Jarosław Charkiewicz: - Od początków istnienia Światowego Bractwa Młodzieży Prawosławnej (Syndesmos) Władyka, najpierw jako świecki, później duchowny, aktywnie uczestniczył w pracach organizacji oraz w pracy z grecką młodzieżą prawosławną.
Jarosław Charkiewicz: - Od początków istnienia Światowego Bractwa Młodzieży Prawosławnej (Syndesmos) Władyka, najpierw jako świecki, później duchowny, aktywnie uczestniczył w pracach organizacji oraz w pracy z grecką młodzieżą prawosławną. Czy możemy przez chwilę wrócić do tamtych czasów?
Abp Anastasios: - Należę do pokolenia ludzi, którzy doświadczyli wojny. Co możemy dać światu? - było to ważne pytanie. Będąc świeckim teologiem zacząłem pomagać Cerkwi w prowadzeniu pracy katechetycznej wśród młodzieży.
W 1951 r. w Salonikach miało miejsce spotkanie Syndesmosu. Dlaczego w obecnym czasie Cerkiew prawosławna nie prowadzi pracy misyjnej wśród ludzi nie znających Ewangelii? - zastanawialiśmy się. Wtedy zacząłem wraz z innymi studiować zasady, którymi kierowała się nasza Cerkiew w pracy misyjnej w przeszłości. Chcieliśmy zainspirować jej odrodzenie.
W 1959 r. założyliśmy międzynarodowe centrum „Porethendes”. Zaczęliśmy wydawać pismo o tej samej nazwie. Wkrótce zostałem wyświęcony na diakona, wtedy też zacząłem uczestniczyć w pracach Światowej Rady Kościołów. W 1964 r. zostałem wybrany na wiceprezydenta Syndesmosu. Byłem nim 13 lat.
- Władykę znamy jako misjonarza w Afryce. To byt długi i owocny etap życia.
- W 1964 r., przyjąłem święcenia kapłańskie i tego samego dnia opuściłem Ateny udając się do Ugandy. Podczas pierwszej Liturgii świętej, którą tam celebrowałem, przysługiwał mi mały chłopiec - obecnie mój dobry przyjaciel, biskup Jonas. Pierwszego chrztu udzieliłem w Tanzanii.
Niestety, przebywając w Afryce zaraziłem się malarią. Po jej dwóch atakach oraz operacji lekarze oświadczyli, że muszę na bardzo długo zapomnieć o Afryce.
Rozpocząłem pracę w Uniwersytecie w Atenach w katedrze historii religii. W Niemczech, robiąc doktorat, dużo czasu poświęcałem historii religii, komparatystyce, afrykanistyce i etnologii. Chciałem lepiej poznać Afrykę i tam powrócić.
Na początku lat siedemdziesiątych wróciłem do Grecji. Zostałem dyrektorem Pracy Diakonijnej Greckiej Cerkwi Prawosławnej. Byłem odpowiedzialny za pracę misyjną w Grecji i poza jej granicami. Wtedy też nadano mi godność biskupa Androussa. Równocześnie wykładałem historię religii w Uniwerystecie w Atenach.
- Wielość obowiązków nie wyparła jednak myśli o bezpośredniej służbie Afryce.
- Ze wszech miar starałem się pomagać naszej misji w Afryce. Ostatecznie w 1981 r. z tytułem arcybiskupa Irinoupolis zacząłem ponownie organizować w Kenii kolejne prawosławne wspólnoty i seminarium duchowne. Wkrótce powstała szkoła im. bp. Makariosa, kształcąca przyszłych duchownych. Z woli Bożej wyświęciłem wówczas na duchownych 62 Afrykańczyków, zaś 42 na swego rodzaju katechetów, których zadaniem było nauczanie słowa Bożego wśród miejscowej ludności. Pochodzili oni z ośmiu różnych plemion.
W tym samym czasie pracowaliśmy nad przekładem Liturgii Świętej na 4 różne języki afrykańskie. W ciągu 10 lat mego drugiego pobytu w Afryce udało się nam również utworzyć lub odnowić około 200 parafii prawosławnych! utworzyć stacje misyjne w Kenii, Ugandzie i Tanzanii.
Prowadząc pracę misyjną w Afryce byłem jednocześnie wykładowcą historii religii w Uniwersytecie w Atenach, a od 1984 r. przewodniczącym Komisji Misji i Ewangelizacji Światowej Rady Kościołów.
- Przez 30 lat był Władyka związany z prawosławną misją w Afryce. Teraz chyba wszystkie swoje siły poświęca Albańskiej Cerkwi Prawosławnej. Znów bardzo trudny teren, teren na którym bezwzględnie były niszczone do niedawna wszelkie przejawy życia religijnego.
- Gdy byłem w Nairobi, w styczniu 1991 roku otrzymałem telefon: „Proszę wszystko zostawić, jechać do Albanii". Był to telefon z Konastantynopola. Dzwoniono z Patriarchatu Ekumenicznego. Otrzymałem nominację na Patriarszego Egzarchę Patriarchatu Ekumenicznego.
- Jakie zadania czekały na Władykę w Albanii, od dwóch lat arcybiskupa Tirany i całej Albanii
- Odbudowę życia religijnego prawosławnej ludności Albanii musiałem rozpocząć praktycznie od zera. Cerkiew w tym kraju w okresie władzy komunistów ucierpiała najbardziej i była praktycznie w stu procentach zniszczona. Systematyczne, krwawe prześladowania rozpoczęły się w 1944 roku. Albania została ogłoszona „pierwszym ateistycznym państwem świata” i walka z religią zdwoiła swą siłę.
W okresie panowania komunistów zostali zamordowani wszyscy prawosławni biskupi i prawie wszyscy księża. Całe mienie cerkiewne skonfiskowano, a wiele świątyń i monasterów zdemolowano, zamieniono na muzea, kina, sale gimnastyczne, składy, stajnie, sklepy, hale produkcyjne. Tysiące osób świeckich prześladowano z powodu wyznawanej przez nich religii. Niedawno opublikowano pełną listę zniszczonych świątyń. Było na niej 1608 prawosławnych cerkwi i monasterów, 175 kościołów rzymskokatolickich i 530 meczetów.
- Mimo tak znacznych zniszczeń, dzięki pracy Władyki i pomocy Cerkwi w Grecji i USA, bardzo szybko dały się zauważyć wymierne rezultaty.
- Zaraz po przybyciu do Albanii, mając do dyspozycji jedenastu, niektórych w podeszłym wieku, duchownych, na wzór pracy misyjnej w Afryce, zacząłem od utworzenia seminarium duchownego. Powstało ono w 1992 r. w Durres. Obecnie uczy się tam 114 przy sztych duchownych. W ciągu dwóch lat (1992-1993) wyświęciłem w Albanii 50 nowych diakonów i księży. Nie wy starcza ich jeszcze do obsadzenia wszystkich (ponad 100) parafii. W tym czasie udało nam się odbudować lub zrekonstruować prawie 50 świątyń, następnych 60 znajduje się w stadium odbudowy.
- Nie ominęły jednak albańskiej Cerkwi kłopoty. Mam tu na myśli zakaz wydany przez władze państwowe wjazdu do kraju trzech metropolitów z Grecji, do erygowanych już diecezji.
- Decyzję rządu nakładającą veto na przybycie kolejnych trzech hierarchów można w dużej mierze zrozumieć. Podczas wizyty delegacji patriarchatu u prezydenta Albanii, prezydent oświadczył, że moja osoba jako hierarchy Albańskiej Cerkwi Prawosławnej została przyjęta, bowiem nie można było znaleźć na to stanowisko Albańczyka. Powiedział również, że sprzeczne jest z albańską racją stanu, by cały Synod Albańskiej Cerkwi Prawosławnej stanowili hierarchowie pochodzący zza granicy. Musieliśmy się temu podporządkować.
- Czy znaleziono jakieś zastępcze wyjście?
- Tak. Spośród najstarszych duchownych naszej Cerkwi wybraliśmy trzech, których mianowałem na stanowiska wikariuszy nowo powołanych diecezji.
- Po to by w przyszłości mogli być wyświęceni nowi biskupi Albańczycy, niezbędne są monastery i powołania zakonne. Jak obecnie wygląda sytuacja w tej dziedzinie?
- Nie mamy jeszcze żadnego funkcjonującego monasteru. Trzy byle monastery, których zabudowania znajdują się w lepszym, ale dość opłakanym stanie, państwo nam zwróciło. Jeden z nich zaczęliśmy już restaurować.
Nie lepiej przedstawia się sytuacja z powołaniami zakonnymi. Jest to wciąż jeden z największych darów, o który prosimy Boga. Jest kilku młodych ludzi zdecydowanych kontynuować swą edukację teologiczną, być może któryś z nich czy też kilku wybierze drogę życia zakonnego.
- W jakich innych sferach życia albańskiej Cerkwi można mówić o sukcesach?
- Cieszy nas, że w maju ub.r. (1993 – przyp. J.Ch.) powołano organizację młodzieży prawosławnej, która pomaga Cerkwi głównie w katechezie i pracy diakonijnej. Publikujemy cerkiewny miesięcznik "Zmartwychwstanie", który wkrótce będziemy drukować we własnej drukami. Mamy możliwość emisji programu telewizyjnego, prowadzimy własny zakład produkcji świec.
- Jak wyglądają stosunki Cerkwi w Albanii z innymi Kościołami?
- Nie ma problemów w naszych wzajemnych stosunkach. Każde z wyznań stara się po latach prześladowań „dojść do siebie”. Około 30 proc. mieszkańców Albanii to prawosławni, 25 proc. rzymskokatolicy, pozostali to Muzułmanie. Powoli ale sukcesywnie zwiększa się liczba protestanckich grup misyjnych, których liderzy przybyli do nas głównie z USA i krajów skandynawskich.
- Czy istnieje w Albanii problem Cerkwi unickiej?
- Jak dotychczas nie. Mam nadzieję, że teraz już nie zaistnieje. Wyraziłem ją również przy okazji mego spotkania z nuncjuszem rzymskokatolickim, mówiąc, że po tak długim i ciężkim okresie prześladowań, nie możemy powtarzać starych błędów.
- Serdecznie dziękuję za rozmowę.
- Dziękując za możliwość podzielenia się moimi refleksjami, serdecznie pozdrawiam prawosławnych mieszkańców Polski.
— Jarosław Charkiewicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.