na podstawie kalendarza juliańskiego, według starego stylu
1Niech niewielu z was zostaje nauczycielami, moi bracia, gdyż wiecie, że czeka nas surowszy sąd.
1Бра́тїе, не мно́зи ᲂу҆чи́тели быва́йте, вѣ́дѧще, ꙗ҆́кѡ бо́льшее ѡ҆сꙋжде́нїе прїи́мемъ:
2Wszyscy bowiem w wielu sprawach upadamy. Jeśli ktoś nie upada w mowie, jest człowiekiem doskonałym, który też może utrzymać na wodzy całe ciało.
2мно́гѡ бо согрѣша́емъ всѝ. А҆́ще кто̀ въ сло́вѣ не согрѣша́етъ, се́й соверше́нъ мꙋ́жъ, си́ленъ ѡ҆бꙋзда́ти и҆ всѐ тѣ́ло.
3Oto koniom wkładamy wędzidła do pysków, aby były nam posłuszne, i kierujemy całym ich ciałem.
3Се́ (бо и҆) ко́нємъ ᲂу҆зды̑ во ᲂу҆ста̀ влага́емъ, да повинꙋ́ютсѧ на́мъ, и҆ всѐ тѣ́ло и҆́хъ ѡ҆браща́емъ:
4Podobnie i statki, choć są tak wielkie i pędzone gwałtownymi wichrami, jednak za pomocą niewielkiego steru są kierowane tam, dokąd chce sternik.
4сѐ, и҆ корабли̑ вели́цы сꙋ́ще и҆ ѿ же́стокихъ вѣ́трѡвъ заточа́еми, ѡ҆браща́ютсѧ ма́лымъ корми́льцемъ, а҆́може стремле́нїе пра́вѧщагѡ хо́щетъ:
5Tak też język jest małym organem, lecz bardzo się przechwala. Jakże wielki las zapala mały ogień!
5та́кожде же и҆ ѧ҆зы́къ ма́лъ ᲂу҆́дъ є҆́сть, и҆ вельмѝ хва́литсѧ. Сѐ, ма́лъ ѻ҆́гнь, (и҆) ко́ль вели̑ки вє́щи сожига́етъ.
6Język też jest ogniem i światem nieprawości. Język jest tak ułożony wśród naszych członków, że kala całe ciało i zapala bieg życia, i jest zapalony przez ogień piekielny.
6И҆ ѧ҆зы́къ ѻ҆́гнь, лѣ́пота непра́вды: си́це и҆ ѧ҆зы́къ водворѧ́етсѧ во ᲂу҆́дѣхъ на́шихъ, сквернѧ̀ всѐ тѣ́ло, и҆ палѧ̀ ко́ло рожде́нїѧ на́шегѡ, и҆ ѡ҆палѧ́ѧсѧ ѿ гее́нны:
7Wszelki bowiem rodzaj dzikich zwierząt, ptaków, gadów i morskich stworzeń można ujarzmić i zostaje ujarzmiony przez człowieka.
7всѧ́ко бо є҆стество̀ ѕвѣре́й же и҆ пти́цъ, га̑дъ же и҆ ры́бъ, ᲂу҆кроща́етсѧ и҆ ᲂу҆кроти́тсѧ є҆стество́мъ человѣ́ческимъ,
8Natomiast nikt z ludzi nie może ujarzmić języka. Jest to nieokiełznane zło, pełne śmiercionośnego jadu.
8ѧ҆зы́ка же никто́же мо́жетъ ѿ человѣ̑къ ᲂу҆кроти́ти: не ᲂу҆держи́мо (бо) ѕло̀, и҆спо́лнь ꙗ҆́да смертоно́сна.
9Nim błogosławimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi stworzonych na podobieństwo Boga.
9Тѣ́мъ благословлѧ́емъ бг҃а и҆ ѻ҆ц҃а̀, и҆ тѣ́мъ клене́мъ человѣ́ки бы́вшыѧ по подо́бїю бж҃їю:
10Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie powinno, moi bracia.
10ѿ тѣ́хже ᲂу҆́стъ и҆схо́дитъ благослове́нїе и҆ клѧ́тва. Не подоба́етъ, бра́тїе моѧ̑ возлю́бленнаѧ, си̑мъ та́кѡ быва́ти.
8A Stefan, napełniony wiarą i mocą, czynił przedziwne dzieła i wielkie znaki wśród ludu.
8Во днѝ ѻ҆́ны, стефа́нъ и҆спо́лнь вѣ́ры и҆ си́лы, творѧ́ше зна́мєнїѧ и҆ чꙋдеса̀ вє́лїѧ въ лю́дехъ.
9Wtedy wystąpili niektórzy z tak zwanej Synagogi Wyzwoleńców i z synagog Cyrenejczyków i Aleksandryjczyków, i tych z Cylicji, i z Azji, rozprawiając się ze Stefanem,
9Воста́ша же нѣ́цыи ѿ со́нма глаго́лемагѡ лїверті́нска и҆ кѷрине́йска и҆ а҆леѯа́ндрска, и҆ и҆̀же ѿ кїлїкі́и и҆ а҆сі́и, стѧза́ющесѧ со стефа́номъ:
10ale nie zdołali przeciwstawić się mądrości i Duchowi, w którym przemawiał.
10и҆ не можа́хꙋ противꙋста́ти премꙋ́дрости и҆ дх҃ꙋ, и҆́мже глаго́лаше.
11Wtedy podstawili mężów, którzy mówili: – Słyszeliśmy go wypowiadającego słowa bluźniercze przeciwko Mojżeszowi i Bogu.
11Тогда̀ под̾ꙋсти́ша мꙋ́жы глаго́лющыѧ, ꙗ҆́кѡ слы́шахомъ є҆го̀ глаго́люща глаго́лы хꙋ̑льныѧ на мѡѷсе́а и҆ на бг҃а.
12Podburzyli lud i starszych, i znawców Pisma, dopadli go, porwali i zaprowadzili do Sanhedrynu.
12Сподвиго́ша же лю́ди и҆ ста́рцы и҆ кни́жники, и҆ напа́дше восхи́тиша є҆го̀ и҆ приведо́ша на со́нмище,
13Postawili też fałszywych świadków mówiących: – Bo człowiek ten nie przestaje wypowiadać słów bluźnierczych przeciw temu świętemu miejscu i Prawu.
13поста́виша же свидѣ́тєли лѡ́жны глаго́лющыѧ, ꙗ҆́кѡ человѣ́къ се́й не престае́тъ глаго́лы хꙋ̑льныѧ глаго́лѧ на мѣ́сто ст҃о́е сїѐ и҆ зако́нъ:
14Słyszeliśmy go bowiem mówiącego, że Jezus, ten Nazarejczyk, zniszczy miejsce to i zmieni zwyczaje, jakie przekazał nam Mojżesz.
14слы́шахомъ бо є҆го̀ глаго́люща, ꙗ҆́кѡ і҆и҃съ назѡре́й се́й разори́тъ мѣ́сто сїѐ и҆ и҆змѣни́тъ ѡ҆бы̑чаи, ꙗ҆̀же предадѐ на́мъ мѡѷсе́й.
15Wszyscy zaś zasiadający w Sanhedrynie przyjrzawszy mu się uważnie, ujrzeli jego oblicze jakby oblicze anioła.
15И҆ воззрѣ́вше на́нь всѝ сѣдѧ́щїи въ со́нмищи, ви́дѣша лицѐ є҆гѡ̀ ꙗ҆́кѡ лицѐ а҆́гг҃ла.
1Arcykapłan rzekł: – Czy tak się mają te rzeczy?
1Рече́ же а҆рхїере́й: а҆́ще ᲂу҆́бѡ сїѧ̑ та́кѡ сꙋ́ть;
2On odrzekł: – Mężowie bracia i ojcowie, posłuchajcie! Bóg chwały ukazał się ojcu naszemu Abrahamowi, gdy był w Mezopotamii, zanim zamieszkał w Charanie.
2Ѻ҆́нъ же речѐ: мꙋ́жїе бра́тїе и҆ ѻ҆тцы̀, послꙋ́шайте. Бг҃ъ сла́вы ꙗ҆ви́сѧ ѻ҆тцꙋ̀ на́шемꙋ а҆враа́мꙋ сꙋ́щꙋ въ месопота́мїи, пре́жде да́же не всели́тисѧ є҆мꙋ̀ въ харра́нь,
3I rzekł do niego: – Wyjdź z ziemi twojej i spośród krewnych twoich i z domu ojca twego, i osiądź na tej ziemi, którą ci wskażę.
3и҆ речѐ къ немꙋ̀: и҆зы́ди ѿ землѝ твоеѧ̀ и҆ ѿ ро́да твоегѡ̀ и҆ ѿ до́мꙋ ѻ҆тца̀ твоегѡ̀, и҆ прїидѝ въ зе́млю, ю҆́же а҆́ще тѝ покажꙋ̀.
4Wówczas wyszedłszy z ziemi Chaldejczyków, osiedlił się w Charanie. A stamtąd, po śmierci jego ojca, przesiedlił go do tej ziemi, na której teraz mieszkacie.
4Тогда̀ и҆зше́дъ ѿ землѝ халде́йскїѧ, всели́сѧ въ харра́нь: и҆ ѿтꙋ́дꙋ, по ᲂу҆ме́ртвїи ѻ҆тца̀ є҆гѡ̀, преселѝ є҆го̀ въ зе́млю сїю̀, на не́йже вы̀ нн҃ѣ живетѐ,
5Ale nie dał mu dziedzictwa w niej, nawet żeby mógł stopę postawić, i obiecał dać ją na własność jemu i jego potomstwu, chociaż nie miał dziecka.
5и҆ не дадѐ є҆мꙋ̀ наслѣ́дїѧ въ не́й, нижѐ стопы̀ нѡ́гꙋ: и҆ ѡ҆бѣща̀ да́ти є҆мꙋ̀ ю҆̀ во ѡ҆держа́нїе и҆ сѣ́мени є҆гѡ̀ по не́мъ, не сꙋ́щꙋ є҆мꙋ̀ ча́дꙋ.
47Ale dopiero Salomon zbudował Mu Dom.
47Соломѡ́нъ же созда̀ є҆мꙋ̀ хра́мъ.
48Lecz Najwyższy nie mieszka w tym, co ręką zostało uczynione, tak jak i prorok mówi:
48Но вы́шнїй не въ рꙋкотворе́нныхъ це́рквахъ живе́тъ, ꙗ҆́коже прⷪ҇ро́къ глаго́летъ:
49Niebo mi tronem a ziemia podnóżkiem nóg moich; jakiż dom zbudujecie mi, mówi Pan, albo jakież miejsce dla odpocznienia mego?
49нб҃о мнѣ̀ прⷭ҇то́лъ є҆́сть, землѧ́ же подно́жїе нога́ма мои́ма: кі́й хра́мъ сози́ждете мѝ, гл҃етъ гдⷭ҇ь, и҆лѝ ко́е мѣ́сто поко́ищꙋ моемꙋ̀;
50Czyż nie moja ręka uczyniła to wszystko?
50Не рꙋка́ ли моѧ̀ сотворѝ сїѧ̑ всѧ̑;
51O wy, twardego karku i nieobrzezanych serc i uszu, zawsze Duchowi Świętemu sprzeciwiacie się – jak ojcowie wasi, tak i wy!
51Жестоковы́йнїи и҆ неѡбрѣ́заннїи сердцы̀ и҆ ᲂу҆шесы̀, вы̀ прⷭ҇нѡ дх҃ꙋ ст҃о́мꙋ проти́витесѧ, ꙗ҆́коже ѻ҆тцы̀ ва́ши, та́кѡ и҆ вы̀:
52Któregoż z proroków nie prześladowali ojcowie wasi? I zabili tych, którzy zapowiadali przyjście Sprawiedliwego, a teraz wy staliście się Jego zdrajcami i zabójcami!
52кого̀ ѿ прⷪ҇рѡ́къ не и҆згна́ша ѻ҆тцы̀ ва́ши; и҆ ᲂу҆би́ша предвозвѣсти́вшыѧ ѡ҆ прише́ствїи првⷣнагѡ, є҆гѡ́же вы̀ нн҃ѣ преда́телє и҆ ᲂу҆бі̑йцы бы́сте,
53Wy, którzy otrzymaliście Prawo, jak wam je dali aniołowie, i nie przestrzegaliście go.
53и҆̀же прїѧ́сте зако́нъ ᲂу҆строе́нїемъ а҆́гг҃льскимъ и҆ не сохрани́сте.
54Gdy to usłyszeli, serca ich zawrzały gniewem i zgrzytali zębami na niego.
54Слы́шаще же сїѧ̑, распыха́хꙋсѧ сердцы̀ свои́ми и҆ скрежета́хꙋ зꙋбы̀ на́нь.
55A Stefan, będąc pełen Ducha Świętego, podniósłszy oczy ku niebu, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Boga
55Стефа́нъ же сы́й и҆спо́лнь дх҃а ст҃а, воззрѣ́въ на не́бо, ви́дѣ сла́вꙋ бж҃їю и҆ і҆и҃са стоѧ́ща ѡ҆деснꙋ́ю бг҃а,
56i rzekł: – Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga.
56и҆ речѐ: сѐ, ви́жꙋ небеса̀ ѿвє́рста и҆ сн҃а чл҃вѣ́ча ѡ҆деснꙋ́ю стоѧ́ща бг҃а.
57Zawoławszy głosem wielkim, zatykali uszy swoje i rzucili się wszyscy razem na niego,
57Возопи́вше же гла́сомъ ве́лїимъ, затыка́хꙋ ᲂу҆́шы своѝ и҆ ᲂу҆стреми́шасѧ є҆динодꙋ́шнѡ на́нь,
58i wyprowadziwszy poza miasto, kamienowali go. A świadkowie złożyli szaty swoje u stóp młodzieńca zwanego Szawłem.
58и҆ и҆зве́дше внѣ̀ гра́да, ка́менїемъ побива́хꙋ є҆го̀: и҆ свидѣ́телїе (сне́мше) ри̑зы своѧ̑ положи́ша при ногꙋ̀ ю҆́ноши нарица́емагѡ са́ѵла,
59I kamienowali Stefana modlącego się i mówiącego: – Panie, Jezu, przyjmij ducha mego.
59и҆ ка́менїемъ побива́хꙋ стефа́на, молѧ́щасѧ и҆ глаго́люща: гдⷭ҇и і҆и҃се, прїимѝ дꙋ́хъ мо́й.
60Padłszy na kolana, zawołał głosem wielkim: – Panie, nie poczytuj im tego grzechu! I to powiedziawszy, zasnął [w Panu].
60Прекло́нь же колѣ̑на, возопѝ гла́сомъ ве́лїимъ: гдⷭ҇и, не поста́ви и҆̀мъ грѣха̀ сегѡ̀. И҆ сїѧ̑ ре́къ ᲂу҆́спе.
11W owym czasie, wszedł Jezus do Jerozolimy i do świątyni, obejrzawszy tam wszystko, udał się z dwunastoma do Betanii, ponieważ była już późna pora.
11Во вре́мѧ ѻ҆́но, вни́де і҆и҃съ во і҆ерⷭ҇ли́мъ и҆ въ цр҃ковь, и҆ соглѧ́давъ всѧ̑: по́здѣ ᲂу҆жѐ сꙋ́щꙋ часꙋ̀, и҆зы́де въ виѳа́нїю со ѻ҆бѣмана́десѧте.
12A gdy nazajutrz wracali z Betanii, poczuł głód.
12И҆ наꙋ́трїе и҆зше́дшымъ и҆̀мъ ѿ виѳа́нїи, взалка̀:
13Widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł sprawdzić, czy na nim czegoś nie znajdzie. I podszedłszy do niego, nie znalazł nic prócz liści, bo nie była to pora na figi.
13и҆ ви́дѣвъ смоко́вницꙋ и҆здале́ча, и҆мꙋ́щꙋ ли́ствїе, прїи́де, а҆́ще ᲂу҆́бѡ что̀ ѡ҆брѧ́щетъ на не́й: и҆ прише́дъ къ не́й, ничесѡ́же ѡ҆брѣ́те, то́кмѡ ли́ствїе: не ᲂу҆̀ бо бѣ̀ вре́мѧ смо́квамъ.
14Jezus powiedział do drzewa: – Niech nikt już nigdy nie je z ciebie owoców. Słyszeli to uczniowie.
14И҆ ѿвѣща́въ і҆и҃съ речѐ є҆́й: да не ктомꙋ̀ ѿ тебє̀ во вѣ́ки никто́же плода̀ снѣ́сть. И҆ слы́шахꙋ ᲂу҆чн҃цы̀ є҆гѡ̀.
15I przyszli do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni Jezus począł wyrzucać sprzedawców oraz kupujących w świątyni. Powywracał stoły wymieniających pieniądze i ławy sprzedających gołębie.
15И҆ прїидо́ша (па́ки) во і҆ерⷭ҇ли́мъ. И҆ вше́дъ і҆и҃съ въ це́рковь, нача́тъ и҆згони́ти продаю́щыѧ и҆ кꙋпꙋ́ющыѧ въ це́ркви: и҆ трапє́зы торжникѡ́мъ и҆ сѣда̑лища продаю́щихъ гѡ́лꙋби и҆спрове́рже:
16Nie dozwalał też przenosić przez teren świątyni żadnych przedmiotów.
16и҆ не даѧ́ше, да кто̀ мимонесе́тъ сосꙋ́дъ сквозѣ̀ це́рковь.
17Nauczał słowami: – Czyż nie napisano: Mój dom będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów? Wy zaś zrobiliście z niego jaskinię rozbójników.
17И҆ ᲂу҆ча́ше, гл҃ѧ и҆̀мъ: нѣ́сть ли пи́сано, ꙗ҆́кѡ хра́мъ мо́й хра́мъ моли́твы нарече́тсѧ всѣ̑мъ ꙗ҆зы́кѡмъ; вы́ же сотвори́сте є҆го̀ верте́пъ разбо́йникѡмъ.
18Arcykapłani i znawcy Ksiąg usłyszeli o tym i szukali sposobu, jak Go zgładzić. Bali się Go, bo cały lud zachwycał się Jego nauką.
18И҆ слы́шаша кни́жницы и҆ а҆рхїере́є, и҆ и҆ска́хꙋ, ка́кѡ є҆го̀ погꙋбѧ́тъ: боѧ́хꙋбосѧ є҆гѡ̀, ꙗ҆́кѡ ве́сь наро́дъ дивлѧ́шесѧ ѡ҆ ᲂу҆ч҃нїи є҆гѡ̀.
19A gdy następował wieczór, wychodzili poza miasto.
19И҆ ꙗ҆́кѡ по́здѣ бы́сть, и҆схожда́ше во́нъ и҆з̾ гра́да.
20Przechodząc rano koło drzewa figowego, zobaczyli, że uschło od korzeni.
20И҆ ᲂу҆́трѡ мимоходѧ́ще, ви́дѣша смоко́вницꙋ и҆зсо́хшꙋ и҆з̾ коре́нїѧ.
21Przypomniawszy sobie, Piotr rzekł do Niego: – Nauczycielu, spójrz, figa, którą przekląłeś, uschła.
21И҆ воспомѧнꙋ́въ пе́тръ глаго́ла є҆мꙋ̀: равві̀, ви́ждь, смоко́вница, ю҆́же проклѧ́лъ є҆сѝ, ᲂу҆́сше.
22Jezus powiedział im: – Miejcie wiarę Bożą.
22И҆ ѿвѣща́въ і҆и҃съ гл҃а и҆̀мъ:
23Amen, powiadam wam: – Gdyby ktoś tej oto górze powiedział: Wznieś się i rzuć do morza, a nie zwątpił w sercu swoim, lecz wierzył, że spełnią się jego słowa – stanie się to, o czym mówi.
23и҆мѣ́йте вѣ́рꙋ бж҃їю: а҆ми́нь бо гл҃ю ва́мъ, ꙗ҆́кѡ, и҆́же а҆́ще рече́тъ горѣ̀ се́й: дви́гнисѧ и҆ ве́рзисѧ въ мо́ре: и҆ не размы́слитъ въ се́рдцы свое́мъ, но вѣ́рꙋ и҆́метъ, ꙗ҆́кѡ є҆́же глаго́летъ, быва́етъ: бꙋ́детъ є҆мꙋ̀, є҆́же а҆́ще рече́тъ:
33Rzecze Pan taką przypowieść: Był pewien człowiek, gospodarz, który zasadził winnicę i otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię i zbudował wieżę, powierzył ją rolnikom i odjechał.
33Речѐ гдⷭ҇ь при́тчꙋ сїю̀: человѣ́къ нѣ́кїй бѣ̀ домови́тъ, и҆́же насадѝ вїногра́дъ, и҆ ѡ҆пло́томъ ѡ҆градѝ є҆го̀, и҆ и҆скопа̀ въ не́мъ точи́ло, и҆ созда̀ сто́лпъ, и҆ вда́стъ и҆̀ дѣ́лателємъ: и҆ ѿи́де.
34Kiedy zaś nadszedł czas winobrania, posłał sługi swe do rolników, by odebrali jego owoce.
34Є҆гда́ же прибли́жисѧ вре́мѧ плодѡ́въ, посла̀ рабы̑ своѧ̑ къ дѣ́лателємъ прїѧ́ти плоды̀ є҆гѡ̀:
35Ale rolnicy pojmali sługi jego, tego obili, tamtego zabili, jeszcze innego obrzucili kamieniami.
35и҆ є҆́мше дѣ́лателє рабѡ́въ є҆гѡ̀, ѻ҆́ваго ᲂу҆́бѡ би́ша, ѻ҆́ваго же ᲂу҆би́ша, ѻ҆́ваго же ка́менїемъ поби́ша.
36Znowu posłał inne sługi, liczniejsze od pierwszych, i uczynili im tak samo.
36Па́ки посла̀ и҆́ны рабы̑ мно́жайшѧ пе́рвыхъ: и҆ сотвори́ша и҆̀мъ та́коже.
37Na ostatek zaś posłał do nich syna swego, mówiąc: – Uszanują syna mego.
37Послѣди́ же посла̀ къ ни̑мъ сы́на своего̀, глаго́лѧ: ᲂу҆срамѧ́тсѧ сы́на моегѡ̀.
38Rolnicy zaś, widząc syna, rzekli do siebie: – Ten jest dziedzicem. Chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo.
38Дѣ́лателє же ви́дѣвше сы́на, рѣ́ша въ себѣ̀: се́й є҆́сть наслѣ́дникъ: прїиди́те, ᲂу҆бїе́мъ є҆го̀ и҆ ᲂу҆держи́мъ достоѧ́нїе є҆гѡ̀.
39I pojmawszy go, wyprowadzili poza winnicę i zabili.
39И҆ є҆́мше є҆го̀ и҆зведо́ша во́нъ и҆з̾ вїногра́да и҆ ᲂу҆би́ша.
40Gdy więc przyjdzie pan winnicy, co uczyni tym rolnikom?
40Є҆гда̀ ᲂу҆̀бо прїи́детъ господи́нъ вїногра́да, что̀ сотвори́тъ дѣ́лателємъ тѣ̑мъ;
41Mówią mu: – Złoczyńcom owym zły koniec zgotuje, a winnicę powierzy innym rolnikom, którzy oddawać mu będą owoce w swoim czasie.
41Глаго́лаша є҆мꙋ̀: ѕлы́хъ ѕлѣ̀ погꙋби́тъ и҆̀хъ, и҆ вїногра́дъ преда́стъ и҆́нымъ дѣ́лателємъ, и҆̀же воздадѧ́тъ є҆мꙋ̀ плоды̀ во времена̀ своѧ̑.
42Mówi im Jezus: – Czy nigdy nie czytaliście w Pismach: Kamień, który odrzucili budowniczowie, ten stał się kamieniem węgielnym. Od Pana stało się to i zdumiewa nasze oczy.
42Гл҃а и҆̀мъ і҆и҃съ: нѣ́сте ли члѝ николи́же въ писа́нїихъ: ка́мень, є҆гѡ́же не въ рѧдꙋ̀ сотвори́ша {небрего́ша} зи́ждꙋщїи, се́й бы́сть во главꙋ̀ ᲂу҆́гла; ѿ гдⷭ҇а бы́сть сїѐ, и҆ є҆́сть ди́вно во ѻ҆́чїю ва́шєю {на́шєю}.
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.