śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 3 lutego 2005

Trud modlitwy

„W modlitwie trwajcie stale czuwając podczas niej w dziękczynieniu". (Kol 4,2) NASZA MISJA Uczestnicząc w Eucharystii tu i teraz doświadczamy Królestwa Bożego, doświadczamy czegoś, co daje nam przedsmak świętości życia przyszłego), lecz żyjemy jeszcze w tym świecie, nasza misja tutaj trwa.

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

„W modlitwie trwajcie stale czuwając podczas niej w dziękczynieniu". (Kol 4,2)

NASZA MISJA

Uczestnicząc w Eucharystii tu i teraz doświadczamy Królestwa Bożego, doświadczamy czegoś, co daje nam przedsmak świętości życia przyszłego), lecz żyjemy jeszcze w tym świecie, nasza misja tutaj trwa. Jest to misja, którą wyznaczył nam Bóg i o niej słyszymy podczas każdej służby eucharystycznej. „Ilekroć spożywacie ten chleb i pijecie ten kielich, śmierć moją głosicie, moje zmartwychwstanie zwiastujecie!" Słowa te wzięte są ze świętej Liturgii św. Bazylego Wielkiego. Oznaczają one, że także i dzisiaj, gdy jako lud Boży zbieramy się dla sprawowania Eucharystii, składamy żywe świadectwo o Chrystusie, świadectwo, które przeszło do nas od Apostołów. Apostoł pisze o tym, co następuje: „Widzieliśmy i świadczymy i głosimy wam żywot wieczny, który był u Ojca i objawił się nam" (1 J 1,2).
Gdy wychodzimy ze świętej Liturgii, w ślad za nami idą słowa hymnu: „Widzieliśmy światłość prawdziwą, przyjęliśmy Ducha z Niebios, znaleźliśmy wiarę prawdziwą..." Taka jest nasza misja i powołanie: nieść w świat ujrzane w Eucharystii światło, by spełniły się słowa Pańskie: „Tak zaś niech świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli uczynki wasze i wielbili Ojca waszego, który jest w niebiesiech" (Mt 5,16).

Ale w jaki sposób życie nasze może stać się żywym spoiwem pomiędzy Eucharystią a światem w którym żyjemy i pracujemy? W jaki sposób możemy wnieść w świat tę radość, której doznawali uczniowie przy spotkaniu ze zmartwychwstałym Panem? Na pytania te odpowie trzecia z kolei część poświęcona modlitwie.

CZŁOWIEK JAKO OBRAZ BOŻY

Bóg jest Bogiem ukrytym przed nami, ale objawia się w miłości, którą okazuje każdemu człowiekowi. Ta właśnie Boża miłość pozwala nam, abyśmy pomimo naszej grzeszności zbliżali się do Niego i z Nim mieli społeczność. „Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz?" (Ps 8,5). Według Pisma Świętego człowiek stworzony został na obraz i podobieństwo Boże. W człowieku tkwiący obraz Boży przyćmiony został przez grzech. Dopiero poprzez Chrystusa, drugiego Adama, obraz ten wrócił do pierwotnego piękna i blasku.

Człowiek jako członek świętej Cerkwi, ciała Chrystusowego, powołany jest do uczestniczenia w chwale Chrystusa, by stać się „uczestnikiem Bożej natury uchroniwszy się od zepsucia, jakie w świecie szerzy pożądliwość" (2 P 1,4). Uchronienie się „od zepsucia, jakie w świecie szerzy pożądliwość", możliwe jest tylko przez wspólnotę z Bogiem. Wspólnota ta ustanowiona zostaje przy świętym chrzcie. Człowiek rodzi się wtedy na nowo z wody i Ducha i od tego momentu Bóg poczyna w nim działać. Bóg oferuje mu swoją pomoc; rzeczą człowieka jest z pomocy tej chcieć skorzystać i dążyć do czystości duszy i serca. To zaś możliwe jest do zrealizowania przez wewnętrzne dążenie i pragnienie, przez ascetyczne zapasy określane mianem „niewidzialnej walki".

NASZ „WEWNĘTRZNY CZŁOWIEK"

Pomiędzy światłem i ciemnością zachodzi z natury rzeczy nieuchronne przeciwieństwo: gdy światła jest więcej, ciemność ustępuje i na odwrót. Taki sam porządek natury istnieje i w człowieku, w jego duchowym życiu. Apostoł zwie to przeciwieństwo wojną wewnętrzną. „Według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie Bożym. A w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi, uznanemu przez mój rozum..." (Rz 7,22—23).

Jaka jest natura tego „wewnętrznego człowieka", w którym ścierają się ze sobą dobro i zło, światło i ciemność? Otóż formułując to całkiem po prostu można powiedzieć, że to nasze wnętrze objawia się nam przede wszystkim w myślach i uczuciach. W stanie trzeźwości duchowej, nigdy ani na chwilę, nie przestajemy myśleć. Myśli są wówczas integralną częścią naszego „wewnętrznego człowieka". Przez nie żyjemy i działamy. Jednak doświadczenie uczy, że nie zawsze jesteśmy w stanie kontrolować nasze myśli i uczucia. Zauważamy to, na przykład w bezsenne noce, gdy wbrew naszej woli myśli nasze stale krążą w kółko, zwłaszcza przy emocjonalnym wzburzeniu.

W chaosie pomieszanych myśli i uczuć rodzą się pożądania. Chrystus powiada: „Albowiem z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, wszeteczeństwa, kradzieże, morderstwa, cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota" (Mk 7,21—22).

Pożądania i namiętności biorą początek z trzech źródeł. Przede wszystkim wywołuje je zewnętrzny świat wraz z jego ludzkimi odniesieniami. Druga przyczyna to zepsuta natura samego człowieka, owo „inne prawo w członkach moich walczące z prawem umysłu mego". Jego rezultat to zmysłowe żądze, obżarstwo, opilstwo, gnuśność itd. A trzeci czynnik wywołujący namiętności to wrogowie duszy, kusiciele „złe duchy w przestworzach niebieskich" (Ef 6,12). Stamtąd płynie niewiara, rozpacz, pycha i nade wszystko bluźnierstwo.

Zło ma swoje własne prawidłowości w wewnętrznym naszym życiu. Apostoł opisuje to tak: „...każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają. Potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a popełniony grzech rodzi śmierć" (Jk 1,14—15).

Powstaje pytanie, czy stać człowieka na ustrzeżenie świadomości przed złymi myślami, tak by nie rozwijały się one w namiętności i pożądania i przestały „pociągać nas i kusić?"

Otóż próbować udaremnić myśli to tak samo jak przy pomocy rozpostartego płaszcza próbować zatrzymać wiatr. Tak pouczał pewien starzec swojego ucznia. Stać nas jest jednak na to, byśmy uczynili coś bardzo istotnego. Starzec objaśnił to uciekając się do następującego przykładu: „Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i mijasz gospodę. Z gospody tej dolatują do ciebie kuszące zapachy różnych potraw. Ale ciągle jeszcze jesteś niezdecydowany co zrobić — wejść do środka i zjeść, czy też przejść obok". Starzec przez kuszące zapachy rozumiał mimowolnie wchodzące do świadomości złe myśli. Myślom tym możemy pofolgować i wówczas „wchodzimy do środka" czyli, inaczej mówiąc, nabieramy do nich upodobania i wpuszczamy je do naszego serca. Wówczas już zgrzeszyliśmy w naszych myślach i sercach. Ale możemy też wobec nich „przejść obok" i w tym przypadku prześlizgujące się przez naszą świadomość zła myśl czy obraz nie staje się grzechem.

Podczas „całonocnych czuwań" trzy niedziele przed Wielkim Postem śpiewany jest psalm 136, który zaczyna się od słów: „Nad rzekami Babilonu — tam siedzieliśmy i płakaliśmy na wspomnienie Syjonu" (Ps 136,1). Ostatni wiersz tego psalmu brzmi: „Błogosławiony, kto pochwyci i roztrzaska niemowlęta twoje o skałę". Niemowlęta te symbolizują właśnie owe mimowolnie nachodzące nas grzeszne myśli i obrazy. Trzeba je unicestwić i rozbić o skałę, zaraz, kiedy one się pojawiają. Skałą tą jest Jezus Chrystus.

PANIE, ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI

Kiedy stoimy w świątyni, widzimy na ikonach przemienione przez Ducha Świętego twarze świętych. Podczas Eucharystii wspominamy imiona wszystkich świętych, którzy „od zarania czasów służyli Bogu" i zjednoczeni są z nami przez tajemnicę odkupienia. Wówczas mimo woli przychodzą na myśl słowa Apostoła: „Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wielki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami. Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary..." (Hbr 12,1—2).
Chwałę, którą na ikonach symbolizuje aureola, osiągnęli święci dopiero u końca swego życia wypełnionego ascetycznymi zapasami i nawet wówczas w widzialnej postaci dostąpili tego tylko niektórzy. Musieli zaczynać, podobnie jak i my od pokuty i zrzucenia „tak łatwo zwodzącego nas grzechu".

Rozstrzygający początek zrobiony został przez nas, gdy na chrzcie świętym przyobiecaliśmy wyrzec się kusiciela a stanąć po stronie Chrystusa. Podczas sakramentu pokuty odnowiliśmy naszą wierność Chrystusowi i daliśmy jej wyraz w sposób widzialny całując krzyż i świętą Ewangelię — Słowo Chrystusowe. Pomimo wszystko ciągle czujemy, że „tak łatwo zwodzi nas grzech". Nawet sam Apostoł wzdycha i wyznaje: „Wiem tedy, że nie mieszka we mnie, to jest w ciele moim, dobro; mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego co dobre, brak" (Rz 7,18).
Wiemy wszyscy, co zachodzi w naszym „wewnętrznym człowieku"; widzimy jak doń wchodzi zło i rozwija się w myślach naszych i sercu. Czujemy także naszą bezradność.
Podobni zdajemy się być do człowieka, którego ze wszystkich stron okrąża stado wilków. Co w takim przypadku robi człowiek? Wspina się na najbliższe drzewo i jest uratowany. Ratującym drzewem dla nas, jak nauczają święci Ojcowie, jest modlitwa. Czym więc jest modlitwa? Według przyjętej definicji modlitwa to wzniesienie duszy i serca do Boga. Często mówi się także, że modlitwa to nauka nad naukami i sztuka nad sztukami. Będąc czymś prostym, jest zarazem czymś najbardziej skomplikowanym.

Modlitwa wyraża nasze dążenie do wspólnoty z Bogiem. Wspólnota ta, to naturalna manifestacja naszej miłości do Boga i miłości Bożej do nas. W modlitwie „otwieramy przed Bogiem nasze serca". To biblijne sformułowanie oznacza, że w modlitwie składamy Bogu nasze myśli i uczucia uwielbienia, wdzięczności i czci. Jednakowoż modlitwa to także środek dany nam jako pomoc dla przezwyciężenia zła gnieżdżącego się w naszym „wewnętrznym człowieku". W tym sensie modlitwa to jakby kanał prowadzący do Boga ludzkie wołanie o pomoc.

Panie, zmiłuj się nad nami! Oto raz po raz podczas służby Bożej powtarzające się wołanie o pomoc. Jednocześnie jest to wołanie o pomoc podnoszone przez każdego pojedynczego człowieka, który czuwając na straży swego serca wzywa pomocy Bożej, by odegnać namiętności, które chcą się wśliznąć w jego serce. Owo wołanie to głos wynikający z naszego uczucia bezsilności: „Beze mnie nic nie możecie uczynić", powiada Pan (J 15,5). Lecz czyż zarazem nie wolno nam ufać, że Pan chce oczyścić nasze serce, o ile tylko o to Go poprosimy? Jesteśmy latoroślami z Chrystusowego krzewu winnego i każdą latorośl, która stara się przynieść owoc „oczyszcza Pan, aby przyniosła jeszcze więcej owocu" (J 15,2). Tak oto pomoc Boża i nasze własne modlitwy wybawiają nas od „zguby, którą w świecie szerzy pożądliwość".

W DRODZE DO CELU

„Czuwajcie o każdym czasie i módlcie się" (Łk 21,36). Jaki jest sens tych słów Pana? Czy oznaczają one, że zawsze winniśmy być gotowi dać baczenie na zło, które splamić chce nasze serce? Tak jest, właśnie to oznaczają te słowa! Zawsze powinniśmy być w takim usposobieniu, byśmy mogli z głębi serca wołać: „Panie zmiłuj się nad nami!", ilekroć zauważamy, że zło wkrada się w naszą duszę. Powstają więc dwa pytania: czy jesteśmy w stanie to zrobić? Czy tego chcemy?

Na pytanie pierwsze już zdążyliśmy odpowiedzieć: bez pomocy Bożej nie jesteśmy do tego zdolni. Co się tyczy pytania drugiego, trzeba powiedzieć, że grzech do tego stopnia staje się często naszą drugą naturą, że w sercu zgoła nie okazujemy się być skłonni wyrzecz się słodyczy grzesznych pokus naszych myśli i uczuć i nie przestajemy nimi cieszyć się.

Apostoł Paweł w liście do Filipian pisze: „Albowiem Bóg jest tym, który w was wywołuje chęć i sprawia wykonanie według swego upodobania" (Flp 2,13). W jaki sposób Bóg sprawia zmianę kierunku naszej woli? Otóż zmianę tę sprawia On przez to, że budzi nasze sumienie i oczyszcza naszą duszę. Jak o tym już powiedzieliśmy dzieje się to wtedy, gdy jako członkowie Cerkwi „stajemy się uczestnikami boskiej natury" Chrystusa, zwłaszcza zaś podczas świętej Komunii. To działanie Ducha Bożego, które oczyszcza nasze dusze i wzmacnia naszą wolę, tak opisane zostaje w jednej z modlitw komunijnych:
„Dałeś mi Twoje ciało do spożycia: Ty, któryś jest ogniem Ty spalasz to, co niegodne. Lecz nie spalaj mnie — jesteś przecież moim Stwórcą. Zamiast tego wniknij we wszystkie moje członki, w moje ciało, w moje wnętrze, w moje serce! Spal ciernie dokonanego przeze mnie zła! Oczyść moje serce, uświęć moje myśli...Spraw, bym był świątynią Twego Świętego Ducha i nie pozwól być siedliskiem grzechu. Poprzez przyjęcie Twej Świętej Wieczerzy stałem się Twoim domostwem: pierzchać teraz winno przede mną wszystko, co złe i każda namiętność..."

Oczyszczenie naszej duszy jest rozstrzygającym czynnikiem i otrzymujemy je w darze od Boga. Czego w darze nie otrzymujemy, to gotowości, by o każdym czasie się modlić. O tym powiedziane jest: „Bo każdy kto prosi, otrzymuje, a kto szuka znajduje i otwierają temu, kto kołacze" (Mt 7,8). Tak więc wracamy do punktu wyjścia, do napomnienia Pańskiego: „Czuwajcie nieustannie i módlcie się!"
Modlitwa wymaga od nas ciągłego wysiłku nastawionego na określony cel i nie bez racji przyjęte jest mówić o zmaganiach modlitewnych. Zmagania te to integralny składnik wędrówki chrześcijanina poprzez życie. Słowo „wędrować" bardzo często występuje w Piśmie Świętym, celnie określa istotę życia duchowego każdego chrześcijanina. Życie owo, to nie coś statycznego, a ustawiczne dążenie naprzód. To właśnie dążenie naprzód miał na myśli Apostoł, gdy powiedział: „Bracia... ale jedno czynię: zapominając o tym, co za mną i zdążając do tego, co przede mną. Zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie" (Flp 3,13—14). W tych zmaganiach modlitewnych nie jesteśmy sami. Tą samą drogą co Apostoł szła przed nami niezliczona rzesza chrześcijan. Cerkiew zachowała ich doświadczenia i oferuje nam je do wykorzystania. Z ufnością, śmiało, ruszyć możemy w drogę.

REGUŁA MODLITEWNA

Jakiekolwiek zachodziłyby między ludźmi różnice, w rozwoju ich życia duchowego jest jednak pewna prawidłowość. Dlatego doświadczenia innych ludzi mogą być pomocne w naszym własnym życiu modlitewnym. Zilustrować to można w ten sposób: kiedy czytamy opis jakiegoś dalekiego kraju wydaje się nam, że jesteśmy tam obecni. Kiedy tam się naprawdę znajdziemy, przypominamy sobie szczegóły, o których czytaliśmy i potrafimy rozpoznać je zaraz. Otóż podobnie dzieje się z modlitwą i w ogóle ze zjawiskami życia duchowego. Czytamy o tym, co doświadczali inni i idąc śladem ich rad, praktykujemy te same doświadczenia.
Zdumiewający jest fakt jak bardzo zgodne są rady Ojców Cerkwi różnych epok, dotyczące życia duchowego. Wspaniałym przykładem takiego podejścia do problemu jest podstawowe dzieło o zagadnieniach życia modlitewnego i duchowych zmaganiach — Filokalia. Jest to obszerna antologia, która zawiera nauki Ojców od IV do XIV wieku, okres ponad tysiącletni. Spójność wewnętrzną Filokalii i zgodność zawartych w niej nauk porównano z otwartym morzem, po którym w tym samym kierunku żeglują, gnane przez ten sam wiatr, rozliczne okręty. Okazuje się, że jeden i ten sam Duch Boży kierował naukami Ojców, którzy opierali się nie na jakiejś teorii, a na doświadczeniu. Poza tym nie bez znaczenia jest to, że natura człowieka i jego podstawowe problemy pozostały te same przez wieki.

Według zaleceń Cerkwi i tego, co uczą ludzie modlitwy, pierwszym warunkiem nauczenia się modlitwy jest regularność. Na modlitwę zarezerwowana powinna być określona pora dnia, co jest przydatne do wypracowania duchowej dyscypliny. Do modlitwy trzeba się zmusić. Modlitwa — to do końca życia trwające zmaganie. Psalmista powiada: „Siedemkroć na dzień wysławiam Ciebie" (Ps 119, 165). Może i tak być, że w ciągu dnia nie znajdziemy siedmiokrotnie czasu na modlitwę: jednak ranek i wieczór są na pewno naturalnymi porami na modlitwę.

Jakich słów używamy modląc się? Każdy wyznawca Cerkwi powinien posiadać modlitewnik. Modlitewnik zawiera modlitwy poranne i wieczorne, modlitwy przed Komunią i na różne inne okazje. Wszystkie modlitwy modlitewników prawosławnych pochodzą od Ojców Cerkwi. Dlatego są one dla nas szkołą modlitwy. Uczą nas przybliżenia do Boga z odpowiednim usposobieniem, z pokorą i czystym sercem — tak jak czynili to święci Ojcowie.

Niezależnie od używania modlitw zawartych w modlitewniku możemy się modlić, rzecz jasna, własnymi słowami. Modlitwie towarzyszyć powinno czytanie określonego tekstu Pisma Świętego.

Aby nauczyć się modlić, konieczna jest własna metoda modlitewna. Oznacza to, że każdy poranek i wieczór w określonym czasie odmawia się pewną liczbę modlitw. Zaraz po obudzeniu się ofiarowujemy Bogu kilka minut potrzebnych na modlitwy poranne. Podobnie wieczorem przed pójściem na spoczynek odmawiamy modlitwy z modlitewnika. Na tym polegać będzie nasza reguła modlitewna. Regularność, to rzecz w życiu modlitewnym ważniejsza od samej liczby modlitw. Oczywiście nie wyklucza to, że od czasu do czasu serce nasze stanie się podobne do dawno nie zapalanego ogniska, które wymaga spalenia dużej ilości drzewa, zanim rozpali się na nowo. Oprócz Pisma Świętego w zestaw naszego codziennego pożywienia duchowego wejść powinien rozdział z książki o życiu duchowym napisanej przez któregoś z Ojców Cerkwi Prawosławnej.

PRZED DOMOWYM „KIOTEM"

Wielki asceta siódmego wieku św. Izaak Syryjczyk w sposób następujący opisuje istotę modlitwy: „Drabina, która prowadzi do Królestwa Niebieskiego, ukryta jest w tobie, w twojej własnej duszy. Oczyść się od grzechu, a znajdziesz szczeble, po których będziesz mógł wspiąć się i wejść do Królestwa Niebieskiego". Chociaż spotkanie z Bogiem odbywa się, jak to mówi św. Izaak Syryjczyk, w naszej duszy, ważne jest, byśmy jasno zdawali sobie sprawę, że nie jesteśmy bynajmniej jakimiś bezcielesnymi duchami, lecz poprzez nasze ciało jak najbardziej wprzągnięci w ten materialny świat. Dlatego modlitwa to coś, co angażuje całego człowieka, z jego ciałem i duszą i otoczeniem, w którym żyje.

W świątyni modlimy się do Boga w ściśle określony sposób i przy użyciu form ukształtowanych na przestrzeni stuleci przez Ducha Świętego. Nasza modlitwa w domu wymaga również pewnych form zewnętrznych. Kiedy przeprowadzamy się do nowego mieszkania lub domu — odbywa się ustalony przez Cerkiew obrzęd poświęcenia naszego nowego miejsca pobytu. Ikony w pokojach są trwałymi znakami tego, że takie poświęcenie się odbyło. Przypominają one, że Bóg jest z ludźmi w ich codziennym życiu.

Każda ikona mówi o tym, że Bóg w Jezusie Chrystusie zbliżył się do człowieka, aby z nim przebywać. „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do końca świata" (Mt 28,20). Takie były ostatnie słowa Chrystusa, kiedy rozstawał się ze swoimi uczniami, wstępując do nieba.

Gdy modlimy się w świątyni, widzimy wokół siebie lud Boży — członków parafii i innych wiernych. Gdy modlimy się w domu, wykonujemy polecenie Chrystusa: „Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki..." (Mt 6,6). Ale także i wówczas nie jesteśmy sami, albowiem ikony ze znajdującego się w domu kącika są oknem do Królestwa Niebieskiego i spoiwem łączącym nas z jego mieszkańcami. Ikona Bogurodzicy z Dzieciątkiem na rękach zajmuje centralne miejsce w kąciku z ikonami. Świadczy ona o Boskiej bliskości. To ona jest dla nas potwierdzeniem Bożego wcielenia, stanowiącego podstawę dla naszego zbawienia. Po obu stronach, tej w centralnym miejscu umieszczonej ikony, znajdują się zazwyczaj ikony świętych — naszych niebiańskich przyjaciół, którzy zakończyli już swe duchowe zmagania. Wśród nich bywa często ikona tego świętego, którego imię dany wierny otrzymał przy chrzcie, a także ikony świętych, którzy są nam szczególnie bliscy. Historia życia tych świętych znana jest wiernemu i nieraz doznawał on siły ich orędownictwa.
Zanim zaczniemy odmawiać modlitwy z modlitewnika, zwracamy się niejako do naszych niebiańskich przyjaciół z prośbą, by modlili się wraz z nami mówiąc: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, za sprawą modlitwy Przeczystej Twojej Matki i Wszystkich Świętych bądź nam miłościwi" Tak oto inaugurujemy naszą modlitwę w poczuciu naszej własnej niegodności i słabości naszej modlitwy.

Inna przyjęta forma modlitwy wstępnej względnie końcowej brzmi następująco: „Za przyczyną modlitw naszych Świętych Ojców Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nad nami!" Święci Ojcowie, o których jest tu mowa, to ojcowie duchowni: biskupi, kapłani, starcy i spowiednicy. Duchowe ojcostwo jest tradycją sięgającą Cerkwi pierwszych wieków. Sam Apostoł pisze: „Chociaż mielibyście dziesięć tysięcy wychowawców w Chrystusie to jednak niewielu macie ojców. Ja natomiast stałem się waszym ojcem w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię" (1 Kor 4,15).

Ojcostwo to rola z natury przysługująca mężczyźnie. To samo ma się z ojcostwem duchowym — kapłaństwem. Zawsze należało ono do mężczyzny. W kapłaństwie kontynuowana jest arcykapłańska służba Chrystusa i przy sprawowaniu świętej Eucharystii Chrystus działa poprzez kapłana. Odpowiednio rola Marii jako Matki Bożej okazuje się wyższa i chlubniejsza od roli Cherubinów i Serafinów. Wielbiąc Bogurodzicę w nawiązaniu do Jej własnego proroctwa (Łk 1,48), Cerkiew wielbi zarazem posługę wszystkich matek. Biologiczne i duchowe zadania, jakie postawione zostały przed ojcem i matką, odpowiadają sobie i uzupełniają się nawzajem.

Wróćmy jednak do kącika z ikonami. Kącik ten to miejsce gdzie czujemy się jakbyśmy byli w świątyni. Zapalamy tu lampkę lub świecę i czytamy — stosownie do naszej reguły modlitewnej — modlitwę z modlitewnika.

Zdążyliśmy już powiedzieć, że każdy pokój domu prawosławnego powinien mieć swoją ikonę, w tym także pokój dziecinny. Dobrze będzie jeśli przyniesiemy przed ikonę niemowlę, tak by widziało płonące przed nią światło. Najwcześniejsze lata życia mają zasadnicze znaczenie dla duchowego rozwoju dziecka. Byłoby także rzeczą pożądaną, aby w kąciku przed ikoną zbierała się cała rodzina, zaczynając i kończąc modlitwą swój dzień. W ten sposób cała rodzina miałaby swoją własną krótką wspólną regułę modlitewną, którą potem każdy z jej członków kontynuowałby „w swoim pokoju". Przy tym można by wprowadzić zwyczaj, by podczas wspólnej modlitwy poszczególni członkowie rodziny przy odmawianiu modlitw zmieniali się. Apostoł pisze: „Czy więc jecie czy pijecie, czy co innego czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą" (1 Kor 10,31). Dlatego właśnie odmawiamy modlitwy przed i po jedzeniu, albowiem one również wnoszą obecność Boga do rodziny prawosławnej.

ŚWIADOMOŚĆ OBECNOŚCI BOŻEJ

Powstaje pytanie, co się dzieje, kiedy przygotowujemy się do odmawiania modlitw przed naszą domową ikoną? Wówczas często możemy siebie przyłapać na tym, że czytamy tylko słowa, a myśli nasze idą inną drogą. Podobne zjawisko spotkać nas może kiedy jesteśmy w świątyni. Przysłuchujemy się czytanym i śpiewanym modlitwom, a myślami jesteśmy w innym miejscu. Tutaj nasze błądzące myśli nie przeszkadzają odprawianej służbie Bożej, inaczej natomiast przedstawia się sprawa, gdy modlimy się w samotności. Modlitwa w samotności jest wówczas modlitwą, kiedy ukierunkowujemy na nią nasze myśli. Cóż zatem mamy robić? Gdy zauważymy, że myśli nasze rozpraszają się, trzeba abyśmy powrócili do tego miejsca modlitwy, przy którym to rozproszenie się zaczęło. I jeśli za chwilę nasze myśli zaczną się znów rozpraszać, ponownie wracać do tegoż miejsca. Przy tym dobrze będzie jeśli zwolnimy tempo czytania i postaramy się zwrócić uwagę na każde słowo. Może być i tak, że poczujemy, iż serca nasze zaczną rozgrzewać się od słów modlitwy. Wówczas łatwiej skoncentrujemy się na modlitwie. Być może czegoś podobnego doświadczyliśmy w świątyni i w rezultacie Służba Boża nie wydawała się nam długa. Święci Ojcowie mówią na ten temat, że nasza natura ludzka, na którą składają się nasze myśli, uczucia a także i ciało, została niejako rozszczepiona w rezultacie grzechu pierworodnego. W modlitwie jednak, za sprawą łaski Bożej, nasza natura ponownie staje się jednością. To właśnie miał na myśli Apostoł kiedy powiedział: „Sam Duch wstawia się za wami przez niewyrażalne błagania" (Rz 8,26). Przeżycie tego jest szczególnym darem Bożym. Bardzo rzadko dar ten bywa dany komuś na dłuższy okres. Chociaż zostaje zabrany, pozwala jednak „skosztować i zobaczyć jak dobry jest Pan" (Ps 34,9), tak abyśmy poznali ku czemu mamy dążyć i uświadomili sobie czym jest prawdziwa modlitwa.

Tutaj wyłania się pytanie dotyczące roli uczuć w modlitwie. A dotyczy ono obecności naszych uczuć podczas jej trwania. Jedynym towarzyszącym i stosownym uczuciem podczas modlitwy może być uczucie skruchy i niegodności. „Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony, sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz Boże" (Ps 50,19). W duchu tego psalmu do modlitwy powinniśmy przystępować z myślą o naszej nie godności, lecz pomni miłosierdzia Bożego dla grzeszników. Gdy w takim usposobieniu będziemy się modlić w domu przed ikonami, w sercach naszych zaczniemy odczuwać obecność Bożą. Odczucie to zawsze powinno nam towarzyszyć.

DUCH PRAWDY I DUCH KŁAMSTWA

Kiedy podczas modlitwy lub czytania Pisma Świętego budzi się w nas uczucie obecności Bożej, doznajemy wielkiej łaski. Uczucie to trwać w nas powinno także po zakończeniu modlitwy. Dopóki ono w nas pozostaje, możemy bez trudu rozróżniać to, co słuszne od tego, co niesłuszne i wówczas jesteśmy w stanie przekonać się o prawdziwości słów psalmisty: „Jeśli Bóg jest po mojej prawicy, nic mnie nie zachwieje" (Ps 16,8). Można nawet zaryzykować twierdzenie, że doświadczamy wówczas to, o czym przypomina nam Apostoł, kiedy zapytuje: „Czyż nie wiecie... że Duch Boży mieszka w was?" (1 Kor 3,16).

Jednakowoż stwierdzić należy, że im silniejsza jest w nas obecność drogocennego daru Bożego, tym bliżej jest również nasz wróg, który zwieść nas chce na manowce. Kiedy pewien mnich powołując się na cytowany powyżej psalm z zapałem wyraził się wobec starca, że po prawicy swej zawsze widzi Boga, ten odparł: „Byłoby lepiej, byś widział zawsze przed sobą swoje grzechy". W słowach tych zawarte jest ostrzeżenie przed duchem kłamstwa i złudy, który bez ustanku czyha na modlących się. Prawdziwe odczucie obecności Bożej dane jest tylko wtedy, gdy wyrasta ono z poznania naszej niegodności i grzeszności, wypływa ze skruszonego serca, podobnie do porannej mgły wznoszącej się ze zwilżonej rosą ziemi.

„Zapewniam was bracia, że ciało i krew nie mogą posiąść Królestwa Bożego" (1 Kor 15,50). Wszelkie cielesne podniecenia i ekstaza, chociażby nawet działy się przy tym cuda i widziane były znaki, pochodzą od kusiciela, który przybiera postać anioła światłości. Pamiętajmy, co na ten temat powiedział Pan: „W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie" (Mt 7,22—23). Kiedy Bóg pokazał się ongiś Eliaszowi na górze Hober, pokazał się „nie w wichrze, nie w trzęsieniu ziemi, nie w ogniu ,lecz w szmerze łagodnego powiewu" (1 Kr 1 19, 11—12). Działanie Ducha Bożego to jakby „szmer łagodnego powiewu", jakby cichy głos w sercu modlącego się. „Uczcie się ode mnie, bo jestem łagodny i pokornego serca" (Mt 11,29), powiada Chrystus.

W modlitwie dochodzi do spotkania z Chrystusem, o ile modlimy się w Jego imię. Powyżej była już mowa o tym w jaki sposób powinniśmy starać się unicestwić wszystkie złe myśli i wyobrażenia, jakie przenikają do naszej świadomości. Należy je rozbijać o skałę, którą jest Chrystus. Ponadto dochodzi tu tradycja praktyki Modlitwy Jezusowej. Modlitwa ta, to skarb chrześcijaństwa pierwszych wieków, który zachowany został przez Cerkiew Prawosławną i który w ostatnich czasach coraz bardziej przyciąga uwagę całego świata chrześcijańskiego.

BY RADOŚĆ NASZA BYŁA PEŁNA

W czasach prześladowania chrześcijan biskup Antiochii św. Ignacy skazany został na pożarcie przez dzikie zwierzęta. W drodze do Rzymu napisał siedem Listów do różnych wspólnot chrześcijańskich. W Listach tych wspomniane jest jego drugie imię Teofor — „nosiciel Boga". Istnieje tradycja głosząca, że to on był dzieckiem, które Chrystus wziął na ręce, gdy mówił swym uczniom, kto jest największy w Królestwie Niebieskim.

Kiedy św. Ignacego przywieziono do Rzymu i zbliżała się chwila rzucenia go dzikim zwierzętom na rozszarpanie, żołnierze zapytali go, dlaczego bezustannie powtarza słowo „Jezus". Odparł, że słowo to wpisane jest w jego sercu. Tradycja utrzymuje, że gdy został rozszarpany przez zwierzęta i kiedy żołnierz rozsiekał mieczem jego serce, w sercu św. Ignacego faktycznie złotymi literami wypisane było imię „Jezus". Mniejsza o to czy relację tę uznamy za prawdę czy za legendę. Ważne jest, że zarówno relacja jak i drugie, noszone przez św. Ignacego, imię Teofor, świadczą o tym, że praktyka modlenia się imieniem Jezusa sięga czasów najdawniejszych. W swej pożegnalnej rozmowie z uczniami Chrystus wezwał by modlili się w imię Jego i wezwanie to wypełniane było od samego zarania chrześcijaństwa.

Nowy Testament poświadcza, że w imieniu „Jezus" zawarta była ogromna siła. Gdy apostoł Piotr uzdrowił chorego i zapytano go „Jaką mocą i w czyim imieniu to uczyniliście" odpowiedział: „Niech wiadomo wam będzie wszystkim, że stało się to przez imię Jezusa Chrystusa Nazareńskiego" (Dz 4,7—10). Również sam Jezus przywiązywał znaczenie do modlenia się w Jego imię, skoro rozstając się z uczniami uznał za stosowne tak ich pocieszać: Cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu. Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim spełnię to" (J 14,13—14).

I rzeczywiście modlenie się w imię Jezusa Chrystusa było w przeszłości radością wielu pokoleń i jest radością również dzisiaj. Począwszy do czwartego wieku tradycję Modlitwy Jezusowej praktykowali szczególnie pustelnicy i mnisi, lecz do tego by modlitwę tę znać i odmawiać powołani są także wszyscy w ogóle chrześcijanie. Tak więc po to, by radość nasza była pełna i my zajmijmy się tu tą modlitewna tradycją, którą określa się mianem Modlitwy Jezusowej.

MODLITWA JEZUSOWA

Słowa Modlitwy Jezusowej brzmią: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu!" Używana jest także forma skrócona: „Jezu, Synu Boży, zmiłuj się nade mną!"

Biskup męczennik św. Ignacy ustawicznie powtarzał imię Jezus. Modlitwa Jezusowa odmawiana być powinna bez przerwy. W ten sposób urzeczywistni się wezwanie Apostoła: „Módlcie się bez ustanku!" (1 Tes 5,17).

W jaki sposób Modlitwa Jezusowa stać się może modlitwą nieustanną? Zaczynamy od stałego powtarzania słów: "Panie Jezu Chryste, Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu!" Możemy to uczynić głośno, bardzo cicho lub tylko w myśli. Próbując to, szybko jednak przekonamy się, że ustawiczna modlitwa nie jest rzeczą łatwą, jak by się to wydawało. Potrzeba do niej przemyślanego wysiłku. Na odmawianie Modlitwy Jezusowej możemy zarezerwować określone pory dnia, dobrze też będzie włączyć ją w naszą własną regułę modlitewną. I tak podczas modlitw porannych przed każdą z nich odmówić ją możemy dziesięciokrotnie. Od czasu do czasu możemy też przystąpić do Modlitwy Jezusowej zamiast naszych modlitw porannych i potem powtarzać ją na przykład, w ciągu pięciu lub dziesięciu minut, to jest przez tyle czasu, ile zazwyczaj poświęcamy na czytanie porannych modlitw.
Modlitwa Jezusowa o tyle jest wyjątkiem, że nie jest przeznaczona na pewną określoną porę. W książkach prawosławnych o Modlitwie powiedziane jest wiele i tak na przykład: „W czasie pracy i w czasie wypoczynku, w domu i poza domem, w warunkach samotności i w ludzkim towarzystwie, zawsze i wszędzie w duchu i w sercu powtarzaj słodkie imię Pana naszego Jezusa Chrystusa mówiąc: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu!"
Powstaje pytanie czy jest to możliwe? Czy jesteśmy w stanie do tego stopnia oddać się modlitwie, że faktycznie zdołamy wypełnić to zalecenie?

Najwierniejszą odpowiedź na to pytanie znaleźć możemy w książce Opowieści rosyjskiego pielgrzyma, która doczekała się tłumaczenia na wiele języków. Do praktycznego użytku Modlitwy Jezusowej wrócimy w następnym paragrafie. Obecnie rozpatrzymy tę modlitwę nieco dokładniej.

Jeśli włączymy Modlitwę Jezusową do naszej reguły modlitewnej, szybko zauważymy, że łatwiej nam będzie skupić swe myśli przy jej odmawianiu, aniżeli podczas innych modlitw. Szczególną zaletą Modlitwy Jezusowej i innych podobnych krótkich modlitw jest to, że bardziej niż modlitwy bogatsze w treść sprzyjają one koncentracji myśli. Odmawianie Modlitwy Jezusowej w przerwach przy odmawianiu innych modlitw pomaga lepszemu skupieniu się także i na ich treści. O Modlitwie Jezusowej powiada się, że jest to doskonała modlitwa, jako że zawarte jest w niej odniesienie do tych samych podstawowych prawd o naszym zbawieniu, jakie występują przy czynieniu znaku krzyża. Odnosi się to do naszej wiary we wcielenie i w Świętą Trójcę. Kiedy wypowiadamy „Panie Jezu Chryste, Synu Boży" wyznajemy, że Zbawiciel nasz jest człowiekiem i Bogiem. Przecież imię Jezus dane Mu zostało jako człowiekowi przez Matkę Jego, natomiast słowa „Panie" i „Synu Boży" bezpośrednio wskazują Nań jako na Boga. Druga podstawowa prawda naszej wiary chrześcijańskiej — Święta Trójca — jest także obecna w Modlitwie. Kiedy zwracamy się do Jezusa jako do Syna Bożego pośrednio wspominamy przy tym zarówno Boga Ojca jak i Ducha Świętego. Apostoł wszak rzekł: „Bez wpływu Ducha Świętego nikt nie może mówić „Jezus jest Panem" (1 Kor 12,3).

Modlitwa Jezusowa określana też bywa jako doskonała, a dlatego, że jednoczy w sobie dwa aspekty modlitewnego życia chrześcijańskiego. Wymawiając „Panie Jezu Chryste Synu Boży" jak gdyby wznosimy nasze myśli ku chwale, świętości i miłości Bożej, by potem korząc się w poczuciu naszej grzeszności, zawołać: „Bądź miłościw mnie grzesznemu". Przeciwieństwo zachodzące między nami a Bogiem wyrażone jest w ,,bądź miłościw". Prócz pokutnego wyznania wyrażenie to oznacza także pociechę, której dostępujemy przez to, że Bóg gotów jest nas przyjąć. Modlitwa Jezusowa zdaje się tchnąć ufnością Apostoła: „Któż może wydać wyrok potępienia? Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej — zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami" (Rz 8,34).

Zbawczym Słowem Modlitwy Jezusowej jest imię Jezus. „Nazwiesz imię Jego Jezus, albowiem wybawi On lud swój od grzechów jego" (Mt 1,21).

PRAKTYKA MODLITWY

Jest rzeczą zrozumiałą, że w klasztorach mnisi praktykują bezustanną modlitwę — mają ku temu warunki, a noszony przez nich różaniec przypomina im o tym. W jaki sposób mógłby bezustannie praktykować modlitwę zwyczajny chrześcijanin, który chodzi do pracy i żyje w otoczeniu innych ludzi?

Pytanie to nasuwa się w sposób naturalny szczególnie wówczas, gdy zaznajomiliśmy się z literaturą, w której opisana została nieustanna modlitwa serca, jak na przykład: „Opowiadanie pielgrzyma...", „Listy starca z Valaamo", „Modlitwa Jezusowa", „Święty Serafin z Sarowa". Oto kilka uwag mogących się przydać tym, którzy na pytanie to poważnie szukają odpowiedzi.

Czy naprawdę nie mamy czasu i możności na to, by praktykować nieustanną modlitwę? Kiedy rozpoczynamy dzień wykonujemy wiele czynności z nawyku: myjemy się, ubieramy się, jemy śniadanie. Czy wówczas cokolwiek przeszkadza nam, by nie powtarzać słów modlitwy? Gdy budzimy się należy natychmiast skoncentrować się i ukierunkować swą duszę w ten sposób, by pamiętać o obecności Bożej przez to, że w duchu będziemy mówić: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu"! Także i ten kto żyje w otoczeniu rodziny możność modlić się w duszy, byleby tylko o tym pamiętał i ograniczył swoją rozmowę z domownikami do tego, co jest dla niego i innych nieodzowne. Co zaś dotyczy lektury gazety porannej, porannego koncertu czy dziennika w radio, każdy niech rozstrzyga sam, co ma wybrać. Czasem i całkiem dobrej rzeczy trzeba się wyrzec ze względu na coś jeszcze lepszego.

Jazda do miejsca naszej pracy trwa nieraz bardzo długo. Cóż przeszkadza nam, by w drodze nie skoncentrować się na modlitwie? W naszych czasach wykonywana praca bywa czysto mechaniczna, polega często na powtarzaniu jednej i tej samej czynności. Może to być dla nas szansą; nasze ręce będą wykonywały określone nam zadanie, a nasz duch, nasze serce i myśli, mogą pracować w łączności z Jezusem Chrystusem. Wówczas, nasza monotonna praca może się stać przyjemną. Skoro praktyka Modlitwy Jezusowej pomaga nam w koncentracji, nie należy się lękać, że nie zdołamy dostatecznie skoncentrować się na wykonywanej mechanicznie robocie. Bywa jednak, że zajęci jesteśmy pracą o charakterze zgoła nie mechaniczną, która absorbuje nasze myśli i naszą uwagę. Powstaje pytanie czy w takim przypadku także będziemy w stanie się modlić? Otóż w takiej sytuacji, rzecz jasna, na pewno nie ma możliwości skoncentrować się przez dłuższy czas na powtarzaniu Imienia Bożego. Jednak od czasu do czasu, mimo wszystko, można to robić. Jeśli przyzwyczaimy się powtarzać imię „Jezus", chociażby przez pół minuty, taką przerwę można zorganizować przy każdej pracy. I w taki sposób pamięć o obecności Bożej, pozostanie w naszej duszy, to też modlitwa. Co jednak czynić jeśli praca nasza nie jest spokojna, jeśli przy jej wykonywaniu piętrzy się wiele problemów, o których należy pamiętać? Oczywiście, brzemię odpowiedzialności i obowiązku jest czymś, co może przygnieść naszą duszę. Skąd ciężar ten się bierze? Czy czasem, w wielu przynajmniej przypadkach, nie dzieje się tak dlatego, że do tego stopnia poddajemy się myślom o tych obowiązkach, że nie my panujemy nad myślami, lecz one nad nami? Jeśli jednak regularnie będziemy się modlić i odmawiać Modlitwę Jezusową, nauczymy się w duchu skoncentrować i panować nad swoimi myślami. Nasze obowiązki i problemy nie staną się co prawda przez to mniejsze, będziemy jednak w stanie odpowiednio do każdego z nich się zabrać i w ten sposób ustrzeżemy się od cierpienia, które określane jest dziś mianem stresu, a które wynika stąd, że na raz spada na nas zbyt wiele obowiązków.

Dla kogoś, kto już dłuższy czas cierpi z powodu stresu podwójnie ważnym jest, by jego nastawienie wobec życia uległo zmianie. Wskazanym jest by przypomnieć sobie słowa Ewangelii: „Bo cóż za pożytek człowiekowi, choćby cały świat pozyskał a na duszy swej szkodę poniósł?" (Mt 16,26).
Ludzie nie będący już czynni zawodowo stanowią znaczną część naszego dzisiejszego społeczeństwa. Wolni od pracy i często żyjący w samotności znajdują się w sytuacji idealnej do praktykowania modlitwy. Zwyczaj ustawicznej modlitwy serca dostarczyłby wielu z nich prawdziwej pociechy. A przy tym postawiłby przed nimi sensowne zadanie życia — modlić się za innych.

O CZYM PAMIĘTAĆ KONIECZNIE NALEŻY

W rozdziale poprzednim zaleciliśmy lekturę książki Opowieści rosyjskiego pielgrzyma. Zrobiliśmy to dlatego, że pokazuje ona w sposób prosty jak wprawiać się można w ustawiczną modlitwę serca. Wypada jednak stwierdzić, że podane w tej książce przykłady stanowią przypadki o charakterze wyjątkowym, które nie każdy może do siebie zastosować. By nikogo zatem w czasie modlitwy nie zwiodły niektóre mistyczne wyobrażenia czy metody z zakresu techniki medytacji, podajemy tu szereg rad, które każdy modlący się chrześcijanin wziąć winien sobie do serca.


  • Modlitwa twoja jest twoim osobistym spotkaniem z Bogiem.
  • Aby modlitwa twoja była owocna, szczerze zabiegaj o oczyszczenie sumienia, jeśli chodzi o twój stosunek do Boga, bliźnich i do świata.
  • Nie ociągaj się jednak, choćbyś nawet najgorzej siebie samego oceniał, ze zwróceniem się poprzez modlitwę do Boga: wszystkie nasze grzechy są tylko jakby kroplą w porównaniu z morzem miłości Bożej.
  • Każdy dzień zaczynaj od pomodlenia się w pokorze, tak jakbyś czynił to po raz pierwszy. Modlitwa, powiadają Ojcowie, nie przynosi odsetek od kapitału.
  • Nastrój twojego ducha na odczucie obecności Bożej i odmawiaj modlitwę bez pośpiechu skupiając uwagę na każdym jej słowie, bo w przeciwnym razie modlił się będziesz jakby na wiatr. Jeśli zauważysz, że myśli twoje poczynają się rozpraszać, nie zniechęcaj się, lecz po prostu nakieruj je z powrotem na słowa modlitwy.
  • Powtarzaj Modlitwę Jezusową w jej dłuższej lub krótszej wersji zależnie od tego, która z nich w danym przypadku wyda ci się odpowiedniejsza: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu!" Albo „Jezu, Synu Boży, bądź mi miłościw!"
  • Gdy jesteś sam odmawiaj modlitwę albo głośno, albo cicho w myśli.
  • W czasie modlitwy w wyobraźni nie rób sobie żadnego obrazu Boga, nieba i innych tego rodzaju rzeczy. Według tego co mówią Ojcowie — obrazy takie okazują się płodem zmaterializowanej fantazji i nie sprzyjają modlitwie.
  • Nie zwracaj uwagi na nasuwające się w czasie modlitwy nieczyste względnie bluźniercze myśli i obrazy. Wiedz, że nie są to twoje własne myśli lecz takie, które zsyła zły duch i które wnet znikną o ile będziesz je ignorował.
  • Nie próbuj umiejscawiać przy pomocy specjalnych metod siedliska twego serca: to, by tego siedliska dochodzić przystoi tylko tym, co żyją w całkowitej ciszy i samotności.
  • Skoncentruj twoją uwagę na słowach modlitwy, a serce w odpowiednim czasie będzie w tych słowach miało udział.
  • Trzeba się zmusić, abyśmy się przez całe życie modlili. To jest walka, którą miał na myśli Chrystus, gdy powiedział, że „Królestwo Niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je" (Mt 11,12).
  • Jedyne uczucie, do którego podczas modlitwy należy dążyć, to uczucie skruchy i własnej niegodności. Inne uczucia okazują się darami Bożymi zsyłanymi nam odpowiednio do naszej pokory.
  • Strzeż się przed tym, byś takich owoców modlitwy jak koncentracja, duchowe przejęcie i łzy nie uważał za twoje własne zasługi. Bywa, że Bóg w swej dobroci pozwala nam naprzód doświadczyć słodyczy modlitwy, potem jednak zdaje nas na własne siły, by wypróbować naszą wierność i pokazać jak niewiele jesteśmy w stanie zdziałać, o ile pozbawi On nas swej łaski.
  • Modlitwę Jezusową można także odmawiać podczas nabożeństwa w świątyni. Wówczas wszystko, co słyszysz i co widzisz działa jak olej na płomień twej wewnętrznej modlitwy. Podczas służby eucharystycznej będzie lepiej skupić się na słowach modlitwy ogólnej. Według nauki Ojców najdonioślejszy akt wspólnoty z Bogiem to Święta Komunia. Drugie miejsce zajmuje Modlitwa Jezusowa.
  • Czytaj codziennie rozdział z Biblii i tekst Świętych Ojców o modlitwie - jest to szczególnie ważne w czasach, kiedy, jak obecnie, brak jest żywych przykładów i duchowych przywódców.
  • Przyjmij odpowiadającą ci regułę modlitewną i trzymaj się jej jak swojego przyjaciela. Nie bądź jednak niewolnikiem tej reguły.
  • Na koniec to, co najważniejsze: chroń swe serce od nienawiści, zawiści i chęci osądzenia innych. Jest to warunek by Bóg wysłuchał twoją modlitwę. Przebacz każdemu, by Bóg przebaczyć mógł i tobie. Bądź dobry i miłosierny, by Bóg był tobie łaskawy. Nie bez racji Święci Ojcowie powiadali: „Twoje zbawienie jest w bliźnim".

Tekst jest jednym z rozdziałów książki "Nasza Wiara" Arcybiskupa Pawła wydanej przez Prawosławną Diecezję Białostocko-Gdańską

— abp Paweł, tłum. Andrzej Kempfi

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →