Prezentujemy wywiad z Olgą Mularczyk, przewodniczącą Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce.
Prezentujemy wywiad z Olgą Mularczyk, przewodniczącą Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce.
W październiku dobiega końca kadencja obecnego zarządu centralnego i twoja, jako przewodniczącej Bractwa Młodzieży Prawosławnej. Co się udało podczas tej kadencji osiągnąć? Jakie są twoje sukcesy? Wszystko to są sukcesy całego zarządu centralnego, nie tylko moje. Największym sukcesem jest tzw. działka zagraniczna. Zanim rozpoczęła się nasza kadencja, działka zagraniczna trochę podupadała. Teraz Marta Całpińska, która odpowiada za tę część działalności Bractwa, naprawdę rozruszała tę dziedzinę. Oprócz tego, że jesteśmy zapraszani na konferencje i w nich uczestniczymy, jedna międzynarodowa konferencja odbędzie się we wrześniu w Białymstoku. Niestety jest wiele wyjazdów, na które młodzież się nie zgłasza, a są półdarmowe lub darmowe.
W ciągu ostatniego roku udało się również wyremontować ośrodek Bractwa w Białowieży. Na pewno potrzeba wiele środków finansowych, aby ośrodek ruszył pełną parą, ale pierwszy raz od kilku lat odbył się tam obóz dziecięcy.
Jak obecnie wygląda ośrodek? W Białowieży są dwa domy – tzw. stara chata, w której jest kuchnia, kilka pokoi i świetlica. W tym domu została wyremontowana kuchnia. Jest nowy sprzęt, nowe meble, ściany, wszystko jest świeże i można tam przyrządzać posiłki, na przykład na potrzeby obozu. Oprócz tego jest tzw. nowy budynek. Są tam trzy segmenty, w których są łóżka, wiec można tam nocować. W starym domu są nieco gorsze warunki. Na górze można nocować na materacach i nie ma łazienki. W nowym budynku są dwie łazienki, które co prawda wymagają remontu, ale nie jest to sprawa pilna.
Ośrodek wynajmujemy również dla ludzi z zewnątrz, dzięki temu zarabia na siebie i częściowo za te pieniądze możemy wykonać remonty.
Jakie Bractwo ma plany odnośnie ośrodka? W ciągu ostatnich lat ten temat był często poruszany na spotkaniach zarządu i na walnym zgromadzeniu. Naszym pomysłem jest, aby powołać fundację, która zajmowałaby się tylko ośrodkiem w Białowieży. Jako stowarzyszenie nie będące organizacją pożytku publicznego nie możemy ubiegać się o 1% podatku, poza tym nie ma w zarządzie osób, które mogłyby napisać projekt o dofinansowanie, bo tam potrzebne są setki tysięcy złotych.
To kolejny pomysł na Białowieżę. Jakie są szanse, że tym razem się uda? Przez ostatnio rok zarząd dowiódł tego, że są ludzie, którzy potrafią coś zrobić. Jeśli się uda, fundacja będzie starać się, aby ośrodek zaczął funkcjonować tak, jak należy. Są osoby, które chciałby zająć się tylko ośrodkiem, pozyskiwaniem funduszy i rozwijaniem go, ale to wyklucza działalność w zarządzie centralnym bractwa. Takie osoby w fundacji zajęłyby się Białowieżą.
Co oprócz obozu może teraz dziać się w ośrodku w Białowieży? Po obozie ośrodek będzie wynajmowany grupom – pod koniec lipca przyjeżdżają dzieci z Grabarki, w sierpniu ekolodzy, potem Niemcy. Zmieści się tam około 30 osób, ale niektóre grupy nocują pod namiotami. W ośrodku można robić spotkania poobozowe – teraz jest 10 obozów, więc można zorganizować 10 spotkań. Zimą jednak nie da się tam mieszkać, bo ogrzewanie jest tylko prowizoryczne. Zorganizowaliśmy tam dwa obozy robocze i podczas obozu ludzie pracowali, żeby ośrodek doprowadzić do porządku po zimie.
Jednym z największych przedsięwzięć zarządu centralnego jest organizacja paschalnej pielgrzymki młodzieży na św. górę Grabarkę – tzw. „Majowej”. Tymczasem w tym roku na Majowej było mało ludzi. Jest ich coraz mniej.
Dlaczego? Obecnie organizowanych jest tyle różnych wydarzeń, że Majowa nie wydaje się być atrakcyjna dla młodzieży. 30 lat temu sytuacja nieco się różniła. Kiedyś było to ciekawe przedsięwzięcie. Teraz mało osób porywa się na to, aby w maju nocować pod namiotem przez kilka dni. To nie trafia do młodzieży. Trzeba byłoby wymyśleć coś takiego, co mogłoby młodzież przyciągnąć. Może diametralnie zmienić program, bo choć co roku jest dopracowywany, nie sądzę, żeby odpowiadał młodzieży. Teraz może być po prostu nudny.
Co robiliście, żeby go poprawić? Program jest z roku na rok dokładniej dopracowywany, ale nie wiem, czy na przykład grupy dyskusyjne interesują młodzież, której wiek się ciągle obniża. Teraz na Pielgrzymkę Majową przyjeżdżają w większości gimnazjaliści. Nie wiem, czy dla gimnazjalistów poruszanie dość poważnych tematów jest ciekawe.
A skąd biorą się propozycje tematów grup dyskusyjnych na pielgrzymkę? To propozycje samych członków bractwa, jeden jest przedmiotem sondy internetowej, pozostałe wybierane są na zjeździe zarządów bractw diecezjalnych. W tym roku myśleliśmy, że Cyberduchowość – współczesny temat - będzie cieszył się powodzeniem.
A co z wyborem prelegentów do grup dyskusyjnych? Zbieramy pomysły na zebraniu zarządu, następnie proponujemy danej osobie, aby taką grupę poprowadziła. Często jest tak, że potencjalni prowadzący się nie zgadzają. Ale inni zgadzają się od razu.
A ci, którzy się nie zgadzają? Nie są delegowani na pielgrzymkę i się nie wybierają, wiec się nie zgadzają.
Ale mimo że w tym roku było mało uczestników to uważam, że z roku na rok pielgrzymka jest coraz bardziej uduchowiona. Choć ilościowo osób jest mniej, to jakościowo jest lepiej. W tym roku odniosłam wrażenie, że młodzież była na wszystkich nabożeństwach i było naprawdę fajnie, spokojnie, duchowo.
Była jeszcze grupa na temat Czego młodzież oczekuje od duchownego?. Przygotowywałam taki referat na konferencję diecezji warszawsko-bielskiej i chciałam go napisać w oparciu o opinie usłyszane od młodzieży. Najpierw zrobiliśmy ankietę, którą przeprowadziliśmy na spotkaniu maturzystów i gimnazjalistów. Podczas Pielgrzymki Majowej była grupa dyskusyjna, wzięło w niej udział około 30 osób. Była to luźna rozmowa – młodzież mówiła, co jej się podoba, a co nie, jakie ma doświadczenia w pracy z duchownymi. Starałam się wszystko zapisywać i na tej podstawie przygotowałam referat.
A może to jest tak, że Pielgrzymka Majowa w swojej formule się zużyła? Może jej organizacja jest po prostu bez sensu? Myślę, że nie jest bez sensu. Nawet jeśli miałoby przyjechać 20 osób, to fajnie, że te 20 osób będzie. Nawet jeśli jest mniej ludzi, to ci ludzie wiedzą, po co przyjechali.
Ale jeśli na Majową przyjedzie 20 osób, to trzeba by znaleźć coś ciekawego dla tej reszty, która nie przyjechała. Może gdyby było większe zaangażowanie duchowieństwa i katechetów, to na Majowej byłoby więcej osób…
Może gdyby ucywilizować nocowanie, to by coś pomogło? Jest nowy dom pielgrzyma… W jakim zakresie Bractwo na Majowej korzysta z nowego domu pielgrzyma? Młodzież korzysta tylko ze starego domu pielgrzyma. W nowym domu pielgrzyma śpi duchowieństwo i tam są im wydawane posiłki.
Duchowni nie jedzą razem z młodzieżą? Są tacy duchowni, którzy jedzą. Wielu duchownych przyjeżdża na Majową dlatego, że zostali wydelegowani na pielgrzymkę przez swojego biskupa, a nie dlatego, że chcieli przyjechać z młodzieżą. Są oczywiście tacy, którzy przyjechali bez delegacji, albo tacy, którzy mieli delegację, ale i tak chcieli przyjechać po to, żeby być razem z młodzieżą. Oprócz tego, że pracują z młodzieżą w ciągu roku w szkole i na parafii, to chcą przyjechać razem z nimi i być razem na Grabarce. Ale niektórzy przyjeżdżają z obowiązku.
Czy zarząd centralny, działający w Białymstoku, nie dubluje się z bractwem diecezjalnym (diecezji białostocko-gdańskiej), działającym również w Białymstoku? Pielgrzymkę do Jabłecznej mogłoby organizować bractwo diecezjalne, tak jak organizuje pielgrzymkę na Grabarkę, a zarząd centralny mógłby zajmować się czymś bardziej centralnym. Na pewno się nie dublujemy. Jest dokładnie określone, kto co organizuje. Mamy siedzibę w Białymstoku i duża część naszej działalności skupiona jest na tych terenach. Tutaj jest bardziej aktywna młodzież. W okolicach Białegostoku jest jej więcej, niż w całej diecezji warszawsko-bielskiej. Jeśli chodzi o dublowanie się, to nie ma z tym problemu, dogadujemy się, bo działamy w tej samej drużynie.
Czasem zarząd centralny organizuje imprezy tylko dla ludzi z Białegostoku, nawet nie z diecezji, nie mówiąc już o całej Polsce. Może wydarzenia lokalne powinny organizować bractwa parafialne lub diecezjalne, a zarząd centralny powinien zajmować się czymś integrującym działalność na poziomie całej Polski? Próbujemy podejmować takie działania. Przykład to Pielgrzymka Majowa, która jest pielgrzymką ogólnopolską, ale coraz mniej ludzi z odległych diecezji na nią przyjeżdża. Nawet z aktywnej kiedyś diecezji wrocławsko-szczecińskiej jest ich coraz mniej. W tym roku to już był bus, a nie autokar.
Oczywiście jest sens organizowania czegoś w Lublinie, Warszawie czy Gdańsku, ale zdaję sobie również sprawę z tego, że osoby z diecezji białostocko-gdańskiej czy warszawsko-bielskiej nie dojadą i z tego powodu w takim wydarzeniu będzie uczestniczyło mniej osób. Każde wydarzenie musi być tak zorganizowane, żeby młodzież mogła dojechać, pobyć, wrócić i następnego dnia spokojnie pójść do szkoły. Wiek członków bractwa bardzo się obniżył, teraz to wiek gimnazjalny i rodzice nie chcą puszczać swoich dzieci na wyjazd kilkaset kilometrów od domu bez żadnej opieki. Potrzebny byłby ktoś do opieki, na miejscu zakwaterowanie, wyżywienie – w dzisiejszych czasach tego typu rzeczy jest o wiele trudniej zorganizować. Mimo że są ośrodki, to za wszystko trzeba zapłacić.
Zgadzam się z tym, że jako centrala powinniśmy organizować wszystko biorąc pod uwagę całą Polskę. W tamtym roku planowaliśmy walne zgromadzenie bractwa w Warszawie, ale pojawił się problem – gdzie się spotkać, gdzie ludzie przenocują itd. Na Białostocczyźnie jest dużo większa możliwość przenocowania osób przyjezdnych, zwłaszcza że z odległych diecezji przyjeżdża po kilka osób. A na walnym zgromadzeniu większość osób to przedstawiciele bractw parafialnych, a nie tylko delegacje diecezji. Gdybyśmy chcieli zorganizować walne zgromadzenie bractwa na przykład w Zielonej Górze, to miałoby to formę zjazdu delegacji diecezji, gdzie byłoby maksymalnie 20 osób. Jak wtedy podjąć ważne decyzje, wybrać zarząd?
Z drugiej strony ludzie z oddalonych części Polski mają problem, o którym mówisz, który dla Białostocczyzny jest tylko problemem potencjalnym. Oni są trochę zostawieni sami sobie. W zarządzie centralnym są przewodniczący bractw diecezjalnych. Zarząd centralny to nie tylko 9 osób wybieranych na walnym zgromadzeniu, ale to również przewodniczący bractw diecezjalnych, którzy się zmieniają. Mam kontakt z tymi przewodniczącymi, a wszelkie informacje są rozsyłane również do nich.
Kiedyś piesza pielgrzymka Warszawa – Grabarka wydawała się niemożliwa, a w tym roku odbędzie się po raz dziesiąty. Może podobnie jest z walnym zgromadzeniem - gdyby raz odbyło się na przykład w Lublinie, to okazałoby się, że jest możliwe do zorganizowania? Musiałoby to być spotkanie trzydniowe. Musielibyśmy zapewnić noclegi i wyżywienie. Obecne walne zgromadzenia są jednodniowe, choć delegacje z daleka przyjeżdżają na dłużej. Gdyby kilkadziesiąt osób miało przyjechać, to kwestia zakwaterowania i wyżywienia grałaby główną rolę. Ale nie mówię, że to zły pomysł. Jestem za tym, żeby zarząd centralny organizował coś w różnych miejscach w Polsce.
Organizujecie spotkania zarządów bractw diecezjalnych. Zazwyczaj takie spotkania odbywają się raz w roku. Jedna część jest poświęcona sprawozdaniom z działalności, druga część poświęcona jest Pielgrzymce Majowej – omawiamy program, grupy dyskusyjne. Te spotkania odbywają się w różnych miejscach w Polsce, m.in. w Cieplicach czy w Krzywcu. Przyjeżdża na nie około 20 osób.
Jak wygląda działalność Bractwa od strony finansowej? Raz w roku organizowana jest metropolitalna kwesta na rzecz Bractwa Młodzieży Prawosławnej – 2/15 lutego. Od każdego uczestnika obozu letniego Bractwo pobiera również pewną kwotę, ale jest to raczej zwrot kosztów druku plakatów, utrzymania biura podczas organizacji Akcji Lato, wysyłki informacji itd. Pieniądze generował też obóz roboczy na Grabarce, ale do tej pory przeznaczone były na młodzieżowy dom pielgrzyma i ośrodek w Białowieży. Pieniądze wydajemy na nasze przedsięwzięcia, pielgrzymki, Pielgrzymkę Majową, remonty ośrodków, utrzymanie biura itd.
Czy można coś wpłacić na Bractwo? Można, ale nikt nie płaci.*
A akcja 1%? Nie jesteśmy organizacją pożytku publicznego i nie zbieramy pieniędzy z 1% podatku. Wiąże się to z profesjonalną księgowością i zatrudnianiem pracownika, a mamy obawy, że młodzież nie będzie w stanie tego dopilnować. Nasza księgowość jest dość uproszczona.
Kończysz kadencję przewodniczącej. Jak chciałabyś, żeby Bractwo wyglądało w przyszłości? Wydaje mi się, że przydałoby się trochę pozmieniać nasze inicjatywy. Trzeba byłoby postawić się na miejscu osób, które teraz chcą działać w Bractwie, przy Cerkwi i dowiedzieć się, co by ich interesowało. Wydaje mi się, że spotkania, które teraz organizujemy, były atrakcyjne kilka lat temu. Teraz to się zmieniło. Trzeba wymyśleć coś, co trafiłoby do młodszej młodzieży, która jest przy Cerkwi i spędza czas inaczej niż kiedyś. Wydaje mi się, że trzeba się skupić na tym, żeby znaleźć coś nowego. Pamiętać też trzeba o tym, że to młodzież wieku gimnazjalnym, wiec trzeba myśleć o opiekunach, którzy będą się zajmować ta młodzieżą.
A co ze studentami? Na ostatnim spotkaniu studentów na Grabarce było kilka osób, a jeszcze kilka lat temu było ich 20. Fajnie byłoby, gdyby studenci chcieli działać, ale wydaje mi się, że jest ich coraz mniej na rzecz gimnazjalistów – Bractwo się bardzo odmłodziło. Studenci czują się staro na Pielgrzymce Majowej. Nawet jeśli przyjeżdżają, zostają na krótko. Trudniej jest studentów wyciągnąć na pole namiotowe, niż gimnazjalistów czy licealistów.
Co dała ci praca w Bractwie? Swoją działalność, zarówno jako przewodniczącej, jak i wcześniejszą uważam za najlepsze lata mojej młodości. Na pewno zostanie mi to w pamięci na długo. Dzięki Bractwu rozwinęła się moja duchowość. Wiele się nauczyłam, wiele doświadczyłam i wiele poznałam, i były to pozytywne przeżycia, szczególnie duchowe. To również ogromne doświadczenie w dziedzinie organizowania, zarzadzania - to umiejętności, które przydadzą mi się w dorosłym życiu i przyszłej pracy zawodowej. Nie zamierzam zakończyć działalności przy Cerkwi. Dzięki Bractwu poszerzyły mi się horyzonty i mam wiele możliwości, żeby działać gdzieś dalej. Oprócz tego praca w Bractwie daje ogromną radość i satysfakcję.
Bractwo Młodzieży Prawosławnej to organizacja, zajmująca się pracą z młodzieżą prawosławną w Polsce. Powstało ponad 30 lat temu. Zajmuje się organizowaniem spotkań, wyjazdów, pielgrzymek i letnich obozów. Jego organem decyzyjnym jest walne zgromadzenie odbywające się raz w roku. Organem zarządzającym jest zarząd centralny. Kadencja zarządu centralnego i przewodniczącego trwa 3 lata. BMP działa z błogosławieństwa soboru biskupów Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego.
* Wpłaty na rzecz BMP można kierować na konto: 29 1500 1344 1213 4004 7422 0000, Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce, ul. św. Mikołaja 3, 15-540 Białystok
Rozmawiała Anna Czerewacka
— Anna Czerewacka
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.