do komentarzy: "Koronnym argumentem przeciwko językowi polskiemu jest to, że języki współczesne się nie nadają. Wielu przeciwników języka polskiego popiera służenie w Białymstoku po serbsku i nie widzi żadnej sprzeczności w swoich poglądach". No cóż, u nas po prostu się lubi nie rozumieć nabożeństwa, bo chęć rozumienia to już modernizm. ____________________________________________________________ Paweł Cecha, absolwent Prawosławnego Seminarium Duchownego, aktualnie mieszka w Szwajcarii. Związany z serwisem od kilku lat, koordynator fanpagu Cerkiew.pl na Facebooku. Wielbiciel dalekich podróży i gruzińskiego śpiewu. Interesuje się architekturą i neuroetyką.
— Paweł Cecha
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.