śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 7 września 2025

W obliczu naszych (największych) lęków

Jeśli uświadomisz sobie, że najwyższym dobrem w życiu jest bliskość z Bogiem, to zrozumiesz, że nie ma na tym świecie nic, co mogłoby podważyć tę relację, poza samym grzechem, tym „chybieniem celu”, które niweczy naszą relację z Bogiem. Bieda, choroba i śmierć nie mogą nas oddzielić od Boga, ale grz

0 czytelników poleca

„Jestem bowiem pewny, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani moce, ani to, co teraźniejsze, ani to, co przyszłe, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie, które by mogło nas oddzielić od miłości Bożej, tej w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).

Nie mogę teraz znaleźć dokładnego cytatu, ale przypominam sobie, że św. Jan Chryzostom powiedział/napisał kiedyś, że jako ludzie mamy trzy główne lęki: 1) ubóstwo; 2) chorobę; i 3) śmierć. A tego, czego się boimy, staramy się unikać ze wszystkich sił. Jesteśmy otoczeni tą przerażającą triadą w taki sposób, że nie możemy ignorować, choćbyśmy się starali, zagrożeń dla naszego dobrobytu, które stale mamy przed oczami. Ubóstwo i choroba mogą być całkowicie wyniszczające, ale oba można pokonać. Jednak ostateczność śmierci jest nieunikniona i dlatego pozostaje ona naszym największym lękiem, a jedynie jej odroczenie jest naszym najbardziej realistycznym celem. Z tego powodu wszyscy maksymalnie wykorzystujemy nasze możliwości i strategie, aby trzymać te trzy lęki na dystans. Św. Jan - jako chrześcijański pasterz, kaznodzieja i teolog - kontynuował, mówiąc, że dzięki naszej wierze w Chrystusa musimy zawsze pamiętać, że żaden z tych trzech lęków (a może powinniśmy powiedzieć „żadna z tych rzeczywistości”) nie może nas powstrzymać od Boga. Biedny człowiek może nadal wierzyć w Boga i ufać Mu. Ten, kto jest chory, może zwrócić się do Boga z cierpliwością i modlitwą. Nawet sama śmierć nie stanowi bariery między nami a Bogiem, ponieważ śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa usunęły „żądło śmierci” i przemieniły śmierć w drogę do Boga. Wszystko to prowadzi św. Jana do wniosku, że jest tylko jedna rzecz, której należy się tak naprawdę bać – a jest nią grzech! I to z tego powodu, że to grzech tworzy barierę, która trzyma nas z dala od Boga. Jeśli zatem uświadomisz sobie, że najwyższym dobrem w życiu jest bliskość z Bogiem, to zrozumiesz, że nie ma na tym świecie nic, co mogłoby podważyć tę relację, poza samym grzechem, tym „chybieniem celu”, które niweczy naszą relację z Bogiem. Bieda, choroba i śmierć nie mogą nas oddzielić od Boga, ale grzech może i będzie to robił. Ostatecznie, jest to niezwykle budująca refleksja głębokiego chrześcijańskiego myśliciela i pasterza.

Należy dodać, że św. Jan w żaden sposób nie bagatelizował straszliwych skutków ubóstwa, choroby i lęku przed śmiercią dla żyjących ludzi. Niestrudzenie głosił swojemu stadu o jego odpowiedzialności za ulżenie druzgocącemu ciężarowi ubóstwa, z jakim zmagają się inni; czy też o głębokim współczuciu i pomocy tym, którzy zmagają się z jakąkolwiek chorobą lub defektem fizycznym. Z pierwszej ręki znał surowe warunki rozległego, kosmopolitycznego otoczenia i wiedział, jak zamożni i zdrowi członkowie społeczeństwa potrafią ignorować cierpienia innych – nawet wśród swych chrześcijańskich braci. Wiedział, jak silny jest strach przed śmiercią, który terroryzuje wiernych. Bieda, choroba i śmierć były codziennością, z którą zmagał się zarówno jako prezbiter, jak i biskup w Antiochii i Konstantynopolu. Tym bardziej więc, jako kaznodzieja, napominał i starał się podtrzymywać żywy i płonący obraz Chrystusa w umysłach i sercach swoich ludzi. Według św. Jana jedynie wiara w Chrystusa mogła rozwiać - a przynajmniej osłabić - te lęki.

Jeśli chodzi o nasze dzisiejsze lęki, to samo dotyczy nas, ponieważ „nie ma nic nowego pod słońcem”. Różnica w naszej teraźniejszości polega na tym, jak te trzy lęki zostały tak mocno – jeśli nie brutalnie – uwypuklone wraz z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Ta globalna pandemia wydobyła te trzy rzeczywistości na powierzchnię w sposób, którego większość ludzi prawdopodobnie nie doświadczyła wcześniej w swoim życiu. Życie teraz toczy się dalej w naszych domach i rodzinach, ale nasze rozmowy, wiadomości, które słyszymy, i nasze myśli skupiają się na rzeczach, z którymi się zmagamy – ubóstwie, chorobie i śmierci. Te obawy, że możemy się w mniejszym lub większym stopniu ukryć przed codziennymi wydarzeniami „normalnego życia”, wypłynęły przed nasze zaniepokojone i pełne niepokoju spojrzenie. Niespodziewane bezrobocie dotyka ogromnej części naszego społeczeństwa, do tego stopnia, że porównuje się je do wielkich recesji z przeszłości. To rodzi widmo ubóstwa, nawet pomimo programów socjalnych i rządowej pomocy, które mają złagodzić presję związaną z tą możliwością. Wiemy również, jak bezrobocie podważa pewność siebie i poczucie własnej wartości, prowadząc do depresji z powodu niepewności przyszłości. Stąd pragnienie przywrócenia normalności, aby „wrócić do pracy”. W okresie pandemii wielu Amerykanów zostało zakażonych koronawirusem i słyszeliśmy przerażające historie osób, które chorowały; tym bardziej baliśmy się własnego narażenia, a nasz „bliźni” stał się właśnie osobą, której należało unikać i trzymać ją na dystans. Nie mogliśmy już zapraszać innych osób do naszej „przestrzeni”. A biorąc pod uwagę liczbę zgonów, śmierć nie była już odległą nieuniknioną rzeczą odłożoną na dalszą przyszłość, lecz czymś, na co zwracaliśmy uwagę każdego dnia. Zatem, jak nauczał przed wiekami św. Jan Chryzostom, rzeczywiście mierzyliśmy się - i mierzymy nadal - z naszymi największymi lękami.

Wśród chrześcijan może istnieć błędna pobożność, która głosi, że każdy strach w obliczu jakiegokolwiek niebezpieczeństwa jest w jakiś sposób oznaką braku wiary. Zgodnie z tym podejściem osoba wierząca w Chrystusa powinna być nieustraszona, W Piśmie Świętym znajdujemy poparcie dla takiego stanowiska: „Aby przez śmierć (Chrystus) zniszczył tego, który ma władzę śmierci, to jest diabła, i uwolnił tych, którzy ze strachu przed śmiercią przez całe życie podlegli byli niewoli” (Hbr 2,14-15). Mocna wiara w zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią to nasza droga do wolności od jej straszliwego uścisku. A jednak w tym samym Liście do Hebrajczyków słyszymy o agonii Chrystusa – i lęku – w Ogrodzie Getsemani w głęboko poruszających słowach: „On to w dniach swego życia w ciele, modlitwy i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci z silnym wołaniemi łzami zaniósł i został wysłuchany dla pobożności” (Hbr 5,7). Nawet Syn Boży cierpiał z powodu swojej mesjańskiej posługi przejścia przez „dolinę cienia śmierci”. Wydaje się, że istnieje nieuniknione napięcie między postawą nieustraszoności wobec rzeczywistości śmierci, a autentycznym lękiem przed śmiercią „w ciele”. Sądzę, że większość chrześcijan żyje w tym napięciu. Chrześcijanie wierzą, że Chrystus „śmiercią podeptał śmierć”. To jest wiara, którą żyjemy i którą głosimy na naszych zgromadzeniach liturgicznych, zwłaszcza podczas przyjmowania Eucharystii. Ale znajdziemy się w obliczu własnej „agonii” i lęku, gdy staniemy wobec perspektywy śmierci. Być może wszyscy podzielamy ten przejmujący okrzyk z Ewangelii: „Wierzę, Panie, wspomóż mnie w mojej niewierze” (Mk 9, 24). Chrześcijanom, którzy próbują zastraszyć „słabszych” chrześcijan, by „udowodnili”, że mają wiarę, nawet gdy się boją, ewidentnie brakuje miłości.

Święty Jan Chryzostom miał rację: boimy się 1) ubóstwa; 2) choroby; i 3) śmierci. Możemy to nazwać (upadłą) naturą ludzką lub kondycją ludzką. Wszystkie te określenia są trafne. Jeśli nasze lęki i obawy nasiliły się w większym lub mniejszym stopniu w ostatnich latach, nie musi to powodować w nas dalszego niepokoju o naszą wiarę ani paraliżującego zniechęcenia, że ​​nie jesteśmy wystarczająco wierni. Dostrzeżenie naszych słabości nie ma nas zniechęcać. Wręcz przeciwnie, powinno nas zachęcić do szczerości wobec siebie, aby stawić czoła naszym lękom. Być może jak patriarcha Jakub w tym tajemniczym wydarzeniu, kiedy zmagał się z aniołem, w ten sposób możemy je pokonać. Znamy nasze słabości, a teraz musimy skorzystać z tych „narzędzi” z wnętrza Kościoła, które, gdy się do nich pokornie zwrócimy, mogą zbudować naszą wiarę – z modlitwy, Pisma Świętego, pokajania, spowiedzi i Eucharystii. Św. Paweł napomina nas: „Oto teraz czas dogodny, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor 6,2). A w innym miejscu: „Wszystkiemu mogę podołać w umacniającym mnie Jezusie Chrystusie” (Flp 4,13). Wierzę, że konfrontacja z naszymi lękami jest bolesną lekcją pokory. Francuski teolog prawosławny, Jean-Claude Larchet, ujął to z wielką przenikliwością: „Choroba jest okazją dla każdego człowieka, by doświadczyć swojej ontologicznej kruchości, swojej zależności i zwrócić się do Boga jako Tego, który może pomóc ją przezwyciężyć: jeśli nie fizycznie (bo w odpowiedzi na modlitwę zdarzają się cudowne uzdrowienia), to przynajmniej duchowo, nadając jej sens, który nas buduje, a bez którego jedynie pozwalamy się zniszczyć”. Pokora nie oznacza zniechęcenia. Innymi słowy: nie wierzę, że Bóg działa poprzez zniechęcenie. Wierzę jednak, że wzmocnieni łaską Bożą, możemy działać pomimo zniechęcenia w każdej formie, w jakiej nas ono atakuje. Uświadomienie sobie naszej zależności od Chrystusa – „Beze Mnie bowiem niczego uczynić nie możecie” (J 15, 5) – uczy nas pokory. Dlatego nie możemy osądzać nikogo innego – w tym wszystkich „niewierzących”, którzy żyją pośród nas.

Jest coś do nauczenia się o sobie, o otaczającym nas świecie i o samym „życiu”, gdy stajemy w obliczu mnóstwa lęków. Proces ten może być bolesny, ale rezultaty są pozytywne. Uczymy się troszczyć o siebie nawzajem i kochać się nawzajem, pełniej doceniać „drobiazgi” w życiu, niczego nie brać za pewnik – w tym jutra – i głęboko współczuć cierpieniom innych. Na poziomie duszpasterskim mam nadzieję, że obejmuje to głębszą świadomość naszej zależności od Boga. Św. Jan Chryzostom znał nasze lęki, ale wiedział również, jak wyzwalająca jest wiara w Chrystusa. Możemy to sobie uświadomić dzisiaj jak nigdy wcześniej: „Jezus Chrystus wczoraj i dzisiaj, Ten sam i na wieki” (Hbr 13,8).

o. Steven Kostoff (tłum. Gabriel Szymczak)

za: oca.org

fotografia: alik /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →