Ojca Aleksandra Mienia poznałem w 1980 roku w jego domu.
Ojca Aleksandra Mienia poznałem w 1980 roku w jego domu. Od razu zwróciłem uwagę na jego niezwykłą erudycję. Od tego czasu korespondowaliśmy, przy każdej nadarzającej się okazji przekazywałem mu książki i artykuły, gdyż w Związku Sowieckim teolog pracował w warunkach znacznie gorszych i trudniejszych niż w III Rzeszy. W 1987 ojciec Aleksander przyjechał do Polski na miesiąc, ale pozostał tylko tydzień. Ciągle się spieszył. Mówił, że jest mało czasu i tak dużo do zrobienia. Jakby przeczuwał… Odjechał, pozostawiając uczucie niedosytu. [...]
Ojciec Aleksander był kapłanem Cerkwi rosyjskiej. Nigdy by z Rosji nie wyjechał. Był uczonym i człowiekiem wielkiego serca, chlubą swego narodu. Po siedemdziesięciu latach rządów bolszewików życie religijne kraju prawie nie istniało. Rosja była pustynią religijną. To właśnie ojciec Aleksander był pracownikiem na tej pustyni, gdzie wykonywał tytaniczną pracę. W niedzielny poranek 9 września 1990 roku, gdy ojciec Aleksander około godziny szóstej rano szedł na stację kolejową Siemchoz, by udać się pociągiem do miejscowości Nowaja Dieriewnia, do swojej cerkwi, na jego drodze pojawił się człowiek z siekierą. Ojciec Aleksander był w drodze, jak chrześcijanin, który zawsze jest w drodze, i na swojej drodze spotkał mordercę. Krew ojca Aleksandra została przelana w miejscu przecięcia się jego drogi z domu do cerkwi z drogą, którą św. Sergiusz z Radonieża chodził ze swego domu do założonego przez siebie monasteru. Jest to symboliczne, gdyż oznacza analogię ich posługi, trud św. Sergiusza związany z odrodzeniem narodu po niewoli tatarskiej i trud ojca Aleksandra, związany z odrodzeniem po niewoli bolszewickiej. Cios zadany siekierą był wymierzony bardzo precyzyjnie, miał zlikwidować człowieka, który poświęcił całe swoje życie dziełu ewangelizacji nie poszczególnych ludzi, ale całego narodu. Nawet nie próbowano tej zbrodni przybrać w pozory nieszczęśliwego wypadku czy też napadu rabunkowego. Człowiek z siekierą w mroku podmoskiewskiego poranka...
Cały tekst można przeczytać na stronie www.liturgia.cerkiew.pl
— ks. Henryk Paprocki
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.