24 kwietnia w Cerkwi w Gryficach sprawowano Boską Liturgię, podczas której modlono się za zmarłych.
24 kwietnia w Cerkwi w Gryficach sprawowano Boską Liturgię, podczas której modlono się za zmarłych. Wierzymy, że wszyscy wierzący nie umierają, lecz żyją wiecznie w Panu. Umierający w Bogu prawosławni chrześcijanie nie przestają być członkami Świętej Cerkwi, tworzą samą prawdziwą, realną i żywą grupę z pozostałymi żyjącymi dziećmi Bożymi.
Wtorek drugiego tygodnia po Zmartwychwstaniu Chrystusa w Cerkwi poświęcony jest modlitwom za zmarłych. Tegoroczne nabożeństwo prawosławne zbiegło się z dniem, w którym Ormianie obchodzą pamięć mordu swych braci i sióstr, dokonanego w latach 1915-17 przez Turcję. Po nawiązaniu w ubiegłym roku przez naszą parafię kontaktów z Ormianami mieszkającymi w naszym mieście, tegoż dnia modliliśmy się za naszych braci Ormian, którzy odeszli do Pana w tak brutalny sposób.
Masakra Ormian w Turcji była pierwszym ludobójstwem XX wieku. Szacuje się, że w latach 1915-17 zginęło w niej ok. 1,5 miliona ludzi. Ludobójstwo szybko poszło jednak w zapomnienie. W 1939 roku Adolf Hitler, wydając rozkaz ataku na Polskę, mówił na odprawie dla dowódców Wehrmachtu: "Zabijajcie bez litości kobiety, starców i dzieci; liczy się szybkość i okrucieństwo. Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?"
W pierwszych wiekach naszej ery rozprzestrzenianiu się chrześcijaństwa w Armenii sprzyjał szereg czynników zewnętrznych. W Kapadocji, Antiochii, Adiabenie w północnej Mezopotamii - krajach, z którymi Armenia miała dobre stosunki handlowe, polityczne i kulturalne - chrześcijaństwo było już mocno zakorzenione. Oprócz tego w okresie od I do III wieku tzw. Mała Armenia była politycznie częścią rzymskiej prowincji Kapadocji i było oczywiste, że stamtąd chrześcijaństwo rozprzestrzeniało się do tzw. Wielkiej Armenii. Duży wpływ na szerzenie chrześcijaństwa miały również istniejące w Armenii kolonie żydowskie. To właśnie do domu żydowskiego wielmoży Tubiji w Edessie przybył apostoł św. Juda Tadeusz, który prowadził w Armenii ewangelizację w latach 43-66, a w roku 60 dołączył do niego apostoł św. Bartłomiej.
Armenia była pierwszym krajem na świecie, który przyjął chrześcijaństwo jako swoją oficjalną religię - stało się to w 301 roku. Była też pierwszym krajem, który stoczył wojnę religijną w obronie chrześcijaństwa - miało to miejsce w 451 roku, kiedy Persowie chcieli narzucić Ormianom zoroastryzm. Ormiański Kościół nazywa sam siebie Apostolskim, ponieważ swoje pochodzenie wywodzi od dwóch apostołów Chrystusa - św. Bartłomieja i św. Judy Tadeusza, którzy głosili Ewangelię na ziemiach armeńskich. Przez całe wieki Armenia pozostawała wyspą chrześcijaństwa w morzu islamu i mimo wielu stuleci prześladowań pozostała wierna swojej religii. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich siedemnastu wieków Ormianie cieszyli się niepodległością tylko przez trzy stulecia, zaś ich kraj był nieustannie najeżdżany i okupowany przez różnych innowierców: Persów, Seldżuków, egipskich Mameluków, Mongołów, Arabów i Osmanów. W 1639 roku doszło do rozbioru Armenii - jej zachodnią część zajęli Turcy, wschodnią zaś Persowie, którym w 1828 roku ziemie te zabrali Rosjanie.
Rzezi Ormian w 1915 roku nie dokonano jednak z pobudek religijnych i nie uczyniła tego siła związana z islamem. Co prawda pogromy na dużą skalę zaczęły się już w roku 1894 za panowania sułtana Abdulhamida II, zwanego "krwawym sułtanem", jednak ich celem nie była ostateczna eksterminacja ludności ormiańskiej, lecz raczej jej zastraszenie. Ormianie bowiem, podobnie jak inne podbite ludy w imperium osmańskim (np. Grecy, Bułgarzy czy Serbowie), przez cały wiek XIX dążyli do zrzucenia jarzma tureckiego. Na skutek sułtańskich pogromów liczba ludności ormiańskiej w Turcji spadła jednak z 2,6 mln w 1882 roku do 2,1 mln w 1912 roku.
24 kwietnia 1915 r. rząd Turcji wydał rozkaz rozpoczęcia masowych wysiedleń i mordowania Ormian. Zabijanie zaczęło się od ormiańskiej inteligencji: księży, nauczycieli, lekarzy, pisarzy. W wyniku tej operacji setki tysięcy Ormian zmarło z głodu albo zostało brutalnie wymordowanych przez tureckich żołnierzy i Kurdów, których rząd buntował przeciwko chrześcijańskim Ormianom i Asyryjczykom.
Zatrzymanych topiono, spychano w przepaści górskie, przybijano podkowy końskie do stóp, duchownych żywcem palono lub zakopywano w ziemi. Zapoczątkowano też tzw. akcję deportacyjną. Tak opisuje ją brytyjski historyk David Marshall Lang: "Niemowlęta zabierano do 'sierocińców', które okazywały się jamami wykopanymi w ziemi: wrzucane tam dzieci żywcem grzebano pod stosem kamieni. Z kobiet i starców formowano karawany i zmuszano do pieszego wielosetkilometrowego marszu w kierunku Aleppo i innych punktów zbiorczych na terenie Syrii. Po drodze napadały na nie bandy, którym władze pozwalały na mordowanie deportowanych i grabież ich dobytku. Deportowanym nie dawano ani pożywienia, ani wody, wielu rychło utraciło zmysły i zmarło z pragnienia. Po nocach eskortujący żandarmi zabawiali się rozbierając do naga każdą przystojną dziewczynę, która im wpadła w oko, i zmuszając do udziału w rozmaitych erotycznych perwersjach. Kończyło się to zazwyczaj wypruwaniem kiszek i odcinaniem piersi ofiar; wiele tak okaleczonych zwłok, wrzuconych do Tygrysu i Eufratu, prąd wyrzucał na brzeg w dole rzeki."
Do końca 1915 r. około pół miliona ludzi wypędzono na Pustynię Syryjską, gdzie ginęli pozbawieni wody i schronienia od słońca. Szczególne represje spotykały przedstawicieli Kościoła ormiańskiego, których niejednokrotnie palono lub zakopywano żywcem.
Cerkiew w swoich nabożeństwach cyklu dobowego, tygodniowego jak również rocznego nie zapomina o swoich zmarłych członkach. Ważnym jest również pamięć o wszystkich chrześcijanach, dlatego też nasza parafia wznosiła swoje modlitwy za braci Ormian.
W pracy duchowej jak również życiowej, świeckiej, pokolenia przyszłe przedłużają budowę na fundamencie położonym przez pokolenia poprzedzające nas. Przedłużają dzieło zapoczątkowane przez przodków, wykorzystują płody ich trudów, zbierają to, co zostało zasiane przez nich, oraz sami się trudzą, sieją dla przyszłych pokoleń. Dlatego sprawiedliwym i właściwym jest, aby prawosławni żyjący na ziemi, przygotowujący się do wyjścia do pracy, rozpoczynali swój trud modlitwą i to modlitwą za tych, którzy wcześniej się trudzili i przygotowali niwę dla ich pracy.
— ks. Andrzej Demczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.