Znany szerzej w Polsce metropolita Dioklei Kallistos (Ware) we wrześniu mijającego roku obchodził swoje siedemdziesiąte piąte urodziny.
Znany szerzej w Polsce metropolita Dioklei Kallistos (Ware) we wrześniu mijającego roku obchodził swoje siedemdziesiąte piąte urodziny. Metropolita Kallistos jest wybitnym prawosławnym hierarchą, teologiem, patrologiem, tłumaczem Filokalii (cs. Dobrotolubije) oraz tekstów liturgicznych na język angielski, założycielem greckiej parafii prawosławnej pw. Trójcy Świętej w Oksfordzie, wieloletnim profesorem Uniwersytetu w Oksfordzie, nauczycielem wielu współczesnych teologów i historyków Kościoła. Na krótko przed swoim jubileuszem metropolita Kallistos udzielił obszernego wywiadu, w którym między innymi przedstawił między innymi swój interesujący pogląd na temat święceń kapłańskich kobiet.
Wybór przez Eminencję prawosławia był świadomy i w pełni samodzielny. Jakie czynniki zadecydowały o wyborze Kościoła prawosławnego przez Eminencję oraz jakie zmiany nastąpiły w życiu Eminencji już po jego przyjęciu?
Moi rodzice byli ludźmi pobożnymi, należeli do Kościoła anglikańskiego. Od wczesnego dzieciństwa przyprowadzali mnie do świątyni oraz uczyli modlić się w domu. Moment przełomowy na mojej drodze duchowej nastąpił w wieku szesnastu lat. Nie miałem jeszcze wtedy żadnych kontaktów z Kościołem prawosławnym. Pod wpływem pewnego mnicha anglikańskiego, będącego członkiem wspólnoty franciszkanów, zdecydowałem się wówczas po raz pierwszy w życiu wyspowiadać się u znanego ojca duchowego Kościoła anglikańskiego.
Zarówno decyzja dotycząca spowiedzi, jak i doświadczenia nabyte w trakcie niej, wywarły na mnie głęboki wpływ. Powiedziałbym, że wówczas miał miejsce mój zwrot do Chrystusa. Mimo tego, że byłem chrześcijaninem, to jednak dopiero po tym wydarzeniu wszystko we mnie raptem się przebudziło i zacząłem odczuwać swoją przynależność do wiary.
Pierwsze spotkanie z prawosławiem miało miejsce około rok później, w wieku siedemnastu lat, kiedy po skończeniu szkoły dostałem się na studia. Opowiedziałem tę historię w jednym z artykułów (polski przekład w „Królestwo Wnętrza”, Wydawnictwo Diecezji Lubelsko-Chełmskiej). To wydarzyło się w londyńskiej cerkwi, dokąd wszedłem w czasie trwania sobotniego całonocnego czuwania. Wrażenie wywarte prawosławną modlitwą było bardzo duże. Bez względu na to, że nic prawie nie wiedziałem o Kościele prawosławnym, to jednak odczułem wówczas, że właśnie tutaj jest mój dom. To było przede wszystkim przeżycie zjednoczenia wszystkiego, co jest na ziemi i na niebie. Wydawało mi się, że w trakcie nabożeństwa my, mała widzialna wspólnota, wznosimy się daleko poza granice naszej własnej rzeczywistości, że modły Cerkwi tu, na ziemi, są częścią modłów Cerkwi niebiańskiej. Odczuwałem obecność aniołów, Przenajświętszej Bogurodzicy, samego Chrystusa — niebo na ziemi.
W ten właśnie sposób pierwsze spotkanie z prawosławiem odbyło się wkrótce po moim własnym nawróceniu. Odbyło się to nie poprzez znajomość z prawosławnymi chrześcijanami albo przez czytanie książek, ale za pośrednictwem liturgicznej modlitwy w cerkwi.
Kiedy byłem anglikaninem, to należałem do tzw. "Wysokiego Kościoła" (inaczej anglo-katolickiego), który jest częścią Kościoła Anglii. W odróżnieniu od innych gałęzi Kościoła anglikańskiego, członkowie "Kościoła Wysokiego" są stosunkowo bliscy prawosławiu: czczą ojców Kościoła, uznają sobory powszechne i jeśli chodzi o wiarę, to praktycznie nie różnią się od prawosławnych chrześcijan.
Od momentu mojej pierwszej wizyty w cerkwi minęło jeszcze sześć lat, zanim przyjąłem prawosławie. Zacząłem coraz bardziej je zgłębiać po dostaniu się na studia, później miałem możliwość poznać prawosławnych i z nimi rozmawiać. Podejmując decyzję o zostaniu prawosławnym chrześcijaninem, nie myślałem, że zmieniam swoją wiarę. Odczuwałem natomiast, że teraz będzie ona miała twardszą i pewniejszą podstawę. Kiedy byłem anglikaninem, to wierzyłem w coś, ponieważ tak właśnie sam uważałem. Po zostaniu prawosławnym chrześcijaninem wierzyłem w coś już dlatego, że tak wierzy Cerkiew. Po przyjęciu prawosławia znalazłem potwierdzenie własnych dotychczasowych przekonań. Mogłem już mówić, że nie kieruję się własnym punktem widzenia, lecz tradycją Kościoła. Zapoznając się z prawosławiem coraz bardziej, przekonywałem się, że zawiera wszystko, o czym kiedyś rozważałem, ale czego nigdzie nie mogłem znaleźć wyrażonego w sposób pełny.
W ciągu tych sześciu lat, kiedy przygotowywałem się do zostania prawosławnym chrześcijaninem i rozważałem ten krok, spotykałem się zarówno z przedstawicielami rosyjskiego prawosławia, jak również z prawosławnymi tradycji greckiej. Tu, w Oksfordzie, poznałem wielu Rosjan, m.in. Nikołaja Ziernowa, Dmitrija Oboleńskiego, arcybiskupa Bazylego (Kriwoszeina). W Oksfordzie istniała wówczas dosyć aktywna rosyjska wspólnota prawosławna. Ale ponieważ studiowałem na Wydziale Klasycznym Uniwersytetu i znałem starogrecki, to pojawili się u mnie również przyjaciele wśród Greków. Poznałem m.in. greckiego arcypasterza w Londynie — wikarnego biskupa Jakuba (Virvosa). Rosjan spotykałem również w Londynie. W Oksfordzie rosyjska wspólnota należała do jurysdykcji Patriarchatu Moskiewskiego, w Londynie natomiast spotykałem się z Rosjanami należącymi do jurysdykcji Cerkwi zarubieżnej, m.in. z ihumenią żeńskiego monasteru w Londynie siostrą Elżbietą i jednym z tamtejszych kapłanów, ks. Jerzym Szeremietiewem.
Wydawało mi się, że rozwiązaniem najlepszym dla mnie będzie przyjęcie prawosławia od Greków z Patriarchatu Konstantynopolitańskiego. Po części dlatego, że uczyłem się greckiego i łatwiej mi było zrozumieć nabożeństwo. Drugim powodem natomiast było to, że moi przyjaciele w Oksfordzie należeli do Patriarchatu Moskiewskiego, w Londynie zaś — do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego poza Granicami Rosji. Ta sytuacja komplikowała się tym, że te dwie gałęzi Cerkwi były wtedy podzielone. Nie chciałem natomiast uczestniczyć w konfliktach między poszczególnymi jurysdykcjami. Sądziłem, że skoro jestem Anglikiem, to nie powinienem wtrącać się w problem dotyczący wyłącznie Kościoła rosyjskiego. Wybierając jurysdykcję Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, miałem możliwość zachowania relacji przyjacielskich z obiema częściami Kościoła rosyjskiego. Po przyjęciu prawosławia, biskup Jakub wyznaczył mi ojca duchowego — wspomnianego już księdza Jerzego Szeremietiewa. Zachowałem wiele kontaktów z Kościołem zarubieżnym.
Proszę opowiedzieć o tym, jak wyglądało przyjęcie Eminencji do Kościoła prawosławnego i do jakiej parafii Eminencja później należał?
Nabożeństwo, w czasie którego zostałem przyjęty na łono prawosławia, sprawował biskup Jakub. Miało to miejsce w greckiej katedrze w Londynie. Najpierw wyspowiadałem grzechy popełnione w ciągu całego mego życia. Następnie biskup przeczytał modlitwę rozgrzeszającą. Później zaś przeczytałem Symbol wiary. Na koniec biskup udzielił mi sakramentu bierzmowania. Moją parafią w Londynie stał się grecki sobór Mądrości Bożej w dzielnicy Basewater, ale często też chodziłem do rosyjskiego monasteru, gdzie przebywała siostra Elżbieta, w Oksfordzie zaś modliłem się w parafii rosyjskiej należącej wtedy do Patriarchatu Moskiewskiego. Miałem szczęście, że jeszcze przed przyjęciem prawosławia miałem wielu przyjaciół wśród prawosławnych chrześcijan z najróżniejszych zakątków świata. Dzięki temu miałem pewne wyobrażenie o całej tej głębi i różnorodności, którą ma w sobie Kościół prawosławny.
Jak pan widzi, nie zostałem ochrzczony po raz drugi. Bardzo dobrze pan wie, że istnieją rozmaite praktyki przyjęcia na łono prawosławia. Na Athosie, dla przykładu, anglikanie i rzymskokatolicy są przyjmowani poprzez chrzest. W pozostałych częściach Patriarchatu Ekumenicznego przyjęcie na łono prawosławia odbywa się zwykle przez bierzmowanie. Kościół rosyjski nie chrzci ponownie — rzymskokatolicy często są przyjmowani nawet bez bierzmowania, poprzez samo tylko wyznanie wiary. Reasumując, istnieją w tej kwestii różnice. Ja osobiście przeszedłem przez bierzmowanie i sam kieruję się tą praktyką podczas przyjmowania kogoś do Cerkwi, zgodnie z tradycją tronu ekumenicznego.
Kiedy członkowie innych Kościołów chrześcijańskich proszą o dokonanie wobec nich powtórnego chrztu, odpowiadam: to sprawa waszego sumienia. Jeśli chcecie przejść przez chrzest, to jedźcie na Athos. Na ile się orientuję, niektórzy właśnie tak postępują. Osobiście zgadzam się całkowicie ze sposobem przyjęcia przeze mnie prawosławia drogą bierzmowania. Oprócz tego, należy pamiętać, że męczennicy z rosyjskiej rodziny carskiej — małżonka ostatniego rosyjskiego cara Mikołaja II Aleksandra Fiodorowna oraz wielka księżna Elżbieta Fiodorowna — należały do Kościoła luterańskiego i przyjęły prawosławie poprzez bierzmowanie, nie zaś przez chrzest. Uznaję jednak, że obecnie w Kościele prawosławnym istnieją dwa odmienne sposoby przyjęcia prawosławia. Możliwe jest, że przygotowywany sobór ogólnoprawosławny wyjaśni i tę kwestię.
Wiele razy miałem okazję przyjmować członków Kościołów anglikańskiego oraz rzymskokatolickiego na łono prawosławia, ale nigdy nie uprawiałem agresywnego prozelityzmu. Nie przyszłoby mi nawet do głowy rozpowszechnianie negatywnej propagandy w odniesieniu do innych chrześcijan. Z drugiej strony wierzę, że Kościół prawosławny jest jedynym prawdziwym Kościołem Chrystusowym, że jedynie prawosławie zawiera pełnię prawdy i życia duchowego. Dlatego jeśli członkowie innych Kościołów w sposób swobodny, według swej woli zwrócą się do mnie z prośbą o przyjęcie ich do Kościoła prawosławnego, to, po odpowiednim przygotowaniu, będę gotów tej prośbie uczynić zadość. Drzwi są otwarte — odpowiem im. Prawda jednak jest taka, że w ostatnim czasie coraz częściej mam okazję przyjmować ludzi, którzy nie są członkami żadnego z Kościołów. Dziś w Anglii ludzie w większości zatracili żywą więź z wiarą chrześcijańską i wielu z tych, którzy się zwracają ku prawosławiu, są albo nieochrzczeni, albo niepraktykującymi chrześcijanami ochrzczonymi w dzieciństwie. Reasumując, nie wabimy ludzi z innych Kościołów. Staramy się wyciągnąć ich z pozachrześcijańskiej i pozakościelnej masy ludzi tego kraju.
Kościół prawosławny w Wielkiej Brytanii ma swoje niepowtarzalne oblicze, historię oraz rozwój współczesny. Jak Eminencja określiłby główne cechy prawosławia w Anglii oraz konkretnie w Oksfordzie, gdzie w 1966 roku rozpoczął Eminencja posługę duchownego oraz karierę wykładowcy na Uniwersytecie?
Ma pan absolutną rację — w 1966 roku zostałem wyświęcony na kapłana i skierowany na stanowisko Spalding-lektora badań wschodniochrześcijańskich Uniwersytetu w Oksfordzie. Zajmowałem to stanowisko przez 35 lat. Arcybiskup Atenagoras II, grecki hierarcha w Londynie, który objął katedrę dwa lata wcześniej, powiedział mi: "Po przyjeździe do Oksfordu powinien ojciec zorganizować tam parafię grecką". Od początku lat czterdziestych ubiegłego wieku w Oksfordzie funkcjonowała parafia rosyjska założona przez archimandrytę Mikołaja (Gibbsa), który był nauczycielem królewicza Aleksego, przed wybuchem rewolucji rosyjskiej.
W czasie mojego przyjazdu o. Mikołaj już nie żył, parafia natomiast zajmowała kaplicę w budynku pod numerem jeden przy Canterbury Road. Po przeprowadzce do Oksfordu, a dokładniej po powrocie do Oksfordu w 1966 roku, Rosjanie zwrócili się do mnie z prośbą: „Jesteśmy bardzo małą wspólnotą, nie ma więc potrzeby erygowania parafii greckiej funkcjonującej samodzielnie, gdyż również potrzebujemy pomocy” . W tamtym czasie parafia nie miała swojego proboszcza. Służby sprawował kapłan z Londynu, o. Cyryl (Taylor), który był dosyć schorowany i nie mógł przyjeżdżać regularnie. Greków w Oksfordzie również nie było zbyt wielu, poza tym przyzwyczaili się oni do modlenia się w kaplicy rosyjskiej. Raz na jakiś czas przyjeżdżał do nich grecki kapłan i sprawował Liturgię po grecku w tej samej kaplicy. Dlatego Grecy również odradzali mi zakładania osobnej parafii.
Zakończyło się tym, że utworzyłem wspólnotę grecką, ale celebrowaliśmy nadal w kaplicy rosyjskiej. W ten sposób formalnie istniały dwie parafie, każda ze swoją własną radą parafialną oraz podporządkowana własnemu biskupowi, ale w praktyce tworzyliśmy jedną wspólnotę liturgiczną. W latach 1966-1973 my, członkowie parafii greckiej, byliśmy niejako gośćmi parafii rosyjskiej. Ale później kaplica, w której modliliśmy się, stała się dla nas zbyt ciasna — to był zwykły pokój w mieszkaniu. Wybudowaliśmy osobną świątynię prawosławną w ogrodzie przy Canterbury Road. Istnieje ona do tej pory. Od tamtego czasu obydwie parafie użytkują cerkiew na równych zasadach.
Przyjęliśmy zasadę wspominania w nabożeństwie imion biskupów obu Kościołów. Z punktu widzenia kanonów jest to trochę nietypowe, jednak w taki właśnie sposób próbowaliśmy na poziomie lokalnym przezwyciężyć podziały prawosławnej diaspory ze względu na jurysdykcję. Prawosławni chrześcijanie w Wielkiej Brytanii, jak również w większości krajów zachodnich, będąc wyznawcami jednej wiary są niestety podzieleni na różne grupy narodowościowe. I choć w świętych kanonach napisane jest "jeden teren — jeden biskup", na Zachodzie bywa tak, że w jednym miejscu jest kilku biskupów. Z tego powodu greccy, rosyjscy, serbscy, rumuńscy i bułgarscy arcypasterze funkcjonują w jednym miejscu jeden obok drugiego. Zdajemy sobie sprawę z powodów historycznych tego zjawiska: pierwsi emigranci chcieli, żeby ich parafie miały mocny narodowy charakter, żeby Cerkiew łączyła ich z ojczyzną, własną kulturą oraz językiem.
Tym nie mniej, podobną sytuacja odbiega od ideału zawartego w kanonach Kościoła, dlatego powinni byliśmy w jakiś sposób wyjść z tych ram w stronę bardziej widzialnej manifestacji naszej prawosławnej jedności. My, parafianie z Oksfordu, nie byliśmy w stanie rozwiązać problemu ogólnoprawosławnego. Sądziliśmy jednak, że na poziome lokalnym będziemy zdolni skierować swoje wysiłki ku przezwyciężeniu podziałów ze względu na narodowość wśród prawosławnych przebywających poza granicami swoich krajów. Spodziewaliśmy się również, że połączywszy niewielką parafię grecką z rosyjską, będziemy mogli dawać ważne świadectwo prawosławia w Oksfordzie i na Uniwersytecie.
Dlatego z błogosławieństwa biskupów każdej ze stron (metropolity Antoniego ze strony rosyjskiej oraz arcybiskupa Atenagorasa ze strony greckiej) zadecydowaliśmy wspólnymi siłami zbudować świątynię w Oksfordzie. Poświęcenia świątyni dokonali wspólnie dwaj arcypasterze w asyście biskupa serbskiego i wielu innych duchownych. Mamy antymins (jedwabną chustę z obrazem składanego do grobu Chrystusa, w którą wszyte są relikwie, na której sprawuje się Boską Liturgię) z podpisami greckiego, rosyjskiego oraz serbskiego hierarchy, którzy brali udział w poświęceniu cerkwi.
Współpraca między parafiami grecką a rosyjską nawiązana w 1973 roku trwa do dnia dzisiejszego już przez trzydzieści sześć lat. Nie mieliśmy poważnych problemów do czasu, kiedy trzy lata temu powstał podział w rosyjskiej parafii pw. Zwiastowania Bogurodzicy. Wówczas biskup Bazyli (Osborne,) zarządzający parafiami rosyjskimi w Wielkiej Brytanii i jednocześnie proboszcz parafii rosyjskiej w Oksfordzie, uznał za stosowne wyjście z jurysdykcji Patriarchatu Moskiewskiego i przejście pod jurysdykcję Patriarchatu Ekumenicznego. Został on przyjęty do Rosyjskiego Egzarchatu Zachodnioeuropejskiego Patriarchatu Ekumenicznego.
W wyniku tego powstał rozłam: biskup Bazyli wraz ze współwyznawcami został w cerkwi przy Canterbury Road razem ze wspólnotą grecką. Ci natomiast, którzy zechcieli zostać pod omoforionem Patriarchatu Moskiewskiego, założyli drugą rosyjską parafię, która obecnie zajmuje się urządzaniem własnej świątyni w innej dzielnicy Oksfordu. Oczywiście, że ta sytuacja nas bardzo zasmuciła. Jednak może przyszedł ten czas, kiedy nasza cerkiew przy Canterbury Road stała się zbyt ciasna i zaszła potrzeba zorganizowania drugiej parafii w Oksfordzie. Rzecz jasna, wszyscy chcieliby, żeby towarzyszyły temu inne okoliczności. Ale bądźmy tej myśli, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i że zdołamy teraz stworzyć żywe relacje przyjacielskie między trzema parafiami — grecką, rosyjską parafią biskupa Bazylego oraz parafią Patriarchatu Moskiewskiego, z którą mamy pełną łączność kanoniczną.
Wszystkie te konflikty i trudności, które powstawały między nami, należy pozostawić za sobą. Powinniśmy pracować wspólnie. To jest już zauważalne. Jako przykład podam, że dzieci z trzech parafii wspólnie obchodzą święta. W ten sposób, nie zważając na wszystkie nasze błędy, staramy się świadczyć w Oksfordzie o jedności Kościoła prawosławnego. Cenimy nasze tradycje narodowe — greckie, rosyjskie oraz angielskie, ale jest dla nas rzeczą najważniejszą, że jesteśmy członkami powszechnego Kościoła prawosławnego.
Dwa lata temu Eminencja został wybrany na współprzewodniczącego komisji do spraw dialogu teologicznego z Kościołem anglikańskim, który to dialog z nielicznymi przerwami był kontynuowany przez cały wiek dwudziesty. Jak Eminencja ocenia przeszłość oraz perspektywy współczesne dialogu z anglikanizmem oraz jakie cele Eminencja stawia przed sobą dziś jako jeden z głównych jego uczestników?
Omówmy na początku obecny status Międzynarodowej Komisji do spraw Anglikańsko-Prawosławnego Dialogu Teologicznego — taką komisja ma oficjalną nazwę. Między prawosławnymi a anglikanami już dawno powstały relacje dość szczególne, sięgające korzeniami wieku siedemnastego. Duchowieństwo prawosławne zamieszkiwało tu, w Oksfordzie, w latach 1620-1630. Grecki duchowny wprowadził w Brytanii zwyczaj picia kawy, w dodatku był również członkiem jednej ze szkół oksfordzkich. Ani przed, ani po tym Kościół prawosławny nie wywierał tak wielkiego wpływu na sposób życia Anglików.
Wydaję mi się, że prawosławnych chrześcijan w anglikanach (i odwrotnie) fascynuje to, że anglikanie uważają się za Kościół o charakterze episkopalnym, który zachował nić sukcesji apostolskiej. To właśnie odróżnia ich od luteran i innych protestantów z kontynentu. Anglikanie zawsze czcili starożytnych świętych ojców oraz poważali starożytne Sobory powszechne. Tym nie mniej, będąc kościołem o charakterze episkopalnym, Kościół anglikański nie podporządkowuje się papieżowi i jest kościołem narodowym. Tak samo prawosławni mają za wzór wiarę Kościoła starożytnego, nie należą do jurysdykcji papieskiej i tworzą rodzinę Kościołów narodowych. To właśnie tłumaczy fakt, że kiedy prawosławni chrześcijanie zwracali się ku Zachodowi, to w sposób naturalny obdarzali szczególną sympatią anglikanów.
Szczególnie przyjazne stosunki między Kościołem prawosławnym a Kościołem Anglii istniały w latach dwudziestych-trzydziestych dwudziestego wieku. W tym okresie rzeczywiście istniała nadzieja na pewnego rodzaju jedność, na przywrócenie więzi sakramentalnych między dwoma Kościołami. Jednakże oficjalny dialog międzynarodowy między powszechnym Kościołem prawosławnym a światową wspólnotą Kościołów anglikańskich rozpoczął się dopiero w 1973 roku. Pierwsze spotkanie w ramach tego dialogu odbyło się tu, w Oksfordzie. Podczas tego spotkania delegaci prawosławni wzięli udział w poświęceniu naszej świątyni parafialnej. Dialog ten, z małymi przerwami, toczy się do tej pory. Uczestniczyłem w nim w latach 1973-1984, a następnie z powrotem zostałem członkiem komisji w 2007 roku. Obecnie jestem jej współprzewodniczącym ze strony prawosławnej.
W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia żywiliśmy nadzieje, że dialog z anglikanizmem przyniesie konkretne wyniki. Te nadzieje nie zostały spełnione. W ciągu ostatnich pięciu dziesięcioleci w Kościele anglikańskim dużo się zmieniło. W samej Wielkiej Brytanii i innych krajach coraz silniejsza jest frakcja trzymająca się skrajnie liberalnych poglądów w kwestiach wiary. Ta grupa istniała już wcześniej, ale nie miała tak znaczącego wpływu. Z tego powodu my, prawosławni chrześcijanie, czujemy się bardziej komfortowo w Wysokim Kościele Anglikańskim. Jak mawiał mój ojciec duchowy o. Jerzy, gdyby anglikanizm się składał z samego tylko Kościoła Wysokiego, kwestia zjednoczenia byłaby rozwiązana już następnego dnia. Istnieje jednak również tzw. „Kościół niski” – ewangelickie skrzydło anglikanizmu, jak również odmiany liberalne, które ostatnimi czasy odgrywają znaczącą rolę w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Kościół anglikański bez wątpienia jest zagrożony rozłamem.
Szczególne trudności zostały wywołane kwestią ordynacji kobiet przez niektóre Kościoły anglikańskie, ale oprócz tego — praktyką niektórych Kościołów udzielania godności biskupiej ludziom o orientacji homoseksualnej oraz udzielaniem błogosławieństwa dla małżeństw homoseksualnych. W kwestii ordynacji kobiet wśród prawosławnych nie ma jednomyślności. Większość uważa, że jest to niemożliwe. Mniejszość natomiast jest zdania, że ta kwestia potrzebuje bardziej wnikliwego rozpatrzenia. Świętej pamięci metropolita Antoni (Bloom) należał właśnie do tej drugiej grupy i radził się nie śpieszyć: trzeba poczekać, aż Kościół prawosławny zbada ten problem głębiej. Natomiast jeśli chodzi o kwestię udzielania błogosławieństwa na zawarcie małżeństw przez osoby o tej samej płci, to tutaj nauka Cerkwi jest jednoznaczna: Biblia mówi o tym wyraźnie. Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że jesteśmy bardzo zaniepokojeni podobnym trendem w anglikanizmie.
Jeśli w latach trzydziestych, a nawet siedemdziesiątych dwudziestego wieku niektórzy z nas mieli nadzieję, że w stosunkach między prawosławiem a anglikanizmem możliwe jest całkowite zbliżenie, to obecnie stwierdzamy, że jest to nieosiągalne. Na dzień dzisiejszy, nie możemy powiedzieć, że dialog teologiczny prowadzi nas do jedności. Tym nie mniej uważamy, że dialog z anglikanami należy kontynuować. Nie należy też zapominać, że wśród nich jest sporo ludzi głęboko czczących i kochających prawosławie. Naszym obowiązkiem jest wspieranie i pomaganie tym, którzy są tak bliscy nam jeśli chodzi o wiarę. Dlatego właśnie nadal uczestniczymy w dialogu i mamy nadzieję, że dzięki wymianie teologicznej będziemy mogli wzajemnie się uczyć od siebie, choć nie oczekujemy od tego dialogu konkretnych rezultatów. Strona prawosławna kontynuuje dialog ze względu na przyjaźń, ale nie kosztem własnej wiary.
Jakie jest zdanie Eminencji na temat wyświęcania kobiet?
W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku byłem zdecydowanym przeciwnikiem tej idei. Swoją opinię motywowałem za pomocą argumentu zaczerpniętego ze świętej Tradycji. W skrócie ten argument brzmiał następująco: gdyby Chrystus chciał widzieć kobiety w charakterze kapłanów czy biskupów, to dałby apostołom odpowiednie wskazówki. Lecz po okresie dwóch tysiącleci Cerkiew nie ma prawa wprowadzać podobnych nowości. Nadal uważam, że ten argument jest bardzo silny i poważny. Jednak nie oddaje on całkowitego obrazu. Mówi nam jedynie, że w tamtych czasach nie istniało kapłaństwa niewiast, ale nie tłumaczy dlaczego. Czemu kobieta nie może zostać kapłanem? Jaka jest tego przyczyna teologiczna?
W tym momencie można przytoczyć również inne argumenty. Można powiedzieć, że kapłan jest ikoną Chrystusa, Chrystus natomiast był mężczyzną. Ten argument „ikoniczny” wykorzystywali rzymskokatolicy oraz niektórzy teolodzy prawosławni, na przykład świętej pamięci ksiądz Aleksander Schmemann. Należy jednak stosować to założenie z ostrożnością. W jakim sensie kapłan jest obrazem Zbawiciela? Czyż kobieta w pewnych okolicznościach nie może przedstawiać sobą Chrystusa? Jakie znaczenie ma Jego męski początek w oderwaniu od Jego "człowieczeństwa"? Przecież w wyznaniach wiary oraz w dziełach świętych ojców zawsze podkreślano, że Chrystus jest człowiekiem.
Nie mówiono jednak zbyt często o jego naturze męskiej. Z tego właśnie powodu ten argument wydaje się wątpliwy. Nie mówię teraz, że jest niesłuszny, po prostu wymaga bardziej szczegółowego rozważenia. Najwidoczniej, wchodzimy tu w sferę symboli: Chrystus — Oblubieniec, Kościół (Cerkiew) — Jego Oblubienica. Jeśli zaś kapłan symbolizuje Chrystusa jako Oblubieńca Kościoła (Cerkwi), czy oznacza to, że kapłanem może zostać tylko mężczyzna? Dlatego należę do grona tych, którzy uważają, ze Kościół prawosławny nie zbadał do końca tych pytań. Nie należy w sposób ślepy zapożyczać rzymskokatolickich czy też protestanckich argumentów na ten temat — należy rozstrzygnąć to pytanie w sposób samodzielny z punktu widzenia prawosławnego.
Rozumiemy przecież kapłaństwo nieco inaczej niż rzymskokatolicy. Powiedziałbym nawet, że cały problem wymaga dokładnego zbadania. Wcześniej uważaliśmy go za typowo zachodni, obecnie zaś musimy do niego podejść jak do własnego, czego na razie się nie obserwuje. U podstawy leży w istocie problem antropologiczny — nauka o osobie ludzkiej. Na czym polega znaczenie teologiczne mężczyzny i kobiety w ramach rodzaju ludzkiego? Dopóki nie skupimy się nad tym na poważnie, to wątpię, czy zdołamy znaleźć odpowiedź na pytanie czy może kobieta być kapłanem, czy nie. Nie jest to pytanie natury socjologicznej albo administracyjnej, lecz teologicznej. Dotyczy ono kwestii wiary, nad którą należy dokładnie się zastanowić. Dlatego należę do tych prawosławnych chrześcijan, którzy mówią: Nie aprobuję kapłaństwa żeńskiego, ale chciałbym bardziej szczegółowo rozważyć wszystkie argumenty zanim powiem o tym, że występowanie tego zjawiska jest niemożliwe. Nie śpieszmy się.
W związku z powyższym rodzi się pytanie o różnych sposobach rozumienia istoty sakramentu Eucharystii. Jakie podstawowe różnice występują w tej kwestii między prawosławnymi a anglikanami?
Kościół w swojej istocie jest wspólnotą eucharystyczną. Eucharystia tworzy Kościół, podobnie jak Kościół tworzy Eucharystię. Kiedy Kościół celebruje Boską Liturgię, to doprawdy staje się samym sobą. Mianowicie relacje wewnątrz Ciała i Krwi Chrystusowej tworzą jedność Kościoła. Zakładając, że Eucharystia jest nieodłączną cechą tożsamości Kościoła, wynika z tego, że aby zrozumieć jakąkolwiek wspólnotę chrześcijańska, należy się zwrócić do jej nauczania na temat Eucharystii. Kościół prawosławny wyróżnia dwie kwestie: rzeczywistość obecności Bożej w Świętych Tajemnicach oraz rozumienie sakramentu jako ofiary. Po pierwsze, mówimy, że w Eucharystii Święte Dary — chleb i wino — stają się prawdziwym ciałem i prawdziwą krwią Chrystusową. Jest to tajemnica, ale kłaniamy się uświęconym Darom.
Wierzymy, że przystępując do Eucharystii w sposób szczególny przebywamy w jedności z Chrystusem poprzez przyjęcie Jego Ciała i Krwi. Po drugie, wierzymy, że Boska Liturgia jest Ofiarą, mistyczną Ofiarą, jak ją nazywamy, ofiarą bez rozlewu krwi. Nie jest to jakaś zupełnie nowa ofiara, lecz podobna do tej, którą przyniósł Chrystus na krzyżu. Z tymi założeniami zgodziłaby się pewna grupa anglikanów. Kościół Wysoki również uważa, że w trakcie Eucharystii rzeczywiście dostępujemy prawdziwego Ciała i prawdziwej Krwi Chrystusowej, i że jest to ofiara mistyczna.
Ale istnieje też opinia ewangelickich anglikanów, którzy sądzą, że Eucharystia jest tylko formalną ucztą, że jemy chleb i pijemy wino w znak pamięci o śmierci Chrystusa na krzyżu, ale nie jest to w żadnym przypadku ofiara. W ten sposób problem polega na istnieniu wielu opinii wewnątrz Kościoła anglikańskiego. I choć doskonale się rozumiemy z anglikanami Kościoła Wysokiego, wiemy, że anglikańskie nauczanie eucharystyczne nie jest jednoznaczne. Dopóki nie ma wśród nas jedności w danej kwestii, nie wyobrażamy sobie jedności eucharystycznej w jakiejkolwiek z jej postaci.
Na przestrzeni trzech i pół dziesięcioleci był Eminencja jednym z najbardziej znanych profesorów Uniwersytetu w Oksfordzie. Wielu z uczniów Eminencji to wybitni specjaliści z zakresu patrologii. Proszę opowiedzieć o uniwersyteckiej działalności wykładowczej Eminencji.
Na stanowisku Spalding-lektora badań wschodniochrześcijańskich prowadziłem wykłady z chrześcijańskiego Wschodu. Na wykłady te mogli uczęszczać zarówno studenci, jak i doktoranci. Oprócz tego, prowadziłem seminaria ze studentami, dlatego po jakimś czasie byłem promotorem sporej liczby doktorantów.
W ciągu pierwszego roku wykładania na Uniwersytecie prowadziłem dwie serie wykładów: teologia mistyczna Kościoła prawosławnego oraz pochodzenie monastycyzmu. Jak się okazało, na Wydziale Teologicznym nie rozważano tych zagadnień, w związku z czym dalej prowadziłem te wykłady, wielokrotnie aktualizując materiał, aż do momentu odejścia na emeryturę. Szczególnie ceniłem możliwość wykładania teologii mistycznej. Zazwyczaj zaczynałem od św. Ireneusza, biskupa Lyonu, potem szczegółowo omawiałem naukę św. Grzegorza, biskupa Nyssy, św. mnicha Maksyma Wyznawcy, Dionizego Areopagity, św. mnicha Symeona Nowego Teologa i wreszcie św. Grzegorza Palamasa oraz hezychazm czternastego wieku. Później poproszono mnie o prowadzenie wykładów z teologii trynitarnej świętych ojców oraz nauczania świętych ojców na temat osoby Chrystusa. Ale ponieważ oprócz mnie te przedmioty były wykładane również przez innych nauczycieli, wziąłem sobie wybrane aspekty nauczania o Świętej Trójcy i Chrystusie.
Czasem angażowałem się również w takie tematy, jak, na przykład, Kościół a państwo w Bizancjum. Zajęcia praktyczne ze studentami były prowadzone pod kątem przygotowania ich do egzaminu z teologii Kościoła wczesnochrześcijańskiego. Moi doktoranci zajmowali się przeróżnymi tematami — zaczynając od epoki ojców, po problemy współczesnego prawosławia. Za najważniejszą część swojej pracy uważałem właśnie opiekę nad doktorantami. Niektórzy z nich byli prawosławnymi chrześcijanami, inni zaś chrześcijanami wyznań zachodnich. Na moje szczęście, wśród nich było bardzo wielu zdolnych studentów. Jeden z moich najlepszych doktorantów — obecny arcybiskup wołokołamski Hilarion (Alfiejew) — napisał pracę magisterską o świętym Symeonie Nowym Teologu. Inny mój student, o. Jan (Behr), który obecnie jest rektorem Seminarium św. Włodzimierza w Nowym Jorku, pisał pracę o św. Ireneuszu z Lyonu. Jeszcze inni zostali biskupami Kościołów greckiego i nawet ormiańskiego. Oto są owoce mojej pracy.
Bardzo cenię system edukacyjny Oksfordu, gdzie studenci mają zajęcia z wykładowcą w cztery oczy, chociaż obecnie to się spotyka coraz rzadziej — młodsi studenci zwykle mają zajęcia w parach. Tym nie mniej, w przypadku doktorantów zasada konsultowania indywidualnego się zachowała. Możliwość indywidualnej rozmowy ze studentem, odpytywanie go i możliwość zadawania przez studenta pytań, czyli kontakt osobisty i wzajemna wymiana — oto są właśnie najbardziej cenione przeze mnie zalety uniwersyteckiej praktyki wykładania istniejącej w Oksfordzie, jak również w Cambridge. Rzecz oczywista, w tym celu potrzebny jest duży zespół wykładowców, co powoduje powstawanie pewnych problemów obecnie, kiedy liczba studentów wzrosła, liczba zaś profesorów i wykładowców generalnie się nie zmieniła. Z tego powodu wszystkimi siłami musimy bronić tego systemu akademickiej kurateli (tutorial system), żeby przynajmniej na poziomie studiów doktoranckich zachować w sposób niezmieniony zasadę indywidualnego prowadzenia przez promotora. Mam nadzieję, że uda nam się nadal zachować tę cenną tradycję uniwersytecką.
Każdy uniwersytecki profesor ma swoją własną metodę i styl wykładania. Jaką metodę pracy ze studentami podczas seminariów oraz zajęć indywidualnych wybrał dla siebie Eminencja?
W swojej działalności w charakterze wykładowcy oraz pracach naukowych zawsze podkreślałem powiązanie teologii z modlitwą, jak również nauki Kościoła z życiem duchowym. Jeden z ojców-pustelników, Ewagriusz z Pontu, powiedział, że prawdziwym teologiem jest ten, kto się modli, a jeżeli ktoś się modli prawdziwie, to oznacza, że już jest teologiem. Z tego wynika, że w rozumieniu właściwym teologia nie jest zwykłą dyscyplina akademicką wymagającą posiadania umysłu logicznego. Prawdziwe jej znaczenie ujawnia się wtedy, kiedy teologia idzie w parze z twardą wiarą osobistą wspieraną poprzez modlitwę i sakramenty kościelne. W związku z tym powstaje pytanie: czy możliwe jest w warunkach świata współczesnego wykładanie teologii na uniwersytetach świeckich? Przecież taki uniwersytet, jak Oksford, który był zakładany jako religijny, dziś de facto stał się uczelnią świecką, natomiast studenci dostający się na Wydział Teologiczny, mogą nie być wyznawcami żadnej z tradycji religijnych, uważać się za agnostyków i osobiście nie wierzyć.
Jednak nawet w tej sytuacji wykładanie teologii jest możliwe. Oczywiście, nie możemy w pełni przedstawiać sensu teologii w sposób rozumiany przez świętych ojców, nie próbujemy narzucić naszym studentom jakichkolwiek poglądów. Naszym celem jest wytłumaczenie istoty tego, co naucza Cerkiew oraz w co wierzymy do tej pory. W tym celu studiują oni źródła — Biblię, starożytnych ojców świętych oraz chrześcijaństwo późniejsze. Inaczej studenci mogą zastosować podejście filozoficzne i właśnie z tego punktu widzenia rozpatrzeć kwestie, którymi się zajmuje teologia, m.in. czy istnieje Bóg?, jak wytłumaczyć istnienie zła oraz cierpienie niewinnych. Dlatego na uniwersytecie świeckim od studentów nie jest wymagane, żeby się trzymali określonych poglądów religijnych. Staramy się pokazać im, że chrześcijaństwo odgrywało wiodącą rolę w życiu świata zachodniego na przestrzeni ostatnich dwóch tysięcy lat, dlatego jako zjawisko historyczne zasługuje na zbadanie. Ponadto chrześcijaństwo, wiara Kościoła dotyczy szeregu pytań, które są niezmiernie ważne dla rozumienia samych siebie. Zawsze podkreślałem w trakcie wykładów dla studentów, że nie zmuszam ich do wierzenia w cokolwiek, ale proszę o to, żeby chociażby w sposób poważny odnieśli się do tych pytań i zobaczyli odpowiedzi, które zostawili myśliciele chrześcijańscy, dla których teologia nie była abstrakcyjnym teoretyzowaniem, lecz sprawą wiary i modlitwy.
Teologia jest zwrócona nie tylko ku umysłowi, ale do całego człowieka. Z tego właśnie powodu, niezależnie od tego, jakie są poglądy osobiste studentów, studenci powinni przynajmniej spróbować zrozumieć punkt widzenia świętych ojców. Wykładanie teologii na uczelni świeckiej w takiej formie wydaje mi się uzasadnione.
Oczywiście, w tych warunkach istnieje niebezpieczeństwo przekształcenia teologii w dyscyplinę abstrakcyjną, formalną oraz scholastyczną w negatywnym tego słowa znaczeniu. Istnieje jednak sposób wykładania teologii w takim duchu, żeby stawało się jasne: dla wielu chrześcijan nie ma teologii bez osobistych doświadczeń religijnych. I nawet jeśli sami studenci nie podzielają tych doświadczeń, to mimo wszystko powinni rozumieć, że są one niezmiernie ważne dla innych.
Na Wydziale Teologicznym w Oksfordzie przez długi czas byłem jedynym przedstawicielem Kościoła prawosławnego. Uważałem więc, że w ten sposób niosę świadectwo i chciałem wprowadzić studentów w ten właśnie wymiar myśli oraz historii chrześcijańskiej. Program wydziału był w dużej mierze zachodni i biblijny, jednak obecny był również składnik patrystyczny.
Często zadawałem sobie pytanie, czy nie zacząć wykładania w jakiejś szkole teologicznej stricte prawosławnej. Miałem kilkakrotnie możliwość wyjazdu w tym celu do Stanów Zjednoczonych. Uznałem jednak, że moim obowiązkiem jest bycie pewnego rodzaju misjonarzem w Oksfordzie. Niestety, w teologii oksfordzkiej poznawanie utworów świętych ojców, które wcześniej odgrywało podstawową rolę, odeszło obecnie na drugi plan. Panuje natomiast współczesne podejście mające kierunek bardzo liberalny. Tym nie mniej, na wydziale zostało kilku dobrych patrologów. Aczkolwiek przyznam się, iż czasem ze smutkiem obserwuję, że studiowanie spuścizny świętych ojców nie tylko w Oksfordzie, ale również na innych uczelniach, zajmuje bardzo mało miejsca. Wygląda to szczególnie dziwnie na tle coraz większego zainteresowania prawosławiem, które się obserwuje w społeczeństwie. Natomiast na naszych uniwersytetach ojcom greckim i łacińskim udziela się coraz to mniej uwagi. Ten problem występuje nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale też we Francji. Miejmy nadzieję, że sytuacja się zmieni na lepsze.
Jaki jednak główny cel stawiał Eminencja przed większością studentów — po prostu zbadać źródła i odkryć idee oraz filozofię chrześcijaństwa, czy otworzyć dla nich świat chrześcijańskiej duchowości?
Na Uniwersytecie wykładałem głównie historię chrześcijańskiego nauczania wiary. Z tego względu wybrałem podejście historyczne, istotą którego jest m.in. badanie tekstów. Starałem się donieść do studentów głębię sensu pism świętych ojców. Dlatego nie zależało mi na wykładaniu wiedzy usystematyzowanej. Raczej chciałem pomóc zobaczyć sposób, w jaki Kościół na przestrzeni rozwoju historycznego rozwiązywał powstające przed nim problemy. Zależało mi na tym, żeby między studentami a świętymi ojcami powstała pewna namacalna więź, ażeby przeniknęli oni duchem ojców starożytności. Z jakimi pytaniami mieli do czynienia myśliciele wczesnochrześcijańscy oraz starożytne sobory? Jaki mieli przed sobą wybór intelektualny i czemu odpowiedzieli tak, a nie inaczej? Taki był mój cel: zapoznać z duchem ojców i pomóc spojrzeć na świat ich oczami.
Działalność naukową Eminencji można umownie podzielić na dwie części: tłumaczenie i wydanie tekstów liturgicznych i patrystycznych, oraz publikowanie uogólniających prac z teologii i patrologii. Od momentu przejścia Eminencji na emeryturę minęło już 8 lat, ale Eminencja nadal kontynuuje prowadzenie aktywnej działalności naukowej oraz misjonarskiej. Jakie tematy znajdują się obecnie w zakresie Eminencji badań akademickich?
Jak pan już powiedział, w mojej pracy naukowej widoczne były dwa kierunki. Po pierwsze, było to tłumaczenie tekstów liturgicznych Kościoła prawosławnego — Minei Świątecznej oraz Triodionu Postnego w dwóch tomach. W tej sprawie współpracowałem z mniszką prawosławną, Angielką - siostrą Marią, która mieszkała we Francji i już dawno temu odeszła. Po drugie, wspólnie z innymi uczonymi pracowałem nad tłumaczeniem Filokalii. Cztery tomy tłumaczenia angielskiego Dobrotolubija już się ukazały, piąty jest w trakcie wydania. W tej pracy wyraźnie było widać związek między teologią a modlitwą, na którą starałem się kłaść duży nacisk również w innych moich pracach. Pisałem o osiemnastowiecznej teologii greckiej, dokładnie o autorze o imieniu Eustracjusz Argenti, który czynnie uczestniczył w polemice wokół powtórnego chrztu tych, kto przechodził na prawosławie. Eustracjusz Argenti był zwolennikiem ponownego chrztu.
Oprócz utworów mających na celu wprowadzenie czytelnika w problematykę Kościoła prawosławnego, napisałem książkę "Prawosławna droga", w której spróbowałem prześledzić na nowo relacje wzajemne między teologią a modlitwą. Oprócz tego, wydałem szereg artykułów na temat modlitwy Jezusowej. W tej chwili zbieram akurat wszystkie te teksty w celu wydania w formie osobnej książki. Jeden zbiór moich artykułów został już opublikowany pod nazwą "Królestwo Wnętrza", inne tomy będą wkrótce opublikowane, jeśli Pan da siły i zdrowie. W dodatku, napisałem połowę książki o znaczeniu Ofiary w Eucharystii na podstawie materiałów autorów bizantyjskich dwunastego wieku. Patrząc na swoje prace teologiczne, mogę powiedzieć, że zawsze interesowałem się nie teologią intelektualną i spekulatywną, lecz teologią doświadczaną za pomocą modlitwy. Zgadzam się z wielkim rosyjskim teologiem emigracyjnym Włodzimierzem Łosskim w tej kwestii, że cała teologia jest w gruncie rzeczy mistyczna, i że ten mistycyzm wieńczy pełnię teologii. Podobne podejście natchnęło moje własne prace.
za www.sedmitza.ru
W naszym sklepie można znaleźć też inne książki autorstwa bp. Kallistosa: "Misterium śmierci i zmartwychwstania", "Człowiek jako ikona Trójcy Świętej" , "Teologia nabożeństwa" oraz wydane przez diecezję lubelsko-chełmską "Misteria uzdrowienia".
— Andrzej Nieścierowicz, Szymon Krzyszczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.