czw, 13 sie (31 lip) czwartek, 13 sie (31 lip) 2026 roku juliański
Kalendarz →
Publicystyka 1 grudnia 2014

Przykład lepszy od wszelkich słów...

Znajdujemy się obecnie w okresie postu filipowego, przygotowującego nas do święta Bożego Narodzenia.

0 czytelników poleca

Znajdujemy się obecnie w okresie postu filipowego, przygotowującego nas do święta Bożego Narodzenia. To dobry czas na refleksje na temat życia duchowego. Dziś prezentujemy Państwu pierwszą część artykułu „Dlaczego wstydzimy się kajać, a grzeszyć – nie?” autorstwa ks. Aleksandra Iliaszenki, proboszcza moskiewskiej cerkwi pw. Miłościwego Zbawiciela, redaktora naczelnego portalu pravmir.ru.

Nawróćcie się, bo bliskie jest Królestwo Niebieskie (Mt 3,2)

Chciałbym opowiedzieć o pewnym wydarzeniu, które zapamiętałem z młodości. Wiele lat temu byłem w gościach u znajomych na daczy. Rodzina gospodarzy była duża – piątka dorosłych dzieci, babcia, niezwykle mądry człowiek wiodący bardzo sprawiedliwe życie, i wnuki. Lato było gorące, okna w domu otwarte, i oto do domu wbiegła wiewiórka. Dzieci i wnuki zaczęły ją gonić, wywróciły wszystko do góry nogami, a najbardziej z nich wyróżniał się jeden wnuczek. Na koniec wiewiórka zniknęła, wszystko się uspokoiło, a biedna babcia zaniemogła i poszła odpocząć.

Nagle podszedł do niej wnuczek i szeptem powiedział: – Babciu, wiewiórka jest w twoim pokoju, na łóżku, pod kołdrą. Zmęczona babcia nie wytrzymała i zdenerwowała się na wnuka: – Przestań zmyślać! Zostaw mnie w spokoju. Wiewiórka dawno uciekła, a ja chcę odpocząć! Mimo wszystko poszła do drugiego pokoju. Wraz z wnukiem podnieśli kołdrę i zobaczyli, że pod nią rzeczywiście siedzi wiewiórka. Ta, gdy tylko pojawiła się możliwość ucieczki, wyskoczyła przez okno. Babcia wzięła wnuka za rękę, wyszła z nim do wspólnego pokoju, w którym zebrani byli domownicy, i powiedziała: – Myślałam, że on wymyślił nową historię o wiewiórce, która siedzi pod kołdrą, żeby znowu zacząć bieganinę, ale pomyliłam się. Mój wnuk mówił prawdę i proszę go o wybaczenie, że niesprawiedliwie nakrzyczałam na niego.

To osobisty przykład skruchy, który może dać dziecku przykład lepszy od wszelkich słów. W obecnych rodzinach rodzice często stawiają siebie w położeniu srogiego przełożonego nad dziećmi, i tak jak przełożony nie korzy się przed podwładnymi, oni również nie chcą przyznać się do błędów. A to przecież niepoprawne. (...)

Termin „kajanie się” (cs. pokajanije) pochodzi od słowiańskiego słowa kajać, stąd też okajannyj – ten, który powinien podlegać osądzeniu. Osądzenie innego człowieka to grzech, ale „samoosądzenie” to kajanie się lub też, mówiąc bardziej prawidłowo – jedna z jego części. Kajanie się to połączenie dwóch przeciwnych czynności – bezwzględnego osądzenia siebie samego, uznania siebie za przestępcę przed Bogiem i ludźmi, przy równoczesnej nadziei na przebaczenie. Kajamy się przecież przed obliczem Boga, którego miłość jest niezmierzona, a miłosierdzie nieskończone. Kajanie się zawiera, oczywiście, modlitwę o przebaczenie i pomoc. Kajać się to znaczy prosić o przebaczenie. Kiedy kajamy się przed Bogiem, prosimy o przebaczenie Tego, który nie tylko może i chce nam przebaczyć, ale posiada władzę, by to uczynić. W języku greckim termin „kajanie się” brzmi metanoia, co oznacza „zmianę świadomości”. Grecka „zmiana świadomości” w bardzo głęboki sposób dopełnia słowiańskie słowo pokajanije, dlatego że kajamy się, by się wewnętrznie zmienić.

Trzeba tylko pamiętać, że zmienić nas może jedyny Bóg. Chcemy się zmienić i zwracamy się do Niego z modlitwą, żeby dał nam siły przestać, żyć tak, jak żyliśmy wcześniej, przestać grzeszyć i stać się innymi. Ale ze swojej strony musimy zdecydowanie wyrzec się grzesznego życia i znienawidzić grzech. Bóg, w odpowiedzi na nasze szczere dążenie zmiany, czyni Swoją wszechmocną, pełną łaski, Boską, tajemniczą siłą ogromny cud – cud wybawienia duszy od ociemniającego i skażającego ją grzechu. „Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie! Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” (Iz 1,16-18).

Trzeba nie tylko pamiętać, że „samoosądzenie” powinno być bezkompromisowe. Niezbędne jest przezwyciężanie w sobie silnego złego pragnienia znajdowania okoliczności łagodzących dla usprawiedliwiania swoich czynów przed samym sobą lub jeśli kajasz się na spowiedzi – przed kapłanem. Kapłan, jak mówi się w modlitwie, jest „tylko świadkiem”, on powinien zaświadczyć, że człowiek rzeczywiście się kaja. Spowiedź to Misterium, którego dokonuje sam Bóg, i to On daje kapłanowi poczucie, że zostało dokonane. Bóg tak wszystko urządza, że jeśli człowiek kaja się głęboko, odkrywając nawet najstraszniejsze grzechy, w duszy kapłana pozostaje radosne uczucie. To swego rodzaju nieoczekiwana radość, duchowe święto, dlatego że kajający się człowiek zwycięża najstraszniejszego i najpowszedniejszego przeciwnika – samego siebie. Dokonuje nad sobą wielkiego i znaczącego duchowego zwycięstwa, i kapłan zaświadcza, że to zwycięstwo rzeczywiście się dokonało. To radość, o której mówi Bóg – „Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7).

tłumaczenie: Paweł Karczewski
na podst.: pravmir.ru

— Paweł Karczewski

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →