śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 19 listopada 2004

Obecnie używany cerkiewny język liturgiczny

Nasz obecnie używany cerkiewny język liturgiczny – pomoc, czy utrudnienie? Tak sformułowany temat sygnalizuje ważny problem, który od co najmniej kilku lat staje się coraz bardziej palący. Dyskusja nad nim przybiera formalny i nieformalny wyraz, angażując tak młodzież jak i dorosłych.

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

Nasz obecnie używany cerkiewny język liturgiczny
– pomoc, czy utrudnienie?

Tak sformułowany temat sygnalizuje ważny problem, który od co najmniej kilku lat staje się coraz bardziej palący. Dyskusja nad nim przybiera formalny i nieformalny wyraz, angażując tak młodzież jak i dorosłych. Choć szczególnie wyraźnie dotyczy młodszych pokoleń, niemniej jednak kwestia rozumienia języka, którym posługujemy się w cerkwi to problem wszystkich wiernych. Co prawda, temat sprowokowały coraz częściej powtarzające się wypowiedzi młodych ludzi o kłopotach z pełnym zrozumieniem cerkiewno-słowiańskich tekstów liturgicznych modlitw i potrzebie zrozumiałego dla wszystkich języka liturgicznego, ale mówią o tym również dorośli. Być może nie wypowiadają się oni tak głośno, tak wyraźnie, zdecydowanie i często jak młodzież, ale stwierdzić trzeba, że wielu dorosłych zdaje sobie sprawę z tego problemu i ma świadomość potrzeby działania w tej kwestii. W odróżnieniu od wypowiedzi ludzi młodych, którzy nazywają ten problem po imieniu i wypowiadają się w imieniu wszystkich, dorośli nie przyznają się tak samo otwarcie do kłopotów ze zrozumieniem języka cerkiewno-słowiańskiego. Zwykle konieczność ewentualnych zmian argumentują oni potrzebą pełnego rozumienia tekstów modlitw przez dzieci i młodzież. Bardzo wyraźnie dało się to zauważyć w jednym z programów białostockiego radia „Orthodoksja”, gdy większość pytanych o zdanie w tej kwestii stwierdzała, że ze względu na dzieci, cerkiewno-słowiański trzeba będzie niebawem zastąpić zrozumiałym dla wszystkich językiem polskim. Dyskusję o języku w cerkwi zauważyć można co jakiś czas na łamach „Przeglądu Prawosławnego”, jak również na jego stronie internetowej oraz na najczęściej odwiedzanym prawosławnym forum internetowym, a mianowicie na portalu cerkiew.pl.

W jaki sposób Duch Święty przemawia do Kościoła?

Rozważania o języku używanym w cerkiewnym nabożeństwie chciałbym rozpocząć od bardzo znamiennego, decydującego wydarzenia, jakim był Dzień Pięćdziesiątnicy w Jerozolimie. Apostołowie „napełnieni zostali Duchem Świętym i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał. A przebywali w Jerozolimie Żydzi, mężowie nabożni, spośród wszystkich ludów, jakie są pod niebem; gdy więc powstał szum, zgromadził się tłum i zatrwożył się, bo każdy słyszał mówiących w swoim języku [...] Persowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei i Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii i Pamfilii, Egiptu i części Libii, położonej obok Cyreny, i przychodnie rzymscy, zarówno Żydzi jak prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich, jak w naszych językach głoszą wielkie dzieła Boże” (Dz 2,4-6; 9-11).

Mamy tu do czynienia z wieścią o narodzinach Kościoła i pierwszą informacją o Nim jest to, że już od samego początku głoszenie Ewangelii – Dobrej Nowiny – odbywa się w językach zrozumiałych dla „wszystkich ludów jakie są pod niebem”. To wcale nie przypadek, bowiem głoszenie Dobrej Nowiny to podstawowe zadanie apostołów, a języki, którymi „zaczęli mówić [...], tak jak im Duch poddawał”, były (i nadal są) narzędziem niezbędnym do realizacji tego posłannictwa. W całej swej historii Kościół prawosławny kontynuuje dzieło rozpoczęte przez apostołów w Dzień Pięćdziesiątnicy. Wszelkie prawosławne działania misyjne zawsze rozpoczynały się od tłumaczenia tekstów Pisma Świętego i Boskiej Liturgii na języki chrystianizowanych ludów czy narodów. W lokalnie zrozumiałym języku prowadzona była nie tylko ewangelizacja, ale również celebrowane w nim były nabożeństwa. Nie zapominajmy o tym, że prawosławne nabożeństwo to najdoskonalszy instrument nauczania Kościoła – 95% tekstów liturgicznych to używane dosłownie lub w parafrazie wersety biblijne oraz ich objaśnienia.

Języki jako narzędzia do głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu

Od początku swego istnienia lokalne Kościoły sprawowały nabożeństwa w swoich własnych językach, zrozumiałych dla wszystkich wiernych. Choć dla większości mieszkańców wschodniej części cesarstwa rzymskiego, greka była powszechnie znanym i używanym językiem koine, nabożeństwa chrześcijan od początku sprawowane były w językach ludów zamieszkujących jego terytoria. Tak też następowała chrystianizacja całych narodów zamieszkujących poza granicami imperium – np. Ormian, Gruzinów czy mieszkańców odległych Indii.

Tak samo postępowali „Apostołowie Słowian”, św. Cyryl i Metody. „Niewiele wydarzeń odegrało tak ważną rolę w misyjnej historii Kościoła. Słowiańscy chrześcijanie od samego początku korzystali z przywileju, który nie był dostępny dla żadnego z narodów Europy Zachodniej – słyszeli Ewangelię i nabożeństwo Kościoła w zrozumiałym dla nich języku. W odróżnieniu od Kościoła rzymskiego, który na Zachodzie upierał się przy łacinie, Kościół prawosławny w kwestii języka nigdy nie był tak surowy. Normalną linią jego postępowania jest sprawowanie służby Bożej w języku ludu” 1.

To stwierdzenie biskupa Kallistosa Ware wydaje mi się bardzo ważne we wszelkich rozważaniach o językach liturgicznych we współczesnym użyciu. Skoro „normalną linią” postępowania Kościoła prawosławnego jest „sprawowanie służby Bożej w języku ludu”, sytuację, w której język nabożeństwa nie jest w pełni zrozumiały, wypadałoby nazwać „nienormalną”. To bardzo niepokojący wniosek i trzeba tutaj stwierdzić, że bardzo trudno nam i nie chcemy się z nim zgodzić. Zarówno zagorzali zwolennicy języka cerkiewno-słowiańskiego jak i wszyscy inni wierni wzbranialiby się przed takim stwierdzeniem. Podejrzenie o nienormalność nie przychodzi nawet na myśl, bo przecież od niepamiętnych (dla nas) czasów zawsze tak było. A skoro tak było i tak jest, tak też powinno pozostać... Często pojawiają się w związku z tym argumenty odwołujące się do Świętej Tradycji, potrzeby podtrzymywania i przekazywania jej w nienaruszonym stanie następnym pokoleniom. Kłóci się to jednak z prawosławnym pojmowaniem „żywej Tradycji” i „sukcesji apostolskiej”, która polega na głoszeniu Dobrej Nowiny i przekazywaniu kolejnemu pokoleniu pełni nauczania Chrystusa w sposób na tyle przystępny i zrozumiały, aby mogło ono w nienaruszonym stanie, „niczego nie dodając i niczego nie ujmując”, przekazać je następnemu. To dlatego apostołowie, ich uczniowie, Ojcowie Kościoła, sobory, misjonarze, nauczyciele, katecheci, rodzice - nie przekazywali i nie przekazują treści chrześcijańskiej wiary dosłownie, w języku, w którym nauczał Chrystus Pan, ale w językach zrozumiałych dla „wszystkich ludów jakie są pod niebem”. Język „żywej Tradycji” to język zrozumiały tutaj i teraz, w danym kraju czy regionie, przemawiający do współcześnie żyjących tam grup narodowościowych, etnicznych, społecznych, kulturowych czy wiekowych. Jak podsumował to o. Aleksander Schmemann: „po to, żeby pozostawać taką samą, Cerkiew ciągle się zmienia; ciągle zmieniając się, zawsze pozostaje taka sama”.

Język „żywej Tradycji” to język Boskiej Liturgii. „Prawosławie postrzega istoty ludzkie jako nade wszystko stworzenia liturgiczne, które najbardziej prawdziwie są sobą, kiedy oddają chwałę Bogu i które swą doskonałość i samo-spełnienie odnajdują w nabożeństwie. W Boską Liturgię, która wyraża ich wiarę, prawosławni przelewają całe swe religijne doświadczenie. To właśnie Liturgia była natchnieniem ich najlepszej poezji, sztuki i muzyki. Pośród prawosławnych Liturgia nigdy nie stała się rezerwatem dla ludzi wykształconych i duchownych, ku czemu skłaniał się średniowieczny Zachód, ale zawsze pozostawała ludowa – jest ona wspólną własnością całego chrześcijańskiego ludu.

Zwykły prawosławny wierny, poprzez nabywaną od wczesnego dzieciństwa znajomość, w cerkwi czuje się całkowicie jak u siebie, jest dokładnie obeznany z uchwytnymi dla ucha częściami Boskiej Liturgii i w akcji tego nabożeństwa uczestniczy z nieświadomą i naturalną łatwością w takim stopniu, jaki na Zachodzie dostępny jest jedynie najbardziej oddanym i eklezjalnie nastawionym wiernym 2.

W mrocznych okresach swej historii – pod panowaniem Tatarów, Turków czy komunistów – w poszukiwaniu natchnienia i nowych nadziei prawosławne narody zwracały się właśnie ku Boskiej Liturgii. I nie na próżno...” 3.

Te piękne słowa biskupa Kallistosa Ware i Austina Oakleya prowokują jednak pytanie – czy aby na pewno to, o czym mówią, odnosi się do Boskiej Liturgii celebrowanej w nie do końca zrozumiałym dla wiernych języku? Tutaj znowu ratujemy się stwierdzeniem, że od niepamiętnych (dla nas) czasów zawsze tak było... Co więcej, pojawiają się argumenty „z zewnątrz”. Przecież w innych lokalnych Kościołach prawosławnych jest tak samo. One również w Boskiej Liturgii i w innych nabożeństwach używają nie w pełni dla wszystkich zrozumiałych „tradycyjnych” języków. Wszyscy Słowianie używają wspólnego dla nich wszystkich języka cerkiewno-słowiańskiego; Grecy posługują się w cerkwi językiem starogreckim, który jest dla nich zrozumiały w jeszcze mniejszym stopniu, niż cerkiewno-słowiański dla Słowian; Gruzini używają staro-gruzińskiego; Arabowie w Syrii i Libanie ciągle częściowo stosują aramejski; Koptowie w Egipcie na co dzień mówią po arabsku, ale w cerkwi używają koptyjskiego; w Etiopii obowiązuje starożytny język ge’ez, a prawosławni w Indyjskim stanie Malabar ciągle używają języka syryjskiego; prawosławne wspólnoty na Zachodzie – w Europie, obu Amerykach czy też w Australii – również posługują się w cerkwi językami innymi od tych, którymi posługują się na co dzień.

Tak jest w rzeczywistości, ale tego, że skoro inni tak postępują, bałbym się bezkrytycznie używać jako argumentu, że i my tak możemy i powinniśmy. Poza tym, nie jest to pełny i prawdziwy obraz współczesnej prawosławnej rzeczywistości. Obok Kościołów, które z jakichś powodów przylgnęły do „tradycyjnych” języków liturgicznych istnieją Kościoły lokalne, które od samego początku używały, lub też z czasem przeszły na bardziej zrozumiały dla wiernych współczesny język liturgiczny. Przykładem mogą być Kościoły prawosławne w Albanii, Armenii, Finlandii, Japonii i Rumunii; parafie Aleutów, Eskimosów i Indian plemienia Tlingit na Alasce czy też niemal wszystkie nowe diecezje patriarchatu Aleksandrii i całej Afryki. W ciągu dwudziestu ostatnich lat Boska Liturgia została przetłumaczona na ponad dwadzieścia afrykańskich języków i lokalnych dialektów. Masajowie, Kikuju i przedstawiciele innych plemion w Kenii mają do wyboru teksty liturgiczne w dość powszechnie w Afryce Wschodniej znanym suahili albo w swych własnych dialektach. W Ugandzie i pobliskiej Tanzanii prawosławni celebrują Boską Liturgię w języku lwanga, w Zimbabwe używają shona, „po swojemu” modlą się prawosławni na Madagaskarze. Podobnie jest w Korei, na Jamajce i wyspach Morza Karaibskiego czy nieco bliższej nam geograficznie Portugalii. Już od kilku dziesięcioleci lokalnymi językami posługują się w swych cerkwiach liczne wspólnoty prawosławne w tzw. „diasporze” – we Francji, w niektórych krajach Zach. Afryki modlą się po francusku, w Hiszpanii, Chile czy Argentynie po hiszpańsku, w Holandii po holendersku, w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie, w Australii czy na Nowej Zelandii po angielsku. Co więcej, nawet w Kościołach, które ciągle używają „tradycyjnych” języków liturgicznych, jeszcze w drugiej połowie zeszłego stulecia pojawiły się tłumaczenia tekstów liturgicznych na „języki ludu” i obecnie można obserwować bardzo wyraźne dążenie wielu lokalnych Kościołów do wprowadzenia zmian i powrotu do wczesnochrześcijańskiej „normalności”. Bogate przedrewolucyjne tradycje Akademii Teologicznej w Kazaniu znanej z działalności misyjnej i dokonywanych na ich potrzeby licznych tłumaczeń tekstów biblijnych i liturgicznych, przejmuje obecnie „wyspecjalizowane” w tej dziedzinie Rosyjskie Prawosławne Seminarium Misyjne w Biełgorodie. W katedrze Patriarchatu Moskiewskiego w Budapeszcie Boska Liturgia celebrowana jest po węgiersku. Szczególnym przykładem mogą tu być wytężone ostatnimi laty prace nad przekładem tekstów liturgicznych na język serbski, czeski, bułgarski jak również białoruski, ukraiński czy rosyjski. Zauważmy, że na narodowe „języki ludu” przechodzą w swym nabożeństwie prawosławni, dla których cerkiewno-słowiański zdaje się być, albo z pewnością jest o wiele bliższy i zrozumiały, niż dla nas. Choć ten stary dialekt Słowian Macedonii jest stosunkowo bliski mowie Bułgarów, Serbów, Słoweńców czy nawet Słowaków, nawet dla nich okazuje się niewystarczająco zrozumiały. Rezygnują z niego nawet ci, którzy spowodowali misję św. Cyryla i Metodego oraz powstanie cyrylickiego alfabetu – w Czechach i na Morawach od dawna już słychać w cerkwiach języki lokalne. Te praktyczne działania lokalnych Kościołów prawosławnych podważają argument, że język cerkiewno-słowiański jest zrozumiały dla wszystkich Słowian i przez to nie ma potrzeby go tłumaczyć.

Język liturgiczny a katechizacja

Zwróćmy uwagę na to, jak w czasie nabożeństw zachowują się nasze dzieci. Jeżeli w ogóle przychodzą (albo raczej są przynoszone lub przyprowadzane) do cerkwi, bywają zwykle dziwnie ospałe, znudzone czy zniecierpliwione (np. często pytają: „Kiedy się skończy? Długo jeszcze?”) albo też szukają sobie jakiegoś zajęcia. Szybko zaczynają wyraźnie okazywać swoje uczucia i swym zachowaniem „niepokoić” dorosłych wiernych. Z ich strony równie szybko pojawiają się podejrzenia, a nawet posądzenia rodziców o braki w „należytym” wychowaniu dzieci, bo zamiast grzecznie stać i modlić się jak należy – ciągle tylko „przeszkadzają”. Czy aby na pewno zdajemy sobie sprawę z tego, że w dużym stopniu ich zachowanie podczas nabożeństw jest konsekwencją braku zrozumienia tego, co się wokół nich dzieje? Dzieci potrzebują go jeszcze bardziej niż dorośli. Chrystus powiedział: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie powstrzymujcie ich, bo do takich jak one należy królestwo niebios” (Łk 19,15). Dzieci w swym szczerym, ufnym nastawieniu garną się do Niego, z pewnością gotowe są chłonąć, przeżywać Boską Liturgię, ale potrzebują do tego odrobinę pomocy - swego rodzaju „katalizatora” w postaci dobrze znanego im języka. Czy nie doprowadzamy niechcący do tego, że poprzez używanie w cerkwi „tradycyjnego”, niezrozumiałego dla dzieci języka, utrudniamy im spotkanie z Panem Bogiem?

Zrozumiały dla dzieci, młodzieży i dorosłych język liturgiczny cerkwi ma szczególne znaczenie w katechizacji. Teksty liturgiczne są w absolutnej większości tekstami biblijnymi. Ich uważna lektura uświadamia, że zawierają pełny wykład podstaw wiary. Jeden ze współczesnych teologów zauważył, że gdyby wierni, uczęszczając na cerkiewne nabożeństwa, uważnie wsłuchiwali się w treść tekstów liturgicznych, nie byłoby tak wielkiej potrzeby nauczania religii w szkole. Prawosławne nabożeństwo jest jednocześnie wykładem dogmatyki. Jak podsumował to bp Kallistos Ware:
Prawosławne podejście do religii jest w istocie podejściem liturgicznym, które pojmuje dogmaty wiary w kontekście służby Bożej – to nie przypadek, że słowo „ortodoksja” oznacza zarówno prawdziwą wiarę, jak i prawdziwe oddawanie chwały Bogu (nabożeństwo), bowiem są one nierozdzielnie ze sobą połączone. Słusznie powiedziano o Bizantyńczykach: „Dogmat nie jest dla nich rozumowym systemem, zrozumiałym jedynie dla duchowieństwa i objaśnianym ludziom świeckim, lecz polem widzenia, w którym wszystko na ziemi postrzegane jest w odniesieniu do tego, co w niebie, głównie poprzez nabożeństwo liturgiczne” 4. Według Georgesa Florovsky’ego, „Chrześcijaństwo jest religią liturgiczną. Kościół jest nade wszystko wspólnotą modlitewną. Nabożeństwo stoi na pierwszym miejscu, nauczanie i dyscyplina na drugim” 5. Ci, którzy chcieliby poznać prawosławie, powinni nie tyle oddawać się lekturze ksiąg, co pójść za przykładem wysłańców Włodzimierza i udać się do cerkwi na Boską Liturgię. Jak Chrystus powiedział Andrzejowi: „Przyjdź i zobacz” (J 1,39). 6

Zrozumiała Boska Liturgia a działania misyjne Kościoła

W przeszłości przekłady Boskiej Liturgii dokonywane były w kontekście działań misyjnych Kościoła. Wspomagały ewangelizację i chrzest całych ludów i narodów. Podczas niedawnej dyskusji o naszym języku liturgicznym pewien młody duchowny zauważył, że ani we współczesnej Polsce, ani w innych krajach Europy, Kościół prawosławny nie jest zaangażowany w żadne działania misyjne. Skoro wszyscy (z bardzo nielicznymi wyjątkami) mieszkańcy naszego kraju są już ochrzczeni, nie ma zatem potrzeby tłumaczenia tekstów liturgicznych. Nie jesteśmy już neofitami. Poza tym, podobnie jak w krajach Zachodu, również w Polsce stopniowo zwiększa się liczba konwertytów, tzw. „prawosławnych z wyboru”, młodych Polaków, którzy świadomie wybrali prawosławie jako drogę swego dalszego życia, ale ciężko adaptują się tam, gdzie w cerkwi używany jest tylko język cerkiewno-słowiański. Tłumaczenia nabożeństw na język polski mogłyby wobec tego wzbudzić podejrzenia o prozelityzm.
W reakcji na ten „argument” chciałbym zwrócić uwagę na znaną już w starożytności potrzebę katechizacji zarówno katechumenów (cs. ohłaszennych), jak również ochrzczonych już chrześcijan. Przykładem niech będą dostępne w języku polskim Katechezy przedchrzcielne i mistagogiczne św. Cyryla Jerozolimskiego. Pięć spośród zawartych w tej księdze dwudziestu czterech pouczeń kierowanych jest do „oświeconych” (cs. proswieszczonnych), tj. ludzi już ochrzczonych. Współcześnie tylko częściowo wykorzystujemy ten przykład, bowiem z oczywistych względów zrezygnowaliśmy z katechezy przedchrzcielnej i nauczamy jedynie ochrzczone już wcześniej dzieci, młodzież (i dorosłych?). Obecnie nie tylko 5 ostatnich, ale wszystkie 24 katechezy św. Cyryla pojawiają się zatem po chrzcielnym „oświeceniu”. To chyba dostatecznie wyjaśnia potrzebę objaśniania znaczenia Chrztu, wykładu całej nauki Kościoła w zrozumiałym języku. Co więcej, wszyscy powinniśmy zdawać sobie sprawę z rosnącej w zastraszającym tempie potrzeby tzw. „wtórnej misji”, pracy misyjnej pośród ochrzczonych, ale z różnych względów zaniedbanych chrześcijan. Wyraźnie widać to w zeświecczonych społeczeństwach krajów Zachodu, a jeszcze wyraźniej za naszą wschodnią granicą. W szkołach teologicznych Patriarchatu Moskiewskiego wprowadzony został nowy przedmiot nauczania – misjologia. To reakcja Kościoła prawosławnego w Rosji na zaległości w katechizacji wiernych, próba przygotowania duchownych – obecnych i przyszłych – do pracy z dorosłymi, już dawno ochrzczonymi wiernymi.

Co zaś do obaw o ewentualne podejrzenia o prozelityzm wynikający z faktu sprawowania nabożeństw w zrozumiałym dla wiernych języku liturgicznym, są one całkowicie bezpodstawne. Zrozumiały język to „wewnętrzna” potrzeba wszystkich prawosławnych i używania go w nabożeństwie nie można porównywać z podejmowanymi z premedytacją prozelitystycznymi i prowadzonymi „na zewnątrz” działaniami propagandowymi, które mają przekonać jak największe grupy wiernych jednego Kościoła do przyłączenia się do jakiegoś innego. (Czy samo sprawowanie przez Kościół rzymskokatolicki w Polsce nabożeństw po polsku wywołuje podejrzenia o stosowany wobec nas i innych mniejszości religijnych prozelityzm?) Lektura pierwszego rozdziału Królestwa wnętrza, pierwszego tomu Dzieł zebranych biskupa Kallistsosa, uświadamia jak skutecznie prawosławni powstrzymują przedstawicieli innych wyznań chrześcijańskich od pochopnego przechodzenia na prawosławie.

Przykłady argumentów z dotychczasowej dyskusji o języku liturgicznym

W wypowiedzi jednej ze zwolenniczek bezwarunkowego pozostawania przy języku cerkiewno-słowiańskim pojawił się argument, że powszechne używanie go przez wszystkich prawosławnych zamieszkujących w krajach Wschodu i Zachodu, umożliwia rozumienie i bardziej świadome uczestnictwo w nabożeństwie coraz częściej i liczniej podróżującym po świecie Słowianom. To cudowne uczucie – być za granicą i w tamtejszej lokalnej cerkwi czuć się, jak u siebie... Tego rodzaju rozumowanie wydaje mi się nieco egoistyczne – ważniejsze okazuje się tu rozumienie słów modlitwy przez ewentualnych przyjezdnych (i do tego tylko Słowian) niż przez tych, którzy mieszkają w danym kraju na stałe. Co więcej, z własnego, dość bogatego w podróże życiowego doświadczenia mogę stwierdzić, że już nawet podstawowa znajomość tekstu Boskiej Liturgii w jednym języku, umożliwia świadome uczestnictwo w tym nabożeństwie, sprawowanym w każdym innym języku.

Podobną wymowę ma twierdzenie, że użycie jednego, wspólnego dla wszystkich języka liturgicznego, jednoczy wszystkich zamieszkujących nasz kraj prawosławnych przedstawicieli różnych narodowości. Wolałbym, aby wszystkich prawosławnych w Polsce i na świecie jednoczył nie język, ale świadomie wyznawana i przeżywana wiara w Jezusa Chrystusa i uczestnictwo w misterium Eucharystii. Jeśli w powyższym twierdzeniu mowa o języku, jako jednym z zewnętrznych przejawów jedności zróżnicowanych pod względem narodowościowym, etnicznym czy kulturowym grup wiernych lokalnego Kościoła, czy takiej samej roli nie spełniałby jeszcze lepiej współczesny język polski? Oprócz tego, że wspólny, w równym dla wszystkich stopniu byłby również zrozumiały.

W odpowiedzi na tego rodzaju pytanie pada zwykle stwierdzenie, że język cerkiewno-słowiański jest niezastąpiony i składa się na to kilka bardzo ważnych powodów. Po pierwsze, to język uświęcony „tradycją”. Modlitwy wypowiadane i wyśpiewywane w tym języku brzmią „o niebo” lepiej niż w każdym innym współczesnym. Składa się na to zarówno wyjątkowa rytmika i melodyjność samego języka, jak i bogactwo muzycznych aranżacji słowiańskich tekstów liturgicznych. Trzeba tu też wspomnieć o ustalonej przez wieki terminologii. Ponadto, tłumaczenia tekstów biblijnych i Boskiej Liturgii dokonali święci misjonarze. Co więcej, język cerkiewno-słowiański jest doprawdy unikalny pod względem doskonałości tłumaczenia z języka greckiego.

To bardzo poważne argumenty, ale i one nie okazują się decydujące. W przypadku tak bardzo drogiej prawosławnym chrześcijanom tradycji, trzeba pamiętać o tym, że i ona miała swoje początki i w IX w., gdy Cyryl i Metody przybyli na Morawy, język cerkiewno-słowiański również był językiem „współczesnym”. Nasi przodkowie posługiwali się nim na co dzień - zarówno w cerkwi, jak też w domu i na ulicy. Skoro „uświęciła” go długotrwała tradycja używania go w modlitwie, trzeba chyba stwierdzić, że język, którym posługiwali się w niedzielę w cerkwi, stał się narzędziem pomocny w uświęcaniu ich życia na co dzień. Czy tego samego nie powinniśmy zrobić z językami, którymi posługujemy się obecnie? Cóż nas od tego powstrzymuje?

W tym miejscu koniecznie trzeba wskazać na wielkie niebezpieczeństwo powodowane m.in. przez odmienne języki i zwyczaje używane i pielęgnowane w niedzielę w cerkwi i na co dzień w domu i poza domem. Jak stwierdził o. Aleksander Schmemann, największą tragedią chrześcijaństwa jest pogłębiająca się przepaść pomiędzy tym, co religijne i tym, co świeckie w życiu wiernych. Przy całym ich pięknie i płynącym z nich pożytku, starożytny język i stary styl czy kalendarz, poprzez swą inność od języka i kalendarza używanego na co dzień doprowadzają do przeświadczenia, że religijna część naszego życia ogranicza się, „zarezerwowana” jest dla niedzielnego nabożeństwa w cerkwi i ewentualnej porannej i/czy wieczornej modlitwy w domu. Pojawia się wrażenie i przekonanie, że „świecka” reszta mego życia nie ma z religią nic wspólnego. A to przecież zeświecczenie, sekularyzacja - największy problem współczesnego chrześcijaństwa. Jego największe współczesne wyzwanie to próba ponownego doprowadzenia do tego, aby religijność przeplatała się z życiem „świeckim” chrześcijan na każdym kroku, na co dzień, a nie tylko od święta. Doświadczenie naszych przodków i niektórych współczesnych nam prawosławnych Kościołów lokalnych wyraźnie wskazuje, że język liturgiczny słyszany i używany w domu, w pracy i na ulicy pomaga sprawować „liturgię po Liturgii”, wychodzić z cerkwi „w pokoju” oraz „z pokojem” (w sercu) i dzielić się nim na co dzień z całym otaczającym nas światem.

W związku z powszechnie głoszonymi poglądami, że bogactwa treści prawosławnych tekstów liturgicznych nie można należycie wiernie i pięknie oddać w żadnym innym języku, trzeba byłoby stwierdzić, że w historii Kościoła nie powinno dojść do żadnych tłumaczeń z nowotestamentowej greki. Trzeba tu pamiętać o tym, że Septuaginta, tłumaczenie hebrajskich ksiąg Starego Testamentu na język grecki, uważana jest w prawosławiu za ciąg dalszy Bożego objawienia i to właśnie ona jest naszym obowiązującym tekstem biblijnym. Izajaszowe proroctwo o tym, że „oto panna pocznie i porodzi syna” stało się wyraźnie jednoznaczne dopiero w greckim przekładzie, przypisywanym przez Tradycję św. starcowi Symeonowi, który w jerozolimskiej świątyni spotkał czterdziestodniowego Jezusa.

Jeśli tak bardzo ważna wydaje się nam wyjątkowa rytmika i melodyjne brzmienie języka cerkiewno-słowiańskiego i pojawiają się wątpliwości czy nasze modlitwy i śpiewy mogą brzmieć równie pięknie w innych językach, wystarczy sięgnąć do bardzo łatwo i powszechnie już dostępnych licznych aranżacji tradycyjnych melodii do współczesnych języków – aby zauważyć różnicę pomiędzy japońską, węgierska czy portugalską wersją językową tego samego utworu trzeba wsłuchać się bardzo uważnie. Skoro można po angielsku, francusku czy rumuńsku, to dlaczego nie po polsku?

Co zaś do świętości twórców alfabetu i cerkiewno-słowiańskich przekładów chciałbym zauważyć, że to właśnie praca nad tłumaczeniami tekstów biblijnych i liturgicznych umożliwiła im tak dokładne poznanie zawartej w nich nauki Pana i z pewnością pomogła realizować ją w swym życiu. Poświęcili się tym przekładom i ludziom, którzy ich potrzebowali. W ten sposób podzielili się swym życiem z innymi ludźmi, oddali swe życie dla innych i za innych, a to ewidentny przykład męczeństwa – świadectwa o wierze – i świętości. Mam wrażenie, że to bardzo dobry przykład do naśladowania tutaj i teraz. Tłumacze Słowa Bożego, Boskiej Liturgii i innych nabożeństw na języki współczesne mogą z czasem okazać się współczesnymi świętymi...

Tu pojawia się najczęściej używany i najbardziej chyba niedorzeczny argument przeciwników liturgicznego języka polskiego – „jeśli nabożeństwo w cerkwi będzie po polsku, to wszyscy pójdą do kościoła, bo stwierdzą, że skoro tu i tam jest to samo, to wygodniej będzie na siedząco...”. Tego rodzaju argumentacja dobitnie świadczy o tym, że przeciwnicy języka polskiego w liturgii Kościoła prawosławnego bardzo mało w cerkwi rozumieją. Dopiero nabożeństwo w języku polskim (albo innym, równie dobrze zrozumiałym) pozwoliłoby im zauważyć i zrozumieć ogromną różnicę pomiędzy Mszą Świętą w kościele i Boską Liturgią w cerkwi. W. Mysłek w Przedmurzu zauważa, że w przedwojennej Polsce nie doszło do wymuszanego przez sanacyjny rząd i w znacznym stopniu przygotowanego już przejścia PAKP na język polski w liturgii, ponieważ stanowczo sprzeciwili się temu rzymskokatoliccy biskupi. Podobno obawiali się, że sprawowane w zrozumiałym dla Polaków języku prawosławne nabożeństwa spowodują pustki w kościołach...

Bardzo liczne i krytyczne komentarze młodych ludzi na temat języka w cerkwi, narzekania na trudności jego zrozumienia, wskazywanie ich jako podstawową przyczynę zaprzestawania chodzenia do cerkwi, niepokojące dane statystyczne dotyczące liczby małżeństw mieszanych wyznaniowo zawieranych w kościele i połączonych z przejściem prawosławnych na rzymski katolicyzm – wszystko to zdaje się świadczyć o tym, że język cerkiewno-słowiański w cerkwi wcale nie działa przyciągająco, a zdecydowanie większe powodzenie ma polski w kościele. Mamy świadomość, że niezrozumiały język to w wielu wypadkach tylko wygodna wymówka i są też inne powody odchodzenia młodych od prawosławia. Jeśli jednak ten właśnie powód pojawia się najczęściej, dlaczego nie spróbujemy go zlikwidować? Być może dopiero wtedy usłyszymy o tych innych, rzeczywistych problemach, których sami nie dostrzegamy albo dostrzec nie chcemy. Czy nie obawiamy się, że po polsku sobie z nimi nie poradzimy?

Wszystko to jest bardzo przykre i niepokojące, bowiem język cerkiewno-słowiański rzeczywiście jest wyjątkowy pod względem wierności tłumaczenia z języka greckiego. Z wykładów egzegezy prowadzonych przez arcybiskupa Jeremiasza pamiętam porównywanie tekstu greckiego oryginału z jego tłumaczeniami na język cerkiewno-słowiański i kilkoma wersjami rosyjskiego i polskiego. Tekst cerkiewno-słowiański zawsze okazuje się najbliższy oryginałowi, jest „lustrzanym odbiciem” treści greckiego. Można stwierdzić, że ten cerkiewny język jest bardzo dobrym, doskonałym wprost narzędziem, które pomaga najlepiej jak to możliwe rozumieć Słowo Boże przekazywane nam w cerkwi za pośrednictwem Ewangelii i tekstów nabożeństw.

Problem jednak w tym, że utraciliśmy zdolność czy też umiejętność posługiwania się tym doskonałym narzędziem. Bądźmy szczerzy – nie znamy tego języka, choć tak długo i tak często się nim posługujemy. Dobrym porównaniem wydaje mi się sposób posługiwania się nowoczesną techniką. Od niedawna mam nowy komputer, który w porównaniu z jego niemal dziesięcioletnim poprzednikiem ma o wiele więcej możliwości. To cudowne narzędzie z ogromnym zasobem pamięci i wielkim potencjałem służenia mi pomocą w podejmowanych próbach przekładu na język polski prawosławnych tekstów teologicznych. Ciągle, niestety, używam go jak maszyny do pisania z możliwością edycji tekstu... Doskonałe tłumaczenie na język, który przestał być rozumiany nie zadziała w magiczny sposób.

Można (i trzeba) oczywiście nauczyć się efektywnego posługiwania się tym efektownym narzędziem i w odpowiedzi na głosy o braku znajomości języka liturgicznego pośród dzieci i młodzieży, często padają stwierdzenia, iż skoro uczą się w szkole angielskiego, francuskiego, niemieckiego czy nawet łaciny, to mogą też (i powinny) uczyć się cerkiewno-słowiańskiego. Zgoda, jest taka możliwość, ale bądźmy szczerzy - czy ktoś naprawdę wierzy, że to realne? Nauka języków starożytnych jest o wiele trudniejsza i bardziej czasochłonna od nauki „żywych” języków mówionych. Trzeba do tego wyjątkowej motywacji i tylko nieliczni się tego podejmują. Co więcej, do nauki języka potrzebni są zwykle nauczyciele, podręczniki, odpowiednio wyposażone sale, no i czas na naukę. Jeśli szkoła zapewnia to wszystko do nauki o wiele łatwiejszych języków obcych ujętych w programie nauczania, to dlaczego oczekujemy od prawosławnych dzieci, że o wiele trudniejszego i ważniejszego dla nas języka nauczą się samodzielnie po zajęciach w szkole? Nie łudźmy się, że można tego dokonać na szkolnych lekcjach religii. Jeśli nawet są w ten sposób wykorzystywane, osiągnięte efekty można by zapewne porównać do umiejętności dodawania i odejmowania... Obarczanie dzieci dodatkowym przedmiotem nauki w nadmiernie już przeładowanym, eksperymentalnym programie zajęć, grozi zniechęceniem do języka cerkiewno-słowiańskiego i do cerkwi. Są oczywiście przykłady potwierdzające możliwość nauczenia się w miarę poprawnego, płynnego „cerkiewnego” czytania tekstów liturgicznych (sami jesteśmy tego najlepszym przykładem; w Białymstoku co roku odbywają się organizowane dla dzieci konkursy czytania), ale zdolność czytania nie oznacza tu bynajmniej pełnego rozumienia czytanego tekstu. Poza tym, dzieci, które poważnie podchodzą do tej sprawy, uczą się czytać i uczestniczą w tych konkursach, stanowią mały procent, albo raczej promil ogółu prawosławnych dzieci. Czy nie przeczy to cytowanemu powyżej autorytatywnemu stwierdzeniu, iż „pośród prawosławnych Liturgia nigdy nie stała się rezerwatem dla ludzi wykształconych i duchownych, ku czemu skłaniał się średniowieczny Zachód, ale zawsze pozostawała ludowa”... (A tak na marginesie w Grecji wszystkie dzieci w szkole mają w programie nauczanie obowiązkowe lekcje starożytnej wersji języka greckiego, która używana jest w liturgii i rożni się od współczesnego języka greckiego jeszcze bardziej niż cerkiewno-słowiański od polskiego. Wszyscy Grecy powinni zatem znać swój język liturgiczny. Pod koniec września tego roku świat obiegła jednak informacja o decyzji abp. Christodulosa, aby w cerkwiach Aten liturgiczne czytania z Pisma Świętego odbywały się we współczesnej grece, bowiem dotychczas nie były w pełni rozumiane.)

Trudności z pełnym i poprawnym zrozumieniem tekstów liturgicznych są chyba jeszcze większym problemem niż całkowita ich nieznajomość. Tekst zrozumiały tylko częściowo może okazać się nawet niebezpieczny. Klasyczny przykład pojawia się kontekście sporów o to, że mniej „uczęszczane” nabożeństwa być może powinny być tłumaczone, ale teksty Boskiej Liturgii są wystarczająco dobrze „osłuchane” i przez to dostatecznie zrozumiałe. Na pytanie o znaczenie słów „Iże Chieruwimy tajno obrazujuszcze” pada zazwyczaj odpowiedź, że mowa tu o aniołach, które w czasie Boskiej Liturgii są z nami cerkwi... Jednak ta śpiewana podczas Wielkiego Wejścia pieśń Cherubinów, która jest jednym z najważniejszych tekstów Liturgii, mówi o wiele więcej – to my tajemnie upodabniamy się do Cherubinów, dołączamy do chórów aniołów, które w niebiosach nieustannie wyśpiewują chwałę Bogu. Mowa tu o wszechogarniającym, kosmicznym wymiarze celebrowanej przez nas Boskiej Liturgii, którego często niestety nie dostrzegamy. Inny przykład wywodzi się z życia naszego seminarium duchownego w Jabłecznej – po 5 minutach przeznaczonych na tłumaczenie pięciu słów z dobrze znanego seminarzystom psalmu: „sierdce moje smiatiesie wo mnie”, w kilkunastoosobowej grupie pojawiło się kilka różnych wersji polskiego odpowiednika słowa smiatiesia. Wszyscy domyślili się, że chodzi o bicie, czy też drgnienie serca, ale dla niektórych były to oznaki radości, a dla innych skrajnej trwogi.

Te znane mi konkretne przykłady mogą wydawać się mało znaczące i nie tak bardzo „groźne”, ale jeśli pojawiły się takie „małe” błędy, z pewnością mogły i mogą zdarzyć się, i pojawią się poważniejsze. Pamiętajmy o tym jak ważne w prawosławiu jest każde słowo i każda litera. O pojedynczych słowach rozważały całe Sobory Powszechne. Można pokusić się o stwierdzenie, że pierwszy z nich był w zasadzie sporem o termin omousios (cs. jedinosuszcznyj, współistotny) i walką z omoiusios (cs. podobosuszcznyj, o podobnej istocie) - jego drobną, ale heretycką modyfikacją w postaci ledwie zauważalnego uzupełnienia o najmniejszą literę greckiego alfabetu. O potrzebie dokładności tłumaczenia tekstów biblijnych i liturgicznych mowa była już wcześniej. Uczyńmy zatem wszystko, co w naszej mocy, aby dokładności tłumaczenia towarzyszyła dokładność rozumienia tych tekstów.

Nieznajomość języka liturgicznego może, szczególnie u dzieci, powodować bardzo niepokojące przeświadczenie, że niezrozumiałe słowa modlitwy działają jak znane im z bajek magiczne zaklęcia – niekoniecznie muszą mieć znaczenie i niekoniecznie trzeba je znać, bowiem mają tak wielką moc, że wystarczy je tylko wypowiedzieć. W dorosłym życiu to dziecinne podejście może przerodzić się w przekonanie, że modlitwy i sakramenty „działają” ex opere operato - „na podstawie dokonanej czynności”, czyli „obiektywna owocność i skuteczność sakramentów jest niezależna od postawy lub zasług przyjmującego, czy szafarza” 7. Czyż to nie zatrważająca perspektywa?

Skoro mowa o walce o słowa, wspomnieć tu trzeba o ważnym i powtarzanym często argumencie zwolenników języka cerkiewno-słowiańskiego – prawosławni byli przecież prześladowani i umierali za ten język. Rezygnacja z tego uświęconego ich męczeńska krwią języka liturgicznego oznaczałaby odrzucenie ich męczeńskiego świadectwa. Czy jednak uniknęliby prześladowań i śmierci, gdyby tę samą prawosławną wiarę wyznawali używając języka polskiego albo jakiegoś innego? Myślę, że okoliczności ich śmierci wskazują na to, że zginęli „tylko”(!) dlatego, że byli prawosławnymi Białorusinami, Łemkami, Rosjanami albo Ukraińcami. Oddali życie za prawosławną wiarę wyznawaną w innym języku, a nie za sam język. Chcąc oddać im hołd, starajmy się przekazać następnym pokoleniom skarb naszej wiary w nienaruszonym stanie, bez niedostatków i naleciałości spowodowanych niepełnym, błędnym pojmowaniem liturgicznego Słowa Bożego. Śmiem twierdzić, że z tego będą się cieszyć najbardziej...

Bardzo zbliżone do powyższego jest przekonanie, że bez języka cerkiewno-słowiańskiego, wierni Kościoła prawosławnego w Polsce utracą swą tożsamość narodową, etniczną, kulturową – przestaną być sobą. Jeśli temu właśnie językowi przypisujemy tak ogromną moc sprawczą, czym wytłumaczyć tak daleko posuniętą utratę świadomości narodowościowej pośród przeważającej liczby młodych prawosławnych w Polsce. Język cerkiewno-słowiański w Boskiej Liturgii i namiastka (karykatura?) rosyjskiego w kazaniach najwyraźniej nie są w stanie i nie podtrzymują świadomości przynależności wiernych do białoruskiej, ukraińskiej, łemkowskiej czy jakiejkolwiek innej związanej z prawosławiem grupy narodowościowej czy etnicznej. Komentowanie tego argumentu trzeba byłoby rozpocząć od retorycznego pytania: „Czy zadaniem Kościoła prawosławnego w Polsce jest podtrzymywanie świadomość narodowościowej, etnicznej i kulturowej swoich wiernych?” Jestem Białorusinem, zawsze i wszędzie się do tego przyznawałem, jestem z tego dumny, ale tę świadomość wyniosłem nie z cerkwi, a z rodzinnego domu. Jeśli nawet zdecydujemy, że jest to jedno z zadań Kościoła, nie oczekujmy od Niego, że nadrobi wszystkie zaległości spowodowane niemal całkowitym zanikiem tożsamości narodowej w prawosławnych domach, brakiem podtrzymywania jej w szkołach i w życiu lokalnych społeczności mniejszości narodowych i ogółu społeczeństwa naszego kraju.

Na zakończenie tego przeglądu argumentów „za” i „przeciw” „tradycyjnym” i niezrozumiałym językom liturgicznym, chciałbym posłużyć się wyjaśnieniem powodów ich używania w cerkwi, jakie dane było mi usłyszeć dokładnie dwadzieścia lat temu z ust młodej Koptyjki z Egiptu. Stwierdziła, że dla młodych koptyjskich chrześcijan starożytny język jest bardzo ważny i wielce pomocny, ponieważ słysząc go w cerkwi, mają świadomość, że ich wiara ma bardzo głębokie korzenie. Starożytny język i równie starożytne cerkiewne obyczaje i tradycje dają poczucie stałości i spokoju. W ciągle zmieniającym się, niestałym świecie, cerkiew okazuje się prawdziwie bezpieczną, zaciszną przystanią. W ciągu tych ostatnich dwudziestu lat świat zmieniał się jeszcze szybciej i bardziej drastycznie niż przez całe poprzednie tysiąclecia. Argument stałości i niezmienności Kościoła prawosławnego ma dzisiaj jeszcze większe znaczenie i wydawać by się mogło, że „dyskwalifikuje” wszystkie współczesne i zrozumiałe języki liturgiczne, ale na szczęście wcale tak nie jest. W przypadku większości przekładów Boskiej Liturgii i innych nabożeństw, językiem liturgicznym nie jest bynajmniej współczesny „język ulicy”, lecz bardziej dostojna wersja danego języka, przeważnie wychodząca już z powszechnego użycia. W krajach anglojęzycznych jest to z reguły archaiczny tzw. wiktoriański angielski. Przekłady rosyjskie to raczej „zrusyfikowany” cerkiewno-słowiański. Prowadzone ostatnimi laty tłumaczenia na język serbski wykorzystują pełny dostojeństwa język literacki charakterystyczny dla początków ubiegłego stulecia. Myślę, że to samo można powiedzieć o naszym współczesnym polskim przekładzie Boskiej Liturgii św. Jana Chryzostoma.

Trudny wybór przed nami?

Dyskusja na temat języka liturgicznego stawia nas przed trudnym wyborem – pozostawać za wszelką cenę przy języku cerkiewno-słowiańskim czy raczej podejmować próby przechodzenia na język bardziej (a może w pełni) dla wszystkich zrozumiały. Po przedstawieniu najczęściej używanych argumentów, przemawiających za pozostawaniem przy języku cerkiewno-słowiańskim lub przejściem na język współczesny, dysponując wiedzą o tym, jakich języków liturgicznych używali chrześcijanie od początków Kościoła i jakie języki liturgiczne używane są w lokalnych Kościołach prawosławnych obecnie, powinno nam być łatwiej zastanawiać się nad tym, co możemy i co powinniśmy zrobić w naszej sytuacji.

Z doświadczeń Kościołów prawosławnych na Zachodzie możemy wyciągnąć wniosek, że przejście na język lokalny jest jak najbardziej wskazane, a nawet nieuniknione. Tę zmianę trzeba jednak wprowadzać bardzo rozważnie, powoli i ostrożnie. W parafiach Kościoła Prawosławnego w Ameryce był to proces rozłożony na lat 20 i więcej. Boska Liturgia nie od razu zaczęła być sprawowana w całości po angielsku. Poszczególne jej części przez długie lata sprawowane były w dwóch wersjach językowych. Z upływam czasu Liturgie po angielsku i w języku cerkiewno-słowiańskim celebrowane były na przemian. Dzieje się tak obecnie w wielonarodowej wspólnocie prawosławnych w Oksfordzie – używane w cerkwi przy 1 Canterbury Road języki liturgiczne to angielski, cerkiewno-słowiański i grecki.

Do podobnego, okazjonalnego tymczasem, językowego „urozmaicenia” doszło już w co najmniej kilkunastu parafiach w Polsce. Najczęściej język polski słychać w cerkwi podczas ślubów par mieszanych wyznaniowo. W niektórych parafiach w różnych częściach Polski regularnie pojawia się też podczas Boskiej Liturgii nie tylko podczas czytania z Ewangelii czy kazania. Czas najwyższy upowszechnić to zjawisko i zareagować na pilne zapotrzebowanie nie tylko ze strony dzieci i młodych wiernych.

Do niedawna byłem przekonany, że na początek najbardziej bezpiecznym rozwiązaniem będzie dla nas kontynuacja celebrowania Boskiej Liturgii w języku cerkiewno-słowiańskim i zaopatrzenie wszystkich wiernych w dostępne już „książeczki do nabożeństwa” z polskim tekstem Boskiej Liturgii. Po niedawnej, połączonej z możliwością pełnego uczestnictwa w Boskiej Liturgii w języku polskim wizycie we Wrocławiu, zmieniłem zdanie.

Słyszałem już przedtem śpiewy liturgiczne w wykonaniu chóru cerkwi św. Cyryla i Metodego i, podobnie jak wielu przyjaciół i znajomych, już wcześniej zauważyłem, że wcale nie jest to takie „szokujące”, jak mogłoby się wydawać. Kilka razy zdarzyło się nawet, że słuchając tego polskojęzycznego liturgicznego nagrania, znajomi dopiero po kilku minutach ze zdziwieniem zauważali, że to wcale nie po cerkiewno-słowiańsku...

Polskojęzyczna Boska Liturgia „na żywo” wywołuje o wiele większe, pozytywne oczywiście, wrażenie. Po tym wrocławskim doświadczeniu wydaje mi się, że równie dobrym, a może nawet lepszym rozwiązaniem będzie Liturgia po polsku i „książeczka do nabożeństwa” z tekstem w języku polskim i cerkiewno-słowiańskim. Niektórym z nas zapewne długo trzeba będzie się do niej przyzwyczajać, ale dla naszych dzieci i wnuków będzie to zjawisko całkowicie naturalne.

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że wprowadzenie języka polskiego do Liturgii nie rozwiąże wszystkich naszych problemów. Żaden język, nawet tak uświęcony jak cerkiewno-słowiański, nie jest w stanie bez nas i za nas tego dokonać, bo to nasze zadanie i tylko my, z Bożą pomocą, możemy je wypełnić. Chciałbym jednak podzielić się jeszcze dwoma nurtującymi mnie pytaniami. W jakim stopniu uświadamiamy sobie, że kurczowe trzymanie się liturgicznego języka cerkiewno-słowiańskiego może być przyczyną porzucania Kościoła prawosławnego przez tak wielu ochrzczonych, którzy dochodzą do wniosku, że w cerkwi czują się obco, bowiem prawie nic nie rozumieją? Czy nie powinniśmy dać im szansę, by poczuli się w cerkwi, jak u siebie? Dajmy im odczuć, że cerkiew to nasz wspólny Dom Boży.

Rozważania o języku liturgicznym rozpocząłem od cytatu z Pisma Świętego i niech mi wolno będzie podobnym cytatem je zakończyć. Być może okaże się pomocny w podejmowaniu trudnej decyzji o jego ewentualnej zmianie. W związku z naszymi językowymi przyzwyczajeniami chciałbym przytoczyć tu pewną biblijną opowieść:

„Pan rzekł: «Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się» [...] Abraham stał dalej przed Panem i zbliżywszy się do Niego, rzekł: «Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?» Pan odpowiedział: «Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich». Rzekł znowu Abraham: «Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto?» Pan rzekł: «Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu». Abraham znów odezwał się tymi słowami: «A może znalazłoby się tam czterdziestu?» Pan rzekł: «Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu». Wtedy Abraham powiedział: «Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu?» A na to Pan: «Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu». Rzekł Abraham: «Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu?» Pan odpowiedział: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu». Na to Abraham: «O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu?» Odpowiedział Pan: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu». Wtedy Pan, skończywszy rozmowę z Abrahamem, odszedł, a Abraham wrócił do siebie” (Rdz 18,20-33).

Do wszystkich utwierdzonych w przekonaniu, iż nabożeństwa w cerkwi mogą być sprawowane jedynie po cerkiewno-słowiańsku, zwracam się z pytaniem: jeśli w świątyni znajduje się pięćdziesiąt osób, które nie znają tego języka i przez to trudno im pojąć przekazywane w jego wspaniałej szacie słownej treści wiary, to czy przez wzgląd na tych pięćdziesięciu „sprawiedliwych” nie uznacie za możliwe wsłuchiwać się w te same treści wiary w innym, zrozumiałym dla wszystkich obecnych języku?

Będziemy się targować...?


  1. Bp Kallistos Ware, Kościół prawosławny¸ tłum. W. Misijuk, Białystok 2002, s. 84.
  2. Austin Oakley, The Orthodox Liturgy, Londyn 1958, s.12.
  3. Bp Kallistos, Kościół prawosławny, s. 295.
  4. George Every, The Byzantine Patriarchate, Londyn 1947, s. ix.
  5. Georges Florovsky, „Elements of Liturgy in the Orthodox Catholic Church”, w: One Church, vol. XIII, Nowy Jork 1959, nr. 1-2, s. 24.
  6. Bp Kallistos, Kościół prawosławny, s. 294.
  7. Gerald O'Collins SJ, Edward G. Farrugia SJ, LEKSYKON pojęć teologicznych i kościelnych, Wydawnictwo WAM, Kraków 1993, s. 78.

Zamieszczony poniżej artykuł to tekst referatu o młodzieży i cerkiewnym języku liturgicznym, wygłoszonego przez o. Włodzimierza na ostatniej konferencji duchowieństwa dekanatu białostockiego, uzupełniony o kilka nowych myśli, które pojawiły się w późniejszej dyskusji na ten temat. Wypowiedź ta okazała się ważnym głosem w debacie nad wprowadzeniem w dwóch białostockich cerkwiach regularnego celebrowania dodatkowej Boskiej Liturgii z ewangelicznymi czytaniami, homilią i modlitewnymi litaniami w języku polskim. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, zapraszamy do dyskusji...

— o. Włodzimierz Misijuk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →