śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 27 grudnia 2025

Czy grzechem jest żyć przyszłością

Żyć przyszłością – to żyć Królestwem Niebios, pragnąć go, dążyć do niego, dokładając wysiłku do wysiłku, starania do starania dla tego upragnionego Królestwa. Na zewnątrz człowiek żyje według praw materialnych, podlegając cieleśnie prawom ziemskiego bytu. A duszą jest całkowicie z Chrystusem.

0 czytelników poleca

Moje szczęśliwe studenckie lata przypadły na „burzliwe lata 90.”. Po rozpadzie ZSRR do Rosji napłynęła fala wszelkiego rodzaju przekładów literatury – ezoterycznej, magicznej, ekonomicznej i psychologicznej. Zainteresowanie mas takimi książkami było ogromne. W ten sposób w moje ręce trafiła książka amerykańskiego pedagoga, pisarza i specjalisty ds. relacji międzyludzkich Dale'a Carnegie'ego. „Jak pozyskać przyjaciół i wpływać na ludzi”, „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” – oto rozdziały jego książki. Przeczytałem ją od deski do deski i byłem pod wrażeniem prostoty porad i ich praktycznej użyteczności.

Ludzie chcą wiedzieć, co będzie...

Co mogę powiedzieć, wiele z tego, co przeczytałem, wziąłem sobie do serca, a moje nieco chaotyczne z powodu młodości życie zaczęło się stopniowo zmieniać, porządkować. Z rozdziału książki „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” zapamiętałem radę Dale'a: żyj dniem dzisiejszym, nie żałuj tego, co było, bo nie ma już powrotu, nie rozmyślaj i nie przejmuj się tym, co będzie, żyj tu i teraz, w tej chwili.
Pamiętam, jak zmieniło się moje życie, kiedy zacząłem starać się żyć „dniem dzisiejszym”. Nawet teraz, gdy mam 52 lata i młodość już dawno minęła, staram się nie zaglądać w bliską i daleką przyszłość, ale żyć dniem dzisiejszym, pracować, modlić się, czytać coś pożytecznego, być z rodziną. To znaczy po prostu żyć jak najgłębiej, oddychać pełną piersią tym ziemskim życiem, nie zapominając ani na chwilę o życiu niebiańskim.

Jednak dla wielu z nas przyszłość jest przedmiotem szczególnego zainteresowania i marzeń. „Dawniej w wieczór Chrztu Świętego dziewczęta wróżyły: zdejmowały pantofelki i rzucały je za próg, chcąc ustalić która z nich pierwsza wyjdzie za mąż” Ileż to przez tysiąclecia wymyślono różnych sposobów, aby uchylić rąbka przyszłości, zajrzeć w nią i spróbować ją zmienić! Nie trzeba dodawać, że wszelkie wróżby, prognozy astrologiczne, rozkładanie kart tarota i inne niedozwolone magiczne metody przepowiadania przyszłości zostały zakazane przez Boga, który w Swej mądrości i opatrzności ukrył przed ludźmi wiedzę o przyszłości. A ci, którzy bezprawnie próbują poznać przyszłość, używając „różnych sztuczek”, w rzeczywistości służą oszukańczym demonom.

Co zależy ode mnie

Czy to znaczy, że życie przyszłością jest grzechem? Czy lepiej nie próbować jej poznać, żeby nie spotkało cię coś złego? Trzeba do tego podejść filozoficznie. Jeśli weźmiemy pod uwagę przyszłość globalną, w skali świata lub naszego kraju, to nawet nie ma sensu się w nią zagłębiać, ponieważ my, mali ludzie, nie mamy na nią żadnego wpływu. Natomiast moja osobista przyszłość zdecydowanie nadaje się do korekty. Dlaczego? Ponieważ przyszłe „ja” jest tym, co robię, myślę i mówię tu i teraz, w dzisiejszym dniu.

Pojawia się związek przyczynowo-skutkowy: moje działania, dobre lub złe, z pewnością wpłyną na moją przyszłość. Jeśli potajemnie zdradzam żonę, prędzej czy później doprowadzi to do rozwodu. Jeśli często sięgam po alkohol, w przyszłości grozi mi marskość wątroby, rozpad osobowości i przedwczesna śmierć. I odwrotnie, codzienne rozdawanie jałmużny, któremu towarzyszy skrucha, wychwalanie Boga i modlitwa dziękczynna, w przyszłości stopniowo zasieje w moim sercu bezgraniczną miłość do Boga i ludzi, i przybliży Królestwo Niebios.

Wydarzenie gwarantowane

Najważniejsze wydarzenie w moim życiu, po pojawieniu się na tym świecie, również należy do przyszłości. To wydarzenie na pewno spotka każdego z nas. To nasza śmierć. Problem polega na tym, że nikt na całej ziemi nie zna daty i godziny swej śmierci, chociaż nikt nie wątpi, że ona kiedyś nadejdzie. Oto zadanie, które postawił przed nami Bóg! Wszyscy umrzemy, ale kiedy i jak – wie tylko On. A to oznacza, że musimy być gotowi na śmierć każdego dnia i każdej godziny.

Wielki święty prawosławia XIX wieku, Ignacy (Bryanczaninow), napisał:
„Żyj każdego dnia tak, jakbyś miał umrzeć każdego dnia. Jeśli możesz umrzeć w każdej chwili, to w każdej chwili musisz być gotowy na śmierć. Bądź zawsze taki, jaki chcesz być w chwili śmierci”.
Życie przyszłością nie jest grzechem, a nawet jest bardzo godne pochwały, jeśli w naszej pamięci zawsze pozostaje nasz grób. A za grobem – wiadomo, że czeka nas życie wieczne w Królestwie Ojca Niebiańskiego, w towarzystwie aniołów i świętych. Jeśli oczywiście przeżyłeś życie właściwie, zgodnie z prawem, w Duchu Bożym. Śmierć ciała nie jest końcem wszystkiego, jak twierdzą zagorzali materialistyczni ateiści: dusza żyje dalej po śmierci ciała, ale przechodzi tylko w inną formę istnienia. Wszyscy to wiedzą. To znaczy, że żyjąc w dzisiejszym dniu, przygotowujemy się do przyszłego Wielkiego Przejścia: przez bramy śmierci wejdziemy w obszar naszego wiecznego istnienia. I właśnie tą przyszłością po prostu trzeba żyć!

Jak? Nieustannie modlić się do Boga, prosząc Go o przebaczenie, łaskę dla siebie, pokutując za grzechy, wielbiąc Go i dziękując Mu; czynić dobro otaczającym nas ludziom, zwłaszcza słabym i bezsilnym; znosić zniewagi i oszczerstwa, nie odpłacając złem za zło, ale gasząc ogień wrogości w samym zalążku, okrywając wszystko miłością; zawsze przebaczać i samemu prosić o przebaczenie; częściej bywać w świątyni na nabożeństwach, spowiadać się i – jakże to ważne dla duszy! – przyjmować Święte Sakramenty. Bo przecież spożywając Ciało i Krew Chrystusa, łączymy się z Nim zarówno duchowo, jak i cieleśnie, stajemy się częścią wieczności, pozostając istotami doczesnymi. Abyśmy, gdy śmierć zapuka do naszych drzwi, spotkali ją spokojnie, będąc przygotowani na to spotkanie.

Dusza w samochodzie

Człowiek składa się z dwóch elementów: nieśmiertelnej duszy, zawierającej moją osobowość, moją samoświadomość, umieszczonej niczym w samochodzie, w śmiertelnym, przemijającym ciele, które ma za zadanie przewozić duszę po drogach ziemskiego życia i pomagać jej wzrastać w Bogu. Dusza jest mieszkanką raju i właśnie dla niego – dla raju - Bóg stworzył człowieka.

Chodzi o to, że dopóki żyję, dopóki stąpam po matce ziemi, obszar wieczności jest dla mnie ukryty, nie odczuwam zmysłami nieziemskiej rzeczywistości, raju ani piekła. Ciało to doskonałe biologiczne odzienie duszy, które nie pozwala jej widzieć przedmiotów świata duchowego. Nie oznacza to jednak, że obszar ten jest dla mnie całkowicie zamknięty. Kiedy żarliwie, z całego serca, z uwagą modlę się do Boga, Matki Bożej, aniołów i świętych, do mojej duszy czasami przenika szczególna wieczna energia Boskości, zwana łaską. Dusza przyjmuje ją z drżeniem. A jak reaguje na to ciało? Wzruszeniem, poczuciem bliskości Boga i tych, do których skierowana jest modlitwa, czasem łzami, a przede wszystkim uczuciem radości, a nawet szczęścia. W ten sposób człowiek reaguje na oddziaływanie Boga na swoją duszę.

Żyć przyszłością – to żyć Chrystusem, który „wczoraj i dzisiaj, Ten sam i na wieki” (Hbr 13, 8). Chrystus jest poza czasem i przestrzenią, jest wieczny i jest wszędzie. Dla Niego nie ma przeszłości, nie ma przyszłości, On jest jedną nieprzerwaną teraźniejszością, jest tu i teraz, a jednocześnie poza wszelkimi podziałami, ramami i ograniczeniami.

Żyć przyszłością – to żyć Królestwem Niebios, pragnąć go, dążyć do niego, dokładając wysiłku do wysiłku, starania do starania dla tego upragnionego Królestwa. Tak więc: na zewnątrz człowiek żyje według praw materialnych, podlegając cieleśnie prawom ziemskiego bytu. A duszą jest całkowicie z Chrystusem, jakby poza tym ziemskim życiem, w świecie, gdzie rządzi miłość i nieziemska radość, ciepło serca i duszy. W rzeczywistości czas traci władzę nad człowiekiem kochającym Boga. Tak, starzeje się, słabnie, choruje, ale dusza wypełniona po brzegi Chrystusem nie starzeje się, a jedynie umacnia się, staje się silniejsza i poszerza swoje granice.

Nosiciele przyszłości

„Wszystkiemu mogę podołać w umacniającym mnie Jezusie Chrystusie.” (Flp 4, 13) – woła apostoł Paweł. I pisze dalej: „bo żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Oto jasny przykład deifikacji człowieka, czyli maksymalnego zbliżenia go do Pana. I do tego zbliżenia powołany jest każdy z nas.

Czy trzeba mówić, co czeka takiego deifikowanego człowieka po odejściu z ziemskiego życia? Zamieszka on na wieki w Królestwie Tego, którego podczas ziemskiej wędrówki pokochał bardziej niż życie, bardziej niż samego siebie. Będzie to naturalne zakończenie życia powierzonego Chrystusowi i poświęconego Mu.

Podsumowując, powiem, że każdy z nas, niezależnie od wyznania lub zaprzeczania istnieniu Boga, nosi w sobie swoją przyszłość. To, jaka ona będzie – jasna i radosna czy ciężka i ponura – zależy od nas. Bóg uczynił wszystko, abyśmy byli z Nim, tam, gdzie On. Czeka na każdego z nas, wypełniając dzisiejszy dzień najwyższym, niebiańskim sensem, abyśmy po upływie wyznaczonego czasu wznieśli się do Niego. Do świata nie mającego końca...

Artemij Slozkin (tłum. Justyna Pikutin)

za: prawosławie.ru

fotografia: palavos /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →