czw, 13 sie (31 lip) czwartek, 13 sie (31 lip) 2026 roku juliański
Kalendarz →
Publicystyka 4 października 2024

Sukces w walce cielesnej

Czasami myślę lub mam ochotę myśleć, że przerosłem mojego duchowego ojca, że jestem bardziej zaawansowany duchowo niż moi rówieśnicy i że być może nadszedł czas, abym zastanowił się nad bardziej forsowną ascezą. Mam takie wysokie myśli o sobie, chociaż wciąż zmagam się z cielesną wojną z rozpustą, o

0 czytelników poleca

Niektóre z najbardziej dostępnych i praktycznych mądrości ze starożytnej chrześcijańskiej tradycji pustynnej można znaleźć w listach św. św. Barsanufiusza i Jana. Mieszkali oni w Gazie w Palestynie na początku VI wieku. Zachowało się ponad 800 listów, a z nich dowiadujemy się, jak wyglądało przewodnictwo duchowe w monastycyzmie na pustyni w tych wczesnych latach. I choć w kontekście kulturowym jest wiele różnic, to jeszcze więcej wydaje się być podobnym w odniesieniu do ludzkiej walki o zbliżenie się do Boga.

W jednym z listów początkujący pustelnik pisze do św. Barsanufiusza, prosząc go o rozeznanie, czy jest gotowy żyć życiem pustelniczym, w przeciwieństwie do pozostawania we wspólnocie z resztą mnichów w klasztorze. Prosi także o modlitwy świętych, ponieważ „przeżywa trudności w walce cielesnej”.

Św. Barsanufiusz odpisuje i mówi temu człowiekowi, że nie jest gotowy na życie eremity; pisze też między innymi, że to przez jego walkę Bóg go kształci. Ten odpisuje, tym razem kierując swój list do św. Jana, prosząc o wyjaśnienie. (Zdarza się to często w listach św. św. Barsanufiusza i Jana: św. Jan pomaga proszącym o radę interpretować i stosować czasami zagadkową mądrość św. Barsanufiusza.) Z tego drugiego listu dowiadujemy się więcej o tym, co oznacza „walka cielesna” - to rozpusta, obżarstwo i skąpstwo.

Rozpusta, obżarstwo i skąpstwo. Uderza mnie, że są to te same formy walki cielesnej, które niepokoją także mnie i wiele moich duchowych dzieci. A co gorsza, na szczycie tych łatwiej rozpoznawalnych zmagań znajduje się grzech pychy. W tym samym czasie, gdy ten człowiek prosi o pomoc w przezwyciężeniu cielesnych pokus rozpusty, obżarstwa i skąpstwa, wydaje mu się, że dojrzał już do oddzielenia się od braci z klasztoru i może zacząć praktykować samotne życie. To tak, jakby mówił: „Zmagam się z cielesnymi namiętnościami, ale jestem bardziej zaawansowany duchowo niż moi bracia i nauczyciele w monasterze”.

Czy to komuś brzmi znajomo? Na pewno brzmi znajomo dla mnie. Ja też czasami myślę lub mam ochotę myśleć, że przerosłem mojego duchowego ojca, że jestem bardziej zaawansowany duchowo niż moi rówieśnicy i że być może nadszedł czas, abym zastanowił się nad bardziej forsowną ascezą. Mam takie wysokie myśli o sobie, chociaż wciąż zmagam się z cielesną wojną z rozpustą, obżarstwem i skąpstwem. Jak mogę - wciąż tocząc tę podstawową walkę cielesną - jednocześnie mieć tak wysokie mniemanie o sobie i moich duchowych osiągnięciach? Mogę tak czynić, ponieważ oprócz cielesnej wojny, której doświadczam, jestem również związany dumą – i nawet tego nie widzę!

Św. Barsanufiusz próbował zwrócić na to uwagę autorowi tych listów w swojej odpowiedzi na pierwszy list. Wskazał, że Bóg w każdej chwili mógł wyzwolić tego człowieka z jego cielesnej walki. Ale Bóg jeszcze go nie wybawił. Dlaczego? „Ponieważ cię kocha, Bóg chce, abyś był trenowany przez wiele bitew i ćwiczeń, aby osiągnąć miarę dobrej sławy”. A św. Barsanufiusz mówi dalej, że nie osiągniesz tej miary, jeśli nie „zachowasz wszystkiego, co ci nakazałem w moich listach”.

Czym jest ta „miara dobrej sławy”, do której odnosi się św. Barsanufiusz? W drugim liście św. Jan stwierdza wyraźnie, że to, na co wskazywał św. Barsanufiusz, to pokora. Św. Jan wyjaśnia: „Bracie, Bóg daje nam pokorę, a my ją odpychamy…. Pokora oznacza odcięcie się od własnej woli we wszystkim i stanie się całkowicie beztroskim. Jeśli chodzi o odcięcie korzenia namiętności, o których wspominasz, dzieje się to poprzez odcięcie własnej woli…” Św. Jan wyjaśnia dalej, że to cierpienie lub udręka, których doświadczamy, zmagając się z cielesnymi namiętnościami, tworzą w nas pokorę. I to pokora niszczy demoniczną dumę, dumę, którą bardzo rzadko widzimy w sobie, a która ukrywa się na wierzchu naszych łatwiej dostrzegalnych grzechów cielesnych.

Ktoś kiedyś powiedział, że diabeł zawsze zamieni grzech cielesny na duchowy. Oznacza to, że dla diabła duma jest o wiele większą nagrodą niż cielesna pasja. Św. Barsanufiusz mówi nam, że ponieważ Bóg nas kocha, nie uwalnia nas od naszych cielesnych namiętności (co Bóg z łatwością mógłby zrobić). Dlaczego nie? Bóg nas nie wybawia, ponieważ na szczycie tych łatwiejszych do zidentyfikowania namiętności cielesnych czai się duchowa pasja pychy. I to jest ta pycha, która na wieki oddala nas od Boga. To ta duma spowodowała upadek Lucyfera.

Musimy pozwolić, aby działała w nas pokora, abyśmy mogli osiągnąć „miarę dobrej sławy”. I jak wskazuje św. Jan, tak naprawdę chodzi o to, by nie odepchnąć pokory, którą daje nam Bóg. Kiedy zawodzimy, kiedy czujemy ból, udrękę naszego wysiłku, ponownie uświadamiamy sobie naszą całkowitą zależność od miłosierdzia Bożego. Ponownie uświadamiamy sobie, że nie możemy się naprawić, że możemy tylko całkowicie ofiarować siebie Bogu, ofiarować wszystkie nasze połamane kawałki. To właśnie św. Jan miał na myśli, pisząc o beztrosce. Dążymy do samokontroli i świętości nie dlatego, że myślimy, że sami jesteśmy w stanie to osiągnąć, ale dlatego, że w ten sposób mówimy Bogu, czego chcemy. Staramy się, jesteśmy dręczeni w naszych ciałach i umysłach przez próby i pokusy, które czasami pokonujemy, a czasami nie. Ale to dążenie jest trochę beztroskie.

Jak to możliwe? Jak możemy jednocześnie dążyć i być beztroskim? Czy nie są to przeciwieństwa? Tak i nie. To jak dziecko, które chce zadowolić matkę, ścieląc po raz pierwszy łóżko. Próbuje, ale nie udaje mu się, nie wykonuje zbyt dobrej roboty. Ale jest beztroskie, ponieważ wie, że matka doceni jego starania i będzie w stanie naprawić wszelkie błędy, które popełni. Wie, że matka je kocha. Naszym problemem jest to, że nie wiemy, że Bóg nas kocha - bardziej niż nawet najbardziej kochająca matka.

Nawet jeśli staramy się podobać Bogu poprzez dyscyplinowanie siebie i posłuszeństwo Jego przykazaniom, już wiemy, że Bóg nas kocha. Wiemy, że Bóg zaakceptuje nasze dążenie do sprawiedliwości, nawet jeśli nie zrobimy tego zbyt dobrze, nawet jeśli zawiedziemy. Bóg jest w stanie naprawić nasze błędy. Dlatego tak jak dzieci starające się zadowolić rodzica, o którym wiemy, że kocha nas bezgranicznie, beztrosko oferujemy to, co mamy, co możemy zrobić, wiedząc, że 100% nigdy nie wystarczy, aby cały czas odnosić sukces, ale to wystarczy, aby zadowolić Boga.

Taka jest pokora. To jest ta dziecięca prostota, to dziecięce pragnienie zadowolenia kochającego rodzica. Pokora jest prostą ufnością, że nasz Niebiański Rodzic zaopiekuje się nami, że nasz Niebiański Rodzic doceni nasze mizerne, ale szczere wysiłki, by Go zadowolić. To jest duża część tego, jak wygląda chrześcijańska dojrzałość duchowa według św. św. Barsanufiusza i Jana. Tak wygląda sukces w walce cielesnej.

o. Michael Gillis (tłum. Gabriel Szymczak)

za: Praying in the Rain

fotografia: mati.40702 /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →