Istnieje wiele ludzkich aktywności, które odsłaniają głębię wykraczającą poza racjonalną konieczność, a jednocześnie ujawniają głębokie prawdy teologii chrześcijańskiej. Śpiew z pewnością do nich należy. Głód piękna to kolejna. Przebaczenie i smutek, smutek i radość – wszystkie te elementy są części
Moja żona odziedziczyła pewien zwyczaj. Jej ojciec miał dość powszechny nawyk śpiewania przez cały dzień, zwłaszcza rano. Był pobożnym człowiekiem, a jego pieśni to były ulubione hymny. Moja żona ma podobny zwyczaj, tyle że jako u prawosławnej chrześcijanki jej repertuar rozszerzył się o tradycyjne hymny prawosławne. Nie jest to praktyka całkowicie świadoma (jak sądzę) – choć jej serce wyraźnie angażuje się w to, co robi. To spontaniczny wylew uwielbienia.
Jestem grzesznym człowiekiem, czasami rano w złym humorze i na tyle głupim, żeby powiedzieć: „Przestań!”. Takie wybuchy gniewu ujawniają ciemność, która wciąż tkwi w moim sercu.
Znałem pewnego starszego mnicha, który sam przeszedł na prawosławie. W późniejszych latach popadł w jedną z wielu form demencji starczej. Ku sporadycznemu przerażeniu innych mnichów, lubił spacerować po klasztorze i śpiewać (głośno) protestanckie hymny z dzieciństwa. Przypomniało mi to mojego teścia. Prawdopodobnie ujawniło również myśli wielu ludzi wokół niego.
Istnieje wiele ludzkich aktywności, które odsłaniają głębię wykraczającą poza racjonalną konieczność, a jednocześnie ujawniają głębokie prawdy teologii chrześcijańskiej. Śpiew z pewnością do nich należy. Głód piękna to kolejna. Przebaczenie i smutek, smutek i radość – wszystkie te elementy są częścią tej często niewypowiedzianej teologii.
Nie chodzi o to, że te tematy czy zjawiska są ignorowane przez osoby zajmujące się formalną teologią – raczej ich sprowadzenie do drugorzędnego statusu sprawia, że wiele działań teologicznych staje się jałowych i nieciekawych. Słyszałem, jak niektórzy mówią: „Nie interesuje mnie religia”. Kusi mnie, żeby powiedzieć: „Mnie też nie”. Ale rzadko spotyka się kogoś, kto nie interesuje się muzyką (żadnego rodzaju) lub nie dba o piękno. Radość i smutek są częścią naszego wspólnego losu, choć możemy nie uważać ich za „religijne”.
Racjonalność i specjalizacja dialogu religijnego w znacznym stopniu przyczyniły się do marginalizacji religii w naszej kulturze. Sekularyzm już teraz woli oddzielać Boga od spraw świata – fascynacja dialogu teologicznego własnymi, wyspecjalizowanymi zagadnieniami jeszcze bardziej to ułatwia. Albo Bóg leży w samym sercu ludzkiego doświadczenia (jakkolwiek je wypaczamy), albo słusznie zajmuje miejsce drugorzędne.
Paul Evdokimov zauważa:
Oblicze Chrystusa jest ludzkim obliczem Boga. Duch Święty spoczywa na Nim i objawia nam absolutne Piękno, Piękno bosko-ludzkie, którego żadna sztuka nie jest w stanie w pełni i właściwie ukazać. Tylko ikona może zasugerować takie Piękno za pomocą taborycznego [od Góry Tabor, miejsca Przemienienia Chrystusa] światła.
Piękno to nie tylko genetyczny urok zakorzeniony w matematyce i feromonach ludzkiej seksualności. Istnieje piękno, którego obecność niemal miażdży ludzką duszę. To głębia, która przemawia na takim poziomie, że brak nam słów, by ją opisać. Jak opisać wizję tak wielką, że człowiek oddałby za nią życie? Spotkanie oblicza Boga w człowieku Chrystusie Jezusie jest bliższe opisowi fundamentalnej „religijnej” mocy Chrystusa. W istocie takiego spotkania nie można nazwać „religijnym”. Nie należy ono do żadnej kategorii ludzkiego życia, ponieważ nie ma sobie równych, gdy raz zostanie dostrzeżone.
Święty Paweł mówi o „obliczu Chrystusa”, co byłoby dziwnym określeniem, gdyby jego jedynym zajęciem były doktrynalne błahostki, do których sprowadziło go wielu chrześcijan. Rezerwuje on raczej to wyrażenie dla najwspanialszego opisu chrześcijańskiego zbawienia:
Bóg, który rozkazał, aby z ciemności zabłysnęło światło, ten zabłysnął w naszych sercach, aby zajaśniało w nas poznanie chwały Bożej w obliczu Jezusa Chrystusa (2 Kor 4, 6).
Lecz my wszyscy, którzy z odsłoniętą twarzą patrzymy na chwałę Pana, jakby w zwierciadle, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, za sprawą Ducha Pana (2 Kor 3, 18).
Teraz bowiem widzimy w zwierciadle, niewyraźnie, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznaję cząstkowo, ale wtedy poznam tak, jak jestem poznany (1 Kor 13, 12).
Istnieje teologia piękna, która nawiązuje do języka Starego Testamentu, kiedy to Mojżesz pragnął ujrzeć Boga „twarzą w twarz”. Taka wizja nie została mu dana, ale wiele innych wizji, które zapowiadały wizję św. Pawła, zostało rzeczywiście danych Mojżeszowi – widzącemu Boga. Nie jest to język abstrakcyjnej myśli religijnej, lecz język całej sztuki i jej wewnętrznego pragnienia. Tęsknimy za pięknem, niezależnie od tego, jak źle je często definiujemy. Prawdziwe piękno zapiera nam dech w piersiach i przekracza nasze możliwości jego opisania.
To samo można powiedzieć o muzyce. „Bóg stworzył człowieka, aby był pieśniarzem Jego blasku” – powiedział św. Grzegorz Teolog. Śpiewamy i kochamy śpiewać, ponieważ w głębi duszy jesteśmy śpiewakami blasku Boga. Z pewnością prawdą jest, że śpiewamy wiele rzeczy, które w żaden sposób nie przypominają blasku Boga – a jednak dążenie do pieśni ma swoje korzenie w blasku Boga. Być może najważniejszy tekst w całym Piśmie Świętym to Księga Psalmów. W najlepszym razie my, współcześni, czytamy ją jak poezję, choć zawsze miała być śpiewana.
Bóg, ukazany jako proza, jest chyba najgłębszym przekłamaniem ze wszystkich.
To właśnie jest problemem wielu współczesnych form chrześcijaństwa – są prozaiczne. Nie oznacza to, że są pozbawione muzyki – choć często brakuje im dobrej muzyki (zacznijmy dyskusję…). Liturgiczne formy wyrazu (zwłaszcza te ciągle zmieniające się, improwizowane) nie osiągają poziomu tajemnicy. Sakramenty, nawet jeśli opierają się na stosunkowo solidnej doktrynie, wciąż rozpadają się w prozaicznym życiu współczesności. W bardzo nielicznych przypadkach wysłannicy z obcej krainy powracali z nabożeństw chrześcijańskich i oświadczali: „Nie wiedzieliśmy, czy jesteśmy na ziemi, czy w niebie. Ale zaprawdę wiemy, że Bóg jest z nimi” (relacja wysłanników św. Włodzimierza do Konstantynopola w X wieku).
O wiele istotniejsza jest prozaiczność życia chrześcijańskiego. Piękno i poetycki zachwyt nie tylko nie występują w naszej relacji z Bogiem – brakuje ich również w naszym życiu. Z mojego doświadczenia wynika, że bizantyjska liturgia nie gwarantuje piękna w jej uczestnikach. Nie umniejsza to jednak banalności współczesnej kultury.
Kilka lat temu rozmawiałem z małym rosyjskim chórem z Petersburga, który odbywał tournée po Stanach Zjednoczonych. Wszyscy byli śpiewakami cerkiewnymi, ale także śpiewakami z różnych petersburskich zespołów operowych. Nie trzeba dodawać, że byli to niezwykle utalentowani ludzie. Jednym z hymnów, które zaśpiewali tego wieczoru, był szczególnie trudny i wzruszający utwór rosyjskiego kompozytora Czesnokowa. W trakcie rozmowy zauważyłem, jak pięknie został napisany i zaśpiewany tego wieczoru. Jeden z członków chóru powiedział, że wymaga on starannego przygotowania duchowego („że wszyscy muszą być bez gniewu i w pokoju ze sobą”), zanim hymn ten będzie mógł zostać właściwie zaśpiewany.
Oczywiście, nie dotyczy to tylko wykwintnej muzyki Czesnokowa czy innych wybitnych kompozytorów – dotyczy to również małego, czteroosobowego chóru, który w niedzielny poranek śpiewa najprostsze melodie Obikhod. Cztery przeciętne głosy nigdy nie zabrzmią jak wyćwiczone głosy rosyjskiej opery – ale potrafią odnaleźć piękno – najpierw w sobie, a potem jako ofiarę pieśni. W tej ofierze inne życia zostają przemienione i wzniesione do krainy piękna, którą jest Chrystus pośród nas.
Nie chcę być głupi ani nieuczciwy: piękno, piękno transcendentne i piękno przemieniające nie jest szczególną właściwością prawosławnego chrześcijaństwa. Bóg rzeczywiście jest wszędzie obecny i wypełnia wszystko. I pragnie, aby wszyscy uczestniczyli w Jego życiu (które jest również uczestnictwem w Pięknie). Nie przedstawiam tego jako obserwacji ekumenicznej – jedynie jako stwierdzenie, że Bóg jest wolny i „czyni, co zechce”.
Robię to jednak, aby zachęcić chrześcijan do rozważenia takich kwestii jak Piękno i muzyka – i wielu innych aspektów naszego życia, powiązanych z oddaniem Bogu i głoszeniem Ewangelii. Świat, w którym żyjemy (a przynajmniej jego znaczna część), łaknie mniej starannego przedstawienia chrześcijańskiej doktryny odkupienia, a bardziej spotkania z prawdziwym i żywym Bogiem. Oczywiście, takie staranne przedstawienia nie są Bogu obce, ale rzadko udaje im się wznieść ponad poziom religijnej retoryki. Pragnienie piękna to coś więcej niż tylko estetyka.
o. Stephen Freeman (tłum. Gabriel Szymczak)
za: oca.org
fotografia: mladen_tomic /orthphoto.net/
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.