Niekiedy mamy dość samych siebie, naszego wewnętrznego chaosu i bardzo potrzebujemy spokoju. Ale co może nam dać ten spokój pośród niespokojnego ziemskiego życia? Tylko całkowite zaufanie do Tego, który zna prawdę o nas i który zawsze wie, co z nami zrobić.
Życie na ziemi nie jest proste ani łatwe; na każdym kroku obnaża naszą niedoskonałość, grzeszność i słabość. Jednak nam, podążającym tą drogą, byłoby zapewne łatwiej, gdybyśmy w pełni uświadomili sobie jedną rzecz: to, jak postrzegamy nasze doświadczenia, czyli to, co się z nami dzieje, a to, co w rzeczywistości się z nami dzieje – to dwa obrazy, które zdecydowanie nie są tożsame.
Ale co oznacza „w rzeczywistości”, o czym tu mówię? Ludzie tworzą sobie różne modele tego, co się dzieje; w różny sposób odzwierciedlają ziemską rzeczywistość w swoich lustrach, z których każde jest nieuchronnie zniekształcone upadkiem i ograniczone ramami przeznaczenia. „W rzeczywistości” – to ta pełna, niezniekształcona prawda, znana tylko Bogu. Innymi słowy, to, czym jesteśmy w Jego – a nie w naszych własnych lub kogokolwiek innego – oczach.
Co więc naprawdę dzieje się ze mną właśnie dzisiaj – w ten zwyczajny dzień, pełen spraw i wydarzeń, smutków i radości, nieuchronnie przynoszący cierpienie, ale też wsparcie? Co się ze mną dzieje, kiedy płaczę lub się śmieję, kłócę się lub zgadzam, kiedy przeżywam swoje nieszczęścia i katastrofy, cieszę się ze swoich osiągnięć i sukcesów, szukam wyjścia z trudnej sytuacji lub wspólnego języka z trudną osobą?
Z jednej strony jest to oczywiście tajemnica. Przecież sam Bóg jest dla nas tajemnicą – wielką i na zawsze niepojętą. Jednak objawia się nam w odpowiedzi na nasze zaufanie i pokorę wobec Niego; On sam, od wewnątrz, otwiera przed nami drzwi, których my z zewnątrz nie jesteśmy w stanie otworzyć. W ten sam sposób objawia się nam – czasem w najbardziej nieoczekiwany sposób – prawda o nas samych i o naszej drodze. Objawia się, jeśli ufamy Mu bardziej niż samym sobie. To znaczy – jeśli jesteśmy gotowi uświadomić sobie i zaakceptować nieuniknione zniekształcenie i ograniczoność naszego lustra. Pozbawić nasze własne postrzeganie i ukształtowaną w nas opinię statusu ostatecznej prawdy. Nie skupiać się na własnej ocenie, na reakcji emocjonalnej, choćby była ona jak najbardziej zrozumiała, nie stać się więźniem własnego stanu, ale zachować wolność – wolność zaufania Bogu. Zaufanie do Niego i pokora przed Nim wyzwalają, zdejmują ciężar zе zmęczonej i rozchwianej duszy, obdarzają ją wewnętrzną stabilnością, pomagają uniknąć fałszywych wzlotów i prawdziwych upadków.
Oto udało nam się coś osiągnąć, jesteśmy zadowoleni i radośni; ale co to nasze osiągnięcie znaczy w Jego oczach? W oczach, które widzą prawdę, nasze zadowolenie może okazać się samookłamywaniem, a sukces i nagroda – kolorowym szkiełkiem.
I – odwrotnie: ciężko przeżywamy swoją porażkę, swój błąd, swój upadek; wydaje nam się, że wszystko straciliśmy, że wpadliśmy pod koła… A tak naprawdę dzieje się z nami teraz to, co najlepsze, to, czego naprawdę potrzebujemy, to, co nas odmieni i pozwoli nam przejść ważny etap drogi zbawienia.
Ograniczając (ale nie burząc!) zaufanie do samych siebie i powierzając się Bogu, pozbywamy się fałszywego poczucia winy, które nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim poczuciem skruchy. Czasami krytykujemy samych siebie za stracony czas, za dzień, miesiąc czy rok przeżyty „bezsensownie i bezproduktywnie”. Ale na ile jesteśmy w stanie ocenić, co tak naprawdę wydarzyło się z nami w ciągu tego miesiąca lub roku? Nie odnieśliśmy znaczących sukcesów, być może coś nam się nie udało; ale czyż te wewnętrzne przemiany, które na zewnątrz mogą pozostać niezauważone, ale od tego nie mniej realne, nie są ważniejsze od jakiegokolwiek sukcesu? Jeszcze raz: to, co się z nami dzieje, nie jest dla nas tajemnicą za siedmioma pieczęciami. Poczujemy nasz wewnętrzny, duchowy proces, jeśli przestaniemy traktować jako absolut ocenę, którą sami sobie wystawiamy, a raczej którą z furią wpisuje w nasz dziennik chora, głodna, rozgniewana na nas samych duma. Jest ona jednak złą nauczycielką i nie można ufać jej ocenom.
Każdy z nas potrzebuje tak naprawdę nie lustra, lecz okna. Okna, za którym znajduje się Bóg. Oczywiście nie da się całkowicie obejść bez lustra: refleksja i analiza są nieodłączną częścią każdego z nas. Jeśli jednak nie zorientujemy się na czas, by odłożyć lustro na bok i spojrzeć przez okno, z pewnością dopadnie nas „duchowy wilk” tego czy innego rodzaju. Patrząc na siebie w lustrze, można się zachwycić, nawet jeśli obiektywnie nie jest się zbyt pięknym: w każdym człowieku żyje narcyz, a on nie jest samokrytyczny. Można też, wręcz przeciwnie, popaść w niezdrowy stan nieakceptowania siebie, a nawet odrazy do siebie, co w rzeczywistości jest nie mniej grzeszne niż samozachwyt. To dwie strony tego samego medalu, dwa przejawy ludzkiej pychy, raz (rzadko i na krótko) nasyconej i zadowolonej, a raz (prawie zawsze) głodnej, zranionej i złej.
Zwróć uwagę: jak cicho, jak niezauważalnie dzieje się w człowieku wszystko, co naprawdę ważne i nieodwracalne, wszystko to, co zbliża go do Królestwa. Człowiek sam nie od razu rozumie, jak bardzo się zmienił. Dzieje się tak, ponieważ zmiany te zachodzą głęboko, nie tam, gdzie skupia się cała nasza refleksja emocjonalna ze wszystkimi jej problemami, mirażami i nerwicami. Emocjonalnemu zgiełkowi egoistycznego „ja” towarzyszą zazwyczaj fałszywe olśnienia, podstępne obroty kalejdoskopu. Człowiekowi wydaje się, że zrozumiał coś ważnego, że się zmienił. A w rzeczywistości po prostu znalazł się pod innym wpływem, w innym strumieniu informacji, albo nieświadomie zgodził się na inną, bardziej korzystną rolę, albo w końcu zdołał zrekompensować swój kompleks niższości.
Mamy dość samych siebie, naszego wewnętrznego chaosu i bardzo potrzebujemy spokoju. Ale co może nam dać ten spokój pośród niespokojnego ziemskiego życia? Tylko całkowite zaufanie do Tego, który zna prawdę o nas i który zawsze wie, co z nami zrobić.
W kanonie modlitewnym do Najświętszej Bogarodzicy (dzieło Teostirykta z Medygii) Chrystus nazwany jest „Władcą ciszy”: a czym jest cisza? Brakiem dźwięków? Nie, brak dźwięków to głuchota; a cisza to brak zbędnych dźwięków, czyli hałasu – hałasu starego ludzkiego „ja”. Cisza to harmonia, porządek. Cisza to absolutna monarchia w naszym sercu: bez namiętnych sprzeciwów i racjonalnych konstytucji, bez emocjonalnych parlamentów i izb, Jedyny Król, Jedyny Bóg.
Bóg, jak wiadomo, jest niezmienny, ale jednocześnie absolutnie dynamiczny: zawsze działa. My też jesteśmy powołani do działania, ponieważ zaufanie Bogu w żadnym wypadku nie oznacza bierności ani bezczynności. Każdego wieczoru powtarzamy za Makarym Wielkim modlitwę „Cóż Ci przyniosę, czy czym Ci się odwdzięczę…”, w której mowa jest o tym, że Bóg, mimo że leniliśmy się w służbie Mu i nie uczyniliśmy niczego prawdziwie dobrego, doprowadził nas do końca mijającego, niepowtarzalnego dnia, budując nawrócenie i zbawienie naszych dusz. Oznacza to, że poprzez wszystko, co działo się z nami tego dnia, poprzez wszystkie nasze przeżycia, sytuacje i reakcje, Bóg budował i kierował naszą wewnętrzną przemianą, dziełem naszego zbawienia. O mało co nie napisałam, że On nas lepił, ale ta metafora jest niefortunna: nie jesteśmy plasteliną. Każdy wpływ Boga na człowieka zakłada odpowiedź tego ostatniego; każda przemiana dokonuje się wyłącznie w dialogu między człowiekiem a jego Stwórcą. Bóg jest wszechmocny, to prawda, ale stworzywszy człowieka wolnym, dla tej wolności ogranicza swoją wszechmoc. Prawdziwie zaufać można nie temu, kto decyduje o wszystkim za ciebie – takie zaufanie świadczyłoby jedynie o bezwoli i bezradności – ale temu, kto z kolei ufa tobie.
To, co naprawdę się z nami dzieje, to, co czyni z nami Bóg, to nie tylko tajemnica, to Sakrament. Czym jest sakrament w Cerkwi? Sakrament to coś, czego my, ludzie, nie możemy dokonać sami dla siebie, to, o co kapłan w świątyni prosi Boga w imieniu nas wszystkich. Jednak każdy z nas sam w sobie jest świątynią (por. 1 Kor 6,19) i w tej świątyni jest powołany, by Go prosić, pokładać w Nim nadzieję i starać się postępować zgodnie z Jego wolą – pamiętając, że „sam Duch wstawia się za nami westchnieniami niewysłowionymi” (Rz 8,26).
Marina Birukova (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: levangabechava /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.