Kilka tygodni temu władyka Jeremiasz uczestniczył w kolejnym posiedzeniu Wspólnej Komisji Teologicznej ds.
Kilka tygodni temu władyka Jeremiasz uczestniczył w kolejnym posiedzeniu Wspólnej Komisji Teologicznej ds. Dialogu między Kościołem katolickim i prawosławnym. Dialog ten został wznowiony po sześcioletniej przerwie.
Szymon Krzyszczuk: Na poprzednim spotkaniu w Baltimore – zgodnie z relacją ks. Wacława Hryniewicza polskiego członka delegacji rzymskokatolickiej – od samego początku panowała atmosfera napięcia, nieufności i wyczekiwania, często dochodziło do ostrej wymiany zdań, wysuwania różnych oskarżeń, wypominania wzajemnych krzywd, czasem z bardzo odległej historii. Chcielibyśmy dowiedzieć się, czym różniło się spotkanie w Belgradzie od poprzedniego i jak wyglądało ono w perspektywie dotychczasowych spotkań.
abp Jeremiasz: Posiedzenie Wspólnej Międzynarodowej Komisji Teologicznej ds. Dialogu między Kościołem Prawosławnym i Katolickim w Belgradzie różniło się od spotkania w Baltimore przede wszystkim metodą pracy. W Baltimore strona prawosławna postawiła w dość radykalnej formie pytanie stronie rzymskokatolickiej o realizację w życiu kościelnym uzgodnionych przez obydwie strony stanowisk teologicznych.
Na długo przed Baltimore uzgodniono bowiem, że formuła filioque w nicejsko-konstantynopolskim (325r. i 381r.) Symbolu Wiary jest niewłaściwym i nieuprawnionym dodatkiem. Ten rezultat prac Wspólnej Komisji nie znalazł wyrazu w praktyce Kościoła rzymsko-katolickiego.
Stało się tak pomimo aprobaty dla tego wspólnego wyniku dialogu z strony papieża Jana Pawła II, wyrażonej w liście pasterskim, napisanym z okazji tysiącsześćsetlecia II Soboru Powszechnego. W Polsce doszło do „poprawienia” treści tego listu. Papież w swoim tekście nie użył filioque. Tak jest też w tekstach niemieckich i angielskich, W wydaniach polskich filioque dodano. Brak wprowadzenia w praktykę wyniku pracy Wspólnej Komisji w Baltimore nie został wyjaśniony. Drugą trudną kwestią, która doprowadziła do napięć w Baltimore był problem uniatyzmu.
W Belgradzie zastosowano inną niż poprzednio metodę pracy. Postanowiono, że nie będzie dyskusji merytorycznej na oddzielnych posiedzeniach obu stron, lecz na wspólnych posiedzeniach odbędzie się dyskusja merytoryczna i określenie jednolitego stanowiska w kwestii soborowości i autorytetu w Kościele. Podstawą pracy był dokument “Eklezjologiczne i kanoniczne konsekwencje sakramentalnej natury Kościoła: Soborowość i Autorytet w Kościele”, który został przygotowany przez Komitet Koordynacyjny Komisji w Moskwie w roku 1990.
Dokument ten był odczytywany w języku angielskim, jednocześnie dokonywano tłumaczenia na języki francuski i grecki. Po każdym akapicie lub nawet zdaniu każdy członek Komisji mógł zgłosić swoją opinię i ją uzasadnić. Dzięki temu nie dochodziło do ścierania się dwóch opcji: katolickiej i prawosławnej, a wspólnie przezwyciężano różnice zdań – występujące zresztą w obrębie samych delegacji. Poszukiwano takich rozwiązań, które umożliwiałyby wyrażenie wspólnego przecież doświadczenia pierwszego tysiąclecia historii chrześcijaństwa i w ten sposób prowadziły do uzgodnienia stanowiska w zakresie soborowości i autorytetu w Kościele. W ten sposób przedyskutowano ponad połowę dokumentu. Praca Komisji będzie kontynuowana w następnym roku.
Wszyscy byliśmy świadomi trudności, które wystąpiły w Baltimore. Nauczeni tym przykładem staraliśmy się uniknąć powtórzenia błędów, które wtedy popełniono.
Nie bez znaczenia była zmiana na stanowisku przewodniczących komisji, którymi obecnie są znani i cenieni teologowie – metropolita Pergamonu Jan (Zizioulas) oraz kardynał Walter Kasper.
Na jakich aspektach teologicznych skupili się uczestnicy obrad w Belgradzie?
Jak już wspomniałem wcześniej uczestnicy spotkania uzgadniali wspólne stanowisko w kwestiach soborowości i autorytetu w Kościele. Jednym z ważnych elementów w dyskusji było znaczenia 34 kanonu apostolskiego. Dla Kościoła prawosławnego kanon ten stanowi wzorzec soborowości i autorytetu w Kościele. Zgodnie z jego brzmieniem biskupi danego regionu powinni znać pierwszego biskupa i żaden z biskupów nie powinien czynić nic, co dotyczy całego regionu, a więc wykracza poza jego diecezję, bez wiedzy pierwszego z biskupów. Tak samo pierwszy biskup nie może czynić niczego, bez wiedzy pozostałych biskupów.
Dla Kościoła łacińskiego ten kanon nie ma takiego, jak dla nas, znaczenia. Próbowano wprost podważyć jego pochodzenie. Ten problem został jednak szybko przezwyciężony. Delegaci Kościoła Katolickiego również nie mieli wątpliwości co do tego, że 34 kanon apostolski odzwierciedla najstarszą tradycję Kościoła i został sformułowany w tej postaci nie później niż w wieku piątym. A jest to przecież okres szczególnie ważny dla określenia zrębów nauczania Kościoła i sformułowania podstawowych dogmatów. Jest to okres soborów powszechnych i niezliczonej wręcz ilości soborów lokalnych. Trudno więc wątpić, by brzmienie kanonu sformułowanego w takim okresie nie wyrażało powszechnej świadomości dogmatycznej i praktyki Kościoła.
Dyskusja na temat 34 kanonu apostolskiego jest w istocie dyskusją nad kwestią autorytetu w Kościele. Chociaż chciałbym tu zaznaczyć, że prawosławni niezbyt chętnie używają tego pojęcia. Sprawą pierwszorzędną jest bowiem nie autorytet w Kościele, ale zachowanie czystości wiary chrześcijańskiej, wierność naszemu Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi. Księgi Nowego Testamentu nie zawierają pojęcia autorytet we współczesnym znaczeniu tego słowa. Jest ono zbyt świeckie. Chodzi o właściwą drogę do Chrystusa, a nie o autorytet, który na taką drogę wstąpić nakazuje. Bogurodzica jest Przewodniczką (grec.Odegitria). Święci też. Ponieważ wskazują drogę do Chrystusa, stają się dla innych chrześcijan „autorytetem” a nie odwrotnie.
U podstaw różnic, które w dyskusji na temat autorytetu wystąpiły w Belgradzie leży różne pojmowanie soborowości. Decyzje każdego soboru, w tym również powszechnego – wskazywali w dyskusji prawosławni delegaci – przechodziły przez długi i bardzo trudny okres percepcji. Ostatecznie to Kościół jako Ciało Chrystusa decydował, co jest prawosławne a co nie. Proces percepcji jest procesem trudnym do zdefiniowania i właściwie nie podlega żadnym autorytetom. Albowiem biskupi najbardziej starożytnych i największych katedr, w tym i rzymscy, również się mylili i podlegali soborowej ocenie, niekiedy nawet ekskomunice.
Dyskusja na temat autorytetu w Kościele nie mogła być, oczywiście, zakończona. Zakończenie jej oznaczałaby osiągniecie celu, czyli pełnej jedności. A to jeszcze przed nami.
Już w trakcie spotkania słyszeliśmy o tym, że doszło do poważnej różnicy zdań między przedstawicielami Patriarchatów Moskiewskiego i Konstantynopolitańskiego w kwestii pierwszeństwa biskupa w Kościele. Informowano o oficjalnym proteście w tej sprawie, który złożył bp Hilarion. Doniesienia w tej sprawie były często sprzeczne, dlatego prosimy Władykę o przybliżenie nam tego ostrego – jak informowano – konfliktu.
Nie zgadzam się z tym, że w Belgradzie doszło do ostrego konfliktu. Można mówić raczej o napięciach i nieporozumieniach. Atmosfera wspólnej pracy była tak dobra, że nikt z uczestników, z obu stron, nie spostrzegł, że dotknięto w pewnym momencie kwestii tak trudnej, że wymagała szczególnego potraktowania. W atmosferze pewnej wręcz euforii kierownictwu i prawie wszystkim pozostałym delegatom Kościołów wydawało się, że tę pozornie oczywistą kwestię można rozstrzygnąć w formie zapytania o opinię większości. Dlatego nikt nie zaprotestował przeciwko dziwnemu głosowaniu, zarządzonemu przez kardynała Waltera Kaspera dla przedstawicieli lokalnych prawosławnych Kościołów. Na ten fakt warto zwrócić uwagę. Fakt ten oznacza bowiem, że w świadomości chyba wszystkich uczestników nie było nic niestosownego w tym, że przedstawiciel Kościoła – Partnera dialogu, czyli kardynał Kasper, wystąpił w funkcji prawosławnego przewodniczącego metropolity Pergamonu Jana. Nie należy tu widzieć przejawu konfliktu, lecz raczej zadziwiającego poczucia jedności. Mniej jaskrawiej wystąpiło to również w kilku innych momentach dyskusji.
Konkretnie chodziło o fragment dokumentu, zawierający opis roli biskupa Rzymu dla patriarchatu zachodniego i roli biskupa Konstantynopola dla prawosławnych starożytnych patriarchatów i kościołów autokefalicznych. Delegaci prawosławni natychmiast zwrócili uwagę na to, że nie może tu być mowy o paralelizmie. Zdaje się, że przedstawiciel patriarchatu Jerozolimskiego zaproponował, by zmienić odnośny fragment dokumentu w ten sposób, by wyraźnie stwierdzić, że rola patriarchy Konstantynopola w Kościele Prawosławnym różni się od roli papieża rzymskiego w Kościele Rzymsko-Katolickim.
W celu uniknięcia nieporozumień biskup Hilarion z Kościoła Rosyjskiego zaproponował radykalną zmianę formy zawartej w dyskutowanym dokumencie i skreślenie części paragrafu, który zawierał sformułowania niezbyt precyzyjne, ale umożliwiające wzorowane na „papistycznym” pojmowanie roli patriarchy Konstantynopola w Kościele Prawosławnym.
W ferworze polemiki i powodowany pragnieniem szybkiego zakończenia zdawałoby się bezprzedmiotowej dyskusji kardynał Kasper zarządził przepytanie delegacji lokalnych Kościołów prawosławnych w formie „tak” lub „nie” w stosunku do wypowiedzi, iż rola patriarchy konstantynopolskiego różni się od roli papieża. Większość delegatów wypowiedziała się „tak”. Niektórzy jeszcze raz dodawali, że chodzi o to, że rzeczywiście się różni. Z takiego rozstrzygnięcia nie był zadowolony biskup Hilarion i jak się okazało w czasie przerwy, wszyscy delegaci prawosławni.
Niefortunność tego „głosowania” stała się oczywista również dla strony rzymsko-katolickiej. Ponieważ wszystko miało miejsce na około dwie godziny przed zakończeniem całego posiedzenia w Belgradzie wszyscy się zgodzili, że dyskusji nie należy w takim pośpiechu kontynuować. Tym bardziej, że metropolita Jan i kilku innych członków Wspólnej Komisji już musieli jechać na lotnisko.
Uważny obserwator stosunków panujących wewnątrz światowego prawosławia nie może nie dostrzegać szerszego kontekstu tego sporu, który wydaje się przebiegać na linii Moskwa – Konstantynopol. Co tak naprawdę różni obydwa lokalne Kościoły prawosławne?
Pamiętajmy, że Kościół jest żywym organizmem, który odpowiada na wyzwania współczesnego świata. Brak jednolitości w odpowiedzi na te wyzwania nie jest czymś negatywnym. Przeciwnie, prowadzi do twórczego rozwiązywania pojawiających się problemów. Kościół prawosławny stanowi jedność, nie jest jednak, a wręcz nie powinien być monolitem. Z zewnątrz może się wydawać, że istnieją problemy, które naruszają jego jedność. Tak jednak nie jest. Mimo sporów i nieporozumień, które należy traktować jako rzecz bolesną, ale jednak nieuniknioną, Kościół Prawosławny zachowuje jedność w wierze. Żaden z Lokalnych Kościołów nie zerwał łączności modlitewnej i eucharystycznej z pozostałymi.
Zasadniczym problemem, który wymaga wyjaśnienia w obrębie naszego Kościoła jest kwestia nowych lokalnych Kościołów w diasporze, tzn. w państwach Europy Zachodniej, obu Ameryk, Australii i niektórych państw Azji oraz regulacji statusu lokalnych Kościołów prawosławnych, które znalazły się w granicach nowych państw lub państw odrodzonych (np.Ukraina, Białoruś).
Część teologów i hierarchów Patriarchatu Ekumenicznego prezentuje stanowisko, według którego wszyscy prawosławni chrześcijanie, którzy zamieszkają na terenach nie wchodzących w tradycyjne granice Lokalnych Kościołów Prawosławnych (tzn. np. poza granicami Polski, Rumunii, Bułgarii, Rosji czy Gruzji) automatycznie przechodzą pod jurysdykcję Patriarchatu Konstantynopolskiego. Opierają taki pogląd na interpretacji 28 kanonu Czwartego Soboru Powszechnego w Chalcedonie (451r.). Interpretacja ta nie jest powszechnie przyjęta. Sprzeciwiają się jej nawet niektórzy hierarchowie i teologowie z Grecji.
Zdecydowana większość lokalnych Kościołów również nie podziela takiego sposobu myślenia. Dyskusja na temat uregulowania sytuacji w diasporze toczyła się na forum panprawosławnych konferencji. Trzecia Panprawosławna Konferencja Przygotowawcza do Wielkiego Soboru postanowiła, że do czasu decyzji Soboru w krajach diaspory, a więc w państwach Europy Zachodniej, obu Ameryk, Australii iektórych państw Azji, należy tworzyć lokalne konferencje kanonicznych biskupów prawosławnych, na czele których mają stanąć zawsze biskupi z Kościoła Konstantynopolskiego. Taka decyzja była kompromisem, uwzględniającym zarówno pierwszeństwo honorowe Kościoła Konstantynopolskiego jak i fakt jego trudnej, niekiedy wręcz męczeńskiej sytuacji.
Niestety, arbitralne decyzje Patriarchy Konstantynopola w sprawie Kościoła w Estonii, a ostatnio przyjęcie w jurysdykcję biskupa Bazylego z częścią diecezji suroskiej (na terenie Wielkiej Brytanii) należącej do Kościoła Rosyjskiego spowodowały zaostrzenie teologicznej dyskusji. Na tym tle należy widzieć reakcję biskupa Hilariona na posiedzeniu Wspólnej Komisji w Belgradzie. Sprawa Estonii przyczyniła się bezpośrednio do zahamowania przygotowań do Soboru panprawosławnego.
W udzielonym na początku tego roku greckiej gazecie ‘To Vima’ wywiadzie patriarcha Aleksy podkreślił, że Patriarchat Moskiewski uznaje i używa tytułu „Patriarchy Ekumenicznego” w korespondencji oraz w modlitwach liturgicznych. Rozumie jednak ten tytuł jednak jako cząstkę dziedzictwa historycznego nie odzwierciedlającego powszechnej jurysdykcji patriarchy konstantynopolitańskiego. Tytuł ten jest częścią dziedzictwa ery bizantyjskiej i Kościół zachowuje go w swej pamięci, chociaż z perspektywy politycznej „Nowy Rzym” przeminął.
Patriarcha Aleksy ma rację. Z całą pewnością zgodzi się z nim również patriarcha Bartłomiej. Ani on, ani nikt inny z Patriarchatu Ekumenicznego naprawdę nie pretenduje do sprawowania jurysdykcji nad innymi Kościołami. Chodzi tutaj o kształt pierwszeństwa, a więc o to, jakie prawa posiada primus inter pares (pierwszy wśród równych). To, że Patriarcha Konstantynopola jest „pierwszym wśród równych” i przysługuje mu tytuł „ekumeniczny” nie ulega wątpliwości.
Teologowie greccy wypracowali koncepcję tzw. pentarchii. Koncepcja ta była odpowiedzią na sytuację, która powstała po zerwaniu łączności Rzymu z Konstantynopolem. Nie jest jednak ona adekwatna do czasów obecnych, gdy istnieją inne potężne patriarchaty jak Rosyjski, Rumuński, Bułgarski, Serbski, Gruziński. Przyjęcie koncepcji pentarchii w jej dawnym kształcie oznaczałoby zepchnięcie tych patriarchatów do roli drugorzędnych i podporządkowanych tym starożytnym. Taki pogląd jest nie do pogodzenia z eklezjologią prawosławną, która głosi, co tak mocno podkreślał i o.Nikolaj Afanasjew i co podkreśla metropolita Pergamonu Jan (Zizioulas), że każdy Kościół lokalny na czele z biskupem, posiadającym sukcesję apostolską jest jednym, świętym, katolickim (ros.sobornym), apostolskim Kościołem.
W historii Kościoła Prawosławnego czas po upadku Konstantynopola jest okresem tragicznym. Jest to bowiem okres walki o życie. Kościół Prawosławny na Bałkanach i w Gruzji oraz starożytne patriarchaty wschodnie jest Kościołem prześladowanym i systematycznie niszczonym, często, niestety, przy pomocy chrześcijan z Zachodu.
Jedynym Kościołem lokalnym, który mógł się rozwijać w wolności był do 1917 roku Kościół rosyjski. Zaistniał on historycznie i wniósł nową jakość w życie Prawosławia w ogóle. Wielkie znaczenie dla przetrwania Kościoła prawosławnego na terenach, gdzie był on prześladowany miała pomoc materialna okazywana przez prawosławną Rosję. Prześladowania i próby likwidacji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w XX wieku sprawiły, że również ten Kościół poniósł niewyobrażalnie wielkie straty. Z tych przyczyn aż do końca wieku XX nie było możliwości ogólnoprawosławnej dyskusji nad problemami Kościoła.
Pamiętajmy też, że każda nowa jakość w Kościele dojrzewa podczas długotrwałego procesu. Podobnie jest z kwestią diaspory. Kwestia to powoli dojrzewa do rozstrzygnięcia. Jest to również problem społeczności kościelnej, na szczeblu parafii, diecezji, które wyrosły w odrębnych okolicznościach. Weźmy pod uwagę Arabów, Greków, Rosjan, Rumunów czy Bułgarów. Ci ludzie nadal czują związek ze swoimi ojczyznami i dlatego w dalszym ciągu w diasporze funkcjonują równoległe diecezje narodowe. Potrzeba czasu, by stopniowo związek ten stawał się bardziej luźny i by mogło dojść do powstania Kościołów lokalnych w diasporze.
Nie zapominajmy, że zarówno język liturgiczny, szaty, obyczaje cerkiewne, styl sprawowania nabożeństw są określone przez sprawdzone na przestrzeni wieków sposoby osiągania zbawienia. Wszystkie one muszą stopić się jak w tyglu. Trzeba tu czasu, spokoju, świętości życia, aż dojdzie do momentu, kiedy społeczność prawosławna w danym kraju stanie się jednym lokalnym Kościołem.
W trakcie rozmowy o stosunkach prawosławno – katolickich nie można nie zapytać o problem uniatyzmu, czy raczej samych unitów. Pojawia się on często w ramach dyskusji na naszym forum. Współuczestnik spotkania ze strony łacińskiej, arcybiskup Alfons Nossol w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego powiedział, że: „prawosławie twierdzi, że Kościół rzymskokatolicki powinien się odwrócić od greckokatolickiego, pozostawiając go samemu sobie, a nawet sam patriarcha Konstantynopola nazwał grekokatolików „sztucznym Kościołem", który nie ma nic wspólnego z tradycją”. Również tutaj, we Wrocławiu rezyduje biskup grecko-katolicki, istnieje diecezja, katedra, monaster…
Nie całkiem zgadzam się z poglądem arcybiskupa Nossola. Kościół prawosławny nie wymaga od Rzymu, aby odwrócił się od unitów. Oczekuje natomiast, by wyraźnie stwierdził, że unia nie jest już modelem na przywracanie jedności Kościoła i by nie tworzono – często z pomocą czynników świeckich, w tym też państwowych – instytucji unickich na nowych terenach, gdyż jest to faktyczny prozelityzm. Nie kwestionujemy faktu istnienia Kościoła unickiego. Na tych, którzy zawarli unię ciąży ogromna odpowiedzialność za to, co wynikło na skutek ich działań. A jest to również morze łez i krwi. O tym nie da się zapomnieć.
Kościół unicki jest integralną częścią Kościoła katolickiego. W składzie delegacji Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Belgradzie znajdowali się członkowie Kościoła unickiego. Prawosławni nie zabierali w tej kwestii głosu. Kwestią zasadniczą jest to, czy Kościół unicki będzie używany do prób likwidacji Kościoła prawosławnego. Tu oczekujemy zdecydowanej postawy Kościoła łacińskiego. Nie może bowiem być tak, że rozmowy ekumeniczne stanowić będą zasłonę do eliminacji partnera dialogu.
W Belgradzie bywało tak, że wypowiedzi teologów zarówno „łacinników” jak i „unitów” często były zbliżone do opinii wygłaszanych przez prawosławnych. Świadczy to o daleko – mimo wszystko – posuniętej zgodności reprezentantów obu Kościołów. To napawa optymizmem, bo świadczy, że obie strony pragną kontynuować dialog w miłości i prawdzie Bożej.
W listopadzie papież Benedykt XVI wybiera się z wizytą do Turcji. Wiemy, że dojdzie do trzech oficjalnych spotkań z patriarchą Bartłomiejem. Jakie znaczenie ma ta wizyta na stosunki z Patriarchatem Ekumenicznym i światowym prawosławiem, którego jesteśmy członkami.
To bardzo ważna wizyta, która stanowi swoistą manifestację stosunku do stolicy biskupiej, która pomimo empirycznego ubóstwa posiada wielkie znaczenie, nie tylko ze względu na bogatą historię, ale ze względu na miejsce tego patriarchatu w życiu światowego chrześcijaństwa. Sądzę, że to znaczenie wynika przede wszystkim z tego, że jest to Kościół męczeński. Chociaż istnieją potężne diecezje tego Kościoła np. w Ameryce, Australii czy Europie, to w Turcji liczba prawosławnych chrześcijan kurczy się, Jest tam całe mnóstwo miejsc świętych, które znajdują się dzisiaj w opłakanym stanie, ogromna liczba miejsc świętych, które są ciągle profanowane. Papież pojawiając się w takim miejscu, skupia uwagę całego świata i mediów, a przez to podkreśla znaczenie tego Kościoła i jego problemy. Za to należy okazać mu wdzięczność.
Przyglądając się wzajemnym stosunkom, również tym od momentu rozpoczęcia dialogu prawosławno – katolickiego można odnieść wrażenie, że jest on bardzo trudny czy wprost beznadziejny i ogranicza się tylko do spotkań, nabożeństw ekumenicznych…Jak Władyka widzi jego przyszłość oraz możliwość spełnienia się jego celu, jakim przecież jest przywrócenie pełnej jedności.
Dialog z Kościołem rzymskokatolickim jest bardzo potrzebny, a nikt rozsądny nie kwestionuje jego sensu. Za rok odbędzie się kolejne posiedzenie komisji. Nie należy od razu oczekiwać jakiejś rewolucji. Nastąpiło daleko idące zbliżenie i trzeba pracować nad tym, by nie stracić tego, co już osiągnięto i szukać wspólnie rozstrzygnięcia tych kwestii, które nie pozwalają na pełną jedność. W obydwu Kościołach ważnie sprawowana jest Eucharystia, gdyż obydwa one zachowały sukcesję apostolską. Nie ma jednak pełnej jedności i nie przyspieszy się tej jedności poprzez jakieś sztuczne zabiegi..
Dialog jest przejawem pewnych faktów w życiu obydwu Kościołów. A to życie w sposób wyraźny orientowane jest na zgodę na jedność. Samo wypracowanie formuły to jeszcze niewiele, bo przecież tak, jak to było z ‘Filioque’ może ona nie być wcielona w życie. Zmienia to jednocześnie nastrój pomiędzy chrześcijanami.
Dialog jest jednym z elementów, które – miejmy nadzieję – doprowadzą do wprowadzenia pełnej jedności na ziemi. Dialog to jednak nie wszystko. Ważna jest modlitwa, usuwanie z własnego Kościoła tego, co nieprawdziwe, niezgodne z Ewangelią.
Gdyby jednak rozmawiał z nami członek Kościoła rzymskokatolickiego, zapewne powiedziałby nam, że „to wy prawosławni stawiacie nas w roli tych którzy zbłądzili. Oczekujecie od nas, że pozbędziemy się z Symbolu formuły „Filioque”, nieomylności papieskiej itp.” Zapytałby zapewne, z czego my moglibyśmy zrezygnować dla przywrócenia jedności…?
W żadnym razie nie stawiamy katolików w roli heretyków. Podkreślę raz jeszcze, dialog polega na wspólnym poszukiwaniu określeń, które umożliwiałyby wyrażenie doświadczenia pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa, a więc czasu, kiedy stanowiliśmy jedność. Co do nauczania upierałbym się, że Kościół prawosławny zachował jego czystość. Nie mniej jednak praktyka życia niektórych Kościołów zawiera pewne elementy, które należałoby poprawić, inne zaś wprost usunąć, część zaś wprost przywrócić. Przykładem kwestii wymagającej zmiany jest na przykład problem soborowości Kościoła, która przecież ma różną postać w rozmaitych częściach Kościoła prawosławnego.
Takich zmian nie da się jednak przeprowadzić jeżeli nie osiągnie się pewnego stanu duchowego i katechetycznego większości członków Kościoła i prawosławnego i katolickiego. Przeciętna parafia w Polsce (i katolicka i prawosławna) znacznie odbiega od wizji Kościoła lokalnego zawartej w Nowym Testamencie. Ten aspekt zawarty jest w dokumencie, który omawialiśmy w Belgradzie i do tego postaramy się odnieść na płaszczyźnie lokalnej, regionalnej i uniwersalnej.
— Szymon Krzyszczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.