Starożytni Grecy nazywali człowieka istotą społeczną. Człowiek realizuje się jako jednostka nie sam w sobie, lecz w kontaktach z innymi ludźmi. Czytając Ewangelię możemy zauważyć, że Chrystus uczył ludzi przede wszystkim tego, jak się mają do siebie nawzajem odnosić.
Starożytni Grecy nazywali człowieka istotą społeczną. Człowiek realizuje się jako jednostka nie sam w sobie, lecz w kontaktach z innymi ludźmi. Czytając Ewangelię możemy zauważyć, że Chrystus uczył ludzi przede wszystkim tego, jak się mają do siebie nawzajem odnosić. Większość Jego słów poświęcona jest właśnie temu.
Obcowanie z innymi, komunikacja – to sztuka, którą władamy lub nie, lub władamy, lecz nie w pełnej mierze. I od tego, na ile jesteśmy wprawieni i doskonali w tej sztuce, na ile jesteśmy wrażliwi i uważni wobec swojego rozmówcy, zależy bardzo wiele w życiu każdego z nas.
Chciałbym zwrócić waszą uwagę na niektóre bardzo proste kwestie odnoszące się do tego tematu, o których być może wcale nie należałoby mówić, gdybyśmy o nich tak często nie zapominali właśnie dlatego, że są aż tak oczywiste.
W kontaktach z innymi powinniśmy być prawdomówni, otwarci i szczerzy. To podstawowy klucz w sztuce komunikacji. Jeśli tylko w naszym obcowaniu z kimkolwiek pojawia się fałsz, jeśli nakładamy maskę i zaczynamy mówić nie to, co czujemy, lecz to, co uważamy, że dana osoba powinna usłyszeć, jeśli przybieramy jakąś pozę, niczym aktor (zdarza się czasem widzieć człowieka, który rozmawia z innymi jakby stał na teatralnej scenie, bywa też, że duchowny, zupełnie zwyczajny w codziennych kontaktach, wychodząc na ambonę zamienia się w aktora, zaczyna mówić z jakąś sztuczną intonacją, dobierać wyszukane słowa idące nie od serca), nasz kontakt staje się bezwartościowy. Spotkanie dwóch serc, dwóch dusz, które mogłoby nastąpić jeśliby nasza rozmowa i chęć porozumienia były serdeczne i szczere, nie następuje. Wielu z nas bywa nieraz w sytuacji, w której należy mówić „z katedry”, ale bardzo ważne jest wówczas to, by obecność licznego audytorium nie zmuszało nas, aby grać. Zatem zawsze należy się starać być sobą we wszystkich sytuacjach – to pierwszy, najważniejszy punkt.
Punkt drugi – komunikacja daje możliwość wzajemnego słuchania. Jednak często spotykamy się z ludźmi tylko dlatego, że mamy potrzebę się „wyżalić”, i wtedy zamiast dialogu powstaje monolog. Ponadto nierzadko rozmawiamy z innymi nie oczekując wcale odpowiedzi, najważniejsze jest dla nas to, by wygadać się samemu. Tacy ludzie są na tyle przepełnieni swoimi osobistymi myślami, emocjami i przeżyciami, że rozmawiają tylko sami ze sobą, mówią będąc głuchymi na to, co dzieje się wokół. Nawet jeśli coś się im powie, usłyszą zupełnie co innego, gdyż nie są w stanie przyjąć niczego prócz samych siebie.
Kolejny ważny moment w naszych kontaktach z ludźmi jest wtedy, gdy obcujemy z kimś, mając nadzieję otrzymać od niego odpowiedź na nasze pytania lub usłyszeć reakcję na to, co żeśmy powiedzieli. Powinniśmy być jednak przy tym gotowi usłyszeć nie to, czegośmy się spodziewali. Trzeba więc umieć przyjmować pozycję rozmówcy i odnosić się do niej z maksymalną uwagą. Należy pamiętać, że każdy człowiek jest wolny, ma prawo do swoich myśli, uczuć, i poglądów i nie możemy starać się nijak narzucić mu swego punktu widzenia. Każdy ma własne doświadczenia życiowe i należy się im z naszej strony szacunek.
Bardzo ważne jest też unikanie gadulstwa. Musimy się uczyć wyrażania swoich myśli zwięźle i treściwie. Cały przygotowawczy proces powinien odbywać się w głowie, nie należy myśleć na głos. Kiedy nauczymy się najpierw myśleć, a potem mówić (jakie to proste i jakie trudne zarazem!), wtedy liczba wypowiadanych słów będzie mniej więcej odpowiadać ilości stojących za nimi myśli. Ciężko jest słuchać ludzi, w wypowiedziach których pojawia się ogromna ilość zbędnych słów, a mało sensu należy się doszukiwać w wielkich kłębach wyrazów. Dlatego bardzo istotne jest by pamiętać o wyrażaniu myśli w sposób adekwatny.
Przypomnijmy, jak mówił Chrystus. Zobaczywszy uczniów i tłumy, wszedł na górę i powiedział: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie” – żadnego zbędnego wstępu, żadnych zbędnych wyjaśnień. Kazanie Jezusa zaczyna się od samego sedna. To się tyczy każdej innej przypowieści, wszystkich Jego słów. Nie znajdziemy tu ani jednego zbędnego słowa, ani jednego słowa, które by można wyjąć bez uszczerbku dla sensu. Chrystus dał najdoskonalszy wzór tego, jak należy posługiwać się słowem.
Słowo, to nie tylko dźwięk czy litery. Zawsze powinno coś za nim stać, powinno mieć swą wagę, znaczenie i siłę. „Słowo wasze niech będzie solą” – mówi Chrystus. Zatem korzystając z okresu Postu, uczmy się mniej mówić, a więcej myśleć.
Na koniec jeszcze jedna ważna uwaga. Chcąc porozumieć się z innym człowiekiem, należy mieć również na względzie wyróżniające go cechy – jego poziom intelektualny, kulturę z jakiej pochodzi, wiek itp. Niemożliwe jest jednakowe porozumiewanie się z ludźmi różnych kultur. Komunikacji z kimś spoza naszego kręgu kulturowego należy się uczyć i jest to niemała sztuka.
Wielu traktuje swoją kulturę, jakby tylko ona miała prawo rozprzestrzeniać się po wszystkich narodach i po całym świecie. Spotykając się niespodziewanie z inną niż swoja kulturą, popadają w tzw. kulturowy szok, widząc, jak ci „inni” ludzie reagują na ich słowa i gesty w sposób odmienny, niż ten, do którego przywykli.
Przytoczę tu przykład z mego pobytu na Alasce. Kiedy wykładałem w tamtejszym Seminarium Duchownym, moimi uczniami byli w głównej mierze miejscowi Eskimosi. Pewnego razu jeden z nich przyszedł na mój wykład. Rozmawiałem z nim, wyjaśniając mu niektóre zagadnienia, po czym student mówiąc „dziękuję” i „do widzenia”, wstał i wyszedł. Pomyślałem, że widocznie czymś go musiałem urazić, skoro wyszedł tak niespodziewanie. Przecież ludzie nigdy tak po prostu nie wstają i nie wychodzą ni z tego ni z owego. Jednak bardzo szybko przekonałem się, że i inni studenci zachowują się identycznie w podobnych sytuacjach. Doszedłem więc do wniosku, że kiedy Eskimos mówi „dziękuję”, oznacza to, że jest wdzięczny, a kiedy mówi „Do widzenia”, wówczas wychodzi, i tyle.
W naszej kulturze rzecz się ma zupełnie inaczej. My nigdy nie mówimy „dziękuję” tylko jeden raz. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Pożyczamy od kogoś pewną sumę pieniędzy. Ten ktoś nam je daje, my je bierzemy, mówimy zwyczajnie „dziękuję” i odchodzimy. Czy możliwe jest coś takiego? Ależ nie. Musimy oczywiście powiedzieć: „Bardzo, bardzo dziękuję!” – to nasze pierwsze „dziękuję”. „Naprawdę jestem ogromnie wdzięczny!” – to drugie „dziękuję”, trzecie - „Nie wiem, co bym zrobił bez Pańskiej pomocy?!” itd.
Również nigdy nie mówimy „Do widzenia” tylko jeden raz. Przesiedziawszy jakiś czas w gościnie i poczuwszy, że już pora wychodzić, patrzymy na zegarek i mówimy: „O, to już tak późno???”. To nasze pierwsze „Do widzenia”. Potem mówimy, że z chęcią posiedzielibyśmy jeszcze, ale droga daleka – to już drugie „Do widzenia”. Następnie oznajmiamy, iż było nam bardzo przyjemnie spędzić wspólny wieczór i po sto kroć zapraszamy do siebie – co jest naszym kolejnym „Do widzenia” itd. I nie wyjdziemy z tego domu, póki nie powiemy „Do widzenia” po raz piąty, ósmy czy dziesiąty, za każdym razem w innej formie:) A może nieraz należałoby wziąć przykład z Eskimosów?
— bp Hilarion (Alfiejew), tłum. Natalia Porębska
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.