Ja i mój chłopak pochodzimy z dwóch różnych wsi. Poznaliśmy się w jednym mieście na studiach, w tym mieście też pracujemy. Kilka miesięcy temu zakończyliśmy studia, przez co musieliśmy się wyprowadzić z akademika. Ze względów finansowych musieliśmy zamieszkać razem, ale dochowujemy czystości przedślubnej. Wiem, że nie powinno się mieszkać razem przed ślubem, ale czy w naszej sytuacji nie będzie nam to poczytane za grzech? Czy mimo wszystko jest to złe i nie ma wyjątków. Ewa
Cieszę się (bardzo!), że „dochowujecie czystości przedślubnej” i wiecie, że przed ślubem „nie powinno się mieszkać razem”. Aby pomóc Ci/Wam znaleźć odpowiedzi na pytania: „czy nie będzie to poczytane za grzech” i „czy mimo wszystko jest to złe?”, zalecałbym poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „dlaczego mogłoby to być poczytane za grzech?” Same w sobie zamieszkiwanie dwojga młodych osób w jednym mieszkaniu na pewno nie jest grzechem. Opisane okoliczności wskazują na „czysto praktyczne” względy takiej decyzji. Trzeba jednak wziąć/brać pod uwagę potencjalne niedogodności czy nawet niebezpieczeństwa, które stwarza okoliczność wspólnego zamieszkiwania.
Skoro narzeczeństwo to czas upewniania się co do właściwości wyboru partnera/partnerki na całą wieczność (w prawosławnym pojmowaniu nie ma obietnicy: „i nie opuszczę cię aż do śmierci”, bo małżeństwo do wspólna droga do królestwa Bożego, które jest wiecznością), wspólne zamieszkiwanie, bycie ze sobą w dzień i w nocy blokuje możliwość pojawienia się uczucia tęsknoty, które bardzo wyraźnie podpowiada, że to na pewno ta/ten jedyna/y, z którym chcę spędzić całe życie na ziemi i w niebie…
Ponadto, wspólne zamieszkiwanie narzeczonych przed ślubem należałoby rozpatrywać (i tak właśnie było niegdyś powszechnie postrzegane) jako nierozsądne wystawianie się na niebezpieczną i niepożądaną pokusę (albo raczej cały zestaw pokus). Wyjaśnia to fragment książki o. Johna Brecka, „Święty dar życia” z rozdziału o ‘Przymierzu małżeńskim i zachowaniach seksualnych’:
Gdy dwoje ludzi poznaje się, lubi się i przywiązuje się do siebie, to całkiem naturalne, że od nieśmiałych gestów czułości przechodzą do pocałunków i pieszczot. Zawsze powinni jednak pamiętać, że „naturalne” jest upadłe i – szczególnie w sferze seksualności – ciągle pozostaje otwarte na demoniczne podszepty. Racjonalizacja lub „zracjonalizowane” namiętności są w stanie bez wielkiego trudu prowadzić przez kolejne stopnie zażyłości, dopóki dana para nie odda się nierządowi, a najlepszych nawet intencji nie pokryje kurz. Wielu młodych ludzi przyznaje przy spowiedzi: gdy do tego dochodzi, czują się zbrukani i poniżeni, nie z powodu samego seksu, lecz przez to, że zrujnowany został jakiś ideał oraz, co zdarza się nadmiernie często, ktoś zostaje nieodwracalnie zraniony.
Inaczej to ujmując, jeśli będziecie mieszkać jak brat z siostrą i uda Wam się nie ulegać wzmożonym (bo okoliczności są zdecydowanie sprzyjające) demonicznym, cielesnym pokusom/podszeptom, wówczas wspólne zamieszkiwanie „nie będzie wam poczytane za grzech”. Życzę powodzenia, ale jednocześnie przypominam - mądrości ludowe zalecają, aby w podobnych sytuacjach/okolicznościach „dmuchać nawet na zimne”…
— ks. Włodzimierz Misijuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.