Jesteśmy zobowiązani do działania jak Bóg – z miłością do innych, z troską o nich, z uważnością i poświęceniem. Któż z nas nie chciałby sam tak być traktowany? Któż nie chciałby, aby wyciągnięta została do niego pomocna dłoń, gdy tonie?
Pan pasie mnie i niczego mi nie braknie. Na zielonych pastwiskach, tam mi da mieszkanie, nauczy mnie nad wodami odpocznienia. Moją duszę nawróci, skieruje mnie na prawe ścieżki ze względu na swoje imię. Jeśli nawet pójdę pośród cienia śmierci, nie ulęknę się zła, albowiem Ty jesteś ze mną. Twoja laska i Twoja rózga są moją pociechą.
(Ps 22, 1-4)
Pierwsze słowa tego psalmu w wielu przekładach brzmią „Pan jest moim pasterzem”. Od razu rodzą one skojarzenia ze słowami Jezusa Chrystusa: Ja jestem dobrym pasterzem (J 10, 11), a także z przypowieścią o zagubionej owcy, której pasterz poszukuje, nie zważając na los pozostałych 99 (Łk 15, 4-7 i Mt 18, 12-13). Wizualizacją tej przypowieści jest ikona Dobrego Pasterza – Zbawiciela niosącego na ramionach owcę lub człowieka.
Pasterska rzeczywistość
Pierwotny Izrael był ludem koczowniczym, przenoszącym się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pastwisk dla swych stad. Hodowano głównie owce i kozy. Szczególnie cenne były owce - dawały mleko, mięso, wełnę na ubrania, skóry na okrycia dla ludzi czy też pokrycia namiotów. Owcami płacono za żony, a baranki składane były w ofierze Bogu. Stada owiec i kóz liczyły od kilku do wielu tysięcy zwierząt, niekiedy bowiem możni właściciele łączyli swoje stada w jedno. Do pracy zatrudniano wtedy najemników.
Zawód pasterza nie należał do łatwych. Częste przemieszczanie się, zmiany pogody, zagrożenie ze strony dzikich zwierząt i złodziei, iście spartańskie warunki życia – to wszystko powodowało, że pasterze musieli być „twardymi ludźmi”, nawykłymi do niewygody i niebezpieczeństw, i potrafiącymi sobie z nimi poradzić. Pomocą w walce z napastnikami była laska pasterska – solidny kij okuty w swej dolnej części metalem, broń przeciwko zagrożeniom i narzędzie do zaganiania stada. Pamiątką laski pasterskiej jest używany w Kościele symbol władzy biskupiej – żezł (pastorał).
Z jednej strony trudne warunki życia powodowały powstawanie niezbyt dobrych opinii o pasterzach (wręcz zaliczanie tego zawodu do „bandyckich” ze względu na twardość i niepokorność jego przedstawicieli), a z drugiej – tworzenie romantycznej wizji pasterza, „który przebywając samotnie na wielkich, pustynnych przestrzeniach pod sklepieniem milczącego nieba, wsparty na kiju pasterskim, rozmyśla o przepowiedniach – jak Amos, lub o potężnych pieśniach – jak Dawid” (H. Daniel-Rops, Życie codzienne w Palestynie w czasach Chrystusa). Zawód pasterza – lub przynajmniej przez jakiś czas jego pracę – wykonywali między innymi Abel, Abraham, Izaak, Jakub, Mojżesz, prorocy Amos i Dawid. Według apokryficznej Protoewangelii Jakuba pasterzem był także ojciec Bogarodzicy, Joachim.
W Starym Testamencie sam Bóg kilkukrotnie nazwany jest Pasterzem Izraela. W Księdze Rodzaju mówi się o Nim jako o Pasterzu i Opoce Izraela; Psalm 79, 2 wzywa: Pasterzu Izraela, posłuchaj, Ty, który kierujesz Józefem jak barankiem, który zasiadasz na cherubinach, objaw się!, a z kolei prorok Izajasz (40, 11) pisze: Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę, gromadzi [ją] swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie.
Pasterze zajmowali się wszystkim, co dotyczyło zwierząt – opiekowali się ciężarnymi samicami i nowo narodzonymi jagniętami, opatrywali ranne zwierzęta, budowali dla stad zagrody, prowadzili do wodopoju i na wypas. Swoim zwierzętom często nadawali imiona, którymi je przywoływali. Zwierzęta znały swoich opiekunów, wiedziały, za kim mają iść, gdy je wezwał. Do tego właśnie odnoszą się słowa Jezusa: Owce głos jego słyszą i woła swoje owce po imieniu, i wyprowadza je. Kiedy swoje owce wywiedzie, przed nimi idzie, a owce w ślad za nim idą, bo głos jego znają (J 10, 3-4).
Zaufanie owiec i pójście za głosem pasterza to nie jest efekt chwili. Taką relację człowiek musi długo budować, opiekując się zwierzętami, będąc zawsze spokojnym, nie podnosząc głosu, nie robiąc krzywdy. Obserwując je i poznając jako indywidualności – każde zwierzę ma bowiem odmienny charakter. To wymaga czasu i stałego kontaktu ze stadem; stadem – ale traktowanym jako zbiór doskonale znanych pasterzowi jednostek.
Pasterz – właściciel, dla którego zwierzęta są cenne, będzie tak postępował, aby stado czuło się przy nim bezpiecznie i darzyło go zaufaniem. Najemnik – człowiek, dla którego jest ono tylko „zadaniem do wykonania” i źródłem zapłaty, może chcieć szybko wypełnić swoje obowiązki i nie angażować się w budowanie relacji, gdyż jutro może zajmować się już innymi zwierzętami.
Owce Jezusa Chrystusa
Jezus Chrystus nazwał siebie Dobrym pasterzem, który woła swe owce po imieniu, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają (J 10, 3-4). Mówił też: Znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca (J 10, 14-15). Wołanie po imieniu i podkreślenie, że wierzący w Chrystusa zna Go tak, jak On zna Boga Ojca, wskazuje na to, że każdy z nas jest traktowany przez Niego jako wyjątkowa jednostka. Nie jesteśmy masą, choć razem tworzymy Jego owczarnię. Bóg wchodzi z człowiekiem w indywidualną relację. Jak mówi do proroka Jeremiasza: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię (Jr 1, 5-8) – te słowa mógłby usłyszeć każdy z nas i odnosiłyby się do Bożej znajomości każdego z nas właśnie, a nie jakiegoś „uśrednionego” człowieka.
Wiedzcie, że Pan jest Bogiem: On sam nas stworzył, my Jego własnością, jesteśmy Jego ludem, owcami Jego pastwiska (Ps 100,3). Wszyscy mamy jednego Pasterza i dla wszystkich jest jedno pastwisko. Niektórzy wiedzą to od swego początku. Inni dochodzą do tego w ciągu swego życia; poznanie Pasterza – wiara – przychodzi do nich jako łaska, na której przyjęcie są otwarci lub też sami jej poszukują. I są też ci, którzy nie potrafią przyjąć tej prawdy, odrzucają ją, zaprzeczają istnieniu Boga – lub sami odchodzą. Dla nas są obcy – ale nie dla Pasterza. Za nich też przelał swoją Krew, choć nie są jeszcze lub już z Jego owczarni. I te trzeba Mi prowadzić, i głos Mój usłyszą, i nastanie jedno stado i jeden pasterz (J 10, 16) – tak mówi tylko Dobry Pasterz, któremu na nich zależy. Tych owiec – zagubionych ludzi – On poszukuje. Nie szczędzi wysiłków, nie unika trudów, nie liczy czasu, nie traci nadziei. I co najważniejsze, wie, jak do nich przemówić, jak nawiązać kontakt, aby Mu odpowiedziały – jeśli tylko zechcą.
Te słowa Jezusa dają też nadzieję nam, wierzącym, acz czasem błądzącym, popełniającym grzechy. Skoro bowiem dobry Pasterz troszczy się o „obce” owce, o ileż bardziej będzie się troszczył o własne, choć takie, które się pogubiły? Bóg o nas nie zapomina, jesteśmy dla Niego tak ważni, że sam będzie nas cierpliwie szukał, zawsze gotowy na ponowne przyjęcie nas do stada.
Kto zgubił owcę?
Przypowieść o zagubionej owcy zapisana została przez dwóch ewangelistów, a ich wersje nieco się różnią.
Mateusz pisze:
Gdyby u jakiegoś człowieka było sto owiec i zbłąkała się jedna z nich, czyż nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu w górach i odszedłszy nie [będzie] szukał zbłąkanej? (18, 12)
U Łukasza natomiast czytamy:
Jaki człowiek spośród was, mając sto owiec i zgubiwszy jedną z nich, nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustkowiu i nie pójdzie za zaginioną, aż ją odnajdzie? (15, 4)
W wersji Mateuszowej we właścicielu stada możemy widzieć Boga, Ojca i Opiekuna wszystkich ludzi. Owca, która sama się zbłąkała, to człowiek, który zgrzeszył, który sam podjął decyzję o odejściu lub został do tego sprowokowany przez innych. Bóg – Pasterz działa tu po ludzku nieracjonalnie – pozostawia dużo więcej warte stado i szuka tego zagubionego. Ryzykuje, i to dużo. A jednak nie chce go porzucić, nie chce o nim zapomnieć. Jest dla Niego tak cenny, że rusza za nim w drogę… Nie ma gwarancji powrotu tego człowieka – ale Bóg nie byłby sobą, gdyby nie próbował, gdyż Nie jest wolą Ojca waszego niebiańskiego, aby zginął choć jeden z tych maluczkich (Mt 18, 14). Jezus mówi też jednak: A gdyby się stało, że ją [owcę] odnajdzie - Bóg więc zakłada, że człowiek może nie chcieć się dać odnaleźć, może nie chcieć wrócić. W swej wszechmocy Bóg mógłby człowieka do powrotu zmusić – jednak sam siebie ograniczył, dając człowiekowi wolną wolę i tę wolność respektuje. Dlatego przypowieść mówi: A jeśli ją [owcę] odnajdzie, to amen, mówię wam, że z tej jednej raduje się bardziej niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu, które się nie zbłąkały (Mt 18, 13).
Narrację Łukasza z kolei możemy odnieść do ludzi – to człowiek (będący także w pewien sposób pasterzem, opiekunem innego człowieka) gubi tego powierzonego swej pieczy. Jednak nie podchodzi do tego obojętnie, ale zagubionego usilnie poszukuje.
Czy więc odpowiadamy za innych? Najłatwiej powiedzieć, że tak – w odniesieniu do członków rodziny, szczególnie dzieci. Co do innych – jeśli są dorośli, to sami dokonują swoich wyborów; to ich życie i decyzje, cóż mi do nich…
Tak jednak nie jest. Znamienne są słowa Księgi Rodzaju: Wtedy Bóg zapytał Kaina: «Gdzie jest brat twój, Abel?» On odpowiedział: «Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?» (Rdz 4, 9). Pytanie Boga pada po zabójstwie Abla, dokonanym przez Kaina. Czyżby Bóg nie wiedział, co się stało? A jeśli wiedział, to po co pyta Kaina o jego brata?
Komentatorzy Tory twierdzą, iż Bóg w ten sposób uczy ludzi ich wzajemnej odpowiedzialności za siebie. W Starym Testamencie to Bóg jest nazywany Stróżem (Strażnikiem) Izraela oraz Tym, Który go strzeże. „Kain zatem, pytając Boga, czy jest stróżem swego brata, zakłada, że odpowiedzią jest stanowcze „nie” – to Bóg, a nie on, powinien być stróżem Abla. Kain nie tylko wypiera się odpowiedzialności za los brata, lecz przerzuca ją na Boga: pytasz mnie, Boże, gdzie jest Abel, ale jego los jest Twoim, nie moim problemem!” (S. Held, Serce Tory).
Jednak „jesteśmy odpowiedzialni za losy innych – to zalecenie jest tak łatwe do sformułowania, jak trudne do realizacji. Tora zakłada, że jesteśmy odpowiedzialni za los innych po prostu dlatego, że jesteśmy ludźmi. Ludzka wolność nie polega na tym, że możemy zadecydować, czy jesteśmy odpowiedzialni, czy nie. Sens ludzkiej wolności jest taki, że możemy zadecydować, czy tej odpowiedzialności sprostamy” (ibidem).
Patrząc z tej perspektywy, w wersji św. Łukasza nie jest to więc łatwa przypowieść. Przecież ludzie są różni – są ci zadziorni, niepokorni, trudni w kontakcie, nazbyt indywidualistyczni, źli. Zdecydowanie inni niż my. Najłatwiej jest nam kogoś niepasującego do nas odrzucić, odizolować, uczynić niewidocznym, zgubić go – lub pozwolić jemu odejść – i będzie miło, i przyjemnie... Dlaczego mamy za niego odpowiadać? Zwłaszcza, jeśli nie jest członkiem naszej rodziny, ale kimś zupełnie obcym?
Tymczasem Jezus każe nam go szukać! Mamy zrobić, co w naszej mocy, aby go odnaleźć, a odnalazłszy, położyć go sobie na ramiona i przyszedłszy do domu, zwołać przyjaciół i sąsiadów, aby radowali się z nami (patrz: Łk 15, 5-6).
Św. Asteriusz, biskup Amazji, żyjący na przełomie IV i V w., w swej homilii zatytułowanej Naśladujmy Chrystusa, Dobrego Pasterza pisze następująco:
„Jeżeli pragniecie naśladować Boga, na którego podobieństwo zostaliście stworzeni, idźcie za Jego przykładem. Wy, którzy jesteście chrześcijanami i samym imieniem wyznajecie otwarcie dobroć (humanitatem) Chrystusa, naśladujcie Jego miłość. [...]
Oto w przypowieściach i alegoriach widzę człowieka, pasterza stu owiec. Gdy jedna z nich odejdzie od stada i błądząc tuła się po nieznanym terenie, on nie pozostaje z tymi, które zachowując porządek pasą się spokojnie, lecz wyrusza na poszukiwanie zaginionej, przemierzając doliny i wąwozy, pokonując strome góry i bezludne pustkowia, i tak długo i usilnie szuka, aż znajdzie zabłąkaną.
Odnalezionej zaś nie bije ani nie przynagla gwałtownie, by dołączyła do reszty owiec, lecz bierze ją na swoje ramiona i obchodzi się z nią łagodnie, zanosi do stada, ciesząc się bardziej z tej jednej odzyskanej niż z całej mnogości pozostałych. [...]
W tych przykładach kryją się rzeczy święte. Napominają nas one, abyśmy nie uważali ludzi za straconych i bez nadziei ani żebyśmy nie zaniedbywali tych, którzy znajdują się w niebezpieczeństwie, i byśmy nie byli leniwi w niesieniu im pomocy. Wszystkich bowiem, którzy błądzą i oddalają się od słusznego sposobu postępowania, winniśmy kierować na właściwą drogę i cieszyć się z ich powrotu, dołączając ich do grona wiernych, żyjących uczciwie i bogobojnie”.
Stwierdzenie św. Pawła: Jesteśmy współpracownikami Bożymi (1 Kor 3, 9) to miłe docenienie człowieka, podkreślenie naszej wartości w Bożych oczach. Ale to też zobowiązanie do działania jak Bóg – z miłością do innych, z troską o nich, z uważnością i poświęceniem. Któż z nas nie chciałby sam tak być traktowany? Któż nie chciałby, aby wyciągnięta została do niego pomocna dłoń, gdy tonie? Któż nie chciałby, aby gdy dopadnie go mrok na drodze, ktoś wyszedł mu naprzeciw ze światłem i pomógł trafić do celu?
„Nic bardziej zimnego od chrześcijanina, który nie troszczy się o zbawienie innych. Każdy może pomóc bliźniemu, byleby tylko zechciał wypełnić to, co do niego należy. Nie mów: Nie potrafię wpłynąć na innych. Albowiem jeśli jesteś chrześcijaninem, nie może to nie nastąpić. To, co wynika z natury, nie może być z nią sprzeczne. Tak samo i tutaj: oddziaływanie należy do natury chrześcijanina. I nie mów, że to niemożliwe. Niemożliwością jest bowiem rzecz temu przeciwna. Nie może skryć się światłość chrześcijanina, nie może pozostać w ukryciu tak olśniewający blask” (św. Jan Chryzostom, Homilia XX do Dziejów Apostolskich).
Mamy być owcami Dobrego Pasterza, znającymi Jego głos i rozumiejącymi Jego słowo. Mamy naśladować Jego życie i iść wytyczoną przez Niego ścieżką miłości do każdego człowieka. Nie poddawać się, gdy coś nam nie wychodzi. Działać roztropnie, rozumiejąc, że skoro On szanuje ludzką wolną wolę, my także powinniśmy ją respektować. Skoro Bóg nie przymusza człowieka do pójścia za sobą, nam też nie wolno tego czynić. Ale i nie wolno nikogo porzucić, odmówić pomocy, zepchnąć na margines. Niekiedy tą jedyną możliwą pomocą jest po prostu modlitwa, jak wzywa św. Paweł: Proszę więc przede wszystkim, aby wznosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi (1 Tm 2, 1). Za wszystkich ludzi. Bez wyjątku.
Gabriel Szymczak
fotografia: Damianka /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.