Prezentujemy relację z pieszej pielgrzymki członków Bractwa Młodzieży Prawosławnej Diecezji Wrocławsko-Szczecińskiej na św.
Prezentujemy relację z pieszej pielgrzymki członków Bractwa Młodzieży Prawosławnej Diecezji Wrocławsko-Szczecińskiej na św. Górę Grabarkę. Młodzież z zachodu Polski pielgrzymowała razem z grupą warszawską. Poniżej sprawozdanie jednej z uczestniczek.
W dniach 13-17 sierpnia 2006 r. odbyła się IV piesza pielgrzymka z Warszawy na św. Górę Grabarkę. W tym roku pierwszy raz uczestniczyliśmy w niej oficjalnie jako Bractwo Młodzieży Prawosławnej Diecezji Wrocławsko-Szczecińskiej. W pielgrzymce wzięło udział ponad 50 osób w tym 12 z naszej diecezji.
Wszystko zaczęło się już 12 sierpnia, ponieważ to wtedy większość osób z naszego bractwa dotarła do Warszawy. Na miejscu zostaliśmy mile przywitani przez ks. Adama Misijuka, który zajął się nami i zapewnił nam dach nad głową na tę noc, która dzieliła nas od pielgrzymki. Pomimo zmęczenia podróżą nie wszystkim chciało się spać, więc część osób postanowiła zwiedzić warszawską Starówkę - a było co oglądać, bo w nocy Warszawa jest najpiękniejsza. Po powrocie do domu wszyscy położyliśmy się do łóżek, aby nabrać sił przed czekającym nas pierwszym etapem.
Po mile spędzonej nocy, wyspani i pełni energii stawiliśmy się około 6.30 na zbiórkę, która miała miejsce pod katedrą na warszawskiej Pradze. Tam spotkaliśmy się z resztą pielgrzymów, pozbieraliśmy bagaże wszystkich do jednego busa i pod przewodnictwem ks. Jerzego Kulika udaliśmy się na stację PKP, skąd wyjeżdżał pociąg do Wołomina.
Na miejscu w Wołominie byliśmy około godziny 7.30. Po przyjeździe dopełniliśmy formalności, otrzymaliśmy identyfikatory kupiliśmy drewniane krzyże. Następnie około godz. 8.15 rozpoczęła się Liturgia. Po jej zakończeniu ks. Misijuk przedstawił wszystkim motto pielgrzymki, które brzmiało: „Aby wasza miłość doskonaliła się coraz bardziej” oraz pokrótce wyjaśnił nam myśl w nim zawartą. Słowa te prowadziły nas przez dalszą część pielgrzymki i pomagały nam znosić trudy podróży. Około godziny 10.00 z radością w sercach, modlitwą Jezusową na ustach, oraz potężnym krzyżem w dłoniach ruszyliśmy w drogę.
Pierwszy etap podróży mijał nam dość przyjemnie. Pomimo niezbyt dobrych prognoz pogody słońce świeciło, a nam szło się wartko. Zatrzymywaliśmy się kilka razy na postojach i na obiedzie. Niestety pod koniec pierwszego etapu padał deszcz, a my czuliśmy już spore zmęczenie, więc wszyscy z nadzieją oczekiwali pierwszego postoju w miejscowości Dobre. Po dotarciu na miejsce i rozpakowaniu bagaży odbyły się modlitwy wieczorne. Potem wszyscy zjedli szybko kolację, umyli się i położyli spać. Nie wszystkim było jednak dane spać długo, ponieważ około godz. 5.00 dotarła reszta osób z naszej diecezji.
Po dość krótkim, ale za to bardzo regenerującym siły śnie wszyscy zebrali się na modlitwach porannych, a następnie na śniadaniu. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że na niebie wisiały dość nieprzyjemnie wyglądające chmury, a jak się później okazało, także bardzo obfite w deszcz. Wszyscy ubezpieczyliśmy się w płaszcze przeciwdeszczowe i ruszyliśmy w drogę. Może nie było tak lekko jak pierwszego dnia, ale dawaliśmy radę i umilaliśmy sobie czas śpiewając wszystkie pieśni cerkiewne jakie znaliśmy. Nie patrzyliśmy na to, że kartki „Bohohłasnika” są mokre i posklejane. Ważne było to aby cieszyć się tą chwilą, w której mogliśmy być razem. Mieliśmy nadzieję, że padać przestanie choć na jakiś czas, lecz deszcz nie opuścił nas już do końca dnia.
W Węgrowie zatrzymaliśmy się w pięknej nowej szkole, gdzie zjedliśmy obiad i mogliśmy się wykąpać w ciepłej wodzie. Nie długo po dotarciu na miejsce dołączył do nas nasz niezastąpiony dyrygent Adam Kondraciuk, który nie mógł przybyć wcześniej. Zaraz potem dowiedzieliśmy się, że mamy próbę chóru ponieważ chór Błahodar miał śpiewać Liturgię polową. Po próbie odbyły się modlitwy wieczorne oraz panichida za ojca Antoniego Haburę, który miał być z nami na tej pielgrzymce, lecz życie potoczyło się inaczej. Kiedy na zakończenie panichidy zabrzmiało „Wicznaja pamiat” wspomnienia związane z ojcem Antonim powróciły i wszystkim łzy napłynęły do oczu… i tak w ciszy i skupieniu położyliśmy się spać.
Kolejny dzień rozpoczął się o wiele lepiej niż poprzedni, gdyż słońce świeciło, a humory dopisywały. Wyruszyliśmy tym razem bez śniadania ponieważ za niecałą godzinę mieliśmy postój i tam odprawiona została Liturgia polowa. Większość osób pierwszy raz miała okazję uczestniczyć w nabożeństwie celebrowanym na świeżym powietrzu w środku lasu. Także wielką radością dla nas była możliwość zaśpiewania całej Liturgii z pomocą innych pielgrzymów. Po jej zakończeniu zjedliśmy sniadanie i ruszyliśmy w trasę, która tego dnia była krótsza, więc dość lekko i miło przeszliśmy resztę drogi. Kolejny nocleg miał miejsce w miejscowości Repki. Tam, jak co roku, odbył się mecz piłki nożnej, w którym braliśmy udział. Następnie modlitwy wieczorne, kolacja, a potem przyjemne rozmowy do późna.
Czwartego dnia pogoda dopisywała, pięknie świeciło słońce i wiał wietrzyk. Tego dnia przekroczyliśmy rzekę Bug i wkroczyliśmy na tereny, gdzie jest najwięcej parafii prawosławnych w Polsce. W jednej ze wsi, jak co roku, zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci przez parafian cerkwi drohiczyńskiej. Na początek pomodliliśmy się, a następnie każdy ułamał sobie kawałek domowego chleba upieczonego specjalnie dla nas, na którym umieszczono znak krzyża. Poczęstowano nas także masą słodkości i owoców. Po tak obfitej gościnie ruszyliśmy w dalszą drogę. Koniec czwartego etapu miał miejsce w Drohiczynie. Wchodząc do miasta wszyscy byliśmy radośni i zadowoleni z siebie. Szliśmy ulicami miasta, śpiewaliśmy głośno troparion święta i tak dotarliśmy do cerkwi. Następnie odbyła się wieczernia, po której wszyscy rozeszliśmy się do poszczególnych parafian, aby zregenerować siły przed ostatnim dniem pielgrzymki.
Piąty i ostatni etap pielgrzymki rozpoczął się Świętą Liturgią. Można powiedzieć, że był to najprzyjemniejszy etap. Bardzo często zatrzymywaliśmy się na postojach, a ludzie częstowali nas smakołykami. Byli bardzo gościnni i serdeczni co powodowało, że nie zwracaliśmy uwagi na zmęczenie i żar lejący się z nieba. Przed samą św. Górą Grabarką mieliśmy postój w Siemiatyczach, gdzie proboszcz tamtejszej parafii ks. Bazyli Litwiniuk (wieloletni proboszcz parafii w Legnicy) sprawował wieczernię i molebien. Po jej zakończeniu czekała na nas uczta przygotowana przez parafian. Żal było wstawać od stołu, ale po jakiejś godzinie postoju ruszyliśmy dalej.
Kiedy zbliżyliśmy się do św. Góry Grabarki radość obudziła się w naszych sercach. Wszyscy głośno śpiewaliśmy tropar ”Preobraziłsia jesi…” i pomimo zmęczenia wartko zmierzaliśmy na górę. Następnie prawie wszyscy okrążyliśmy cerkiew trzy razy na kolanach i weszliśmy do środka, aby pomodlić się i pokłonić przed Iwierską ikoną Bogurodzicy. Chwilę potem zebraliśmy się w miejscu, gdzie znajdują się krzyże z poprzednich pielgrzymek warszawskich i tam poświęciliśmy te przyniesione w tym roku. Właściwie ten moment można uznac za koniec pielgrzymki. Od tej pory pozostaje już tylko radość z tego, że wytrwaliśmy i dotarliśmy na to święte miejsce.
Tego samego dnia po rozbiciu namiotów braliśmy udział w nabożeństwie całonocnego czuwania i panichidzie odprawianej za ojca Antoniego Haburę. W jej trakcie dało się słyszeć głosy przechodzących ludzi, którzy zatrzymywali się i ciepło wspominali naszego ojca. Mimo łez, których nie brakowało, wszyscy czuliśmy i wiedzieliśmy, że jest i był w czasie całej pielgrzymki z nami.
Kolejny dzień minął nam na odpoczynku. Spaliśmy dłużej niż zwykle a potem udaliśmy się do cerkwi na nabożeństwo sprawowane przez biskupa Grzegorza. Tak się złożyło, że i tę Liturgię mogliśmy zaśpiewać, lecz tym razem dyrygentem był ks. Jerzy Kulik. Po jej zakończeniu wszyscy wypoczywali, aby nabrać sił na resztę dnia. Po południu dołączyli do nas jeszcze inni bractwowicze i razem uczestniczyliśmy w nabożeństwach. Późnym wieczorem wszyscy zebraliśmy się pod krzyżem i odmówiliśmy modlitwy przed przyjęciem Eucharystii. Następnie kto chciał poszedł do spowiedzi i dostąpił radości przyjęcia Ciała i Krwi Chrystusa na św. Górze Grabarce, co było uwieńczeniem naszego trudu włożonego w tę pielgrzymkę.
I tak zakończyła się cała pielgrzymka oraz uroczystości na św. Górze Grabarce. Uważam, że była ona bardzo udana i bogata w wiele przeżyć duchowych. Osobiście sądzę, że dotarcie na Św. Górę piechotą wzbogaciło nas duchowo i nie było tym samym co przyjazd autokarem. Przeszliśmy te blisko 140 kilometrów w pocie czoła, zmęczeni, strudzeni podróżą i samo święto stało się dla nas czymś jeszcze ważniejszym i bardzo radosnym. Myślę, że każdy z idących miał jakiś cel do którego dążył, szedł z jakąś intencją i wierzę w to, że każdy ten cel osiągnął. Byliśmy wszyscy bardzo dzielni i wytrwali i tacy musimy być dalej. Szkoda, że w tym roku było nas tylko 12 osób. Mam nadzieję, że w przyszłym będzie nas o wiele więcej i wszyscy razem będziemy mogli przeżyć te cudowne chwile.
— Anna Szpytko
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.