Jesteśmy jedną ludzkością. Jesteśmy ze sobą połączeni. Mój grzech dotyka ciebie. Twoja świętość mnie błogosławi. Moja skrucha leczy więcej niż mnie samego. Twoje cierpienie rani całe Ciało.
„Każdy z nas jest winny – wobec wszystkich, za wszystkich i za wszystko”. Tak Fiodor Dostojewski każe mówić świętemu starcowi, ojcu Zosimie, w „Braciach Karamazow”.
„Każdy z nas jest winny – wobec wszystkich, za wszystkich i za wszystko”. To nie przesada. To nasz prawosławny sposób patrzenia na życie. Jestem stróżem mojego brata (lub siostry). Nie jesteśmy odizolowanymi jednostkami. Nie jesteśmy samowystarczalnymi jednostkami duchowymi, próbującymi samotnie dostać się do nieba. Jesteśmy jedną ludzkością. Jesteśmy ze sobą połączeni. Mój grzech dotyka ciebie. Twoja świętość mnie błogosławi. Moja skrucha leczy więcej niż mnie samego. Twoje cierpienie rani całe Ciało.
Tak pięknie widzimy tę integrację w Niedzielę Przebaczenia Win, kiedy wszyscy w cerkwi prosimy wszystkich innych o przebaczenie. Moje czyny mają na ciebie wpływ. Twoje czyny mają na mnie wpływ.
Innymi słowy, drugi człowiek nie jest przeszkodą w moim zbawieniu. Drugi jest drogą mojego zbawienia. Drugi jest moim zbawieniem.
Jasno ukazuje to też czytanie z Ewangelii o Sądzie Ostatecznym. Stoimy przed tronem Chrystusa, ze wszystkimi zgromadzonymi narodami, a nasz Pan rozdziela nas na swoją prawicę i lewicę, stosując bardzo proste kryterium: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie… Zaprawdę, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.
Chrystus objawia Sąd nad światem jako sąd miłości. Nie tylko doktryny. Nie tylko rytuału. Nie tylko słów. Nasz sąd dokonuje się poprzez nasze wzajemne relacje. Opiera się na konkretnej, ucieleśnionej, ofiarnej miłości, którą okazujemy sobie nawzajem.
I zauważ, co szokuje zarówno sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych. Zadają to samo pytanie: „Kiedy widzieliśmy Cię głodnym, Panie? Kiedy widzieliśmy Cię spragnionym?”. Nie rozpoznali Chrystusa w drugim człowieku.
Tu leży sedno nie tylko naszego osądu, ale i naszego zbawienia. Drugi jest moim zbawieniem. Obcowanie z Bogiem oznacza obcowanie z obcym. Obcowanie z Bogiem oznacza obcowanie z wyrzutkiem. Obcowanie z Bogiem, a tym samym zakosztowanie naszego zbawienia, wymaga od nas obcowania z innym, zmarginalizowanym, i z każdym z najmniejszych naszych braci i sióstr.
Moje zbawienie zależy od mojej komunii z drugim człowiekiem – bez względu na to, jak bardzo odmienny, jak niewygodny, jak dziwny i trudny może się wydawać.
Oczywiście, prawdą jest też odwrotność. Czymże jest piekło, jeśli nie izolacją od drugiego człowieka, od samego Chrystusa? Jak ujął to Dostojewski: „Piekło to cierpienie z powodu niezdolności do kochania”. Piekło nie jest jakąś karą. To nasza izolacja od siebie nawzajem. Piekło to nasze egocentryczne zamknięcie się w sobie. Piekło to odrzucenie komunii z Bogiem poprzez odrzucenie naszej komunii z drugim człowiekiem.
Tragedią zbyt wielu ludzi w dzisiejszym świecie nie jest to, że popełnili spektakularne zbrodnie, ale to, że zamknęli się na bliźniego. Przeszli obok Chrystusa przebranego za ubogiego, zepchniętego na margines i innego. Nie widzieli Go i dlatego Go nie kochali.
Święta Maria z Paryża wypowiada te skłaniające do refleksji słowa: „Jeśli ktoś zwraca swój świat duchowy ku światu duchowemu drugiego człowieka, napotyka budzącą grozę tajemnicę. Natyka się na prawdziwy obraz Boga w drugim człowieku. Dostrzega jednak, że boski obraz jest zasłonięty, zniekształcony, a nawet oszpecony mocą ciemności. Wtedy angażuje się w duchową walkę z diabłem w imię boskiego obrazu”.
Każdy człowiek, którego spotykamy, jest ikoną Chrystusa. Nawet gdy ten obraz jest zniekształcony. Nawet gdy jest zraniony. Nawet gdy jest ukryty pod złamaniem grzechu, gniewu, uzależnienia, ideologii lub inności.
Zwrócenie się ku drugiemu człowiekowi z szacunkiem to stanie przed ikoną. Czcząc ikony w cerkwi, nie czcimy drewna i farby, lecz Prototyp, który one reprezentują. Podobnie, w naszych interakcjach z innymi czcimy osobę stworzoną na obraz i podobieństwo Boga.
Dlatego w Ewangelii powinniśmy usłyszeć pytania: „Czy czciłeś ikonę swego brata lub siostry? Czy broniłeś boskiego wizerunku, gdy został oszpecony? Czy walczyłeś z diabłem o ten wizerunek, czy też go ignorowałeś, lub co gorsza - atakowałeś i pogardzałeś nim?”.
Społeczeństwo mówi nam, że żyjemy w świecie podziałów, strachu i separacji. Kościół objawia głębszą prawdę, że jesteśmy połączeni miłością. Moje zbawienie jest związane z twoim zbawieniem. A twoje zbawienie jest związane ze zbawieniem bliźniego.
„Byłem głodny, a nakarmiliście Mnie” – mówi do nas Chrystus. „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie. Byłem uwięziony, a odwiedziliście Mnie”. Kiedy ignoruję najmniejszych, ignoruję samego Chrystusa.
Odrzućmy więc prywatne, osobiste chrześcijaństwo. Droga do zjednoczenia z Bogiem prowadzi bezpośrednio przez drugą osobę. Jeśli pragniemy zbliżyć się do Boga, zbliżmy się do bliźniego. Jeśli pragniemy głębszej komunii z Chrystusem, obejmijmy najmniejszych z naszych braci i sióstr. Zjednoczenie z Bogiem nie musi być abstrakcyjnym mistycyzmem oderwanym od świata. Komunia z Bogiem ucieleśnia się w ciele, w naszej relacji z drugim człowiekiem. Chrystus tak zjednoczył się z ludzkością, że ukrywa się w głodnym, obcym, chorym, uwięzionym.
Powinniśmy obudzić się do miłości. Zburzmy mury zamknięcia i wyjdźmy z izolacji. Odrzućmy pokusę obojętności i wybierzmy komunię z drugim człowiekiem. Bo ostatecznie nasz Sąd pokaże, czy nauczyliśmy się postrzegać drugiego człowieka jako nasze zbawienie.
„Nasz brat lub siostra jest naszym życiem” – powiedział św. Sofroniusz z Essex. „Kiedy zyskujemy brata, zyskujemy Boga; kiedy tracimy siostrę, tracimy Boga”.
Cokolwiek czynimy najmniejszemu z naszych braci lub sióstr, czynimy samemu Chrystusowi. Dlatego drugi człowiek jest moim zbawieniem.
o. Luke A. Veronis (tłum. Gabriel Szymczak)
za: schwebster.org
fotografia: maksiuss /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.