DOSYTEUSZ, mnich i asceta (Prepodobnyj Dosifiej), 19 lutego/(3*)4 marca, (zm. VII w.).
Święty mnich i asceta Dosyteusz, uczeń świętego abby Doroteusza (VI w.), żył na przełomie VI i VII wieków. Wychował się w bogatej i sławnej rodzinie. Od służących swojego wuja, który był wojskowym dowódcą, młodzieniec Dosyteusz usłyszał opowieści o świętym mieście Jerozolimie i zapragnął je odwiedzić. Wkrótce jego marzenie mogło się zrealizować. Będąc w Getsemani długo przyglądał się przedstawieniu Sądu Ostatecznego. Nieoczekiwanie zobaczył obok siebie kobietę a ta wyjaśniła mu co dokładnie zostało tam przedstawione. Chłopak pytał: "Jak można uniknąć wiecznych mąk?" Na to pytanie usłyszał odpowiedź: "Pość, nie używaj mięsa, częściej módl się", po czym ta dziwna mentorka zniknęła mu z oczu. Dosyteusz począł jej szukać, lecz na próżno, ponieważ rozmówczynią była sama Przenajświętsza Bogurodzica. Widzenie Matki Bożej wywołało na młodzieńcu silne wrażenie i zdecydował się wstąpić do klasztoru.
Jego przełożonym był abba Seridos, a wśród mieszkańców byli tak wielcy asceci jak Barsonofiusz czy Jan. Dosyteusz gorliwie poprosił o przyjęcie do grona braci i został oddany pod opiekę starca Doroteusza. Święty pełnił swój nowicjat w monasterskim szpitalu, służąc wszystkim chorym. Mnich Doroteusz przyuczył młodego Dosyteusza w wstrzemięźliwości i poście, stopniowo zmniejszając ilość codziennie zjadanego chleba. Oduczył chłopaka również nerwowości i gniewu, stale przypominając, że każde złe słowo powiedziane choremu, mówi się jednocześnie samemu Jezusowi Chrystusowi. Dzięki odkryciu swoich myśli i bezwzględnemu posłuszeństwu wobec swego starca, święty sam popadł w ciężką dolegliwość. Cierpliwie znosząc cierpienia, nigdy nie lamentował i bezustannie się modlił.
Na krótko przed śmiercią poprosił o przekazanie starcu Barsonofiuszowi słów "Ojcze, puść mnie, nie mogę już dłużej żyć". Ten odesłał mu odpowiedź: "Cierp, dziecko, niedaleko już łaska Boża". Kilka dni później święty Dosyteusz ponownie wysłał wiadomość do swojego starca: "Władyko mój, nie mogę więcej żyć". Wtedy św. Barsonofiusz udzielił błogosławieństwa na odejście do Boga, a sam poprosił umierającego o modlitwy za całą brać, gdy stanie przed Świętą Trójcą. Mnisi dziwili się, że wielki abba Barsanofiusz prosi o modlitwę zwykłego mnicha, który mieszkał w klasztorze jedynie pięć lat i wielką ascezą nie zasłynął. Jednak po śmierci Dosyteusza jeden doświadczony asceta pomodlił się o łaskę widzenia pobytu zmarłych ojców monasteru i wśród tłumu świętych dostrzegł młodzieńca Dosyteusza. Święty dostąpił zaszczytu chwały w Królestwie Niebieskim dzięki swemu całkowitemu posłuszeństwu i pełnemu wyrzeczeniu się własnej woli.
opr. Tomasz Sulima
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.