śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 28 czerwca 2015

To będzie pierwszy prawosławny monaster na wyspach celtyckich

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak nasz świat widzą mnisi?

0 czytelników poleca

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak nasz świat widzą mnisi? Hieromnich Serafim (Ałdieja) na swoim blogu na radio Ancient Faith dzieli się opowiadaniami o miejscach które zwiedził, oraz o ludziach, których spotkał, podróżując po świecie. Teraz ojciec Serafim zajmuje się zbiórką środków na budowę prawosławnego monasteru – pierwszego prawosławnego monasteru na Hebrydach. Będzie on zbudowany na cześć Wszystkich Świętych Celtyckich.

Post pierwszy, „O życiu mniszym”

W imię Ojca, i Syna, i świętego Ducha.

Cóż, powinienem zacząć pisać tego bloga, ponieważ jeżeli nie zrobię tego teraz – to już nigdy się za to nie wezmę. Zamierzałem to zrobić już od sześciu miesięcy. Mam bardzo niedobre przyzwyczajenie – odkładać wszystko na później. Obawiam się też, że nie mam nic szczególnie ważnego lub przydatnego, czym mógłbym się z wami podzielić. Choć 10 lat mojego mniszego życia nauczyło mnie, że to nie mnie decydować co jest ważne lub przydatne. Tylko Bóg wie, co jest komu potrzebne. A ja jestem wyłącznie narzędziem w Jego rękach.

Jestem przekonany, że trzeba działać, a nie rozmyślać co i jak robić. Czasami coś się udaje, czasami nie. I to jest zupełnie normalne, trzeba się tylko z tym pogodzić. Jeśli coś nam się nie udaje – to uczy to nas pokory, a kiedy udaje nam się realizować plan - wychwalamy Boga.

Poznajmy się – nazywam się Serafim i jestem hieromnichem. Przyczyny, z jakich zdecydowałem się prowadzić tego bloga, są bardzo proste. Teraz zajmuje się zbiórką środków na budowę prawosławnego monasteru na wyspie Mull, która znajduje się na Hebrydach - to stare celtyckie wyspy położone na zachód od Szkocji - i zrozumiałem, że Bóg nie chce, żebym robił to sam. A i nie jestem w stanie sam tego zrobić.

Wasze wsparcie jest mi niezbędne. A jeśli zechcecie pomóc przy założeniu tego monasteru, macie pełne prawo wiedzieć kim jestem, za czym się opowiadam, jakie wyznaje przekonania i wartości.

To będzie pierwszy prawosławny monaster na wyspach celtyckich, pierwszy od tysiąca lat. W tym celu bardzo poważne, historycznie znaczące działanie.

Jak zawsze w podobnych sprawach dotyczących Chrystusa, On nie chce, by monaster został założony przez jedną osobę. Bóg chce, by monaster wznosił się w miłości i stał się rezultatem zjednoczenia ludzi - pracujących razem, ofiarujących razem i modlących się razem.

To bardzo proste. Dlatego zaczynam prowadzić tego bloga. Są i inne rzeczy dotyczące mojego życia, o których można byłoby napisać. Ale myślę, że z czasem też wam o tym napiszę kiedy nabiorę już pewności w prowadzeniu bloga i wy lepiej mnie poznacie.

I tak. Pierwsze i najważniejsze, o co zawsze pytają mnie ludzie przy spotkaniu – czy to w Ameryce, czy Anglii, gdzie mieszkam: „Dlaczego zostaliście mnichem?” Postaram się dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie, żeby ostatecznie z nim zakończyć.

Latami wypracowywałem zestaw odpowiedzi – zimnych i zbywających lub subtelnych i mądrych – w zależności od tego, kto zadawał mi to pytanie. Ale sens jest bardzo prosty i odpowiedź na to pytanie jest w rzeczy samej bardzo prosta. Wiecie, jak napisane jest w Psałterzu, Prorok określa los człowieka, kiedy ten jest jeszcze w łonie matki – właśnie tak to sobie wyobrażam. Nie mogłem zostać nikim innym – tylko mnichem, dlatego że, co ciekawe, byłem mnichem jeszcze w łonie matki. Potrzebowałem wyłącznie czasu, żeby zrozumieć samego siebie – zrozumieć kim jestem.

Potrzebowałem czasu, żeby dobrać odpowiednie słowo, które by mnie określiło. Ale wartości i zasady życia klasztornego zawsze były częścią mnie. Nawet wtedy, kiedy żyłem wbrew tym zasadom. Jestem przekonany, że każdy z was miał taki etap w swoim życiu. Taki czas, kiedy nasze postępowanie, nasze czyny nie miały nic wspólnego z tym, co w rzeczy samej cenimy; z tymi wartościami, które są dla nas bardzo ważne. I zdarza się, że latami żyje w nas co najmniej dwoje ludzi, ale mija czas i człowiek dokonuje wyboru. Tak i dla mnie stało się jasne, że jestem mnichem, a wartości jakie wyznaje – to wartości monasterskie.

Dla mnie bycie mnichem oznacza być samemu. Można na różne sposoby tłumaczyć, czym jest życie mnisze - być może opowiem wam o tych tłumaczeniach później. Ale dla mnie najprostsze i najważniejsze jest to, do czego zawsze wracam – to znaczy być samemu. Żyć na osobności z Bogiem, żyć dla Boga, przygotowując się do spotkania z nim.

Wszystkie te słowa Pisma Świętego – o samotności, o tym, żeby oddalić się w góry i tam się modlić, o tym jak Chrystus opuścił przyjaciół i uczniów, żeby modlić się w samotności, wszystkie te zdania św. Łukasza o Bogurodzicy, która słyszała i wiedziała wszystko, ale w milczeniu trzymała to wszystko w swoim sercu – wszystko to zawsze było dla mnie zrozumiałe, zrozumiałe i bliskie memu sercu.

Być mnichem – oznacza być samemu. Żyć życiem mniszym – znaczy żyć tak, jakbyś zmarł i został pogrzebany. Pamiętam wszystkie te historie z żywotów Ojców – pustelników, wszystkie te przepiękne porady, jak żyć tak, jakbyś już umarł. Te rzeczy tak wiele mi mówią, że zrobiło to na mnie największe wrażenie w całym życiu.

Być samemu – nie oznacza to, że wokół ciebie nie ma nikogo. Człowiek może pozostawać na osobności ze sobą, będąc otoczonym ogromnym tłumem ludzi. I w historii wszystkich Cerkwi Prawosławnych jest niezliczona ilość przykładów starców, którzy żyli w otoczeniu tysięcy ludzi, i żyli tak każdego dnia, i mimo wszystko udało się im, dzięki miłości Bożej, zachować milczenie i samotność.

Nie chciałbym w pierwszym poście tego bloga zagłębiać się w to wszystko, ale chciałbym, żeby ci, którzy będą czytać lub słuchać tego bloga, pamiętali o tym co zostało wyżej opisane.

Nie chcę żyć w otoczeniu ludzi, ale Chrystus przywołuje mnie do właśnie takiego życia. Nie chcę prowadzić rozmów, ale w każdą niedzielę jeżdżę na różne parafie, spotykam się z ludźmi i szczerze modlę się za nich, prosząc Boga by spojrzał na nich i zmiłował się nad nimi.

Jestem przekonany, że znacie to uczucie, kiedy modlicie się za człowieka, którego spotkaliście po raz pierwszy, i którego nigdy więcej nie zobaczycie, ale modlicie się za niego szczerze. I ten człowiek jakimś sposobem staje się wręcz częścią was samych. Jakby ciało wasze otwierało się, i serce wasze mogło widzieć drugiego człowieka. Taką bliskość daje modlitwa.

