Nie jestem osobą wyznającą prawosławie, więc przepraszam jeśli napiszę jakąś gafę, ale mam pytanie które bardzo mnie nurtuje. Czy jeśli kobieta przed ślubem zajdzie w ciążę, mężczyzna musi wziąć z nią ślub? (współżył z nią z pożądliwości i rozpusty)? Jeśli wydaje się że takie małżeństwo będzie funkcjonować tragicznie czy należy w to wchodzić? (w trakcie ciąży obiecałem Matce Dziecka, że ślub wezmę, ale po namyśle stwierdziłem, że nie dam rady). Czy w ogóle zajście w ciążę i obietnica ślubu automatycznie powoduje że w oczach Boga ludzie stają się małżeństwem? Jak to jest. Jak Bóg rozliczy odmówienie małżeństwa? Jako rozwód, jako hańba, jaki to będzie grzech? Czy może jednak wchodzić w to na siłę? Marek
Trudna to sytuacja i trudne pytania, które się pojawiły. Zacznijmy od stwierdzenia, że warto byłoby zadać je sobie wcześniej, przed współżyciem „z pożądliwości i rozpusty”. Wówczas byłoby więcej możliwości wyboru. Ale stało się, teraz trzeba żyć z konsekwencjami pochopnych, nieprzemyślanych działań. Pytanie „czy mężczyzna musi poślubić kobietę, z którą współżył i która zaszła z nim w ciążę”, sformułowałbym nieco inaczej i zapytałbym: „Czy nie powinien?” Do kolejnych pytań dodałbym kilka dodatkowych. Zapytałbym przede wszystkim: dlaczego wydaje Ci się, „że takie małżeństwo będzie funkcjonować tragicznie”? Często cytuję „mądrości ludowe”. Jedna z nich głosi: „Jak ci się wydaje, to się przeżegnaj”… Skoro Ci się tak tylko wydaje, to nie jest to przesądzone i wcale nie musi tak być. Czy są jakieś konkretne przyczyny, które powodują tę posępną wizję? Czy jest to tylko „próba ucieczki przed konsekwencjami”? (Czy ludzie nie nazywają tego „chowaniem głowy w piasek”?) Obiecałeś ślub, ale po namyśle stwierdzasz, że nie dasz rady. Z jakiego powodu? Czy przez to, że uświadomiłeś sobie, że mogłoby być inaczej? A może to ze strachu przed „nieplanowaną” odpowiedzialnością za Matkę i Dziecko? Nie czujesz się gotowy do roli męża i ojca? Ale to właściwie już nastąpiło – co prawda mężem „formalnie” jeszcze nie jesteś, ale ojcem już się stałeś i tego faktu nic już nie zmieni. „Czy zajście w ciążę i obietnica ślubu automatycznie powodują, że w oczach Boga ludzie stają się małżeństwem?”; „Jak Bóg rozliczy odmówienie małżeństwa - jako rozwód, jako hańba, jaki to będzie grzech?” – na pytania postawione w ten sposób trudno mi odpowiedzieć, bo właściwie kierowane są do samego Boga. Domyślam się, że małżeństwo nie następuje „automatycznie”, bo do małżeństwa trzeba miłości i wolności, a tu pojawiła się niewygodna „presja okoliczności”. W tych pytaniach niepokoi mnie bardzo „nieobecność” Matki i Dziecka. Pytasz jak Bóg „rozliczy” Twoje postępowanie – ciążę i ewentualną odmowę małżeństwa – ale czy zastanawiasz się jak „oceni” to kobieta, z którą współżyłeś (i obiecałeś ślub) i dziecko, które spłodziłeś? Poczucia odpowiedzialności za nie można by dopatrywać się w ostatnim pytaniu: „Czy może jednak wchodzić w to na siłę?”, ale tu też „słychać” troskę raczej o siebie, niż o nie. Uważam, że powinniście ze sobą (a może razem z waszymi rodzicami?) o tym wszystkim (po)rozmawiać. Niech ostateczna decyzja będzie przygotowana, rozsądna, rozważna i wspólna. Nie przesądzaj(cie) przy tym „z góry”, nie zakładaj(cie), że będzie źle czy tragicznie, ale zastanawiajcie się raczej, co i jak można/trzeba (z)robić, aby mogło być dobrze, albo nawet coraz lepiej. Spróbuj(cie) spojrzeć na tę sytuację „z boku” albo lepiej „z odwróconej perspektywy”, w której nauczał Chrystus, mówiąc np. „ostatni będą pierwszymi” albo „miłujcie nie tylko tych, którzy was miłują, ale nawet tych, którzy was nienawidzą”. W tej „odwróconej perspektywie” to, co „wydaje się” czarne, może okazać się tylko szare, albo nawet całkiem jasne… „Szukajcie, a znajdziecie”. Powodzenia w poszukiwaniach życzę
— Ksiądz Włodzimierz Misijuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.