wt, 27(14) paź wtorek, 27(14) paź 2026 roku juliański
Kalendarz →
Publicystyka 26 października 2026

Wiara i relacja

Docieramy do Boga przez sposób życia, nie przez sposób myślenia.

7 czytelników poleca

W świadomości większości ludzi słowo „wiara” ma dziś bardzo określoną treść. Oznacza bezkrytyczne przyjęcie zasad i aksjomatów, zgodę na teorię lub naukę, która pozostaje niedowiedziona. „Wierzę w coś” znaczy tyle, że to przyjmuję, nawet jeśli tego nie rozumiem. Pochylam głowę i poddaję się autorytetowi, który nie zawsze jest religijny, lecz może być także ideologiczny albo polityczny. Pod wspólnym płaszczem wiary często kryją się w równym stopniu religijne oddanie, ideologiczna dyscyplina i partyjne posłuszeństwo. Utrwaliło się nawet hasło nieznanego pochodzenia, które wielu uważa za kwintesencję metafizyki, choć w istocie jest ono jedynie założeniem każdego totalitaryzmu: „Wierz i nie dociekaj!”.

Trzeba powiedzieć bez ogródek, że takie rozumienie wiary nie ma nic wspólnego ze znaczeniem, jakie nadała temu słowu tradycja judeochrześcijańska. W ramach tej tradycji wiara funkcjonuje raczej w takim sensie, jaki znajdujemy do dziś w handlu i na rynku, niż w znaczeniu, które przypisują mu ludzie ideologicznie zaangażowani (przyp. tłum.: gr. pistis - wiara oznacza w języku handlowym kredyt; por. pol. kredyt, od łac. credere - wierzyć).

Rzeczywiście, gdy w handlu mówimy o „kredycie”, mamy na myśli zaufanie, jakie kupiec, czy biznesmen budzi w kręgach rynkowych. Wszyscy go znają, znają sposób i etykę jego transakcji, jego rzetelność w wypełnianiu zobowiązań. Jeśli kiedyś będzie zmuszony poprosić o pieniądze, od razu znajdzie pożyczkodawcę, może nawet bez pokwitowania, ponieważ jego osoba i jego słowo wystarczą za rękojmię.

W ten sam sposób, jak w handlu i w banku, funkcjonuje wiara w ramach tradycji judeochrześcijańskiej. I tutaj przedmiotem wiary nie są abstrakcyjne idee, które czerpią swoją powagę z jakiegoś nieomylnego autorytetu. Przedmiotem wiary są konkretne osoby, którym jesteśmy wezwani zaufać w ramach bezpośredniej, doświadczalnej relacji.

Mówiąc konkretniej: jeśli wierzysz w Boga, nie czynisz tego dlatego, że sugerują ci to jakieś zasady teoretyczne albo że jakaś instytucja zapewnia cię o Jego istnienie. Wierzysz Mu, ponieważ Jego osoba, osobowe istnienie Boga, rodzi w tobie zaufanie. Jego dzieła i Jego historyczne „działanie”, czyli Jego interwencje w Historii, sprawiają, że pragniesz z Nim relacji.

Oczywiście relacja, na której opiera się wiara, może być bezpośrednia, ale może też być relacją pośrednią. Tak jak z innym człowiekiem: wierzę komuś, ufam mu, bo go spotkałem, znam go, pozostaję z nim w bezpośredniej relacji. Ale wierzę także komuś, kogo nie znam osobiście, gdy świadectwa ludzi, którym ufam, poręczają jego wiarygodność. Podobnie wierzę artyście, którego nigdy nie poznałem, gdy samo jego dzieło rodzi we mnie zaufanie i podziw dla jego osoby.

Istnieją zatem stopnie wiary: przechodzi się od mniejszej do większej wiary, i ten postęp wydaje się drogą bez końca. Jakkolwiek pełna wydawałaby się czyjaś wiara, zawsze pozostaje miejsce na wzrost i dojrzewanie. Jest to dynamiczna, zawsze „nieukończona doskonałość”. Schematycznie moglibyśmy powiedzieć, że zaczyna się od zaufania do dobrego imienia jakiejś osoby. Przechodzi do poznania jej dzieła i jej sposobu życia. Staje się bezpośrednią pewnością, gdy dochodzi do osobistego spotkania, obcowania, bezpośredniej relacji. Z prostego zaufania przemienia się w całkowite oddanie samego siebie, w hojną ofiarę z siebie, gdy rodzi się między nami miłość (eros). A w prawdziwej miłości im bardziej kocham, tym lepiej poznaję drugiego, wierzę mu i oddaję się jego miłości. Prawdziwa wiara i oddanie właściwe miłości nigdy się nie kończą, lecz są nieustannym zdumieniem, „odkryciami” drugiego, zawsze nienasyconym zgłębianiem wyjątkowości jego osoby.

Tak jest też z wiarą w Boga. Może się ona zacząć jedynie od zaufania do świadectwa ludzi, którzy Go poznali, obcowali z Nim i dostąpili oglądania Jego Oblicza. Od zaufania do świadectwa doświadczenia praojców, świętych, proroków, Apostołów. Może przejść do zgłębiania miłości, którą objawiają Jego dzieła, wkraczanie Jego objawień w Historię, Jego słowo, które prowadzi nas za rękę ku prawdzie. Wiara przemienia się w bezpośrednią pewność i oddanie samych siebie Jego miłości, gdy dostąpimy poznania Jego Oblicza, niestworzonego piękna światłości Jego chwały. Wtedy „boski eros”, który rodzi się w nas, jest dynamiką przemian wiary „z chwały w chwałę” (2 Kor 3,18), nieustannym zdumieniem Jego objawieniami. Zdumieniem, które znosi czas.

Na każdym z tych stopni czy etapów wiara jest wydarzeniem i doświadczeniem relacji, drogą radykalnie różną od pewności rozumowej i „obiektywnej” wiedzy. Jeśli chcemy poznać Boga tradycji biblijnej, Boga Kościoła, musimy szukać Go właściwą drogą, drogą wiary. Logiczne „dowody” na Jego istnienie, obiektywne argumenty apologetyki, historyczna wiarygodność źródeł tradycji chrześcijańskiej mogą być pożytecznymi pomocami, by narodziła się w nas potrzeba wiary. Ale do samej wiary one nie prowadzą ani nie mogą jej zastąpić.

Gdy Kościół wzywa nas do swojej prawdy, nie przedkłada nam jakichś tez teoretycznych, które musimy z zasady przyjąć. Wzywa nas do osobowej relacji, do takiego sposobu życia, który stanowi relację z Bogiem albo stopniowo i przez doświadczenie do relacji z Nim prowadzi. Ten sposób życia przemienia całe życie z indywidualnego przetrwania w wydarzenie komunii. Kościół jest ciałem komunii, w którym członki żyją nie każdy dla siebie, lecz każdy w organicznej jedności miłości z pozostałymi członkami i z głową ciała, z Chrystusem. „Wierzę w prawdę Kościoła” znaczy, że godzę się zostać włączony w „więź miłości”, która go stanowi, ufam miłości świętych i Boga, a oni przyjmują mnie z wiarą-zaufaniem do mojej osoby.

Docieramy do Boga przez sposób życia, nie przez sposób myślenia. Sposobem życia jest każda organiczna funkcja wzrostu i dojrzewania, na przykład sposób, w jaki kształtuje się relacja z matką i ojcem. Od karmienia piersią, pieszczoty, czułości i troski aż po świadomą wspólnotę i przyjęcie ich miłości, w duszy dziecka cicho i niepostrzeżenie wyrasta wiara w matkę i ojca. Ta więź nie potrzebuje logicznych dowodów ani teoretycznych zabezpieczeń, chyba że sama relacja zostanie zaburzona. Dopiero wtedy argumenty myśli próbują zastąpić rzeczywistość życia.

prof. Christos Yannaras (tłum. Jakub Oniszczuk)

za: Christos Yannaras, Elements of faith (Αλφαβητάρι της πίστης), s. 25-29.

fotografia: Aleksander Wasyluk /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →