Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak nasz świat widzą mnisi?
Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak nasz świat widzą mnisi? Hieromnich Serafim (Ałdieja) na swoim blogu na radio Ancient Faith dzieli się opowiadaniami o miejscach które zwiedził, oraz o ludziach, których spotkał, podróżując po świecie. Teraz ojciec Serafim zajmuje się zbiórką środków na budowę prawosławnego monasteru – pierwszego prawosławnego monasteru na Hebrydach. Będzie on zbudowany na cześć Wszystkich Świętych Celtyckich.
Post pierwszy, „O życiu mniszym”
W imię Ojca, i Syna, i świętego Ducha.
Cóż, powinienem zacząć pisać tego bloga, ponieważ jeżeli nie zrobię tego teraz – to już nigdy się za to nie wezmę. Zamierzałem to zrobić już od sześciu miesięcy. Mam bardzo niedobre przyzwyczajenie – odkładać wszystko na później. Obawiam się też, że nie mam nic szczególnie ważnego lub przydatnego, czym mógłbym się z wami podzielić. Choć 10 lat mojego mniszego życia nauczyło mnie, że to nie mnie decydować co jest ważne lub przydatne. Tylko Bóg wie, co jest komu potrzebne. A ja jestem wyłącznie narzędziem w Jego rękach.
Jestem przekonany, że trzeba działać, a nie rozmyślać co i jak robić. Czasami coś się udaje, czasami nie. I to jest zupełnie normalne, trzeba się tylko z tym pogodzić. Jeśli coś nam się nie udaje – to uczy to nas pokory, a kiedy udaje nam się realizować plan - wychwalamy Boga.
Poznajmy się – nazywam się Serafim i jestem hieromnichem. Przyczyny, z jakich zdecydowałem się prowadzić tego bloga, są bardzo proste. Teraz zajmuje się zbiórką środków na budowę prawosławnego monasteru na wyspie Mull, która znajduje się na Hebrydach - to stare celtyckie wyspy położone na zachód od Szkocji - i zrozumiałem, że Bóg nie chce, żebym robił to sam. A i nie jestem w stanie sam tego zrobić.
Wasze wsparcie jest mi niezbędne. A jeśli zechcecie pomóc przy założeniu tego monasteru, macie pełne prawo wiedzieć kim jestem, za czym się opowiadam, jakie wyznaje przekonania i wartości.
To będzie pierwszy prawosławny monaster na wyspach celtyckich, pierwszy od tysiąca lat. W tym celu bardzo poważne, historycznie znaczące działanie.
Jak zawsze w podobnych sprawach dotyczących Chrystusa, On nie chce, by monaster został założony przez jedną osobę. Bóg chce, by monaster wznosił się w miłości i stał się rezultatem zjednoczenia ludzi - pracujących razem, ofiarujących razem i modlących się razem.
To bardzo proste. Dlatego zaczynam prowadzić tego bloga. Są i inne rzeczy dotyczące mojego życia, o których można byłoby napisać. Ale myślę, że z czasem też wam o tym napiszę kiedy nabiorę już pewności w prowadzeniu bloga i wy lepiej mnie poznacie.
I tak. Pierwsze i najważniejsze, o co zawsze pytają mnie ludzie przy spotkaniu – czy to w Ameryce, czy Anglii, gdzie mieszkam: „Dlaczego zostaliście mnichem?” Postaram się dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie, żeby ostatecznie z nim zakończyć.
Latami wypracowywałem zestaw odpowiedzi – zimnych i zbywających lub subtelnych i mądrych – w zależności od tego, kto zadawał mi to pytanie. Ale sens jest bardzo prosty i odpowiedź na to pytanie jest w rzeczy samej bardzo prosta. Wiecie, jak napisane jest w Psałterzu, Prorok określa los człowieka, kiedy ten jest jeszcze w łonie matki – właśnie tak to sobie wyobrażam. Nie mogłem zostać nikim innym – tylko mnichem, dlatego że, co ciekawe, byłem mnichem jeszcze w łonie matki. Potrzebowałem wyłącznie czasu, żeby zrozumieć samego siebie – zrozumieć kim jestem.
Potrzebowałem czasu, żeby dobrać odpowiednie słowo, które by mnie określiło. Ale wartości i zasady życia klasztornego zawsze były częścią mnie. Nawet wtedy, kiedy żyłem wbrew tym zasadom. Jestem przekonany, że każdy z was miał taki etap w swoim życiu. Taki czas, kiedy nasze postępowanie, nasze czyny nie miały nic wspólnego z tym, co w rzeczy samej cenimy; z tymi wartościami, które są dla nas bardzo ważne. I zdarza się, że latami żyje w nas co najmniej dwoje ludzi, ale mija czas i człowiek dokonuje wyboru. Tak i dla mnie stało się jasne, że jestem mnichem, a wartości jakie wyznaje – to wartości monasterskie.
Dla mnie bycie mnichem oznacza być samemu. Można na różne sposoby tłumaczyć, czym jest życie mnisze - być może opowiem wam o tych tłumaczeniach później. Ale dla mnie najprostsze i najważniejsze jest to, do czego zawsze wracam – to znaczy być samemu. Żyć na osobności z Bogiem, żyć dla Boga, przygotowując się do spotkania z nim.
Wszystkie te słowa Pisma Świętego – o samotności, o tym, żeby oddalić się w góry i tam się modlić, o tym jak Chrystus opuścił przyjaciół i uczniów, żeby modlić się w samotności, wszystkie te zdania św. Łukasza o Bogurodzicy, która słyszała i wiedziała wszystko, ale w milczeniu trzymała to wszystko w swoim sercu – wszystko to zawsze było dla mnie zrozumiałe, zrozumiałe i bliskie memu sercu.
Być mnichem – oznacza być samemu. Żyć życiem mniszym – znaczy żyć tak, jakbyś zmarł i został pogrzebany. Pamiętam wszystkie te historie z żywotów Ojców – pustelników, wszystkie te przepiękne porady, jak żyć tak, jakbyś już umarł. Te rzeczy tak wiele mi mówią, że zrobiło to na mnie największe wrażenie w całym życiu.
Być samemu – nie oznacza to, że wokół ciebie nie ma nikogo. Człowiek może pozostawać na osobności ze sobą, będąc otoczonym ogromnym tłumem ludzi. I w historii wszystkich Cerkwi Prawosławnych jest niezliczona ilość przykładów starców, którzy żyli w otoczeniu tysięcy ludzi, i żyli tak każdego dnia, i mimo wszystko udało się im, dzięki miłości Bożej, zachować milczenie i samotność.
Nie chciałbym w pierwszym poście tego bloga zagłębiać się w to wszystko, ale chciałbym, żeby ci, którzy będą czytać lub słuchać tego bloga, pamiętali o tym co zostało wyżej opisane.
Nie chcę żyć w otoczeniu ludzi, ale Chrystus przywołuje mnie do właśnie takiego życia. Nie chcę prowadzić rozmów, ale w każdą niedzielę jeżdżę na różne parafie, spotykam się z ludźmi i szczerze modlę się za nich, prosząc Boga by spojrzał na nich i zmiłował się nad nimi.
Jestem przekonany, że znacie to uczucie, kiedy modlicie się za człowieka, którego spotkaliście po raz pierwszy, i którego nigdy więcej nie zobaczycie, ale modlicie się za niego szczerze. I ten człowiek jakimś sposobem staje się wręcz częścią was samych. Jakby ciało wasze otwierało się, i serce wasze mogło widzieć drugiego człowieka. Taką bliskość daje modlitwa.
Doświadczyłem tego wszystkiego, nie zważając na moje marzenie o życiu w samotności, ponieważ to jest to, czego chce ode mnie Bóg. Jeśli więc czasami wyglądam ozięble lub nie jestem w nastroju do rozmowy – proszę, wybaczcie mi. Dla mnie wszystko to jest przeciwne mojej naturze i robię to tylko dlatego, że tak chce Bóg.
Na koniec tego postu chciałbym udzielić wam kilku rad, jak należy zachowywać się w kontakcie z mnichami. Sam przez to przeszedłem, i wiem, że ludzie po prostu nie rozumieją różnicy między mnichem a parafianinem.
Pierwsze i najważniejsze – nie pytajcie mnichów o intymną stronę ich modlitewnego życia. Nie trzeba tego robić – to natychmiast zamknie ich serca dla was. Poprzez takie pytania narażacie ich na ogromną pokusę, ponieważ te tajne, skryte głęboko w sercu rzeczy powinny tam pozostać. To dotyczy tylko człowieka i Boga – do tego czasu, aż Chrystus nie przykaże o tym opowiedzieć. Tak więc pierwsza rada – nigdy nie pytajcie o nic osobistego, prywatnego.
Druga rzecz. Starajcie się unikać fizycznego kontaktu w rozmowie z mnichem. Nie próbujcie wziąć go za rękę, nie próbujcie obejmować. Jedna z najbardziej strasznych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w Ameryce to sytuacja, w której ludzie dosłownie wpychali mi w twarz swoje dzieci. Rozumiałem ich – oni chcieli, żebym pomodlił się za ich dzieci, żebym je błogosławił. Ale mogę zrobić to wszystko nie biorąc dziecka na ręce, nie bawiąc się z nim. Poprosić mnicha by potrzymał dziecko na rękach – to wielka pokusa. Prawie tak wielka, jak ta kiedy dotyka cię któraś z kobiet. Dlatego, że my mimo wszystko jesteśmy z ciała i krwi, i pokusa założenia rodziny, pokusa posiadania dzieci, to pokusy, z którymi nie łatwo walczyć. To prawie tak trudne jak przezwyciężenie fizycznego pociągu do kogoś.
Taki właśnie jestem i byłbym bardzo wdzięczny, gdyby przy spotkaniu ze mną ludzie zachowywali się tak, jak proszę.
Cóż, do następnej niedzieli. Będę modlił się do Boga, by rozjaśnił mój umysł i podpowiedział o czym mógłbym wam jeszcze opowiedzieć. Proszę o modlitwy za mnie. Módlcie się za Serafima i za monaster Wszystkich Świętych Celtyckich.
Jeśli macie jakieś pytania do mnie lub chcielibyście coś ze mną przedyskutować – po prostu napiszcie do mnie e-mail. Jeśli poczuję, że mam co wam powiedzieć – odpiszę.
Ale proszę, nie zadawajcie pytań dotyczących teologii, dogmatyki; nie proponujcie mi dyskusji na kontrowersyjne tematy. Na takie pytania po prostu nie odpowiem, ponieważ w świecie jest wielu bardziej wykształconych i doświadczonych w tych tematach ludzi, którzy prowadzą blogi właśnie takiego pokroju. Głębokie spory teologiczne po prostu mnie nie interesują.
Pytajcie lepiej o to, co dotyczy was osobiście. Pytajcie o jakieś proste rzeczy, pomagające, lub przeszkadzające wam w relacjach z Bogiem. Pytajcie o to, co rzeczywiście ma dla was znaczenie. I jeśli Duch Święty mnie oświeci, dam wam odpowiedź.
Wybaczcie mi i niech Bóg was błogosławi. Amen.
Strona powstającego monasteru na wyspie Mull: http://www.mullmonastery.com/
Hieromnich Serafim (Ałdeja)
pravmir.ru
— tłum. Justyna Pikutin
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.