Celem każdego człowieka jest zdobycie szczęścia. Być szczęśliwym - ta myśl pojawia się u każdego wraz z pierwszym świadomym przebłyskiem, przebudzeniem świadomości. Jeżeli już zgodzimy się z powyższą tezą, to automatycznie rodzi się w nas pytanie: Czym jest szczęście?
Celem każdego człowieka jest zdobycie szczęścia. Być szczęśliwym - ta myśl pojawia się u każdego wraz z pierwszym świadomym przebłyskiem, przebudzeniem świadomości. Jeżeli już zgodzimy się z powyższą tezą, to automatycznie rodzi się w nas pytanie:
Czym jest szczęście?
Szczęście jest ogólnym stanem człowieka, podsumowującym bilans wszystkich niepowodzeń, sukcesów, radości, rozczarowań...Te czynniki, mające wpływ na pojęcie o szczęściu (lub nieszczęściu), eliminują się nawzajem i jednocześnie uzupełniają.
Często jest tak, że czynnik dodatni, np. sukces, jest tak silny, że eliminuje działanie wszystkich ujemnych. Wówczas człowiek czuje się szczęśliwy. Wszystkie czynniki dodatnie sprowadzają się do radości, wzbudzają ją. Radości, czyli uczucia wielkiego zadowolenia, spokoju duszy, wesołości, rozradowania. Tak więc wykładnikiem szczęścia jest radość, a przede wszystkim jej źródło. Jeżeli źródło, z którego płynie radość, jest niewyczerpalne, wtedy również szczęście jest stałe.
W dzisiejszym zmaterializowanym świecie ludzie poszukują szczęścia (radości) w nauce, sztuce, w niechrześcijańskich, mistycznych religiach, np. w bardzo popularnym ostatnimi czasy buddyzmie (zapominając jednocześnie o bogatej mistyce chrześcijańskiej, funkcjonującej przede wszystkim - aczkolwiek nie dominującą, w Cerkwi Prawosławnej), dogadzaniu ciału...Religia chrześcijańska jest jedną z dróg, na której ludzie starają się odnaleźć radość życia. Fenomen chrześcijaństwa polega na tym, że posiada ono cudowną siłę przemiany wielkich, wręcz niewyobrażalnych cierpień w głębokie i jak najbardziej prawdziwe szczęście. Święci Ojcowie niejednokrotnie podkreślali, że realne szczęście można osiągnąć tylko i wyłącznie z Bogiem. Uczyli, że nawet stałe szczęście, niewynikające z jedności z Bogiem, z czasem staje się nużące, wręcz przeistacza się w nieszczęście. Wyższość radości płynącej z jedności z Bogiem nad innymi jej źródłami w dziele " Psichołogia naszich prawiednikow" podkreśla profesor W. F. Czyż: nigdy estetyczne i intelektualne przeżycia nie będą mogły odegrać tak wielkiej roli, nawet u najbardziej zdolnych ludzi, jak religijne przeżycia u świętych....
Aby zrozumieć w jaki sposób można czerpać radość z modlitwy, najpierw należy odpowiedzieć sobie na kolejne pytanie:
Czym jest modlitwa?
Najbardziej powszechną definicją modlitwy jest: rozmowa z Bogiem. Najdoskonalej znaczenie i wskazanie na modlitwę jako rozmowę oddają nam słowa samego Jezusa Chrystusa: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie, kołaczeie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą (Mt 6, 7I). Jednak sprowadzanie modlitwy do rozmowy w znacznym stopniu ją zubaża. Ojcowie Kościoła szukali jej głębszego sensu. Święty Teofan Pustelnik definiując modlitwę jako nieprzerwane stanie przed Bogiem z rozumem w sercu, w dzień i w nocy, do końca życia podkreślał, że modlitwy nie powinniśmy sprowadzać jedynie do prośby adresowanej do Boga i to tylko ustami. Prawdziwa modlitwa nie jest chwilowym działaniem, lecz ciągłym, nieustannym aktem przebywania przed Bogiem, wstępowania w bezpośredni kontakt z Nim, ze świadomością, że jesteśmy w Bogu i On przebywa w nas. Podobnie modlitwę określa Święty Bazyli Wielki: Moc modlitwy należy, bowiem widzieć w duchowym nastawieniu i w dobrych uczynkach, czynionych w ciągu całego życia; w ten sposób będziemy modlić się nieprzerwanie. Święty Bazyli Wielki kładzie też nacisk na nasze dobre uczynki, myśli, zamiary, które przecież też są modlitwą. Mówiąc o modlitwie zawsze winniśmy pamiętać, że zasadniczą rolę w niej nie odgrywamy my, lecz Bóg. Element ten podkreśla Święty Grzegorz z Synaju, który pisze: Modlitwa jest to Bóg. I On dokonuje ludziach wszystkiego tego, co jest dobre. Tak więc modlitwa jest aktem, w którym my jedynie uczestniczymy. Nie tworzymy go, gdyż dokonuje tego w nas sam Bóg. Mówi o tym również Święty Jan Klimak; Kto poznał Pana, nie modli się własnymi słowami, albowiem Duch Święty modli się za niego. Wychodząc więc z tego, że modlitwą są nasze dobre uczynki, myśli, zamiary, kierowanie się w swym działaniu prawami boskimi, można powiedzieć, że ogół życia chrześcijańskiego jest modlitwą.
Musimy też pamiętać, że modlitwa odgrywa istotną rolę w duchowości prawosławnej. Pod pojęciem duchowości powinniśmy rozumieć życie w Bogu, z Bogiem i dla Boga. Prawosławna duchowość ukazuje nam drogę zjednoczenia z Bogiem, utożsamiania własnej woli z wolą boską, drogę osiągnięcia chrześcijańskiej doskonałości, drogę zbawienia. Jest ona ściśle związana z duchowością, gdyż jest warunkiem zbliżenia się do Boga, początkiem naszego zbawienia. Modlitwa wyraża dążenie naszej duszy do Boga, jest początkiem zbawienia, wyrazem naszej wiary. Dzięki modlitwie płynącej z wiary i miłości do Boga, człowiek może odczuć obecność Boga, a nawet obcować z Nim duchowo. O potrzebie modlitwy, o jej znaczeniu dla człowieka mówi nam Pismo Święte (szczególnie Nowy Testament).
Co jest źródłem radości w modlitwie?
Odpowiedź jest jak najbardziej oczywista: Bóg. W celu wyjaśnienia tego należy cofnąć się aż do momentu stworzenia świata. Zazwyczaj mało kto zastanawia się po co i w jakim celu Bóg stworzył świat. Jednym z Jego przymiotów jest wieczność. Skoro Bóg jest wieczny, a świat miał swój początek, to był okres, kiedy świata nie było. W takim razie co się stało, co wpłynęło na to, że Bóg stworzył kosmos? Odpowiedź tkwi w kolejnym z przymiotów boskich. Mianowicie Bóg jest miłością. Przed stworzeniem świata miłość ta przelewała się między Osobami Trójcy. Była ona tak wielka, że dla Boga przelewanie jej między Osobami Trójcy było wyrazem egoizmu, tak więc można powiedzieć, że samym jej zaprzeczeniem. Bóg podzielił się nią ze swym stworzeniem. Wychodząc z tego, iż Bóg stworzył wszystko, co nas otacza, nasuwa się wniosek, że nic na tym świecie nie należy do nas. Wszystkie nasze zdolności, dobre myśli są własnością Boga. Niejednokrotnie nauczał o tym Jezus Chrystus. Bóg daje nam wszystko (dobre, czy, według nas, złe rzeczy) z miłości, czyli aby nam pomóc osiągnąć zbawienie. Myślę, że każdy odczuł tę niewyczerpalną miłość. Często świadomie grzeszymy raniąc Boga. Święci Ojcowie uczą, że rany Jezusa tak jak po zmartwychwstaniu były otwarte, tak i teraz cały czas nie goją się, gdyż my nieustannie grzeszymy. Jednak wystarczy szczerze pokajać się (sakrament spowiedzi) i ponownie nasza oczyszczona dusza będzie w stanie (przynajmniej w minimalnym stopniu) zbliżyć się do Boga. Świadomość tego, że wszystko otrzymywaliśmy od Boga i idealnej miłości boskiej, może sprawić, że naprawdę będziemy w stanie czerpać radość z modlitwy. Bóg nigdy nas nie opuści, zawsze będzie nas kochał, zawsze wysłucha naszych próśb. Jeżeli człowiek naprawdę to zrozumie, jednocześnie dotrze do niego to, jaki jest mały w stosunku do wszystkiego, co go otacza, wtedy niczego nie będzie tak bardzo pragnął, jak właśnie modlitwy - rozmowy z Najbliższym Przyjacielem. Jednocześnie możemy w modlitwie też prosić i jeżeli będzie to dla nas dobre otrzymamy to.
Jeśli człowiek uświadomi sobie to, co powyżej opisałem, to będzie mógł czerpać radość z modlitwy, lecz nie będzie ona pełna i przede wszystkim stała. Ostatecznym warunkiem stałości tej radości jest to, że musimy sami, z własnej woli, nie ze strachu przed piekłem czy obawą utraty w życiu pomocy Bożej, pokochać Boga. Bóg nas stworzył z miłości, a chyba nic tak nie uszczęśliwia jak odwzajemniona miłość. Praktycznie każdy doświadczył tego w swoim życiu. Myślę, że na tej samej zasadzie działa to w relacji człowiek - Bóg. Bóg jest twórcą wszystkiego. Tak więc człowiek może dać tylko (a może aż) Bogu swą miłość. Tylko tego pragnie od nas Bóg, a ta miłość przejawia się właśnie w czystej modlitwie.
Jak wielkie szczęście daje modlitwa (czyli obcowanie z Bogiem) możemy zobaczyć w żywocie każdego świętego. Jej efekty uwidaczniają się przede wszystkim w momencie przełomowym naszego życia, a mianowicie w śmierci. Oczywiście odnośnie świętych i ludzi żyjących z Bogiem nie możemy mówić o śmierci, lecz w perspektywie powszechnego zmartwychwstania związanego z ponownym przyjściem Jezusa na ziemię i Sądem Ostatecznym, o zaśnięciu. Święci zasypiają, by obudzić się w tym wielkim dniu. Śmierć dotyczy oddalonych z własnej woli od Boga, bo tylko w Bogu jest życie. Stan duszy przed śmiercią oraz sam jej moment jest wykładnikiem tego, co człowiek zdobył duchowo w ciągu całego swego życia. Śmierć można porównać do najważniejszego egzaminu człowieka, przede wszystkim z jego wiary i religijności. Moment śmierci (zaśnięcia) każdego świętego jest czymś pięknym. Święci czekali na śmierć, kiedy to połączą się z Bogiem. Śmierć św. Serafima Sarowskiego jest obrazem tego, jak wielką radość może dawać modlitwa. Otóż nie było bezpośrednich świadków zaśnięcia świętego, nie wiemy jakie były jego ostatnie myśli. Kiedy znaleziono Świętego Starca śpiącego, klęczał on przed anałojem z rękoma złożonymi do modlitwy. Tak więc połączył się z Bogiem w modlitwie, w pełni jej radości. Zaśnięcie św. Serafima Sarowskiego jest tylko jednym z przykładów, ale iluż innych świętych odchodziło z tego świata radośnie, spokojnie...
Powyżej opisałem pierwszy rodzaj czerpania radości z modlitwy - rozmowy z ukochanym przez nas Bogiem. Istnieje drugi rodzaj radości, mianowicie czerpania radości z oglądania samego Boga - światłości. Kolejnym przymiotem Boskim jest światłość. Bóg jest światłością. Nie chodzi tutaj o zwykłe światło z tego świata, lecz o tę światłość, którą widzieli apostołowie podczas przeobrażenia Jezusa na górze Tabor. Widzenie to wiąże się z celem prawosławnej duchowości - przebóstwieniem. Jednym ze środków, dzięki którym można ten stan osiągnąć, jest modlitwa, a przede wszystkim modlitwa Jezusowa. Oczywiście, warunkiem podstawowym, bez którego nie można mówić o nawet minimalnym wzroście duchowym, jest częsta Eucharystia. Następnie, bardzo ważna jest asceza, której celem jest przede wszystkim kontrola własnego materialnego ciała. W myśl słów Świętych Ojców, że bez pomocy Bożej człowiek nie może zrobić nic dobrego, modlitwa jakby zespala częstą Eucharystię z ascezą. Właśnie dzięki modlitwie możemy prosić Boga o pomoc, jednocześnie czerpiąc z tego radość. Można więc powiedzieć, że modlitwa prowadzi człowieka do osobistego przebóstwienia, czyli odrodzenia duszy w Bogu, stania się Bogiem. Zgodnie ze słowami Świętych Ojców, Bóg stał się człowiekiem po to, aby człowiek mógł stać się Bogiem. Człowiek przebóstwiony uświęca świat i wszystko, co go otacza. Wypełniająca go miłość sprawia, że realnie odczuwa obecność miłości Świętej Trójcy. Nie postrzega już materii jak czegoś złego, źródła grzechu, lecz jako Boskie objawienie. Świat staje się wówczas wielką świątynią stworzoną Boską ręką. Podobnie zaczyna również patrzeć na drugiego człowieka. Widzi w nim samego Chrystusa. Widząc cierpienie drugiego człowieka, pragnie mu za wszelką cenę pomóc. Wyzbywa się praktycznie egoizmu. W każdym widzi dobro, nawet mimo częstego odrzucania go przez innych. Umie prawdziwie modlić się za wrogów. Taki człowiek sam jest modlitwą. Nie musi nauczać, pisać traktatów teologicznych, sama jego obecność, widok ukazuje prawdziwy sens życia. W ten sposób człowiek przebóstwiony naucza przez swoją obecność. Tak więc modlitwa prowadzi do urealnienia poczucia obecności Chrystusa, który wtedy jest z człowiekiem w każdej sekundzie życia, w jego czynach, słowach i myślach. Stan przebóstwienia jest wynikiem osiągnięcia najwyższego stopnia modlitewnego rozwoju tzw. modlitwy serca. W tym stanie nie tylko umysł jest wypełniony modlitwą Jezusową, lecz również serce.
Jednym z wielu świętych, którzy oglądali Boga, był św. Symeon Nowy teolog (963-1043). Pochodził z Pantagonii. Początkowo uczył się i przebywał na dworze cesarskim w Konstantynopolu. Ostatecznie zostawił świeckie życie na dworze i został mnichem. Całe dnie poświęcał modlitwie i ascezie zarówno w Konstantynopolu, jak i po wygnaniu. Bóg, widząc jego duchowe wysiłki, ukazał mu niestworzoną światłość. Święty Symeon tę światłość nazywał światłem Świętego Ducha. Tak opisywał to widzenie: Często widziałem światłość. Raz pojawiała się ona wewnątrz mnie, kiedy moja dusza była spokojna i panowała w niej cisza. Drugim razem pojawiała się ona na zewnątrz w dali, lub całkowicie skrywała się. Widzenie to przyniosło świętemu Symeonowi nieopisaną radość. Kiedy światłość zniknęła, tak św. Symeon opisywał swój stan: W ten czas przeżywałem straszne cierpienia, gdyż wydawało mi się, że już więcej nie chce ono pojawić się. Kiedy jednak zaczynałem płakać i pokazywać odcięcie od wszystkiego, co ziemskie, całkowite posłuszeństwo i pokorę, wtedy pojawiało się ono znów. Jak słońce, które rozbija ciemność przy wschodzie... Myślę, że tych słów nie trzeba komentować.
Chrystus - najwierniejszy przyjaciel człowieka. Jedynie Chrystus, jako oś naszego istnienia, fundament i uwieńczenie naszej drogi życiowej, nadaje jej sens i prawdziwą wartość. Jedynie Chrystus, nie jako surowy i karzący Bóg, lecz jako przyjaciel przepełniony miłością i wyrozumiałością, jest nadzieją współczesnego, niejednokrotnie zagubionego człowieka. On prowadzi nas poprzez ideologiczny i religijny labirynt współczesnego świata. On jest jedynym Światłem dla poszukujących prawdy. Chrystus to Głowa i Fundament Kościoła, do którego bez Jego pomocy nie jesteśmy w stanie wstąpić. Chrystus to Początek i Cel Kościoła, twórca sakramentów. W Nim wypełnia się chrześcijańska moralność. Na Nim skupia się nasza teologia. Chrystus to Alfa i Omega naszej egzystencji. Te stwierdzenia są fundamentalną prawdą chrześcijaństwa. Bez jej zrozumienia i przyjęcia niemożliwe jest prawidłowe ukształtowanie naszego życia religijnego. Właśnie modlitwa jest łącznikiem z naszym Najlepszym Przyjacielem. Jeżeli w to wszystko uwierzymy, niczego nie będziemy tak bardzo pragnąć jak modlitwy. Oto słowa prostego człowieka i filozofa na temat tej nieopisanej radości:
Modlitwa serca przynosiła mi tyle pociech, że nie wierzyłem, czy jest ktoś szczęśliwszy ode mnie na ziemi i nie pojmowałem, jaką mogła być większa radość w Królestwie Niebieskim. (...) I we wszystkich tego typu radościach pragnąłem , aby Bóg pozwolił mi szybciej umrzeć i wylewać moją radość u jego podnóża w świecie duchów niebieskich (Opowieści Pielgrzyma).
Nie ma życia bez modlitwy. Bez modlitwy istnieje tylko szaleństwo i horror.
Bibliografia:
1. Metropolita Sawa (Hrycuniak), Chrystus - Najwierniejszy Przyjaciel człowieka, Warszawa 2003
2. Hieromnich Gabriel (Krańczuk), Mnisi Góry Atos o duchowości prawosławnej, Hajnówka 1995
3. Biblia Tysiąclecia. Pismo Starego i Nowego Testamentu, Poznań 1991
4. Opowieści pielgrzyma, Hajnówka
— Wiaczesław Dejneko
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.