śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 19 kwietnia 2005

O małżeństwie

Będąc mnichem nie mogę oczywiście powiedzieć o małżeństwie nic, co wypływałoby z mego osobistego doświadczenia. To, na czym będę się opierał, to doświadczenie wyniesione ze spotkań z wieloma ludźmi - w tym z parami małżeńskimi, które znam bardzo dobrze już od wielu lat.

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

Będąc mnichem nie mogę oczywiście powiedzieć o małżeństwie nic, co wypływałoby z mego osobistego doświadczenia. To, na czym będę się opierał, to doświadczenie wyniesione ze spotkań z wieloma ludźmi - w tym z parami małżeńskimi, które znam bardzo dobrze już od wielu lat.

Kościół prawosławny postrzega małżeństwo jako misterium, przy czym sakramentem jest tutaj nie tyle sama ceremonia zaślubin (венчание), co raczej małżeństwo rozumiane jako związek mężczyzny i kobiety. Żadna inna religia ani światopogląd nie podchodzi do małżeństwa tak, jak zwykło to czynić chrześcijaństwo, które błogosławi cud zjednoczenia dwojga ludzi w jedno niepodzielne ciało, w jedną duszę i jednego ducha.

Jednak ceremonia zaślubin nie zawsze zapewnia stabilność i trwałość małżeństwa. Zdarza się, że ludzie wstępują w cerkiewny związek małżeński, zgodnie ze wszystkimi kanonami zostali sakramentalnie „ukoronowani” (cs. wienczanije to właśnie ukoronowanie, uwieńczenie - przyp. tłum.), a małżeństwo i tak się rozpada. I na odwrót. Można przytoczyć mnóstwo przykładów, w których małżonkowie, z takiego lub innego powodu, żyją ze sobą bez ślubu cerkiewnego, a w ciągu wielu lat tworzyli nierozerwalną całość, żyli jak prawdziwa chrześcijańska rodzina.

Wydaje mi się, że istnieją dwa rodzaje małżeństwa. Pierwszy - małżeństwo jako misterium, i drugi - małżeństwo jako współżycie. Małżeństwo jako sakrament istnieje wówczas, gdy dwoje ludzie jest ze sobą zjednoczonych na tyle głęboko, w pełni i nierozerwalnie, że nie potrafią sobie wyobrazić życia bez siebie. Przysięgając sobie wierność wiedzą, że czynią to nie tylko na czas trwania ich ziemskiego życia, lecz na całą wieczność.

Za prawzór małżeństwa rozumianego jako sakrament może nam służyć los pierwszej w historii pary małżeńskiej - Adama i Ewy. Zostali oni stworzeni dla wspólnego istnienia. Bóg dał ich sobie nawzajem. Oni zaś przyjęli siebie nawzajem jako dar. Nie była to kwestia ich wyboru, nie mieli co do tego żadnych wątpliwości. Razem zamieszkiwali w raju, razem zostali z niego wygnani, wspólnie rozpoczęli swe życie na ziemi, razem wychowywali dzieci, wspólnie przeżyli śmierć Abla i inne smutki, które przypadły im w udziale. Odeszli do innego świata i znowuż razem znaleźli się w otchłani. Na ikonie „Zstąpienia do otchłani” widzimy Chrystusa wyciągającego z otchłani tych dwoje ludzi, którzy pozostali sobie wierni zarówno w raju, jak i piekle, tak samo w radości, jak i w smutku, w dniach powodzenia i chwilach upadku. Razem żyli, razem umarli i razem zmartwychwstali. Mowa tu nie o dwóch oddzielnych ludzkich losach, lecz o jednym losie dwojga ludzi nierozerwalnie ze sobą związanych na wieczność.

Sakramentalnym jest małżeństwo, które zostało zawarte z miłości i za obopólna zgodą, a które przeobraziło się w coś o wiele większego, niż tylko początkowe zauroczenie. W takim małżeństwie małżonkowie zdecydowani są przeżyć razem nie tylko światłe i radosne chwile, ale również gotowi razem stawić czoło problemom i smutkom, od których niestety nie jest wolne nasze ziemskie życie.

Często małżeństwo zaczyna się od prawdziwego, gorącego i szczerego zakochania. Ludzie przyrzekają sobie wierność, a ich stan można określić jako stan euforii, ożywienia, natchnienia, a czasami nawet jako stan upojenia i zaślepienia. Na początku zakochani widzą w sobie tylko to, co dobre, idealizując siebie nawzajem. Jednak wraz z upływającym czasem to upojenie mija - świąteczny czas zaczyna zastępować codzienność i wtedy to małżonkowie z goryczą zaczynają dostrzegać wady swego partnera. To, co wcześniej wydawało się świetliste i przepiękne teraz okazuje się być blade, bezbarwne, ciemne… Takie „przejrzenie na oczy” może się zdarzyć zarówno po paru miesiącach, jak i po kilku latach. Jeśli małżonkom uda się przezwyciężyć ten kryzys, wspólnie go przeżyć, małżeństwo przetrwa. Jeśli się to nie uda, w małżeństwie pojawi się pękniecie i będzie skłaniało się ku rozwodowi.

O małżeństwie jako sakramencie możemy mówić jedynie w przypadku, gdy od samego początku (a nawet jeszcze wcześniej) spełnia stawiane mu przez chrześcijański Kościół wymagania. Dlaczego Kościół prawosławny ustanowił tak surowe reguły dotyczące zwłaszcza wzajemnych relacji pomiędzy narzeczonymi przed ślubem? Dlaczego istnieją oddzielne ceremonie zaręczyn i zaślubin, i dlaczego niegdyś sprawowano je w różnym czasie, a bywało nawet, że dzielił je odstęp wielu lat? Obecnie ceremonia zaręczyn i zaślubin odbywa się z reguły w tym samym czasie, jednak ich początkowe znaczenie jest zupełnie różne. Zaręczyny były świadectwem tego, że mężczyzna i kobieta oddają się sobie nawzajem, decydują się należeć do siebie, przyrzekają sobie wierność, to jest w rzeczy samej wstępowali w związek małżeński. Jednakże małżeństwo to aż do momentu zaślubin nie jest jeszcze w pełni życiem rodzinnym – zaręczeni w szczególności powinni powstrzymywać się od pożycia małżeńskiego. Spotykają się i wracają do siebie - to doświadczenie wspólnego przebywania i rozłąki ma im pomóc w położeniu solidnego fundamentu, na którym będzie z czasem zbudowane ich małżeństwo.

W naszych czasach małżeństwa często rozpadają się właśnie dlatego, że od początku nie posiadały solidnej podstawy - wszystko zostało zbudowane na ulotnym zauroczeniu. Młodzi postępują zwykle jak ludzie, którzy nie próbując przygotować placu pod budowę domu ani ustalić, jaki powinien być jego „projekt”, od razu zaczynają wznosić jego ściany. Taki dom z pewnością okaże się domem zbudowanym na piasku. Powieje wiatr, rzeki wystąpią ze swych brzegów i budowla się zawali. To właśnie dlatego Kościół prawosławny ustanowił dla małżonków okres przygotowawczy, by kobieta i mężczyzna byli w stanie zbudować swój związek nie tylko na zmysłowej, cielesnej fascynacji, ale również na czymś o wiele bardziej głębokim - na zjednoczeniu dusz, ducha i emocji, na wspólnym pragnieniu ofiarowania sobie nawzajem swego życia.

Sakramentalne małżeństwo zawiera się, jeśli można się tak wyrazić, z gorącym sercem, ale trzeźwą głową. Pośpiech jest tutaj nie na miejscu. Mężczyzna i kobieta powinni mieć wystarczająco dużo czasu, by pierwsze zauroczenie, które ma to do siebie, że się ulatnia, mogło zostać poddane próbie czasu. Doświadczenie wspólnego i oddzielnego przebywania powinno dostarczyć im odpowiedzi na pytanie, czy są już gotowi żyć razem i czy każde z nich gotowe jest stwierdzić „Tak, to jest właśnie ten człowiek, z którym chcę dzielić życie i któremu mogę oddać wszystko, co mam”.

Nie można wstępować w związek małżeński, jeśli choć jedna ze stron ma jakiekolwiek wątpliwości odnośnie słuszności swojego wyboru. Nie można iść do ołtarza, jeśli nawet na najbardziej oddalonych horyzontach świadomości majaczy postać jakiegoś „trzeciego”. Dopóki doświadczamy rozdarcia, dopóki pozostają w nas niezdecydowanie i wahanie, nie wolno nam śpieszyć się z zawarciem małżeńskiego związku. Jeśli zaś po okresie przygotowawczym, ludzie nie tylko się nie odkochali, ale wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej się do siebie przywiązali i zbliżyli, jeśli zrozumieli, że są gotowi połączyć swe losy, wówczas po ceremonii zaślubin ich małżeństwo osiąga spełnienie, zyskuje pełnię poprzez fizyczną bliskość.

Pojawia się nieprawdziwe i błędne przekonanie, jakoby Kościół prawosławny sprzeciwiał się pożyciu małżeńskiemu, bowiem wedle jego nauczania powinno być ograniczone do minimum. Niektórzy duchowni rozpowszechniają opinię, twierdząc że jest to oficjalne nauczanie Kościoła, jakoby pożycie małżonków były dopuszczalne jedynie w celu zrodzenia potomstwa, a w każdym innym przypadku od stosunków płciowych należy się powstrzymywać. To nie jest nauczanie Kościoła prawosławnego, i nigdy nim nie było. Bóg nie stworzyłby ludzi takimi, jacy są, nie obdarzyłby mężczyzny i kobiety wzajemnym pożądaniem, jeśli by to wszystko miało służyć tylko rodzeniu dzieci. Małżeńska bliskość posiada swoją wartość i swój sens i stanowi nieodłączną część małżeńskiego związku. Oczywiście Kościół ustanowił określone dni i okresy, podczas których zaleca małżonkom powstrzymywanie się od małżeńskiego pożycia - jest to np. czas Wielkiego Postu i innych postów, w którym Kościół prawosławny zachęca wiernych, aby próbowali skoncentrować się na swym życiu duchowym, to czas ascetycznego wysiłku i próby. Zwracając się do małżonków, apostoł Paweł mówi „Nie uchylajcie się od małżeńskiego pożycia, chyba że za wspólną zgodą i tylko na pewien czas, by poświęcić się modlitwie. Potem znów podejmujcie współżycie, aby nie kusił was szatan, wykorzystując waszą niepowściągliwość”( 1 Kor. 7,5)1.

Małżeństwo - to dla małżonków możliwość ciągłego odkrywania w sobie czegoś nowego, możliwość wzajemnego odkrywania siebie na nowo. W tym sensie, życie małżeńskie można porównać do życia religijnego, obcowania z Bogiem. Zewnętrzne formy naszego obcowania z Bogiem z dnia na dzień pozostają niezmiennie te same. Wciąż czytamy te same modlitwy, uczestniczymy w tej samej Boskiej Liturgii - wszystko to pozostaje niezmiennie w przeciągu całego naszego życia. Jeśli jednak głęboko i poważnie podchodzimy do naszego religijnego życia, za każdym razem w znanych nam słowach odkrywamy nową treść i nowe znaczenie. I Bóg objawia się nam przez te modlitwy i nabożeństwa za każdym razem w inny sposób i za każdym razem na nowo. Każda Boska Liturgia, każde spotkanie z Bogiem w modlitwie jest swego rodzaju odkryciem. W obcowaniu z Bogiem nie ma nic z monotonii, rutyny, codzienności czy zwyczajności. Tak samo w małżeństwie. Małżonkowie, nie zważając na fakt, że przyzwyczajają się do siebie, poznają swe nawyki, zdolności i możliwości, nie ustają w odkrywaniu siebie, a ich wspólne życie nie przestaje być świętem codziennego poznawania, odnajdowania czegoś nowego i cudownego w bliskim człowieku. Świeżość wzajemnych więzi w takim małżeństwie nigdy nie mija, ani nie znika. Kwiaty, od których rozpoczęła się znajomość dwojga młodych zakochanych ludzi, nie zwiędną i pozostaną wiecznie kwitnące.

Małżonkowie są powołani do wzajemnego uzupełniania się w ich związku. Bardzo ważne jest, by nauczyć się dostrzegać i doceniać w drugiej osobie to, czego sam nie posiadam.

W małżeństwie ludzie nabierają świadomości, że gdyby się nie spotkali, pozostaliby osobami niepełnowartościowymi, osobami niespełnionymi. To oczywiście nie oznacza, że małżeństwo to jedyny sposób na samorealizację. Istnieją i inne drogi. Jest też droga bezżeństwa, droga monastyczna, gdy wszystko to, czego człowiekowi brakuje, uzupełnione jest nie przez osobę drugiego człowieka, ale przez Samego Boga, kiedy to łaska Boża „słabości leczącą i zubożenie wypełniająca” (cs. немощная врачует и оскудевающая восполняет2).

Czym różni się małżeństwo - współżycie, od małżeństwa - misterium? Małżeństwo jako współżycie oznacza, że w pewnym momencie los połączył dwoje ludzi, ale między nimi nie ma tej wspólnoty, tej jedności, która niezbędna jest do tego, aby małżeństwo mogło się stać sakramentem. Kobieta i mężczyzna żyją ze sobą, a każde z nich ma swoje życie i swoje własne zajęcia. Dawno już by się pewnie rozwiedli, ale okoliczności zmuszają ich do pozostania razem np. choćby dlatego, że nie da się podzielić mieszkania. Takie małżeństwo, nie ważne czy zawarte w Kościele czy poza nim, nie posiada przymiotów, którymi powinno się cechować małżeństwo chrześcijańskie. Nie jest to związek, w którym, jak mówi apostoł Paweł, mąż jest dla żony tym, kim jest Chrystus dla Cerkwi, a żona dla męża tym, czym Cerkiew dla Chrystusa. W takim małżeństwie nieobecna jest bliska, nierozerwalna wzajemna więź, wierność, gotowa do poświęceń miłość. Ludzie w takim związku nie wykraczają poza swój egoizm i przeżywszy ze sobą wiele lat, wciąż pozostają zamknięci w sobie samych, a więc tak naprawdę obcy.

W każdym małżeństwie, które zaczęło się jako zwykłe współżycie, drzemie potencjał przerodzenia się w misterium, jeśli tylko małżonkowie pracują nad sobą, starają się odpowiednio upodobnić do Chrystusa i Kościoła. Małżeństwo, które rozpoczęło się jako współżycie, ma szansę posiąść zupełnie nowa jakość, jeśli małżonkowie zaczną postrzgać je jako możliwość wzrastania ku nowej jedności, jako możliwość przeniesienia się w inny wymiar, pokonania swego egoizmu i odosobnienia. Bardzo ważnym jest by nauczyć się wspólnie przechodzić przez wszelkiego rodzaju życiowe próby. Nie mniej ważne jest nauczyć się również znosić wady partnera. Nie ma ludzi ani par małżeńskich, które nie miałyby jakichś wad. Nie ma rodzin, w których wszystko toczy się idealnie i lekko. Jednak jeśli małżonkowie chcą, aby ich związek był sakramentem, jeśli chcą stworzyć prawdziwą, pełnowartościową rodzinę, powinni wspólnie walczyć ze swymi ułomnościami, traktując je nie jako wady swojego partnera, ale swoje własne.

Bardzo ważne jest też, by nie popadać w drugą skrajność, kiedy to wzajemne przywiązanie, miłość i wierność stają się źródłem zazdrości, despotyzmu i duchowej przemocy. Dochodzi do tego, gdy jedno z małżonków traktuje drugą połowę jako swoją własność, podejrzewa jego czy ją o niewierność i we wszystkim widzi zagrożenie. Ważnym jest, by przy całej jedności duszy, ducha i ciała małżonkowie respektowali wolność partnera, szanowali jego osobowość, aby każdy z nich potrafił również dopuszczać wobec drugiego możliwość życia innego niż to, które toczy się w rodzinnym kręgu. Wolność ta oczywiście nie powinna być wolnością od więzi małżeńskich, od norm moralnych, lecz powinna pomagać człowiekowi odkrywać swą osobowość zarówno w małżeństwie, jak i w innych sferach życia.

Odrębne zagadnienie to dzieci. Gdy w rodzinie pojawia się pierwsze dziecko, relacje między małżonkami wkraczają w nową fazę. Oto pojawia się trzecia osoba, która zwłaszcza podczas pierwszych lat swego życia jest w pełni uzależniona od swoich rodziców i to nie tylko w sensie fizycznym czy materialnym, ale również i duchowym. Wszystko to, co dzieje się z rodzicami oraz miedzy nimi, nieubłaganie odciska swe piętno na dzieciach. Jeśli małżeństwo rodziców jest sakramentalnym, pełnowartościowym chrześcijańskim związkiem zbudowanym na miłości i samoofiarowaniu, jeśli małżonkowie uczestniczą w cerkiewnych nabożeństwach, razem modlą się, jeśli od małego wprowadzają dziecko w życie cerkiewne, w tę łaskę, którą dzieci otrzymują nieświadomie, ale która udzielana im jest tak obficie (czasami nawet bardziej szczodrze niż dorosłym), to w takiej rodzinie dziecko będzie rosło w harmonii z rodzicami, z otaczającymi je ludźmi, z samym sobą i z Bogiem. Jeśli w stosunkach między małżonkami panuje dysharmonia, jeśli ich wspólne istnienie jest w najlepszym wypadku współżyciem, to dziecko nie może nasycić się poczuciem jedności i zjednoczenia ze swoimi rodzicami, ponieważ między nimi po prostu go brak.

Co się dzieje z ludźmi, jeśli ich małżeństwo nie realizuje się? Albo się rozwodzą, albo kontynuują życie razem z powodu tych lub innych zewnętrznych uwarunkowań. I tutaj trudno powiedzieć, co jest lepsze.

Z jednej strony każdy rozwód to oczywiście tragedia. Postrzegany jest przez Kościół negatywnie, jako zjawisko sprzeczne z naturą. Jeśli bowiem związek między kobietą a mężczyzną został zawarty, to powinien on trwać zarówno w tym, jak i w przyszłym życiu. Z drugiej strony, Chrystus mówi, że rozwód jest dopuszczalny z powodu cudzołóstwa (Mt 5,32). Zdarzają się też i takie sytuacje, w których rozwód jest nie tylko dopuszczalny, ale nawet w pewnej mierze pożądany. Istnieją rodziny, w których wspólne życie przemienia się w nieustanną męczarnię. Weźmy na przykład rodzinę, w której jeden z małżonków cierpi na alkoholizm czy też narkomanię, w rodzinie ciągle wybuchają kłótnie i skandale, mąż bije żonę i dzieci itd. Nie wydaje mi się, by w tym przypadku, nawet jeśli nad małżeństwem był sprawowany sakrament, Kościół będzie nalegał na zachowanie rodziny.

Są również takie przypadki, gdy małżeństwo „de jure” ciągle jeszcze trwa, „de facto” jednak rozpada się - małżonkowie żyją swoim życiem, dopuszczają się małżeńskiej zdrady i jednocześnie nie wiadomo dlaczego myślą, że dla dobra dzieci należy zachować pozory rodziny. Wydaje im się, że jeśli się rozwiodą to dzieci przeżyją wielki koszmar. Rozwód rodziców rzeczywiście jest zwykle dla dzieci głębokim, negatywnym przeżyciem, powoduje ranę, która może się nigdy nie zagoić. Co więcej, niepełne rodziny - rodziny w których brak ojca lub matki - często okazują się być przyczyną wielu problemów dziecka bowiem pozbawione jest ono doświadczenia pełnowartościowych rodzinnych relacji. W wychowywaniu dziecka każde z rodziców ma różne, wzajemnie uzupełniające się funkcje - ojciec daje dziecku coś, czego nie może mu dać matka i na odwrót. Gdy rodzice zaczynają stwarzać jedynie pozory, że wszystko między nimi jest porządku, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej, dzieci wyczują fałsz i to o wiele szybciej i dokładniej niż dorośli. Dzieci nie da się oszukać. Być może nie potrafią one tego racjonalnie wytłumaczyć, jednak podświadomie i emocjonalnie z pewnością wyczują kłamstwo. Niewiadomo, co w takim przypadku jest lepsze dla rodziców- rozwieść się czy dalej stwarzać pozory rodziny.

Jeszcze raz podkreślam - aby małżeństwo mogło urzeczywistnić się jako misterium, należy postępować zgodnie z chrześcijańskimi normami moralnymi. Nie należy, na przykład, wyobrażać sobie, że jeśli Kościół zaleca przyszłym małżonkom, by przed ślubem powstrzymywali się od małżeńskiego cielesnego zbliżenia, to jest to zalecenie opierające się na jakichś przestarzałych, średniowiecznych normach, a skoro dzisiejsza młodzież zachowuje się zupełnie inaczej, wiec nie należy go koniecznie przestrzegać. Te normy nie zostały ustalone przypadkowo. Zostały sprawdzone w przeciągu wielu wieków w życiu wielu pokoleń. W naszych czasach wiele małżeństw rozpada się właśnie dlatego, iż nie zostały one zawarte na solidnej podstawie. Wystarczy, że młodzi zakochają się, a już śpieszą do ołtarza lub USC. Po jakimś czasie okazuje się jednak, że występuje u nich „niezgodność charakterów”. W rzeczywistości po prostu nie zdążyli dobrze się poznać.

Dlatego, im bliższe dla wstępujących w związek małżeński kobiety i mężczyzny będą ustanowione przez Kościół prawosławny zasady moralne, im bardziej gorliwie będą przez nich przestrzegane, tym większą mają szansę na to, że ich wspólne życie w małżeństwie rzeczywiście okaże się misterium - codziennym świętem, którym powinno być chrześcijańskie małżeństwo.

Pytania i odpowiedzi

  1. Czy więzy małżeńskie zachowują się także po naszej śmierci? Chrystus mówi przecież, że w Królestwie Bożym nie będą się ani żenić, ani wychodzić za mąż…

    W wieku, który ma nadejść nie będą się ani żenić, ani wychodzić za mąż, jednak wydaje mi się, iż nie będę się również rozwodzić. Ludzie, którzy nie zawarli związku małżeńskiego tutaj na ziemi, oczywiście i po śmierci już weń nie wstąpią. Jednak na pytanie o to, czy zostanie zachowana jedność małżonków, która tutaj nastąpiła, wyrosła i przybrała postać sakramentu, to myślę, że można powiedzieć w pełni zdecydowanie: tak zachowa się. Myślę, że na Sądzie Ostatecznym tacy małżonkowie będą stać razem. Jeśli zaś ludzie żyją ze sobą razem, ale bez miłości i wzajemnego zrozumienia, to oczywiście nie jest to małżeństwo pełnowartościowe. Takie wspólne życie może być długotrwałe i utrzymywać się aż do śmierci jednego z małżonków. Jednak w wieku przyszłym ci ludzie będą sobie obcy, tak jak i byli sobie obcy tutaj na ziemi.

  2. Nakreśliliście Władyko wspaniały obraz idealnego małżeństwa. Jednak człowiek jest przecież grzeszny i przez to, że nikt z nas nie jest idealny, idealne małżeństwo moim zdaniem nie jest możliwe. Możliwe jest tylko dążenie do idealnego małżeństwa. I tak, jak każdemu wierzącemu przytrafiają się momenty oddalenia od Boga, uczucia porzucenia przez Boga, tak w małżeństwie, przynajmniej tak mi się wydaje, takie momenty również są nieuniknione. Dlatego małżeństwo, by mogło stać się sakramentem, musi być ciągle współtworzone przez dwoje ludzi.

    Oczywiście, nie ma idealnych małżonków, ale zdarzają się jednak małżeństwa, które nawet jeśli nie są idealne, reprezentują sobą to, co nazywamy chrześcijańskim małżeństwem. Wydaje mi się, że chodzi właśnie o to, że ze związku dwojga ludzi, którym daleko jest do doskonałości, a którzy zdecydowali połączyć swe losy i żyć tak, aby wady jednego uzupełniać zaletami drugiego, może wyrosnąć coś, co jeśli nie będzie idealne, to bardzo bliskie ideałowi wzorowego chrześcijańskiego życia.

1. Cytaty z Pisma Świętego w przekładzie z Biblii Poznańskiej
2. Słowa modlitwy czytanej w trakcie sprawowania sakramentu kapłaństwa „Божественная благодать всегда немощная врачующая и оскудевающая восполняющая”

[Niniejszy tekst pochodzi z książki biskupa Hilariona (Ałfiejewa): „ВЫ — СВЕТ МИРА. Беседы о христианской жизни”.]

— bp Hilarion (Alfiejew), tłum. M. Korch

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →