Rano miasto portowe – Igumenitsa była owiana lekką mgiełką.
Rano miasto portowe – Igumenitsa była owiana lekką mgiełką. Będziemy podróżować na wyspę nazywaną w Grecji Kerkira, ale na świecie znaną pod łacińską nazwą Korfu. Ta wyspa, najbardziej wysunięta na północ z wysp Morza Jońskiego – to zachodnie wrota Grecji, punkt lądowy najbardziej zbliżony do Włoch. Między Kerkirą a Grecją kontynentalną kursują dwa główne rejsy: „Święty Spirydon” i „Święta Teodora”. Święty Spirydon z Tremithus i święta królowa Teodora, których relikwie znajdują się na wyspie i są tu szczególnie czczone. Ich imionami jest nazwanych nawet połowa rybackich łodzi.
Z rufy górnego pokładu patrzymy na oddalający się brzeg. Na powierzchni wody przemknęły błyszczące płetwy delfinów. Ich honorowa eskorta towarzyszy okrętowi przez niemal całą drogę. Wkrótce nasza podróż po falach Morza Jońskiego niegdyś przemieszczającego legendarnego Odyseusza z wyspy na wyspę, pomyślnie się kończy. Schodzimy na brzeg i okazuje się, że jesteśmy w mieście Kerkira - stolicy wyspy, noszącej tę samą nazwę co wyspa. Stare miasto, położone między dwiema weneckimi twierdzami: Starą (XII w.) i Nową (XVI w.), stanowi dziwną mieszaninę weneckiej, francuskiej i brytyjskiej architektury. Wyspa, leżąca na skrzyżowaniu szlaków morskich Wschodu i Zachodu, przez wieki przyciągał wielu najeźdźców. Rzymianie, Goci, Normanowie, Krzyżowcy, Turcy, Francuzi, Anglicy – kto tylko nie zostawił śladu na twarzy nie wiedzącej, co to pokój. Jednak, pomimo wieków okupacji i wewnętrznego kosmopolitycznego pomieszania stylów, Kerkira zawsze pozostawała prawosławną w aspekcie duchowym.
Idziemy wąskimi malowniczymi uliczkami, przypominającymi kadry z włoskich filmów. Podziwiamy bieliznę, przeciągniętą od jednego domu do drugiego, piękne kolorowe garnuszki na balkonach, złuszczający się miejscami tynk. Kierujemy się do soboru, gdzie znajdują się relikwie św. Królowej Teodory, obrończyni świętych ikon. Podchodzimy do świętych relikwii i śpiewamy megalinarion (cs. wieliczanije).
Dalej nasza droga prowadzi do soboru katedralnego pw. św. Spirydona z Tremithus. Wysoka dzwonnica soboru jest dobrze zewsząd widoczna. Do dwu bocznych wejść świątyni prowadzą dwie równoległe uliczki, przepełnione przeróżnymi sklepikami, sklepami, kawiarniami. Ale głośne, beztroskie turystyczne życie nie przenika z zewnątrz pod sklepienie świątyni. Przy wejściu do świątyni są sprzedawane świece – od ogromnych, długości wzrostu człowieka, do których są również specjalne podstawki, do znanych nam cienkich. Strumień idących ludzi stale przepływa przez sobór od wejścia do wejścia i każdy wchodzący przekroczywszy próg i kupiwszy świecę, rażąco się zmienia, jak gdyby jego wewnętrzna osobowość, przyzwyczajona do wypoczynku w bezpiecznym kurorcie, zostaje na zewnątrz. Przychodzi też tu bardzo dużo młodzieży. W innej sytuacji trudno jest sobie wyobrazić, że ci młodzi chłopcy z irokezem lub włosami ułożonymi w zawiłe dredy oraz dziewczyny w obcisłych spodniach i bluzkach nie zasłaniających brzucha, będą zupełnie normalnie i z pobożnością podchodzić do świętych relikwii. Ale to są przecież Grecy i pomijając ich zewnętrzny wygląd, nigdy nie poczują się w prawosławnym soborze cudzymi, nie spytają pani czyszczącej świeczniki, gdzie postawić świecę i jak się przeżegnać – to wszystko wiedzą doskonale od dzieciństwa.
Malarstwo naścienne soboru jest nietradycyjne dla greckich prawosławnych cerkwi (w których zwykle dominuje malarstwo bizantyjskie) i bardziej przypomina włoskie katolickie freski. Wystrój świątyni jest bardzo wystawny: marmurowy ikonostas, niezwykłe ikony-medaliony w złotych ramach na sklepieniu. Sobór był wybudowany w 1590 r. O nienaruszonych relikwiach św. Spirydona wiadomo, że prawdopodobnie od 2 połowy VII w. przebywały one w Konstantynopolu, gdzie były przeniesione z ojczyzny świętego – Cypru, ze względu na najazdy barbarzyńców. Po zdobyciu bizantyjskiej stolicy przez Turków w 1453 r. kapłan Jerzy Kalochereta przeniósł relikwie św. Spirydona i św. królowej Teodory najpierw do Serbii, potem na wyspę Korfu. Przed budową soboru relikwie świętego były przechowywane w rodzinnej cerkwi potomków kapłana Jerzego, z których wielu zostało kapłanami.
Dzięki modlitwom św. Spirydona na Kerkirze dokonało się wiele cudów. W XVII wieku wyspą zawładnęła epidemia dżumy. Miejscowi mieszkańcy szli wówczas do soboru, gdzie dniami i nocami modlili się do Zbawiciela o uratowanie ich od nieuniknionej zagłady. W jedną z nocy ludzie zobaczyli nad soborem świętego cudowny blask. Po tym zdarzeniu epidemia zaczęła się zmniejszać i wkrótce całkowicie się skończyła. W sierpniu 1716 r. miasto było u kresu sił z powodu długiego oblężenia przez Turków. Ostatnie siły obrońców były na wykończeniu. Nagle nocą rozpętała się straszna burza, nietypowa dla tej pory roku i Turcy zobaczyli nad murami twierdzy ogromną sylwetkę Zbawiciela, trzymającego w dłoni krzyż. Przestraszeni Turcy zakończyli oblężenie i uciekli, nie mając innych przyczyn ku temu – przecież oni już mieli wejść do miasta.
Stoimy przed relikwiami św. Spirydona i czytamy akatyst. Nagle stróż soboru otwiera srebrny relikwiarz dla większej grupy na czele z kapłanami. Od razu rzucamy się do świętych relikwii razem z większą grupą. Relikwie świętego są całkowicie nieuległe zniszczeniu, ciemna, pergaminowa skóra zachowała nawet pewną miękkość, co się odczuwa przy całowaniu relikwii. Po podziękowaniu dla świętego, który okazał nam takie miłosierdzie, kierujemy się na drugi kraniec miasta, do cerkwi świętych Apostołów Jazona i Sozypatera.
Święci apostołowie Jazon i Sozypater, uczniowie apostoła Pawła, byli pierwszymi głosicielami Ewangelii na wyspie Kerkira. Przybyli oni na wyspę w 63 r. i wybudowali pierwszą cerkiew w cześć św. pierwszego męczennika arcydiakona Stefana. Przeżyli oni mnóstwo cierpień ze strony władcy wyspy, który nakazał wydawać wyroki na wszystkich chrześcijan, lecz apostołowie w cudowny sposób uratowani i dożyli sędziwego wieku, zwiększając stado Chrystusowe. Wielu z nawróconych przez nich miejscowych mieszkańców przecierpiało za Chrystusa i zostali oni kanonizowani jako męczennicy. Nowy władca wyspy przyjął chrzest od apostołów, przyjmując imię Sebastian i pomagał świętym Jazonowi i Sozypaterowi w budowie nowych cerkwi.
Do świątyni idziemy na oślep, pytając o drogę u miejscowych mieszkańców. Pewna dziewczyna decyduje się nam pomóc i prowadzi aż do drzwi cerkwi. Nagle pojawia się naszym oczom niewielka parafialna cerkiew, znajdująca się w otoczeniu domów mieszkalnych, wśród których suszy się bielizna i bawią się dzieci. Przy wejściu – piękny kwietnik z bratkami. Przytulna, domowa atmosfera. Stróże odeszli i w świątyni zrobiło się pusto. My całujemy ikony, zostawiamy zapiski. Niestety, do relikwii św.św. apostołów nie można podejść, gdyż one znajdują się w ołtarzu. Pomodliwszy się, wychodzimy na spacer po mieście.
Starodawne ulice Kerkiry nie są przepełnione muzealną ciszą. Zewsząd dochodzi dźwięk motocykli, targujących się ze sobą ludzi. Jedne z najbardziej popularnych wśród turystów miejscowe pamiątki – pomarańcze kumkwat, przywiezione przez jednego z mieszkańców z Chin i doskonale przyjmujące się na wyspie. Nigdzie poza Kerkirą w Grecji nie rosną te rośliny. Na każdym kroku jeden przez drugiego proponują spróbować owoce lub przygotowane z nich cukaty, ugotowane w cukrze, a także dżem, likier. Likier jest tu szczególnie popularny, sprzedawany jest zarówno w zwykłych butelkach, tak i w różnorodnych pamiątkowych naczyniach: w kształcie buta, samochodu, kota, antycznej amfory. Jedna ze sprzedawczyń likieru okazała się naszą rodaczką z Odessy. Ona długo nie pozwalała nam opuścić jej sklepiku, rozpytując o życie w Rosji. Było widać, że kobieta mocno tęskni, mimo tej świetności jednego z najlepszych europejskich kurortów. Na pożegnanie podarowaliśmy jej małą plastikową ikonkę z Diwiejewa, czym do łez wzruszyliśmy tę kobietę.
Oglądam tabliczki z nazwami ulic. Wiele ulic jest nazwanych imionami świętych: Agios Spirydonos, Agia Paraskiewi. Są też nazwy mitologiczne, np. ulica Odyseusza. Nagle spoglądam i nie wierzę: ulica Uszakowa! Okazuje się, że rosyjski admirał jest tu czczony. 19 lutego 1799 r. Uszakow zdobył najsilniejszą w Europie twierdzę na wyspie Korfu. Był to szczyt marynarskiej pracy i chrześcijańskiego życia Uszakowa. Suworow wówczas powiedział: „Dlaczego wtedy na Korfu nie byłem chociaż chorążym!”. 27 marca, pierwszego dnia Paschy, admirał zorganizował uroczyste nabożeństwo z wyniesieniem relikwii św. Spirydona z Tremithus. Jako pamiątkę o wyzwoleniu Korfu mieszkańcy wyspy w ramach wdzięczności wręczyli Uszakowowi złoty miecz, upiększony brylantami.
Opuszczając wyspę na pokładzie „Świętej Teodory”, myślałam o tym, jak ściśle i cudownie są splecione ze sobą losy historii. Wydaje się, że rzeźbiony kliros soboru św. Spirydona i rzeźbiony ikonostas Sanaksarskiego monasteru, gdzie jest przechowywane ciało tego słynnego rosyjskiego admirała i św. relikwie jego wuja – św. Teodora (Uszakowa) dzieli zaledwie rzut kamieniem.
pravoslavie.ru
— Tłum. Karion Szeszko
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.