Doświadczyłem tego wszystkiego, nie zważając na moje marzenie o życiu w samotności, ponieważ to jest to, czego chce ode mnie Bóg. Jeśli więc czasami wyglądam ozięble lub nie jestem w nastroju do rozmowy – proszę, wybaczcie mi. Dla mnie wszystko to jest przeciwne mojej naturze i robię to tylko dlatego, że tak chce Bóg.

Na koniec tego postu chciałbym udzielić wam kilku rad, jak należy zachowywać się w kontakcie z mnichami. Sam przez to przeszedłem, i wiem, że ludzie po prostu nie rozumieją różnicy między mnichem a parafianinem.

Pierwsze i najważniejsze – nie pytajcie mnichów o intymną stronę ich modlitewnego życia. Nie trzeba tego robić – to natychmiast zamknie ich serca dla was. Poprzez takie pytania narażacie ich na ogromną pokusę, ponieważ te tajne, skryte głęboko w sercu rzeczy powinny tam pozostać. To dotyczy tylko człowieka i Boga – do tego czasu, aż Chrystus nie przykaże o tym opowiedzieć. Tak więc pierwsza rada – nigdy nie pytajcie o nic osobistego, prywatnego.

Druga rzecz. Starajcie się unikać fizycznego kontaktu w rozmowie z mnichem. Nie próbujcie wziąć go za rękę, nie próbujcie obejmować. Jedna z najbardziej strasznych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w Ameryce to sytuacja, w której ludzie dosłownie wpychali mi w twarz swoje dzieci. Rozumiałem ich – oni chcieli, żebym pomodlił się za ich dzieci, żebym je błogosławił. Ale mogę zrobić to wszystko nie biorąc dziecka na ręce, nie bawiąc się z nim. Poprosić mnicha by potrzymał dziecko na rękach – to wielka pokusa. Prawie tak wielka, jak ta kiedy dotyka cię któraś z kobiet. Dlatego, że my mimo wszystko jesteśmy z ciała i krwi, i pokusa założenia rodziny, pokusa posiadania dzieci, to pokusy, z którymi nie łatwo walczyć. To prawie tak trudne jak przezwyciężenie fizycznego pociągu do kogoś.

Taki właśnie jestem i byłbym bardzo wdzięczny, gdyby przy spotkaniu ze mną ludzie zachowywali się tak, jak proszę.

Cóż, do następnej niedzieli. Będę modlił się do Boga, by rozjaśnił mój umysł i podpowiedział o czym mógłbym wam jeszcze opowiedzieć. Proszę o modlitwy za mnie. Módlcie się za Serafima i za monaster Wszystkich Świętych Celtyckich.

Jeśli macie jakieś pytania do mnie lub chcielibyście coś ze mną przedyskutować – po prostu napiszcie do mnie e-mail. Jeśli poczuję, że mam co wam powiedzieć – odpiszę.

Ale proszę, nie zadawajcie pytań dotyczących teologii, dogmatyki; nie proponujcie mi dyskusji na kontrowersyjne tematy. Na takie pytania po prostu nie odpowiem, ponieważ w świecie jest wielu bardziej wykształconych i doświadczonych w tych tematach ludzi, którzy prowadzą blogi właśnie takiego pokroju. Głębokie spory teologiczne po prostu mnie nie interesują.

Pytajcie lepiej o to, co dotyczy was osobiście. Pytajcie o jakieś proste rzeczy, pomagające, lub przeszkadzające wam w relacjach z Bogiem. Pytajcie o to, co rzeczywiście ma dla was znaczenie. I jeśli Duch Święty mnie oświeci, dam wam odpowiedź.

Wybaczcie mi i niech Bóg was błogosławi. Amen.

Strona powstającego monasteru na wyspie Mull: http://www.mullmonastery.com/

Hieromnich Serafim (Ałdeja)

pravmir.ru

— tłum. Justyna Pikutin

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →