Jest ci źle, jesteś zdezorientowany, nie wiesz co zrobić, aby wyjść z tego niewygodnego i uciążliwego stanu? Zatrzymaj się i spójrz czym wypełniona jest twoja dusza, co jej dostarczasz, czym ją karmisz.
Cerkiew jest lecznicą duszy, do której przychodzą ludzie z różnego rodzaju dolegliwościami, o różnym stopniu nasilenia i różnych objawach. Przychodzą, aby opowiedzieć o swoim nieszczęściu i znaleźć uzdrowienie. Ten obraz można znaleźć u wielu Świętych Ojców i jest on niezwykle trafny. Jestem pewien, że każdy kapłan się z tym zgodzi, ponieważ to on, kapłan, jest osobą, do której zwracają się chorzy, której skarżą się na swoje dolegliwości, którą proszą o pomoc. I to on, opierając się na swoim doświadczeniu i znajomości ludzkiej duszy, musi wskazać cierpiącemu drogę do uzdrowienia.
Jednak przychodzą nie tylko ci, którzy po raz pierwszy znaleźli się w świątyni i nie tylko ci, którzy popadli we wszystkie grzechy oraz zaplątali się we wszystkie sidła złego. Oczywiście przychodzą również ludzie, którzy są stałymi bywalcami świątyni, którzy żyją zgodnie z życiem Cerkwi i którzy powinni być w stanie sami znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących ich pytań. Jednak często, niestety, tego nie robią, więc pytają swego duszpasterza i spowiednika. A w szczególności bardzo często, w kółko, pytają:
- Ojcze, dlaczego czuję się tak źle, tak ciężko mi na duszy? Nie zrobiłem nic szczególnie złego, więc dlaczego czuję się tak źle?
Rzeczywiście... Jeśli w gruncie rzeczy człowiek nie zrobił nic "szczególnie złego", jeśli jego sumienie nie jest obciążone ciężkimi grzechami, jeśli stara się żyć zgodnie ze swoim sumieniem i nie jest w tym czasie obarczony trudnościami i cierpieniami, to dlaczego jego dusza może czuć się źle?
Oczywiście są różne powody... Może to tylko zła pokusa, której celem jest pogrążenie chrześcijanina w przygnębieniu lub rozgoryczeniu, a może czuje się źle fizycznie. Ale jest jeden powód - prawdopodobnie - najczęstszy.
O co zawsze pyta dobry lekarz osobę, która skarży się na mdłości, zawroty głowy i niestrawność? Niezmiennie zadaje pytanie:
Co jadłeś wczoraj? Co piłeś? I ogólnie: Jak się odżywiasz?
A jeśli w odpowiedzi usłyszy, że pacjent je i pije wszystko, w tym potrawy pikantne, kwaśne, tłuste, smażone i nadużywa alkoholu, pierwszą rzeczą, którą zaleca, jest dieta. Zaleca nawet unikanie niektórych produktów spożywczych, ale obowiązkowe i regularne spożywanie innych. Na przykład owsiankę na śniadanie. Albo kisiel łagodzący podrażnione błony śluzowe żołądka.
Choć może się to wydawać dziwne, kapłan musi również zapytać osobę, która do niego przychodzi, o to. co je i pije. Oczywiście nie dosłownie, ale w przenośni.
Wszyscy żyjemy w bardzo gęstym polu informacji - tak gęstym, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Mało kto dziś nie korzysta z Internetu, nie czyta gazet czy w ogóle nie ogląda telewizji. A nawet jeśli tego unika, nieuchronnie słyszy radio w autobusie lub rozmowy kolegów o najnowszych wydarzeniach w kraju i na świecie. Wiele razy w ciągu dnia stuka w ekran telefonu, aby do kogoś zadzwonić lub odbiera połączenia przychodzące.
Prawie każdy jest "włączony" w tę sferę - niektórzy w większym, inni w mniejszym stopniu. A poprzez wzrok i słuch jesteśmy wypełniani treściami, z których wiele jest nie tylko niepotrzebnych, zbędnych dla nas, ale wręcz szkodliwych - jak smażone, pikantne i tłuste potrawy na wrzody. Jest to szkodliwe, ponieważ pochłaniając to, co ziemskie, z minuty na minutę, pozostawiamy zbyt mało lub nawet nie pozostawiamy wcale miejsca na to, co niebiańskie. Jest to szkodliwe, ponieważ w większości przypadków to, co do nas przychodzi, nie jest radosne, ale smutne, takie jest życie wokół nas. Jesteśmy obciążeni różnymi ziemskimi troskami i smutkami: wiadomości o wojnach, zbliżających się podwyżkach cen, spadającym kursie walut, seryjnych morderstwach i śmiertelnych epidemiach w taki właśnie sposób wpływają na naszą świadomość. A jeśli wiadomości nie są przerażające, to w większości mają charakter "świecki", a tym samym są mało przydatne dla duszy.
Od tego wszystkiego może być nam bardzo ciężko na duszy. Od tego może być nam źle. Czcigodny Serafim z Sarowa powiedział kiedyś, zgodnie z opinią wielu innych ascetów, że czasami wystarczy krótka rozmowa z osobą o obcej hierarchii wartości, by całkowicie wewnętrznie się "rozstroić ". W naszym przypadku jednak taki kontakt trwa całymi dniami - wbrew naszej woli, a czasem zgodnie z nią. Czy po takiej rozmowie możemy czuć się ze sobą dobrze?
Tenże Czcigodny Serafim wspaniale wyjaśnił, w co - wręcz przeciwnie - dusza musi być, jak to ujął, "zaopatrzona": w słowo Boże, nauki Świętych Ojców, modlitwę i refleksję. Bez takiego "zaopatrzenia" dusza ochładza się, staje się zimna i ponura, i w pełnym tego słowa znaczeniu dziczeje. Duchowy wzrok człowieka staje się przytępiony, a przez to nie zauważa i nie rozumie tego, co oczywiste - tego, co należy przede wszystkim do sfery duchowości. W ten sposób możliwe jest, że chrześcijanin nie może zrozumieć, dlaczego on i jego dusza cierpi, nawet jeśli nic złego się nie dzieje.
Takie proste prawdy... Takie proste wyjaśnienia... Taki prosty przepis....
Jest ci źle, jesteś zdezorientowany, nie wiesz co zrobić, aby wyjść z tego niewygodnego i uciążliwego stanu? Zatrzymaj się i spójrz czym wypełniona jest twoja dusza, co jej dostarczasz, czym ją karmisz. Zobaczysz, że mylisz się co do pożywienia. Musisz więc zmienić sposób odżywiania. Musisz przejść na dietę. Zrezygnuj - przynajmniej jeśli to możliwe - z tego, co ci szkodzi. I zwiększ to, co zdrowe.
To sprawdzone. Wielokrotnie. Niezaprzeczalne i bezcenne doświadczenie.
ihum. Nektariusz (tłum. Justyna Pikutin)
za: pravoslavie.ru
fotografia: novinar /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.