Możemy być bogaci lub biedni pod względem pieniędzy, wpływów, zdrowia, wykształcenia, przyjaciół, szczęśliwego małżeństwa, kochającej rodziny, troskliwej i kwitnącej wspólnoty chrześcijańskiej. Pan kocha biednych i potrzebujących w szczególny sposób. Sam postawił się w ich cierpieniu i potrzebie.
Przypowieść Jezusa o bogaczu i biedaku jest prosta, jasna i dramatyczna. Bogacz miał wszystko, czego człowiek mógłby zapragnąć na ziemi: duży dom, eleganckie ubrania, wielu przyjaciół, rozrywkę i obfitość jedzenia. W ostrym kontraście, biedak był nędzny, samotny i chory. Siedział u bramy bogacza, pokryty wrzodami i wygłodniały, mając nadzieję, że z resztek bogacza uda mu się coś zjeść. Jego jedynymi przyjaciółmi były psy, które przychodziły lizać jego rany.
Nagle historia przybiera gwałtowny zwrot. Obaj mężczyźni umierają, ale odkrywają zupełnie odmienne przeznaczenie. Dusza biedaka jest eskortowana przez aniołów do nieba, by zaznać pocieszenia i szczęścia. Dusza bogacza trafia do piekielnych mąk. Skąd ta dramatyczna zmiana? Dlaczego bogacz znalazł się w piekle, a biedak w niebie? Pan tego nie powiedział. Chciał, żeby ludzie się nad tym zastanowili.
Jaki jest zatem sens tej przypowieści? Czy chodzi o to, że bogactwo i dobra materialne, takie jak domy, ubrania i jedzenie, same w sobie są złe? Zdecydowanie nie! Jezus nigdzie nie potępiał bogactwa ani ludzi zamożnych jako takich. Ostrzegał przed niebezpieczeństwami związanymi z bogactwem. Nauczał, że zdobywanie bogactwa i bezpieczeństwa materialnego może uczynić ludzi dumnymi, pewnymi siebie i samowystarczalnymi, lekceważącymi priorytet miłości Boga, troski o bliźnich i podążania Jego drogami.
Nie powinniśmy też sądzić, że Chrystus w tej przypowieści stworzył nowy stereotyp, że wszyscy bogaci są źli i idą do piekła, podczas gdy wszyscy biedni są dobrzy i idą do nieba. Niewypowiedziany główny sens przypowieści dotyczy relacji międzyludzkich i tego, jak traktujemy się nawzajem, niezależnie od tego, czy jesteśmy bogaci, czy biedni. Bogacz nie trafił do piekła z powodu swojego bogactwa, ale z powodu ubóstwa swojego charakteru, przejawiającego się w braku wdzięczności za Boże błogosławieństwa, beztroskim życiu pełnym rozrzutności i braku współczucia dla biednego Łazarza.
W Piśmie Świętym Bóg nakazał: „Nie zatwardzaj serca swego i nie zamykaj ręki przed ubogim bratem swoim lub siostrą swoją, lecz otwórz im rękę swoją i daj im tyle, ile potrzebują” (Pwt 15,7-8). Ale bogacz z przypowieści żył tylko dla siebie, swoich przyjemności i przyjaciół. Będąc samolubnym i obojętnym, odkrył, że jest oddzielony nie tylko od bliźniego, ale także od Boga, co jest ostateczną definicją piekła.
A co z biednym Łazarzem? Czy trafił do nieba z powodu ubóstwa? A może z powodu głodu lub choroby jako takiej? Nie, zdecydowanie nie! Ubóstwo i głód mogą sprawić, że ludzie poczują się bardziej zależni od Boga i bardziej wierni Bogu. Jednak głód i chroniczne cierpienie mogą wywołać urazę i gorycz nie tylko wobec bogatych, ale także wobec Boga. Mówi się, że „nieszczęście może nauczyć człowieka modlitwy lub przeklinania”. Łazarz nie poszedłby do nieba, gdyby jego serce było obciążone goryczą wobec bogacza, gdyby jego serce było puste, gdyby nie znosił swojej biedy i cierpienia z wiarą, cierpliwością i duchem przebaczenia wobec bogacza.
Przesłanie tej przypowieści jest dla nas wyzwaniem. Historia „mających” i „niemających” toczy się w świecie. W dzisiejszej Ameryce i na całym globie tragiczna sytuacja uchodźców i migrantów jest realna i nie zniknie. W obliczu wojny, ubóstwa lub chorób większość ludzi szuka przetrwania i bezpieczeństwa dla siebie i swoich rodzin. Większość z nas postąpiłaby tak samo, będąc na ich miejscu. Są oni ludźmi, stworzonymi na obraz i podobieństwo Boga. Nie możemy ich po prostu ignorować ani źle traktować, naśladując obojętność i okrucieństwo bogacza z dzisiejszej przypowieści.
Nie da się pomóc milionom ludzi naraz. Każdy z nas może wnieść swój mały wkład, modląc się i wspierając organizacje filantropijne, zarówno lokalne, jak i międzynarodowe. Możemy wezwać nasz rząd do pomocy ludziom poprzez wspieranie krajów, w których żyją, oraz poprzez ustanowienie sprawiedliwej i hojnej polityki imigracyjnej. Możemy wezwać naszych przywódców, aby dążyli do pokoju na świecie i przeznaczali środki finansowe nie na wojny, ale na walkę z ubóstwem, chorobami i brakiem edukacji. Nie możemy jednak ignorować losu ubogich, chorych i cierpiących, ponieważ jesteśmy poddani sądowi Bożemu.
Słowo na koniec. Możemy być bogaci lub biedni na wiele różnych sposobów: pod względem pieniędzy, wpływów, zdrowia, wykształcenia, przyjaciół, szczęśliwego małżeństwa, kochającej rodziny, troskliwej i kwitnącej wspólnoty chrześcijańskiej. Kiedy nam ich brakuje, staramy się je uzyskać jako błogosławieństwa od Boga. Kiedy je mamy i się nimi cieszymy, ponosimy również odpowiedzialność za pomoc potrzebującym. Pan kocha biednych i potrzebujących w szczególny sposób. Postawił się w ich cierpieniu i potrzebie. Powiedział tym, którzy Go słuchali: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście” (Mt 25, 40). Kiedy pomagamy komuś w potrzebie, oddajemy cześć Panu. Amen.
o. Theodore Stylianopoulos (tłum. Gabriel Szymczak)
za: skepseis.us
fotografia: novinar /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.