Dziesiątki tysięcy chrześcijan opuściło ogarnięte wojną największe miasto Syrii, jakim jest Aleppo.
Dziesiątki tysięcy chrześcijan opuściło ogarnięte wojną największe miasto Syrii, jakim jest Aleppo. Ale wielu jest zdeterminowanych, by pozostać, mimo gróźb ze strony dżihadystów z „kalifatu” ISIS (Islamskie Państwo Iraku i Lewantu). Do 2012 roku, kiedy to do Aleppo dotarł konflikt syryjskiej wojny domowej, mieszkało około 250 tysięcy chrześcijan – głównie prawosławnych – co stanowiło jedną czwartą mieszkańców miasta. Teraz zostało ich 100 tysięcy – reszta uciekła. Niektórzy zginęli. Wciąż też nie wiadomo, co się stało z dwoma prawosławnymi metropolitami z Aleppo, Pawłem i Janem – zostali porwani w kwietniu ubiegłego roku, i słuch po nich zaginął.
Prawosławna cerkiew św. proroka Eliasza. Trwa wieczorne nabożeństwo. Diakon w złotych szatach liturgicznych okadza wspólnotę w liczbie około stu wiernych, a w międzyczasie rozlega się huk kolejnych bomb. Na nabożeństwa do różnych cerkwi docierają tylko te rodziny, które mają szczęście mieszkać w częściach miasta kontrolowanych przez rząd. Akurat ta świątynia jest w takiej dzielnicy, a do tego jest rzęsiście oświetlona dzięki zainstalowanemu przy niej generatorowi prądu – większa część Aleppo cierpi na ciągle przerwy w dostawie elektryczności, przez co domy toną w mroku.
O opuszczaniu Aleppo przez chrześcijan opowiada Jerzy Bakhasz, rzecznik prasowy aleppijskich chrześcijan:
Wielu członków naszej wspólnoty opuściło miasto, ponieważ stracili pracę i boją się terroru islamistów – dżihadyści nie są w mieście, ale w pobliżu. Chrześcijanie popadli w panikę, kiedy zobaczyli, co się stało w Mosulu. Postawiono im wybór: albo konwertują na islam, albo płacą dżizję [podatek dla niewiernych w przed-nowoczesnych państwach islamskich, przywrócony przez ISIS], albo uciekają. Prawie wszyscy z nich wybrali ostatnią możliwość. Wywołało to wielkie poruszenie tutaj, i chrześcijanie uciekli do Libanu, Szwecji, Kanady, USA i Armenii.
On sam jest zdeterminowany, by zostać, choć jego bracia i rodzice ze względów bezpieczeństwa wyemigrowali do USA: Mimo wszystko, nie opuszczę naszej ziemi. To nie możliwe. – mówi, trzymając na rękach swego dwuletniego synka.
Bazyli Szała, prawosławny chrześcijanin prowadzący kawiarnię za cerkwią św. Eliasza, jest przekonany, że ci, co uciekli, wrócą: Wielu chrześcijan emigrując podkreśla, że wyjeżdżają tymczasowo, i wrócą do kraju, jeśli sytuacja się poprawi, i będzie możliwość znalezienia pracy.
Jednak nie wydaje się to być takim oczywistym. W domu opieki dla osób starszych działającym przy parafii św. Eliasza zostało tylko sześciu jego rezydentów. Po resztę przyszły ich rodziny, i zabrali ich do zachodniej części miasta, którą kontrolują siły rządu – wschodnia jest kontrolowana przez islamistów.
Mimo tej dramatycznej sytuacji, chrześcijanie w Aleppo przygotowują się do Bożego Narodzenia, i deklarują, że bez względu na wszystko, przyjdą na świąteczne nabożeństwa, i będą się na nich szczególnie modlić o pokój. Jednak już kolejny rok ozdoby świąteczne i choinki postawią tylko w swych domach oraz cerkwiach i kościołach, a nie na ulicach, jak to było przed wojną – jak mówią, ze względu na swych męczenników, których wiele krwi się tu przelało.
Za: theorthodoxchurch.info
— Dominika Kovačević
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.