śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 22 marca 2007

12 kroków. List od prawosławnego księdza

Jestem księdzem w Kościele prawosławnym w Ameryce. Jednak kilka razy w tygodniu biorę udział w spotkaniach szczególnej organizacji. Tam identyfikuję się z jej tradycyjnym zdaniem „Nazywam się ___ i jestem alkoholikiem”. Program, w którym biorę udział, to Anonimowi Alkoholicy.

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

Jestem księdzem w Kościele prawosławnym w Ameryce. Jednak kilka razy w tygodniu biorę udział w spotkaniach szczególnej organizacji. Tam identyfikuję się z jej tradycyjnym zdaniem „Nazywam się ___ i jestem alkoholikiem”.

Program, w którym biorę udział, to Anonimowi Alkoholicy. Nazwa ta jest niewątpliwie znana wszystkim. Jednak z pewnością niewielu z Was wie dużo o samej organizacji i ich słynnych „12 krokach”. Jeszcze kilka lat temu ja sam miałem na temat AA wiedzę dość pobieżną, zdobytą przez lata głównie poprzez kontakt z członkami AA. Jednak wiedziałem wystarczająco dużo, żeby darzyć szacunkiem pracę, którą AA wykonuje. Wiedziałem, że pomaga ludziom odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Chciałbym opowiedzieć odrobinę o AA, aby podzielić się „doświadczeniem, siłą i nadzieją” (używając języka AA). Choć niektórzy mogą domyślić się, kim jestem, nie wyjawiam swojej tożsamości. Częściowo dlatego, że to zasada członków AA – która oznacza, że każdy ma swój przywilej wyjawienia bądź nie, że jest alkoholikiem lub też członkiem grupy AA. Zasada anonimowości oznacza również, że cokolwiek powiem, nie może to być traktowane jako oficjalne stanowisko organizacji. AA nie ma swojego rzecznika, oprócz wspólnej świadomości grupowej, wyrażanej na pewne szczególne sposoby. To, co tutaj przeczytacie, to moje własne obserwacje i opinie – jako zdrowiejącego alkoholika, który wziął udział w programie.

W 2005 roku Anonimowi Alkoholicy obchodzili jubileusz 70 lat istnienia. Ruch powstał w 1935 roku w Ohio, pod wpływem rozmowy dwóch mężczyzn. Bill W., nowojorski makler giełdowy, zauważył, że picie niszczy jego karierę. Zanim przyjechał do Ohio, był trzeźwy przez 5 miesięcy w rezultacie "duchowych przeżyć" i starał się odbudować własne życie. Dr Bob S. był lokalnym lekarzem, który obserwował, jak jego praktyka lekarska rozpada się z powodu chronicznego picia i uzależnienia od narkotyków. Obaj mężczyźni zostaliby zakwalifikowani jako beznadziejne przypadki alkoholizmu. Spotkali się, ponieważ Bill miał pomysł, który chciał sprawdzić w praktyce. Wierzył, że kilka prostych reguł idących w parze z rozmową i wspólną pomocą „by trzymać się prosto”, pomogłyby alkoholikowi wytrzymać w trzeźwości. Wierzył także, że tylko alkoholik leczący się, może być autentyczny i wystarczająco przenikliwy, by pomóc innemu cierpiącemu koledze.

Miesiąc po pierwszym spotkaniu dr Bob wypił po raz ostatni. Obaj mężczyźni zaczęli pracę z innymi i w końcu stworzyli dość luźno związaną społeczność. W 1939 roku grupa wydała książkę "Anonimowi Alkoholicy" zawierającą opis zebranych doświadczeń dotyczących utrzymania "nieuleczalnych" alkoholików w trzeźwości i trwania w tym postanowieniu. Książka jest wciąż podręcznikiem AA, czasem nazywaną "Wielką Księgą" (członkowie AA nazywają Biblię "Bardzo Wielką Księgą").

Alkoholizm jest chorobą, uznawaną za taką przez Amerykańskie Towarzystwo Medyczne od 1950 roku. Psychiatra, który był zaangażowany w organizację AA, porównał ją do alergii - to również nienormalna reakcja ciała na jakąś substancję. Wielka Księga nazywa to fizyczną alergią połączoną z psychiczną obsesją. Cztery cechy kwalifikują alkoholizm jako chorobę (z medycznego punktu widzenia): jest przynajmniej częściowo chorobą fizyczną, jest chroniczna, jest postępująca i jeśli nieleczona - jest śmiertelna.

Z pewnością w tym schorzeniu występują elementy psychologiczne i duchowe. Ale ma ono także wymiar fizyczny. Ciało alkoholika nie przetwarza alkoholu tak, jak ciało zdrowego człowieka. Co więcej, wraz z postępem choroby w metabolizmie zachodzą zmiany, które zwiększają uzależnienie fizyczne. Co więcej, częste używanie alkoholu lub innych substancji odurzających zmienia chemię mózgu w sposób, który ciągle jest mało rozpoznany.

Z własnego doświadczenia mogę potwierdzić to uzależnienie. Od mojego pierwszego drinka w 17 roku życia piłem w sposób "alkoholiczny" (właściwy dla alkoholika). Innymi słowy, jeśli piłem, to albo nie przestawałem, zanim się nie upiłem totalnie, albo zostawałem z silnym pożądaniem alkoholu, które błagało, by zostać zaspokojone. W najwcześniejszych dniach mojego małżeństwa i bycia księdzem mogłem trzymać to pożądanie pod kontrolą i unikać alkoholu przez kilka miesięcy z rzędu. Ale mogłem utrzymać kontrolę tylko przez abstynencję - jeden drink budził to pożądanie i często prowadził wręcz do zatrucia alkoholowego. Mogłem nie pić przez długi, długi czas, ale kiedy już raz wypiłem, traciłem kontrolę. Alkohol był zawsze gdzieś obok, jak oddana żona, czekający, żeby do niego wrócić. I z biegiem lat to pożądanie rosło.

Równolegle z fizycznym pragnieniem wzrastała także obsesja psychiczna. Ostrzegałem innych księży przed niebezpieczeństwem "wypalenia się", ale sam nie słuchałem swoich ostrzeżeń. Choroba poluje na każdą słabość, jaką może znaleźć, szczególnie na stres. Stres natomiast może mieć wiele źródeł - nie wszystkie negatywne. Sukces może przynieść tyle samo napięcia, co porażka. W moim przypadku nie były to trudności, problemy, czy kontrowersje, ale dobre rzeczy w parafii (rozwój, nowe projekty, więcej szans na satysfakcjonującą służbę), które produkowały stres. Nie radziłem sobie z tym dobrze. Modlitwa i moje własne życie duchowe, zamiast mi pomóc, stawały się kolejnym źródłem stresu, częścią rutyny, kolejną "rzeczą na liście do zrobienia". Nie lubiłem urlopu - "jest dużo do zrobienia, i nie mogę sobie pozwolić na stratę czasu, i tak naprawdę nie ma na to pieniędzy". Odczuwałem także poczucie wyobcowania i izolacji.

To uczucie nie było nowe, pojawiało się już w dzieciństwie. Ale, jak zauważyli psychologowie, bycie księdzem również wywołuje izolację, wywołaną trudnością posiadania bliskich przyjaciół w parafii, rywalizacją, zazdrością wobec innych duchownych, podwyższonym poczuciem odpowiedzialności, podejściem parafian i oczekiwaniami zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz parafii itd. Te wszystkie trudności coraz bardziej we mnie wzbierały. Coraz częściej moją ucieczką, wolnością, stawał się alkohol.

Dwie rzeczy - uzależnienie fizyczne i samotność duchowa doprowadziły w końcu do alkoholizmu. Całe szczęście, że w końcu zostałem zmuszony do dotarcia do "momentu jasności", jak to jest nazywane w AA. Musiałem stawić czoło memu psychologicznemu i duchowemu upadkowi i przyznać, że ich przyczyną był alkoholizm. Całe szczęście, znaleźli się ludzie, którzy doprowadzili mnie do rozwiązania. Moja żona i dzieci wyrażały bezwzględne wsparcie w czymkolwiek było mi potrzebne. Moja żona wspierała mnie również poprzez działanie - ona dosłownie wylewała każdą kroplę alkoholu, która znalazła się w domu. Mój biskup i sąd Kościoła prawosławnego w Ameryce skierowały mnie na oparty na programie 12 kroków odwyk. Miałem prawosławnych przyjaciół zaangażowanych w AA. Jeden z nich był wiernym z mojej parafii, który od kilku lat żył w trzeźwości. Zabierał mnie na spotkania i pomógł wytrwać w trzeźwości w ostatnim tygodniu przed odwykiem, (kiedy to naprawdę, naprawdę, "potrzebowałem" wypić). Kolejnym przyjacielem był prawosławny mnich, w trzeźwości już kilkadziesiąt lat. Nie miałem z nim kontaktu, ale znałem jego historię, i jego uleczenie sprawiło, że miałem nadzieję na własne wyzdrowienie.

Moje wyleczenie było trudne fizycznie, psychicznie i duchowo. Cierpiałem koszmary senne, i bezsenne noce, niebezpieczne zmiany ciśnienia krwi, poważną depresję na granicy całkowitej desperacji, krótką utratę pamięci, przez jakiś czas nie mogłem mówić. Ale Bóg jest miłosierny. Zdrowieję. Wraz z tym, jak mgła alkoholu się rozwiewa, moje życie duchowe również staje się zdrowsze. Wiele części prawosławnej duchowości nabrało dla mnie nowego znaczenia. Wziąłem ze sobą na odwyk Drabinę św. Jana Klimaka i odkryłem nową wartość tej klasycznej ksiązki, oryginalnego "programu kroków". Pewnego dnia nagle przypomniałem sobie historię z książki Opowieści pielgrzyma, (której nie czytałem od seminarium) o oficerze wojska, który wyleczył się z uzależnienia od alkoholu czytając Ewangelię. Przejrzałem tę opowieść jeszcze raz i czytam ją teraz wielokrotnie. Prawdziwie rozumiem tę historię po raz pierwszy i widzę w niej wiele podobieństw do programu AA. Jeden z mężczyzn w mojej grupie AA lubi mówić - "pijani czy trzeźwi, robimy tę samą rzecz – tyle, że w inny sposób".

Program AA "osuszył mnie" i umożliwił mi, w pewnym sensie, powrót do Kościoła. Z całą pewnością AA nie zastąpił Kościoła i jego Tajemnic w moim duchowym życiu. Nic nie może zastąpić Łaski, którą Chrystus wlał we mnie dzięki przyjmowaniu Jego Ciała. Ale wierzę również, że on pracował poprzez AA, by pomóc mi ponownie znaleźć Kościół i jego życie, kiedy byłem w niebezpieczeństwie jego utraty. Bóg działa na różne, tajemne sposoby, jak mówimy, i z całą pewnością tak zrobił w życiu swego niegodnego księdza. AA pomogło mi uratować moje życie w tym świecie. Wiara prawosławna - wiem to - przeniesie mnie bezpiecznie do życia, które nadejdzie - ale w obu przypadkach to Bogu należy się chwała.

Kończąc, chcę zaoferować moją pomoc dla każdego z braci, który jej potrzebuje. Pierwsza rzecz, to zachęcenie Cię, by stać się bardziej świadomym alkoholizmu i innych uzależnień - i tego, jak sobie z nimi radzić jako pasterz. Dowiedz się więcej o programie AA i o tym, jak kierować tam ludzi. Zdobądź Wielką Księgę AA i przeczytaj przynajmniej pierwsze 200 stron - podstawy programu. AA organizuje spotkania otwarte, na które mogą przychodzić ludzie nie będący alkoholikami. Idź na kilka takich spotkań i zobacz, w jakim sposób ten program działa na Twoim obszarze. Jeśli masz parafianina, który jest częścią AA, wspieraj go jak tylko możesz, by trwał w programie i ściśle wypełniał jego zalecenia. Nalegaj, by on lub ona zdobyli opiekuna AA - sam skontaktuj się z nim i wesprzyj go. Możesz także skontaktować się z lokalnym oddziałem Al-Anon. To organizacja założona przez Lois W., żonę współzałożyciela AA, by pomagać rodzinom alkoholików. Al-Anon da ci wskazówki do walki z chorobą i zapewni ci bezcenne źródło wiedzy w trakcie pomocy rodzinie w radzeniu sobie ze skutkami alkoholizmu.

Rób wszystko z miłością. Niech Twoją wskazówka będzie werset 12,20 z Ewangelii Mateusza (Trzciny zgniecionej nie złamie, ani knota tlejącego się nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi). Spróbuj nie robić wymówek i nie dręczyć tej osoby. Szczególnie nie odwołuj się do „siły woli” i nie oskarżaj o brak zaangażowania w byciu trzeźwym. Alkoholizm to choroba. Mówienie alkoholikowi, że mógłby przestać „gdyby naprawdę tego chciał”, jest jak mówienie choremu na raka „gdybyś chciał, powstrzymałbyś wzrost guza”. Alkoholicy nie piją dlatego, że chcą, czy dlatego, że mają słabą wolę. Jest taki „kwaśny” dowcip w AA, że tak naprawdę mamy niesamowicie silną wolę, która będzie trzymać nas przy piciu, kiedy każdy inny element naszej istoty błaga nas, by przestać. Każdy alkoholik, głęboko w środku, chce przestać pić. Sam tylko nie wie - jak.

Bądź również świadomy innych form uzależnień. Prawie wszystkie uzależnienia są zasadniczo takie same – różnią się pewne aspekty fizyczne. W rzeczywistości rozrastająca się medyczna specjalizacja uzależnień rozpoznaje coś, co zostało nazywane „uzależnieniem krzyżowym”. To znaczy, że ktoś uzależniony od jednej substancji, jest w rzeczywistości uzależniony od wszystkich środków odurzających. Używanie jednej substancji, nawet jeśli nie jest to oryginalna dla danej osoby substancja uzależniająca, prowadzi do użycia innych. Dla przykładu, ja nadużywałem jedynie alkoholu. Jednak nie mogę teraz przyjmować żadnych uzależniających substancji czy leków – jestem „krzyżowo” uzależniony również od nich. Jeśli ich użyję, nawet pod kontrolą lekarza, wciągną mnie tak samo, jak wciągnął mnie alkohol. Będę musiał być traktowany, jakbym wrócił do używania alkoholu. Jeśli wziąłbym taki środek, nawet z przepisu lekarza, bardzo szybko zacząłbym go nadużywać i wróciłbym również do picia alkoholu.

Inna kwestia, której muszą być świadomi duszpasterze, jest związana z powyższym. Alkohol od dłuższego czasu jest uznawany jako substancja „problematyczna”. Podobnie jak narkotyki – kokaina, heroina itd. Jako duszpasterze od razu uznalibyśmy parafianina, cierpiącego z powodu uzależniania od tych substancji, jako osobę potrzebującą pomocy. Jest jednak dodatkowe uzależnienie, równie poważne – jest to nadużywanie leków na receptę. Grupa wsparcia na moim odwyku składała się z około 20 osób, które się regularnie spotykały. Trzy-cztery osoby były alkoholikami, trzy-cztery narkomanami, reszta nadużywała leków, przypisywanych przez lekarzy. Leki mogą uzależniać równie silnie, jak alkohol czy kokaina, ale ani zagrożenie, które niosą, ani fakt, jak wiele osób jest od nich uzależnionych, nie są w rzeczywistości rozpoznane, ani uświadomione nawet przez lekarzy. Jest to jednak problem, którego musimy być świadomi jako księża, mężowie i ojcowie, a także sami, znający słabości ludzkiego ciała.

To prowadzi mnie do podsumowania: Kluczem programu AA – i Ewangelii – jest zasada dzielenia się nowiną. Zasada dwunastego kroku – pomoc innemu stać się i pozostać trzeźwym - jest najlepszym sposobem dla mnie, by potwierdzić moją ciągłą trzeźwość. Adres e-mailowy, pod którym można się ze mną skontaktować: [email protected] . Jeśli masz parafianina, który ma problem z alkoholem lub inną substancją i potrzebujesz pomocy w poradzeniu sobie z tym problemem, proszę napisz do mnie. Jeśli w twojej rodzinie jest ktoś, kto może mieć problem, skontaktuj się ze mną. Ale szczególnie, jeśli sam możesz mieć problem z alkoholem lub inną substancją, proszę, napisz do mnie. Będę traktował wszystkie wiadomości z dyskrecją właściwą tajemnicy spowiedzi.

I pamiętaj, ja również przez to przeszedłem.

List ukazał się języku angielskim w kwartalniku „Pastor to Pastor” (Wielki Post 2007), wydawanym przez Departament Pracy Duszpasterskiej i Kapłaństwa Kościoła prawosławnego w Ameryce, dostępnego na oficjalnej stronie internetowej www.oca.org.

Redakcja www.Cerkiew.pl nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne problemy z komunikacją z autorem powyższego listu.

— Pastor to Pastor, tłum. Anna Siegień

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →